Testujemy remaster Wiedźmina 3. Jako darmowe ulepszenie imponuje, choć chciałbym jeszcze więcej zmian
Czy warto przejść zremasterowanego Wiedźmina 3 jeszcze raz i jak wypada na tle współczesnych gier – to dwa główne pytania, na które odpowiem w tym teście. I będę się trochę dziwował, że nie muszę zadawać trzeciego: czy jest wart swojej ceny.
Chcieliśmy uczynić ją [porównywalną – dop. red.] z każdą inną grą debiutującą w tych czasach.
Taka deklaracja względem zremasterowanej wersji Wiedźmina 3 padła w imieniu studia CD Projekt RED z ust producenta wykonawczego Jakuba Kutrzuby w rozmowie z redakcją serwisu PC Gamer. I nagle wiem, z której strony zabrać się do tego tekstu. Dzięki, panie Jakubie.

Ktoś bardzo mocno wypastował tę podłogę w Kaer Morhen. Prawdopodobnie Ciri za to, że nie przeczytała Ghuli i Alghuli.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Wyobraźmy sobie zatem – ot, taki myślowy eksperyment – że Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster jest czymś więcej niż tylko aktualizacją do 11-letniej gry (bo w istocie tym właśnie jest; to darmowe odświeżenie, a nie osobny produkt). Że na 2026 rok wypada jego debiut i możemy go porównywać z innymi współczesnymi tytułami. Tak się fortunnie składa, iż mam pod ręką coś, co nazywa się The Blood of Dawnwalker…
Zanim przejdę do rzeczy, muszę poczynić pewne zastrzeżenia. Po tytule tekstu już wiecie, że nie jestem zachwycony remasterem Wiedźmina 3 – jednak czytając moją krytykę, pamiętajcie, że nie mówimy o płatnym produkcie. Gest CD Projektu nie zasługuje na nic innego jak podziw i chcę, aby to wybrzmiało bardzo wyraźnie zawczasu (zwłaszcza gdy dodamy do tego, że posiadacze samej „podstawki” dostali w prezencie rozszerzenia Serca z kamienia oraz Krew i wino). Nie odbierajcie mojego stękania jako próby zniechęcenia Was do kontaktu z odświeżoną wersją Dzikiego Gonu. Nic z tych rzeczy.
Aczkolwiek… Nie będę Was zniechęcał, ale od razu uprzedzę: nie liczcie, że gra zmieniła się nie do poznania. Jeśli planujecie przejść Wiedźmina 3 od początku i oczekujecie, że z remasterem to będzie całkiem odmienne doświadczenie – tak jak ja, klikając w menu „Nowa gra” po raz pierwszy od jedenastu lat – możecie się poczuć rozczarowani. Poczynione zmiany są w gruncie rzeczy kosmetyczne… chociaż u osób, które mają sprzęt zdolny udźwignąć path tracing, widoki mogą okazać się zdumiewające. Ze „zwykłym” ray tracingiem w sumie też.
Mapa na miarę XXI wieku

W 2015 roku takie rzeczy jeszcze nie wywoływały alergii, ale gdyby Wiedźmin 3 wyszedł dziś, na pewno nie zachwyciłby nas tym, że otwarty świat wypełniono głównie miałkimi „ubiaktywnościami”.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Z mojego punktu widzenia największy „zmieniacz gry” w remasterze to… śledzenie wielu zadań na mapie. Już w 2015 roku dostawałem cholery, skacząc ciągle między nią a dziennikiem i przeklikując misje, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie mam czegoś do roboty w najbliższej okolicy. Także już w 2015 roku instalowałem moda, który naprawiał ten kardynalny błąd…
Teraz, jedenaście lat później, wreszcie można korzystać z mapy jak w każdej cywilizowanej grze, widząc na niej podgląd celów wszystkich zadań, które mamy w dzienniku. Życzyłbym sobie jeszcze tylko wyświetlania tam informacji o sugerowanym poziomie dla danej misji i może skrótu klawiszowego pozwalającego podejrzeć bardziej szczegółowe informacje (choć taki sam efekt daje aktywowanie questa na mapie i przeskoczenie jednym przyciskiem do zakładki dziennika).

