Około połowa młodych ludzi kupujących dziś płyty CD nie ma w domu żadnego odtwarzacza. Kupują je i tak, bo płyta przestała być nośnikiem muzyki, a stała się dowodem, że coś naprawdę się posiada. Efekt? Według najnowszego raportu RIAA przychody z nośników fizycznych w USA wzrosły w pierwszym półroczu o ponad jedną czwartą. A branża gier idzie dokładnie w przeciwną stronę.
Amerykańskie stowarzyszenie wydawców muzycznych RIAA podsumowało pierwsze półrocze 2026 roku i choć streaming wciąż rządzi (4,89 mld dolarów przychodu w pół roku, czyli 82 procent całego rynku; wzrost o 4,7 procent), to najciekawsze dzieje się na jego marginesie:
Cały amerykański rynek muzyki nagranej urósł o 6,9 procent, do 5,97 mld dolarów - poza streamingiem, nośnikami i pobraniami dorzuca się do tego jeszcze 232 mln dolarów z licencji na muzykę w filmach, reklamach i grach. Jedno zastrzeżenie: RIAA zmieniła w 2025 roku sposób liczenia przychodów, przechodząc z szacowanej wartości detalicznej na hurtową, więc porównania kwot sprzed tej zmiany bywają zwodnicze. Liczba sprzedanych sztuk, na którą przeliczenie nie wpływa, opowiada jednak tę samą historię. Innymi słowy: ludzie nie rezygnują ze streamingu - oni po prostu zaczynają obok niego znów kupować rzeczy, które da się postawić na półce.
Zanim ktoś ogłosi renesans płyty CD w wersji z lat 90., uczciwe zastrzeżenie: za lwią część skoku odpowiada K-pop. Siedem pierwszych miejsc na liście najlepiej sprzedających się płyt CD półrocza zajęły wydawnictwa koreańskich gwiazd, a sam album Arirang zespołu BTS rozszedł się w 567 tysiącach egzemplarzy - fani kupują po kilka kolekcjonerskich wariantów jednej płyty. Firma Luminate, licząca sprzedaż w sztukach, podaje, że kompakty urosły o 16 procent, ale po odjęciu K-popu zostaje z tego skromniejsze 6,7 procent. To jednak jest wzrost i to na nośniku, który miał być martwy. Pomaga cena: CD kosztuje zwykle jedną trzecią do połowy tego, co winyl, co dla młodych kolekcjonerów bywa argumentem decydującym.
Najlepszy detal całego raportu brzmi jednak tak: około połowa kupujących kompakty przedstawicieli pokolenia Z i milenialsów w ogóle nie ma odtwarzacza CD. Płyta przestała być nośnikiem muzyki, a stała się gadżetem kolekcjonerskim i sposobem na bezpośrednie wsparcie artysty - czymś między figurką z ulubionej serii a cegiełką dla twórcy. Growi kolekcjonerzy steelbooków kiwają w tym momencie głowami ze zrozumieniem.
Luminate nazywa to wprost przedefiniowaniem formatu: z funkcjonalnego nośnika audio w przystępny cenowo kolekcjonerski przedmiot.
K-pop tłumaczy skok w liczbach, ale za powrotem do fizycznych nośników stoi jeszcze jeden powód: zmęczenie modelem, w którym niczego nie posiadasz. Subskrypcja to odwoływalna licencja, a nie własność - o czym konsumenci przekonują się przy każdym zniknięciu treści z cyfrowych bibliotek. Płyta na półce nie zniknie, bo komuś wygasła umowa licencyjna. Badacze z RTi Research ujmują to jednym zdaniem: „Na Spotify nie posiadasz niczego. Wynajmujesz dostęp". Stąd bierze się manifest, o którym mowa w tytule - zakup kompaktu bez odtwarzacza to nie nostalgia za sprzętem, tylko deklaracja, że chce się mieć coś na własność i zapłacić za to twórcy bezpośrednio.
Więcej:Gry z PS3 działają na PC prosto z płyty. Fizyczne wydania znowu pokazują swoją wielką zaletę
1

Autor: Przemysław Bartula
W 2000 roku dołączył do ekipy tworzącej serwis GRYOnline.pl i realizuje się w nim po dziś dzień. Zaczął od napisania kilku recenzji, a potem płynnie poszły newsy, wpisy encyklopedyczne i cała masa innych aktywności. Na przestrzeni 20 lat uczestniczył w tworzeniu niemal wszystkich działów i projektów firmy; przez lata piastował stanowisko szefa encyklopedii gier i szefa newsroomu, a ostatecznie trafił do zarządu firmy GRY-OnLine S.A. Obecnie jest dużo bardziej zaangażowany w aktywności zarządcze aniżeli redaktorskie. Posiada dyplom technika elektrotechnika i inżyniera budownictwa wodnego.