Grałem w Rome 2 i to co tutaj widzę to jest jakaś abominacja. Interfejs kompletnie nieczytelny, sterowanie armią w bitwie udziwnione i utrudnione do granic możliwości, budowanie nieprzejrzyste, mapa świata wygląda jak gówno. Do tego brak możliwości łączenia jednostek tego samego typu, co było standardem w sytuacji kiedy masz np. 3 oddziały łuczników przetrzebione po bitwie, w każdym mniej niż 1/3 składu, i łączysz je w jeden oddział, tworząc miejsce dla nowych oddziałów. Tutaj tego nie ma, bo nie i ch**. Co to ma być?
Niegrywalny gniot.
Było na promocji za normalną cenę, to kupiłem.
Takie se. Sterowanie potworkiem rzeczywiście fajne, ale łażenie ciągle po takich samych lokacjach, wracanie się i kręcenie w kółko jest okrutnie nudne i męczące. Wytrzymałem niecałe pół godziny.
Do tego brak jakiejkolwiek fabuły, nic do poczytania, kompletnie zero czegokolwiek, co by wzbudzało ciekawość i motywowało do parcia do przodu.
Zmarnowany potencjał.
Widzę darmowy weekend na Steam, czytam opis, oglądam screeny i myślę - no wygląda spoko, ale coś mi tu śmierdzi. Wchodzę na GOL, czytam opis i już wiem - multikupsko i brak trybu single. Dziękuję, do widzenia.
DLC na godzinę gry i jeszcze każą sobie za to płacić? Czy oni z konia spadli?
Świetna gra, nie spodziewałem się że aż tak. Nie jest łatwa, ale chce się próbować i próbować, aż się uda! Dotychczas nie ukończyłem, ale nie poddaję się.
Irytujące jednak bywa to, że choćbyś nie wiem jak się starał, to i tak zawsze coś się wydarzy. Mam wypasiony statek, broń na maxa, osłony na maxa, skaczę do sektora a tu mi robią wjazd na pokład, mordują załogę i koniec. Albo jak przetrwałem jeden taki atak, został mi jeden załogant i jak na złość w żadnym sklepie nie było załogi do zwerbowania, mimo że zawsze jest.
W każdym razie gra jest świetna, tania i godna polecenia.
Gram od kilku dni. Na razie wszystko spoko, ale kompletnie dobijają i odbierają radość z gry te zasrane, wszędobylskie i niemożliwe do pominięcia animacje.
Lądowanie i startowanie - animacja. Dokowanie - animacja. Przemieszczanie się z układu do układu lub z planety do planety - animacja. Siadanie za sterami statku lub wstawanie - animacja. Aktywacja stanowiska badawczego lub roboczego - animacja. Robienie czego-kurła-kolwiek - animacja. Trwają od kilku do kilkunastu sekund, ale występują na każdym kroku i jest ich tyle, że sumarycznie zabierają mnóstwo czasu. Połowa czasu przy robieniu każdego questa to oglądanie tych cholernych animacji. Z jednej strony mnie ciągnie do tej gry, a z drugiej mnie to odpycha, zniechęca i męczy. Nie wiem po jakiego grzyba twórcy implementują takie gówno, które nic do gry nie wnosi, a jedynie powoduje irytację i zniechęca gracza.
Do pewnego stopnia da się to połatać modami (linki poniżej) i chwała moderom za to, ale twórcom za zrobienie takiej brzydkiej kupy odpłacę się odpowiednią oceną, jak już ukończę grę.
Faktycznie wygląda jak Dino Crisis. Zapowiada się super.
Hospital jest nudny jak flaki z olejem, monotonny, powtarzalny i ma skopane mechaniki. W Campus nie grałem, ale czytałem podobne opinie. To pewnie będzie takie samo. Ten sam pies, tylko w innym opakowaniu.
Nie miałem w co grać, kupiłem i odkryłem coś niesamowitego.
Nie da się zmienić sterowania. Twórcy chyba na głowę upadli, że w grze zabrakło tak podstawowej opcji.
Najpierw się wkurzyłem, a teraz się śmieję. Niech sobie twórcy wezmą tę grę, zwiną w rulon i wsadzą głęboko w przestrzeń kosmiczną.
Zepsuli świetną, oryginalną wersję, pododawali jakieś niepotrzebne badziewie z multikupskiem na czele, nawet grafikę zepsuli i za takie gówno chcą 60 zł. Chyba z byka spadli :D
Szóstka to nawet nie był survival horror, tylko strzelanka. Bezmyślne nawalanie do hord zombiaków, które bezustannie wysypują się ze wszystkich stron. Jedyne co ta gra ma wspólnego z Resident Evil to nazwę.