Również sterowanie Geraltem pozostawia trochę do życzenia. Manewrowanie w trudnym terenie bywa drażniące, brakuje mi też pośredniego tempa ruchu między chodem a biegiem, który w Wiedźminie jest szybszy niż sprint w niejednej innej grze.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Walka bez szału
Jesteście zaskoczeni? Oczekiwaliście, że istotniejsze okażą się zmiany w systemie walki? Muszę Was zmartwić – na tym polu dokonano jedynie kosmetycznych poprawek. O ile faktycznie można użyć tego słowa, bo nowa, dynamiczna kamera wprawdzie daje ciekawe efekty w pojedynkach jeden na jednego (zwłaszcza z wielkimi bestiami), ale już gubi się trochę, gdy Geralt ma do czynienia z grupami wrogów (czyli często), a czasem ustawia się w taki sposób, że nieco utrudnia dostrzeganie nadchodzących ataków.

Taki screen mógłby z powodzeniem zostać wykonany w grze wydanej w 2026 roku… gdyby tylko nie te podstępne, antyczne cegły.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
To ostatnie nie jest łatwe również przez to, że zwierzęta i potwory nadal mają drażniący zwyczaj biegać wokół wiedźmina albo w inny sposób miotać się, zadając ciosy jakby od niechcenia i przypadkiem; bandytom i reszcie humanoidalnych niemiluchów też zdarza się zawiesić albo spontanicznie odwrócić tyłem. Mówiąc krótko, mimo zapowiadanych ulepszeń, AI nadal woła o pomstę, responsywność sterowania pozostaje dyskusyjna i w ogólnym zarysie system walki po 11 latach mogę ocenić w najlepszym razie jako znośny. Przynajmniej zabijanie ludzi urozmaiciły świeże animacje egzekucji.
Lepsza grafika, lepsza wydajność

Prawie wszystkie screeny w tekście zostały wykonane w 4K na ustawieniach graficznych „ultra RT” z FSR i ray tracingiem (w trybie wydajności lub jakości – trochę między nimi skakałem), ale bez path tracingu. Novigrad zabiłby mi komputer…Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
No dobra, to może grafika? Jak wspomniałem, path tracing daje spektakularne rezultaty, ale mój komputer – mający na pokładzie Radeona RX 9070 XT – chciał wyzionąć ducha i wyświetlał pokaz slajdów, gdy włączyłem tę opcję. Również „zwykły” ray tracing dał mu w kość, ale, co ciekawe, uzyskałem lepszą wydajność przy ładniejszej grafice niż w starszej wersji gry dzięki temu, że remaster pozwala wspomóc się technologią FSR 4 i generacją klatek – w ten sposób zachowałem płynność na poziomie ok. 60 fps (choć okupioną mikroprzycięciami i okazjonalnym rwaniem obrazu), nie musząc schodzić poniżej rozdzielczości 4K.
Wtrącę tutaj słowo rady dla innych „radeoniarzy”: przed zagraniem w remaster Wiedźmina 3 koniecznie zainstalujcie nowe sterowniki do GPU, które powinny stać się publicznie dostępne na premierę – bez nich ryzykujecie, że zobaczycie paskudne graficzne błędy.
Jeśli chodzi o jakość samej oprawy, przyznam, że nie spodziewałem się takich efektów po nowych wizualnych „bajerach”. Choć w pewnych miejscach gra zdradza zaawansowany wiek (przede wszystkim małą liczbą wielokątów elementów otoczenia), całościowo grafika Wiedźmina 3 starzeje się bardzo godnie. Krajobrazy potrafiły chwycić za serce już w poprzedniej wersji, a remaster dał im jeszcze większą siłę rażenia dzięki nowoczesnym rozwiązaniom z dziedziny oświetlenia. To istny generator pocztówek.
Zaskoczyły mnie również modele postaci. Dzięki znakomitej robocie wykonanej przez grafików i animatorów dialogi wciąż da się oglądać z przyjemnością – teraz tym większą, że bardziej zaawansowany ray tracing tchnął nowe życie w twarze naszych ulubionych bohaterów. Ba, „Redzi” osiągnęli tak misterny balans między szczegółowością modeli a mimiką i gestykulacją, iż Wiedźmin 3 ciągle wypada na tym polu bardziej naturalnie niż wiele nowszych gier z otwartymi światami. Wliczając w to The Blood of Dawnwalker czy serię Assassin’s Creed.
Cholera, jednak ładna ta nasza przełęcz

