Jeden z najważniejszych elementów Assassin’s Creed IV: Black Flag pojawił się już w „trójce”. Celowo został jednak zepchnięty na margines, bo Ubisoft obawiał się najgorszego.
Assassin’s Creed IV: Black Flag – którego remake, będący tajemnicą poliszynela, ma się ponoć ukazać do końca marca 2027 roku – zyskał opinię świetnej gry, choć niekoniecznie dobrego „Asasyna”. Tak bowiem jak „trójka” porzuciła wielkie miasta na rzecz mniejszych osad i otwartych, lesistych terenów pomiędzy nimi, „czwórka” poszła o krok dalej, morzem wypełniając przestrzenie oddzielające poszczególne lokacje, które gracze z lubością przemierzali na pokładzie statku.
Fanom Assassin’s Creed nie trzeba mówić, że pomysł ten narodził się już w AC III, lecz został wykorzystany zaledwie w kilku misjach pobocznych. Dlaczego? Jak twierdzi reżyser kreatywny „trójki”, Alex Hutchinson, Ubisoft bał się tutaj wypłynąć na pełne morze.
Był ogromny strach, że ta technologia się nie sprawdzi. Nie mogła więc stanowić zbyt dużej części głównej fabuły [Assassin’s Creed III – dop. red.], bo nie wiedzieliśmy, czy zda egzamin. Gdy okazała się w porządku, uznaliśmy, że „to świetnie”.
Reszta jest już historią. Z pływania statkiem Ubisoft uczynił fundament Assassin’s Creed IV: Black Flag i Assassin’s Creed IV: Rogue, później w różnej skali implementując je także w AC: Odyssey i AC: Valhalli. Co ciekawe, Hutchinson sugeruje, że zakres tej mechaniki w Assassin’s Creed III mógłby być większy, gdyby nie „stary model produkcji gier AAA” Ubisoftu, który zakładał powstanie wersji alfa na około dwa miesiące przed premierą. W innej rzeczywistości system ten mógłby więc rozwinąć żagle już w październiku 2012, a nie 2013 roku.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Hubert Śledziewski
Zawodowo pisze od 2016 roku. Z GRYOnline.pl związał się pięć lat później – choć zna serwis, odkąd ma dostęp do Internetu – by połączyć zamiłowanie do słowa i gier. Zajmuje się głównie newsami i publicystyką. Z wykształcenia socjolog, z pasji gracz. Przygodę z gamingiem rozpoczął w wieku czterech lat – od Pegasusa. Obecnie preferuje PC i wymagające RPG-i, lecz nie stroni ani od konsol, ani od innych gatunków. Kiedy nie gra i nie pisze, najchętniej czyta, ogląda seriale (rzadziej filmy) i mecze Premier League, słucha ciężkiej muzyki, a także spaceruje z psem. Niemal bezkrytycznie kocha twórczość Stephena Kinga. Nie porzuca planów pójścia w jego ślady. Pierwsze „dokonania literackie” trzyma jednak zamknięte głęboko w szufladzie.