Cena dość wysoka jak za tego typu grę, zwłaszcza że to wczesny dostęp i nie ma żadnej pewności jak będzie wyglądać gotowa i czy twórca ją w ogóle skończy. Najlepiej jakby autor udostępnił demo, żeby każdy mógł sobie zagrać i zobaczyć, czy warto kupować.
Jak wyjdzie to pewnie kupię, ale prawie 90 zł za wczesny dostęp nie dam.
Niegrywalny kupsztal, zrobiony byle jak, nieintuicyjnie i nieprzyjaźnie dla gracza. Nawet sterowanie jest udziwnione i nie wszystkie przyciski da się zmienić. Słowem - gniot.
Świetna gra, dawno nie grałem w coś tak dobrego. Klimat, walka, fabuła, wszystko na wysokim poziomie. Naprawdę solidna gra.
Grałem na średnim poziomie trudności i tutaj gra tylko na początku jest trudna, a jak się jej nauczy to idzie dużo łatwiej. Najlepszy sposób na zmasowane ataki - idziesz w róg albo zaułek, rozstawiasz działka i dajesz ogień zaporowy - żaden alien nie dobiegnie żywy. A jak się któryś przedrze, to ze strzelby go. Rozwalanie alienów w tej grze daje niesamowitą satysfakcję.
Da się grać bez VR? Jeśli nie, to niech sobie w cztery litery to wsadzą.
Infantylną, bajkową grafikę w Dredge jakoś zniosłem i okazała się to bardzo fajna gra. Tej gównianej pikselozy tutaj chyba jednak nie zniosę. No, najwyżej jak desperacko nie będę miał w co grać...
Nuda, nijakość, powtarzalność do bólu, nielogiczne i momentami śmieszne mechaniki jeśli chodzi o pozyskiwanie i przetwarzanie surowców oraz zarządzanie produkcją. Gdyby zrobić to lepiej i dać grze trochę klimatu, to byłoby fajnie, a tak to słabizna.
Oprócz tego niemiłosiernie się zacina, choć inne gry, o wyższych wymaganiach, chodzą mi płynnie, więc jest to niewątpliwie wina gównianej optymalizacji. Tyle czasu po premierze to powinno być już dawno naprawione.
Bajkowa grafika mnie odpycha, ale dawali to za darmo w Epic, więc wziąłem i się pozytywnie zaskoczyłem. Bardzo przyjemna i wciągająca gra. Ciekawa fabuła ze zwrotem akcji, ładny i zróżnicowany świat, no wszystko jest elegancko. Mogłaby być tylko trochę dłuższa i mieć więcej aktywności pobocznych, ale tak czy inaczej, przez trzy dni miałem w co grać, nie męczyła, nie irytowała, tylko dawała przyjemność. Mogę polecić.
Wiedziałem od początku, że to kupsztal, ale dawali teraz za darmo na Epic, to wziąłem i sprawdziłem. Nie pomyliłem się.
Nudny, monotonny, powtarzalny gniot. Łażenie bez sensu po niemal identycznych lokacjach, chodzenie z punktu A do punktu B i zabijanie po drodze jakichś gówien, a to wszystko dodatkowo uprzykrza drewniana mechanika poruszania się i jeszcze gorsza mechanika walki, która nie daje żadnej przyjemności, a jedynie powoduje irytację.
Nic w tej grze nie jest takie, jak powinno być. Do tego klimatu LoTR jest zero.
Spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
Myślałem, że to będzie przede wszystkim gra strategiczna, z widokiem z góry, rozbudową bazy, pozyskiwaniem zasobów, itd., a chodzenie mrówką będzie tylko jednym z elementów.
Tymczasem okazuje się, że w tej grze tylko chodzi się mrówką i klika to tu, to tam. Mrówka nawet nie może walczyć, tylko wysyłać inne mrówki do walki albo zbierania zasobów. Rozbudowa gniazd i ulepszanie - uproszczone do bólu.
Gra jest okrutnie powtarzalna i nudna jak flaki z olejem, ciągle robi się to samo.
Bo to gniot jest. Ostatnia dobra gra o piratach jaka wyszła to Caribbean Legend, polecam.
Grałem dużo w jedynkę. Choć początkowo nazwałem ją gniotem, to później ją usprawnili i zrobiła się grywalna, a nawet przyjemna. Do tego stopnia, że wielokrotnie do niej wracałem. Teraz mam pełną świadomość tego, jak niesprawiedliwie ją oceniłem.
Dwójka to... dwójka. Innymi słowy kupsko, kał, stolec, gówno.
