Jason Schreier musiał wyjaśnić swój pozornie prosty wpis, gdy część graczy uznała, że Sony ma problem z opieszałością tylko w studiu Naughty Dogs.
Nie tylko Naughty Dog podpadło Sony. Japoński gigant ma być bardzo niezadowolony z tego, jak „często” jego studia wydają nowe gry.
Po niedawnym artykule na temat studia Bungie, w którym Jason Schreier wspominał o planowanych zwolnieniach, dziennikarz dodał w serwisie BlueSky wyjaśnienie, dlaczego deweloper nie zaczął pracować nad Destiny 3 po premierze Ostatecznego Kształtu, skoro zespół już wtedy wiedział, że pora porzucić „dwójkę”. Dziennikarz był rozbrajająco szczery: wszystko rozbiło się o to, ile pieniędzy pochłonęłaby produkcja projektu.
Na takie wyjaśnienie jeden z użytkowników serwisu stwierdził z przekąsem, że ta sama firma, która nie chce wyłożyć pieniędzy na „nową strzelankę MMO z już istniejącą bazą fanów” jakoś nie ma problemu z daniem Naughty Dog ponad 5 lat i 300 milionów dolarów na tytuł dla jednego gracza. Na to Schreier odpowiedział krótko: „Och, oni [Sony] zdecydowanie mają z tym problem”.
Część internautów zrozumiała to jako wskazanie, że to konkretnie Naughty Dog podpadło Sony Interactive Entertainment swoim długim i kosztownym procesem produkcyjnym. Tyle że, jak widać powyżej i jak to ujął dziennikarz na forum ResetEra, było to drastyczne wypaczenie wypowiedzi dziennikarza agencji Bloomberg.
Stąd wyjaśnienie opublikowane później przez Schreiera: Sony ma problem nie z samym tylko Naughty Dog, lecz z tym, z czym mierzy się prawie cała branża gier: długim i kosztownym powstawaniem gier w ogóle. Czy też, jak to ujął dosadnie jeden z użytkowników ResetEry, „Sony wolałoby, żeby jego studia wydawały gry”.
Dziennikarz nawiązywał tym samym do swojego wcześniejszego artykułu, w którym mówił o problemie dotykającym całą branżę gier AAA. Doszliśmy bowiem do sytuacji, w której budżety na poziomie 300 milionów dolarów są nie skrajnym wyjątkiem, a standardem (lub wręcz minimum), a faktyczne ekstremalne przypadki to kwoty zbliżające się do miliarda dolarów. Albo znacznie go przekraczające, jeśli wziąć spekulacje na temat budżetu Grand Theft Auto 6 za dobrą monetę (dla przypomnienia: niewykluczone, że na produkcję „szóstki” wydano już kilka miliardów dolarów).
Trzeba przy tym dodać, że akurat w przypadku Bungie wstrzemięźliwość Sony w kwestii wydatków jest, niestety, zrozumiała. Jak już pisaliśmy, w ostatnich lata studio nie miało dobrej passy. Tak, najnowszy projekt zespołu w teorii został przyjęty dobrze, wręcz znakomicie patrząc m.in. na opinie na Steamie. Tyle tylko, że na razie nie przełożyło się to na ogromną popularność Marathonu. Dodajmy do tego obecną niewesołą sytuację w branży gier (Sony także ma już na koncie sporo zwolnień i zamkniętych studiów tylko w ostatnim roku) i łatwo zrozumieć, dlaczego SIE mogło wykazać się powściągliwością w wydatkach na Destiny 3.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).