Komentuje Maciej Pawlikowski
Pierwszy kontakt z Remasterem nie był najprzyjemniejszy. Gra albo się nie uruchamiała (musiałem wyłączyć launcher), albo wyświetlała mi tonę artefaktów. Reinstalowałem sterowniki dwa razy, grę raz, zmieniałem wszystkie dostępne opcje, a i tak w komnacie z Yennefer na początku gry wyświetlało mi ścianę z trawy… a ładna przełęcz widoczna z balkonu nie była taka ładna. Szukałem pozostałości po modach, bo być może takie instalowałem w przeszłości (nie znalazłem) i szczerze mówiąc, nie wiem w końcu, jak to naprawiłem, ale naprawiłem (z pewnością pomogła łatka wypuszczona w czasie okresu recenzenckiego).
I cholera, jednak ładna ta nasza przełęcz.

Chmury na niebie potrafią wręcz przytłoczyć baśniowym pięknem.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Momentami ta gra z ustawieniami uber i włączonym ray tracingiem + path tracingiem zwyczajnie zwala z nóg. Nie mogłem się nadziwić, jak baśniowe kraojobrazy potrafi wyczarować ta starusienka przecież gra. Odbicia światła, cienie, roślinność, zachmurzone niebo, wschody i zachody słońca, mgły nad drzewami. Gdy patrzysz w dal, na horyzont, możesz momentami zwyczajnie nie dowierzać, że ta gra miała premierę w 2015 roku.

Jeśli miałbym wskazać, w jaką grę grać na monitorze ultrawide, wskazałbym właśnie Wiedźmina 3.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Oczywiście, te high-endowe wodotryski wymagają high-endowego sprzętu. Path tracing włączą tylko nieliczni – w moim wypadku komfortowa gra na karcie RTX 5080 była możliwa tylko z włączonym generatorem klatek. No chyba, że chcemy grać w 20 klatkach. Path tracing rzeczywiście zmienia wiele – widoczne jest to zwłaszcza w pomieszczeniach. Ale i bez niego – a z włączonym ray tracingiem – gra wygląda pięknie. Czerwona posadzka z komnaty Kaer Morhen, w której Yennefer się ubiera, jeszcze nigdy nie była tak wymyta i błyszcząca.
Oprócz tych momentów, w których nie wygląda pięknie. W niektórych sytuacjach – tak z włączonym path tracingiem jak i bez niego – nie do końca rozumiałem, co to światło próbuje tu osiągnąć. Robiło się bowiem jakoś podejrzanie zbyt jasno, na czym – mam wrażenie – niekiedy ucierpiały twarze. Trochę to wygląda tak, jakby to było work in progres i możliwe, że wszelkie te wodotryski będą jeszcze dopieszczane.
A gra? Słuchajcie, tu nie ma co się zastanawiać – dostajemy za darmo kawał nowych opcji, w dodatku jeśli chcemy, możemy zostać przy wersji klasycznej. To stary Wiedźmin 3. Czy warto więc wrócić i zagrać raz jeszcze? Oczywiście. Ale nawet nie dla remastera, a dla zbliżającego się dodatku. Zrobiło się ładniej, trochę bardziej nowocześnie. Ale nadal jest swojsko.
Nieumiejętne umiejętności

