W 2005 roku twórcy serii Tony Hawk’s Pro Skater postanowili stworzyć własną wariację na temat serii GTA. Osadzony na Dzikim Zachodzie GUN przetarł szlaki dla cyklu Red Dead Redemption.
W dzisiejszych czasach właściwie jedyną marką, do której przypina się łatkę „GTA na Dzikim Zachodzie”, z oczywistych względów jest Red Dead Redemption. Powodem takiego stanu rzeczy jest nie tylko wspólny deweloper obu tych serii, lecz również pokrewna konstrukcja ich otwartych światów i co najważniejsze – równie duże przywiązanie do detali. Zanim jednak mieliśmy okazję poznać bliżej Johna Marstona i zasmakować kowbojskiego życia w jego skórze, inne studio próbowało swoich sił w stworzeniu produkcji tego typu.
Za GUN, czyli osadzoną na Dzikim Zachodzie grą akcji z otwartym światem, wydaną w 2005 roku, stała ekipa Neversoft. Zespół, który zawojował świat cyklem Tony Hawk’s Pro Skater, postanowił spróbować czegoś zupełnie nowego zarówno dla siebie, jak i dla nas. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała stworzona przez to studio przygoda na amerykańskich bezdrożach.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
Głównym bohaterem gry GUN był Colton White. Po tym, jak jego ojciec został zamordowany przez kaznodzieję Reverenda Reeda i jego ludzi, pałający żądzą zemsty protagonista rozpoczął krwawą vendettę, starając się dopaść mordercę. Po drodze nasz podopieczny poznawał rozmaitych sojuszników i nowych wrogów, a także odkrywał kolejne tajemnice, w tym dotyczące jego pochodzenia.
Opowiedziana w grze historia rozwijała się powoli, choć trzeba przyznać, że z czasem rozkręcała się na tyle, iż potrafiła przykuć do ekranu. Inna sprawa, że twórcy postawili na liniowy początek i prowadzenie nas za rączkę przez pierwsze zadania. Dopiero z czasem świat gry stawał przed nami otworem, co nie każdemu musiało się podobać. Mapa nie była przy tym szczególnie obszerna, ale zaimplementowano tu wszystkie lokacje, jakich możemy spodziewać się po XIX-wiecznej Ameryce. W GUN znalazło się więc miejsce zarówno na miasteczka i niewielkie osady, jak i na rozległe stepy spalone słońcem czy jaskinie skąpane w mroku.
Jak przystało na pierwsze „GTA na Dzikim Zachodzie”, świata gry nie eksplorowaliśmy wyłącznie na piechotę. White był doskonałym jeźdźcem, a na wierzchowcu mógł zarówno przemieszczać się z punktu A do punktu B, jak i walczyć z nieprzyjaciółmi. W przeciwieństwie do Arthura z Red Dead Redemption 2, protagonista niespecjalnie przywiązywał się do swoich zwierząt. Kiedy jedno z nich padało trupem, bez większych problemów był w stanie znaleźć nowe, udając się na tutejsze łąki czy odwiedzając miasta.

GUN oferowało szereg misji głównych, które popychały do przodu fabułę, a także liczne zadania poboczne. Te pierwsze pozwalały nam nie tylko brać udział w efektownych strzelaninach, ale też uczestniczyć w operacjach ratunkowych czy choćby napadzie na pociąg. Zlecenia opcjonalne ustępowały im pod względem różnorodności, choć i przy nich można było spędzić kilka dość przyjemnych godzin.
Chcąc sobie „dorobić”, mogliśmy zabawić się w łowcę nagród i polować na przestępców ściganych listami gończymi (dostarczając ich przed wymiar sprawiedliwości lub samodzielnie dokonując egzekucji), pomóc szeryfowi w utrzymywaniu porządku (co sprowadzało się do eliminacji kolejnych fal adwersarzy) oraz wcielić się w chłopca na posyłki (dostarczającego paczki na czas). Dopełnieniem tego wszystkiego była możliwość wypasania bydła i gry w pokera.

