James Bond 007: Everything or Nothing. Zanim 007 wróci w First Light, sprawdzamy, czy gry z Bondem naprawdę były tak dobre, jak je pamiętamy
- Honorowe wzmianki, czyli Bond w spódnicy i symulator arcyzłola
- Shaken but Not Stirred
- GoldenEye 007
- The World Is Not Enough
- James Bond 007: Nightfire
- James Bond 007: Everything or Nothing
- From Russia with Love
- GoldenEye 007: Reloaded
James Bond 007: Everything or Nothing
- Producent: EA Redwood Shores
- Rok wydania: 2004
Everything or Nothing raczej nic nie mówi miłośnikom kina – i całkiem słusznie, bo była to kolejna gra na licencji z własną historią. Na ekranie oglądaliśmy świetnie wykonane, komputerowe postacie Pierce’a Brosnana, Johna Cleese’a, Judi Dench, Heidi Klum i Willema Dafoe, natomiast fabuła była swego rodzaju bezpośrednią kontynuacją filmu Śmierć nadejdzie jutro – ostatniego dzieła z Brosnanem jako 007. Ekipa z EA Redwood Shores poza tym odeszła od formuły strzelanki FPP, serwując nam po raz drugi w tym uniwersum grę akcji TPP z sekwencjami jazdy samochodem. Nowością był tryb kooperacji dla dwóch osób.
Gra zyskała dość mieszany odbiór, i to budząc bardzo skrajne emocje. Dla jednych była to najlepsza gra z Jamesem Bondem, dla innych odpowiednik najsłabszych filmów o 007 – przerost formy nad treścią, gdzie słabości zamaskowano budżetem i znanymi z kina, licencyjnymi motywami. Zupełnie jak tytuł – zależnie od odbiorcy, gra była albo jak „wszystko albo nic”. Średnia ocen powyżej 8/10 dawała jednak powód do zadowolenia, a pecetowcy tym razem znowu musieli obejść się smakiem – Everything or Nothing nie ukazało się na ich platformę.