Lepiej zróbcie sobie zawczasu ściągę, jeśli chcecie grać dalej na starym zapisie, bo po zainstalowaniu remastera będziecie musieli rozdać punkty umiejętności od nowa. Co to ja rozwijałem dekadę temu…Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Co tam jeszcze zostało z istotnych nowości w remasterze… Przebudowane drzewka umiejętności. Na papierze brzmiało to obiecująco, ale i tym razem w praktyce zmiany są raczej kosmetyczne. Dostępne „perki” pozostały zasadniczo takie same, przearanżowano natomiast warunki ich odblokowywania, rozmieszczając je na bardziej tradycyjnych „gałęziach”.
Dzięki temu na przykład jesteśmy w stanie nauczyć Geralta efektownie wywijać mieczem z umiejętnością Młynek (przemianowaną w remasterze na Kipiel; to nadal jeden z zaledwie dwóch specjalnych ataków bronią przewidziany w rozwoju postaci) na znacznie wcześniejszym etapie gry, bo wystarczy odblokować kilka poprzedzających ją zdolności – już nie musimy zainwestować określonej liczby punktów w całe drzewko szermierki.
Z drugiej strony – spośród wszystkich wykupionych umiejętności nadal możemy korzystać tylko z tych, które aktywujemy, więc przez nowy system rośnie ryzyko, że zmarnujemy punkty na coś, czego nie potrzebujemy, żeby tylko dostać się do pożądanej zdolności. Nie jestem fanem tej mechaniki aktywowania perków – jak i rozwoju postaci w ogólności, bo nie kręci mnie 5% premii do tego i owego albo 10% szans na efekt taki czy śmaki. Znacznie bardziej podobały mi się w tym względzie gry Wiedźmin i Wiedźmin 2, w których obok „pasywek” mogłem nauczyć Geralta niejednego zupełnie nowego ruchu. Dawnwalker też wypada tutaj ciekawiej.
Progresja regresywna
Umiejętności są częścią szerszego problemu progresji, który nadal pozostaje cierniem w oku Wiedźmina 3. Mówię o szeroko pojętej „levelozie”, determinującej statystyki przeciwników i przedmiotów w różnych częściach świata, co kładzie się cieniem na całym projekcie rozgrywki. Wiecie, o czym mówię.

Miłym akcentem dla estetów jest nowy system transmogryfikacji, czyli zmiany wyglądu rynsztunku bez wpływania na jego statystyki (przekucie). Taką usługę świadczą mistrzowie kowalstwa i płatnerstwa.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Ledwo przybywacie do Velen po prologu i gra daje Wam quest poboczny na poziom 31. z tablicy ogłoszeń, którego raczej nie wykonacie aż do epilogu. Chcecie poeksplorować tę wielką mapę, ale pierwszy lepszy utopiec kładzie Geralta machnięciem łapy, bo oddaliliście się od miejsca, gdzie oczekuje Was fabuła. Zdobywacie legendarny miecz po żmudnej przeprawie, a niedługo potem lepszą broń upuszcza przypadkowy bandyta. Na koniec zaś prawie przestajecie dostawać punkty doświadczenia za pominięte zadania, gdy wbijecie wysoki poziom postaci, bo jakiś designer bał się „grindu”.
I tak dalej, i tak dalej. Remaster nic w tej materii nie zmienił – a szkoda, bo Dziki Gon mógłby wiele zyskać, nawet gdyby zaoferowano zestaw eksperymentalnych (tj. nieprzetestowanych zbyt wnikliwie) opcji do przełączania w menu, które pozwoliłyby pozbyć się przynajmniej cząstki tego nonsensu. Na szczęście istnieją mody dające takie możliwości.
Od modów do oficjalnych opcji
Zostając w temacie modów i opcji – „Redzi” zainspirowali się tymi pierwszymi i przygotowali zestaw tych drugich, dzięki którym w remasterze da się wyłączyć inne upierdliwe mechaniki, często modyfikowane przez graczy. Przede wszystkim można dezaktywować niszczenie się uzbrojenia i łódek, a także dać Geraltowi nielimitowany udźwig czy nieskończone powietrze pod wodą, zautomatyzować łupienie pokonanych przeciwników bądź nawet wspomóc samoczynną regenerację zdrowia wiedźmina (ale nie do takiego stopnia, by uczynić go niezabijalnym).