Wspomniałem już o adwersarzach, więc powinienem pociągnąć ten temat dalej. Na polu walki robiliśmy użytek przede wszystkim z broni palnej. Oprócz colta (rewolweru), na sprawdzenie czekał tu między innymi winchester (strzelba) i karabin wyborowy, a także łuk oraz różne ładunki wybuchowe. Colton miał do dyspozycji strzały zwykłe, płonące i eksplodujące (które odblokowywaliśmy w miarę postępów). Bardziej wybuchowe metody rozprawiania się z wrogami umożliwiały natomiast bomby whisky (wariacja na temat koktajli mołotowa), dynamit, a także beczki z trotylem, w które można było strzelać.
Na tym nie koniec, gdyż na podorędziu White’a znajdował się także nóż, tomahawk i szabla, które służyły mu do walki w zwarciu. Oprócz tego gra pozwalała nam spowolnić czas. Po naładowaniu specjalnego paska, mogliśmy aktywować tryb Quickdraw, w którym protagonista niczym Max Payne mógł przez ograniczony czas w spokoju eliminować każdego, kto nawinie mu się na celownik. Nie brakowało tu również okazji do skradania i cichego pozbywania się nieprzyjaciół. Co więcej, tytuł pozwalał nam nawet… zdejmować skalpy z pokonanych oponentów. W połączeniu z hektolitrami krwi przelewanej podczas starć czyniło to z GUN nader brutalną pozycję.
W dziele Neversoftu na naszej drodze początkowo stawali słabo uzbrojeni bandyci. W miarę postępów musieliśmy jednak mierzyć się z coraz silniejszymi adwersarzami – od żołnierzy po rdzennych Amerykanów. Niezależnie jednak od tego, jaką broń dzierżyli w rękach, wrogowie byli tu niesamowicie głupi i pchali nam się pod muszkę. Jako że jedyną stosowaną przez nich taktyką było „w kupie siła”, przez co rzadko kiedy mieliśmy do czynienia z pojedynczymi adwersarzami.
Polując na wrogów, trzeba było uważać nie tylko na to, by nie paść trupem, lecz także na to, by w ferworze walki nie trafić swojego wierzchowca lub jednej z osób postronnych. Kiedy zbyt wielu cywilów zostało przez nas zabitych, wskaźnik cierpliwości miasta spadał do zera, po czym mieszkańcy i stróże prawa rzucali się na nas.

Podobnie jak seria Grand Theft Auto, GUN również mogło „pochwalić się” kontrowersjami, które wokół niego narosły. Rzecz jasna były one związane właśnie z obecnością tych ostatnich, a dotyczyły sposobu, w jaki ich przedstawiono. Jak można było wyczytać w oświadczeniu Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Indian Amerykańskich, twórcy gry pokazali ich w sposób „obraźliwy, szkodliwy i niedokładny”. Stowarzyszenie domagało się wycofania gry ze sprzedaży i dokonania rewizji jej zawartości przez twórców.
Activision odniosło się do sprawy, przekonując, że omawiana pozycja „została zaprojektowana tak, aby odzwierciedlać surowość życia na Dzikim Zachodzie w tamtych czasach”. Jednocześnie firma „nie miała zamiaru obrazić żadnej rasy ani grupy etnicznej za pomocą gry GUN” i przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni „przedstawieniem wydarzeń historycznych w grze”. Inna sprawa, że żadne zmiany w tej materii nie zostały wprowadzone przez deweloperów i wydawcę, bo wymagałoby to gruntownej przebudowy zawartości całej produkcji.

GUN zadebiutowało w 2005 roku na komputerach osobistych i platformach Xbox, GameCube, PlayStation 2 oraz Xbox 360 (dzieło Neversoftu było jednym z tytułów startowych drugiej konsoli Microsoftu), a rok później doczekało się wersji na PlayStation Portable. Tytuł doczekał się bardzo ciepłego przyjęcia ze strony graczy i branżowych mediów. Ci pierwsi całkiem ochoczo się na niego rzucili, dzięki czemu do października 2008 roku GUN znalazło niespełna 1,5 miliona nabywców.
Niestety po premierze tej produkcji nie zdecydowano się na przygotowanie jej kontynuacji. W kolejnych latach studio Neversoft zajęło się bowiem przede wszystkim rozwojem serii Guitar Hero, aż w 2014 roku zostało wchłonięte przez Infinity Ward i zniknęło z branżowej mapy.
W chwili pisania tych słów GUN można nabyć na platformie Steam za 86,50 zł, natomiast w sklepie GOG za 79,09 zł. Niestety gra nie jest dostępna w sklepach Sony i Microsoftu, toteż nie sprawdzimy jej w ramach kompatybilności wstecznej na PlayStation 5 oraz Xboksach Series X/S. Ceny pudełkowych wydań tego tytułu w wersji na PC zaczynają się w okolicach 50 zł (a kończą znacznie, znacznie wyżej), wersję na Xboksa kupimy już za 19 zł, a za wydania na PlayStation 2 czy Xboksa 360 trzeba zapłacić około 80 zł.

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Krystian Pieniążek
Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami.