Chcę wrócić. Po 10 godzinach z The Duskbloods przestałem bać się, że FromSoftware zgubiło duszę w multiplayerze
- Czym jest nowy wynalazek FromSoftware?
- Bloodbo… Bloodsworn!
- System Cnoty
- Piętna
- Spijanie krwi
- 20 lat więzienia albo 100 zł grzywny za summoning
- Postacie
- Gramy!
- Grand Finale
- Technikalia
- Chcę wrócić
Chcę wrócić
Nie sądziłem, że ten kontakt z grą wywrze na mnie tak pozytywne wrażenie. Początkowo byłem tylko zaciekawiony, ale po zagraniu mam w głowie duże „wow”. Faktem jest, że jestem graczem, który potrafi się odnaleźć w krótszych sesjach, pokroju tych z gier MOBA, czy choćby mojego ukochanego TBOI. Nie uważam jednak, że The Duskbloods gromadzić będzie graczy jedynie z tego poletka. To dynamiczna, swobodna i otwarta na każdy typ odbiorcy przygoda, w której nie liczą się jedynie możliwości ciorania nawzajem w PvP. W tej grze element PvE został dodany jako urozmaicenie core’owego PVP, jednak pozwala na przejście gry w zupełnie inny sposób, przy każdym kolejnym meczu. I mimo spędzeniu z grą tych 10 godzin, wciąż chcę spróbować paru z nich.
I tych sposobów na wygraną jest naprawdę wiele. Potrafiłem czekać, aż walczący ze sobą gracze obiją się na tyle mocno, by zaraz potem móc ich wysadzić. W ostatniej chwili w walce pomiędzy 4 osobami zawarłem sojusz i ukatrupiliśmy pozostałą dwójkę. Potrafiłem koczować i opierać się na 3 źródłach Cnoty, o których mówiłem na początku – Cnota Płomienia, Przysięgi i Wyróżnienia. Praktycznie w ogóle nie musiałem walczyć w PVP w niektórych meczach. The Duskbloods pozwoliło mi grać, jak chcę. I choć dynamika i forma są zupełnie inne niż w znanych nam tytułach, tak uważam, że jeśli ktoś gry ze stajni FromSoftware potrafi docenić i dobrze się w nich bawić, tak i tutaj odnajdzie to, co wciągnie go na długie godziny.