Och, Geralt, nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo tęskniłem za twoim poczuciem humoru. Nie mam nic do Ciri, ale trudno mi sobie wyobrazić Wiedźmina 4 bez Białego Wilka w roli głównej…Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Doceniam również udogodnienia pokroju opisów przedmiotów wyświetlanych, gdy przeglądamy zawartość pojemników, oraz interakcji z siodła – już nie trzeba zeskakiwać z Płotki, żeby na przykład zrywać rośliny czy korzystać ze znaków drogowych do szybkiej podróży. Szkoda tylko, że nie pomyślano o opcji wyłączenia bądź pominięcia fabularnych retrospekcji towarzyszących ekranom wczytywania – były może użyteczne, zanim na rynku upowszechniły się dyski SSD, ale dziś jedynie frustrują, wielokrotnie wydłużając ładowanie gry.
Gdybym miał się jeszcze czepiać, wskazując współczesne funkcje, których brakuje Wiedźminowi 3, wytknąłbym niemożność przerywania animacji przy prowadzeniu „śledztw” (ciągłe schylanie się Geralta), ekrany menu bez opisów objaśniających (to przez nie 11 lat temu umknęło mi spotkanie z Letho, bo źle zrozumiałem, na czym miałaby polegać „symulacja wyborów z Wiedźmina 2”), czy zagracony ekwipunek bez opcji oznaczania rzeczy na sprzedaż. Opisom przedmiotów i umiejętności również brakuje niekiedy klarowności.
O ustawieniach dostępności i trybie Ballad Barda
Komentuje Adam Celarek
W ostatnich latach miałem dość ograniczony kontakt z trzecim Wiedźminem, więc raczej nie będę wdawać się w bardzo dokładne porównania. W oczy rzuciły mi się na pewno subtelne zmiany graficzne (przede wszystkim chyba oświetlenie) oraz szereg zmian QoL, które ułatwiają nawigację po interfejsie gry.
Jedną z najciekawszych w mojej opinii zmian jest jednak wprowadzenie trybu Ballada Barda. Ten specjalny moduł dostępności upraszcza szereg powtarzalnych i monotonnych mechanik, takich jak nakładanie olejów na broń, zbieranie lootu, udźwig czy wytrzymałość przedmiotów. To chyba pierwszy raz, kiedy spotykam się z sytuacją, w której deweloperzy bezpośrednio kierują swój system do osób odczuwających zmęczenie psychiczne lub problemy z koncentracją. Wydaje mi się również, że opcja ta może nieźle sprawdzić się też w przypadku mniej doświadczonych graczy, którzy mimo wszystko chcieliby zapoznać się z historią Geralta. Szczytna idea, która, mam nadzieję, przyjmie się szerzej w branży.
Za darmo to uczciwa cena

