Red Faction było prekursorem w kwestii destrukcji otoczenia. Choć mechanika dawała graczom masę frajdy, to jednak nie została ciepło przyjęta przez inne studia.
Raz na jakiś czas wśród gier wideo powstają tytuły szczególne, które biorąc co najlepsze z danego gatunku niejako redefiniują go, tworząc coś nowego i niepowtarzalnego. Weźmy na przykład takiego Rogue’a na kanwie którego powstał później szereg gier nazywanych dziś roguelike’ami. Czasem jednak pomysły czy technologie prezentowane przez konkretne tytuły nie są rozwijane i implementowane do dalszych produkcji i wcale nie oznacza to, że były zwyczajnie słabe.
Bo weźmy na warsztat takie Red Faction z 2001 roku, które wydane zostało za sprawą Volition Inc., czyli tych samych ludzi, którzy dali nam The Punishera czy całą serię Saints Row. O samym tytule przeczytacie więcej w retro wspomnieniach naszego autora, a i nie wspominam o nim bez powodu. Wśród graczy gwałtowną popularność zdobywa bowiem właśnie wspominka użytkownika YallSoftAsButter, który dzieli się swoim doświadczeniem z gry, niejako rozpalając wspomnienia innych, nieco starszych graczy.
Chodzi o jeden system w Red Faction, który zdecydowanie wyprzedzał swoje czasy, a który nie został aż tak ciepło przyjęty i zaadaptowany przez inne studia w ich produkcjach. Mowa oczywiście o destrukcji otoczenia, która w trybie multiplayer pozwalała na przykład przekopywać się przez szereg ścian, by finalnie dzięki owym podkopom znaleźć się na tyłach wroga. Mechanika ta potrafiła dostarczyć wiele zabawy, a jednak ze świecą szukać innych tytułów wydanych w tamtym okresie, które korzystałyby z niej równie chętnie co Red Faction.
I wybrzmiewa to również w opiniach innych graczy, którzy nieźle przejechali się na założeniu, że gry wideo będą podążać w kierunku umożliwiającym całkowitą destrukcję otoczenia jako coś bardziej “normalnego”.
Jako dziecko zawsze myślałem, że gdy dorośniemy, gry wideo będą miały niesamowite lokacje, w których można będzie wszystko zniszczyć… Bad Company podążało w tym kierunku, więc mamy inne gry, takie jak Red Faction. Teraz wszystkie gry stały się jeszcze mniej immersyjne pod względem niszczenia lokacji.
Zwłaszcza porównując pierwsze kilka gier z serii Far Cry z ostatnimi. Różnice są znaczące i nie wiem, dlaczego usunęli te elementy. To właśnie sprawiało, że gry wideo dostarczały mi rozrywki, nie chodzi tylko o grafikę.
Wcale nie znaczy to, że na rynku całkowicie brakuje dziś gier, które zawierają w sobie motywy destrukcji otoczenia. Spójrzmy na przykład w stronę serii Battlefield, którą gracze pokochali za taktyczne możliwości niszczenia otoczenia i korzystania z tej mechaniki, by na bieżąco modyfikować pole bitwy. Nie pozwala jednak na skalę destrukcji znaną z Red Faction. Z kolei taki Teardown polega w pełni na rozwalaniu otaczających nas obiektów, a jego przytłaczająco pozytywne opinie na Steamie mówią jasno - gracze lubią rozwalać rzeczy w grach.
Szkoda więc, że dostając do zabawy narzędzia zniszczenia, tak rzadko możemy rzeczywiście korzystać z ich pełnego potencjału by niszczyć obiekty w innych produkcjach. Wiadomo, trzeba z tej mechaniki korzystać z głową, by mapy nadal pozostawały grywalne i pozostawały spójne z wizją twórców. Jestem jednak ciekaw, czy wśród swoich ulubionych tytułów macie takie, które realizują wizję zapoczątkowaną przez Red Faction. Dajcie znać w komentarzach!
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.