Jedna zmiana w Red Dead Redemption 2 względem Grand Theft Auto 5 budziła lekkie obawy studia Rockstar Games przed premierą kultowego już wirtualnego westernu.
Kiedy w 2013 roku do rąk graczy trafiło „piąte” GTA, szybko okazało się, że Rockstar postawił na nietypowe rozwiązanie dla serii – zamiast jednego grywalnego bohatera gracz mógł pokierować trzyosobowym gangiem: Michaelem De Santa, Franklinem Clintonem oraz Trevover Philipsem. Pomysł był niewątpliwie ryzykowny, z czego twórcy dobrze zdawali sobie sprawę, ale ostatecznie ten „skok wiary” chyba opłacił się studiu, skoro GTA 5 to dziś jeden z największych bestsellerów w historii gier wideo. Tyle że wzbudził on obawy co do następnego projektu dewelopera.
Tak jak Grand Theft Auto V od początku powstawało z myślą o grupie bohaterów, tak trzeci Red Dead zaplanowano jako historię jednego kowboja, przynajmniej w kontekście rozgrywki. Jednakże, jak zdradził Rob Nelson (współprezes Rockstar Games) w trakcie kolejnego wywiadu poświęconego Grand Theft Auto 6, twórcy obawiali się reakcji graczy na powrót do jednej grywalnej postaci w RDR 2 po poznaniu parszywej trójki w GTA 5, zwłaszcza że Red Dead Redemption 2 uwzględniało cały gang bohaterów:
Tak, to [dwójka bohaterów, w tym kobieta – przyp. red.] z pewnością nowość w tej generacji gier z serii Grand Theft Auto. Zawsze spoglądamy wstecz na poprzednie tytuły i zastanawiamy się, jak je rozwijać i posuwać do przodu. Tak więc po GTA V, w którym mieliśmy trzech bohaterów powiązanych ze sobą, ale na swój sposób indywidualnych, a następnie po Red Dead Redemption 2, które było oczywiście historią Arthura, trochę się obawialiśmy, że gracze znudzą się jednym bohaterem. I rzeczywiście niektórzy pytali: „Czy będzie można przełączać się między członkami gangu?”.
Na szczęście te pytania nie przełożyły się na rozczarowanie graczy. RDR 2 niewątpliwie sporo brakuje do sukcesu GTA 5, ale ponad 85 mln egzemplarzy to wciąż sprzedaż, której może pozazdrościć niejedna cała seria, a odbiór gry stawia ją wśród najlepiej ocenianych produkcji w historii. Nelson jest też zdania, że Arthur Morgan „sprawdził się” i był ważną lekcją dla Rockstara:
Pojawiały się pytania na ten temat. Zapomniałem o tym aż do teraz. Kiedy się nad tym zastanowić, ludzie oczywiście snują domysły. Ale teraz wydaje mi się to zabawne, bo Arthur sprawdził się jako postać i mogliśmy naprawdę zagłębić się w jego historię, a potem oczywiście pojawił się John… i myślę, że to, co udało nam się osiągnąć z Arthurem pod względem jego wątku fabularnego oraz tego, jak jego działania i wydarzenia, które go spotkały, zmieniły go lub nie – w zależności od tego, jak grasz i jakie wybory podejmujesz w ramach tego systemu moralności i honoru – miało naprawdę duży wpływ na nas i na nasze zaangażowanie w grę jako on, i myślę, że innym graczom również podobała się ta gra.
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).