Za tobą też tęskniłem, Baronie – chociaż twój wątek już nie szokuje tak jak w 2015 roku. Od tego czasu widzieliśmy w grach niejedną równie mocną historię.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Więc jak wypada Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster jako całość na tle współczesnych gier? Urodziwe drewno z duszą i rozmachem – tak podsumowałbym go jednym zdaniem. W 2015 roku mechaniki broniły się nienajgorzej w zestawieniu z ówczesną konkurencją – przynajmniej na tyle, by dzieło CD Projektu RED mogło zabłysnąć tym, co najważniejsze: klimatem, fabułą, postaciami, dialogami, muzyką, dojrzałością, emocjami etc. etc.
Bądźmy szczerzy: ten projekt to było szaleństwo. Jeszcze w 2011 r. deweloper miał na koncie raptem dwie przeciętnych rozmiarów gry klasy AA (w najlepszym razie), a w ciągu następnych czterech lat przypuścił szturm na RPG-owy olimp, próbując stworzyć świat i rozgrywkę rozbudowane niegorzej niż w Skyrimie, a przy tym doprawione opowieścią i bohaterami, jakich nie powstydziłyby się najlepsze dzieła Obsidianiu bądź BioWare. Jakimś cudem udało się, cała branża przymknęła oko na oczywiste gameplayowe niedoróbki i dała się zarazić wiedźminomanią od Polaków. Reszta jest historią.

Przez liche AI i niezdarność NPC-ów szwankuje trochę iluzja żyjącego świata.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Wiedźmin 3 pozostaje grą magiczną po dziś dzień. Pomijając grafikę, która broni się zaskakująco dobrze, remaster ledwo poprawia leciwy gameplay: system walki, sterowanie czy rozwój postaci – ale i tak bawię się z nim znakomicie. To jedna z tych bardzo nielicznych w moim życiu pozycji, w których mam ochotę wykonać wszystkie zadania poboczne (proszę nie mylić z zaliczeniem wszystkich znaków zapytania; na wody Skellige za cholerę nie wrócę, zresztą życie nauczyło mnie ignorować „ubiaktywności”). Pewnie nadal tego nie zrobię, bo dziś niewoli mnie zbyt wiele samochodówek – tym niemniej urok Dzikiego Gonu jest przepotężny.

Medytacja wreszcie wróciła do klimatycznego wzorca z pierwszego Wiedźmina – obserwujemy upływ czasu w świecie gry, nie w menu.Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster, CD Projekt RED
Dekadę temu wystawiłem Wiedźminowi 3 notę 9/10 (mimo wszystko). Czy remaster obroniłby ją, gdybym oceniał go dziś tak, jakby był nową grą? Nie. Mimo tego całego uroku odjąłbym mu co najmniej pół oczka – ale i tak gorąco zachęcałbym do zagrania [chcesz powiedzieć, że wystawiłbyś 8,5? Draugu, Draugu, tańczysz z diabłem… – dop. redaktor naczelny]. W każdym razie to tylko eksperyment myślowy, jak zaznaczałem na wstępie.
Gdybyście zaś zastanawiali się, czy warto instalować remaster, czy nie lepiej byłoby zostać z poprzednią wersją gry – jest to, jak wspominałem, aktualizacja (5.0), więc taki dylemat mogliby mieć co najwyżej pecetowcy. A i w ich przypadku nie ma się nad czym zastanawiać. Można przecież sprawdzić, skoro za darmo? Nie bójcie się przy tym zmian w grafice, systemie walki czy sterowaniu Płotką – prawie wszystkie nowości są opcjonalne i mogą zostać wyłączone, jeśli Wam nie przypasują. Ucieczki nie ma jedynie przed odmienionym rozwojem postaci; liczcie się z tym, że kontynuując rozgrywkę ze starego zapisu, będziecie musieli rozdać wszystkie punkty umiejętności jeszcze raz.
Na szczęście nie muszę odpowiadać na pytanie, czy remaster jest wart swojej ceny. Miałbym twardy orzech do zgryzienia, gdyby CD Projekt RED udostępniał go odpłatnie – ponieważ jednak dostajemy te wszystkie ulepszenia za darmo, mogę z cicha odetchnąć z ulgą i po prostu skłonić głowę z uznaniem przed naszym rodzimym deweloperem. Mimo niedoskonałości, taki gest wobec 11-letniej gry nie zasługuje na nic innego niż podziw.
Grę otrzymaliśmy za darmo od CD Projekt RED.
