Rozwydrzony Vader – Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów. Bohaterowie, których popsuto głupimi scenami
- Bohaterowie, których popsuto głupimi scenami
- Bezużyteczny Jack Sparrow – Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara
- Daenerys z alternatywnego wszechświata – Gra o tron
- Marudzący Luke Skywalker – Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
- Leniwy Batman – Liga Sprawiedliwości Jossa Whedona
- Rozwydrzony Vader – Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów
- Słodcy i bezmózgi Ron i Hermiona – Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II
- Bezrefleksyjna Diana – Wonder Woman 1984
- Sabrina magicznie wyłączająca sobie szare komórki – Chilling Adventures of Sabrina
- Chcący wrócić do więzienia Lecter – Hannibal
Rozwydrzony Vader – Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów

- Rok kinowego debiutu postaci: 1977
- Rok popsucia postaci: 2005
- Czy zostało to naprawione: w chronologii uniwersum – tak, z punktu widzenia widza – nie
Dartha Vadera można nie lubić, ale trudno zaprzeczyć, że w starej trylogii to prawdziwy badass. Nie żeby duszenie swoich podwładnych należało do najskuteczniejszych metod motywacji zespołu, ale przecież w tej wersji Skywalker miał być tym złym gliną. Czy tam Sithem. Dość jednak powiedzieć, że nawet w swoim gniewie i zapalczywości wydawał się w pewien sposób chłodny. A przynajmniej wyprany z emocji.
Trylogia prequeli pokazała genezę tej postaci. Czasem lepiej, czasem gorzej. W Zemście Sithów – pomijając kompletnie pozbawiony emocji wątek romansowy – nawet całkiem dobrze. Po familijnym Mrocznym widmie i pełnym akcji Ataku klonów dostaliśmy epizod ponury, klimatyczny i dobrze oddający charakter stworzonych przez Lucasa kilkadziesiąt lat wcześniej postaci. Z jednym wyjątkiem.
Film powinien skończyć się na scenie, w której widzimy nieprzytomnego Anakina w kostiumie Dartha Vadera. Jego przemiana właśnie się dokonała i tak naprawdę nie potrzeba już niczego dopowiadać. Twórcy nie mogli się jednak oprzeć pokusie pokazania jego frustracji. Nie do końca wiadomo, co najbardziej irytuje nowo narodzonego Lorda Sithów – śmierć ukochanej, własne grzechy, porażka z Kenobim, niepełnosprawność, fakt, że nie zginął i tym samym nie zazna spokoju, czy może tyleż efektowny, co niepraktyczny skafander, do którego przykuł go Palpatine. Powodów mogło być wiele i nie ma co się dziwić frustracji Skywalkera.
Sęk w tym, że przechodzący w zawodzenie krzyk Vadera przypomina głos rozpieszczonego dziecka, któremu ktoś zabrał ulubioną zabawkę. I jeszcze te szeroko rozłożone ręce oraz wzniesiona ku górze głowa, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, że Skywalkerowi jest przykro... Na domiar złego reżyser katuje nas tą sceną przez cztery sekundy. Dobra, niby niewiele. Ale to wciąż o cztery sekundy rozwydrzonego Vadera za dużo.