Wszystkie mechaniki z jedynki, dobre i sprawdzone, zostały wywrócone do góry nogami. Mało czytelna mapa, nieprzejrzysty i nieintuicyjny interfejs, nieprzejrzysty ekwipunek, koszmarnie niewygodny i irytujący system mieszania i pakowania narkotyków (dlaczego nie zostawili tego z jedynki?) i nawet chodzenie i bieganie jest jakieś dziwne, nienaturalne. Rozśmieszył mnie też "parkour". W opcjach sterowania zobaczyłem taką pozycję i myślałem, że będzie to coś na wzór Assassinów, skakanie, wspinanie się, itd. Niestety tutaj pod szumnym określeniem "parkour" znajduje się zwykłe przeskakiwanie nad niskimi przeszkodami. Nie oczekiwałem w tej grze takiej mechaniki i nie przeszkadza mi, że jej nie ma. Tylko co twórca miał na myśli nazywając zwykłe skakanie parkourem?
Świat sztuczny, nijaki i absolutnie nieciekawy. W jedynce była wspaniale odwzorowana patologiczna dzielnica. Tutaj mamy rajską wysepkę, która poza tym że jest ładna, to nie ma absolutnie żadnego klimatu i nawet się nie chce jej odkrywać.
Mimo irytującej nieprzejrzystości, drewnianych mechanik, ogólnej drętwoty i całkowitego braku klimatu, próbowałem w to grać. Pałę goryczy przegięła jednak sytuacja, kiedy chciałem sobie skrócić drogę i przepłynąć. Jest woda, więc chyba można pływać, prawda? Otóż nie, bo jak tylko wszedłem do wody, to moja postać wzięła i umarła. Nie wysili się nawet na żadną animację tonięcia, tylko zrobił się czarny ekran i elo.
Trochę rozbawiony, lecz bardziej zażenowany odinstalowałem tego kupsztala i dokonałem zwrotu na Steam. Gdybym pograł w to dłużej, mógłbym naprawdę zwrócić... ostatni posiłek.
Quidditch "wbudowany" w stare gry o Harrym Potterze, sprzed 15 i więcej lat, wygląda lepiej niż to. Będzie mega gniot.
Oby tylko nie było takiego kupska z budowaniem, sterowaniem, interfejsem, mechaniką i w ogóle ze wszystkim, jak w Planet Zoo.
Wczesny dostęp to niech sobie w dupę wsadzą, ale gra zapowiada się ciekawie i na pewno obczaję jak wyjdzie.
Gra jest świetna, ale ma kilka poważnych wad. Najgorszą jest to, że nie da się przejść głównych zadań fabularnych bez uprzedniego przeczytania solucji i najlepiej, zanim w ogóle zacznie się grać.
Dlaczego? Otóż do kilku zadań potrzebne są rzadko występujące przedmioty.
W jednym z zadań potrzeba trzech amuletów. W grze jest kilkadziesiąt amuletów, a ty musisz dostarczyć trzy losowe. Jeśli o tym nie wiedziałeś i nie kupowałeś amuletów gdzie popadnie od samego początku gry, to masz problem. Zwłaszcza, że misja jest ograniczona czasowo i jeśli ją zawalisz, to nigdy nie ukończysz głównego wątku fabularnego.
To jeszcze nic. Dużo lepszy czad jest podczas misji dla piratów. W jednej z misji będziesz musiał dać NPC-owi pewien pistolecik. Jeśli go nie masz, to masz już pograne, bo na zdobycie go masz 14 dni. Prędzej wygrasz w totka. Pistolecik ów najłatwiej zdobyć podchodząc do handlarza w mieście. Handlarz codziennie ma inny asortyment, więc po prostu skipujesz dzień po dniu, aż trafisz. Ale, ale! Wszystkie poprzednie misje dla piratów też są ściśle ograniczone czasowo i nie będziesz miał czasu bujać się z tym zasranym pistolecikiem.
Dlatego każdemu, kto chce zacząć grę, polecam od początku zbierać i kupować wszystkie amulety oraz rozglądać się pistoletem "Trombone". Przynajmniej dopóki Ruscy nie zrobią moda na itemy, tak jak do TEHO.
Jak kupowałem to w Empiku jako dzieciak, ponad 20 lat temu, to było po polsku. Tutaj nie ma. Niech mnie cmokną w pompkę.
Również jestem fanem Sea Dogs / Age of Pirates. Niedawno ukończyłem To Each of His Own i zastanawiam się nad zakupem tej właśnie gry. Możesz mi pokrótce opisać jakie są różnice między Carribean Legends a TEHO? Z góry dzięki.
Abstrahując od meritum, taka moja mała uwaga do autora.
Określenie "przed laty" bardziej pasuje do wydarzeń, które miały miejsce 10, 20, 30 lat temu, a nie 4 lata temu jak w tym przypadku.
Trochę toporny interfejs, ale ogólnie zapowiada się ciekawie. Na pewno obczaję jak wyjdzie.
Wiedziałem, że będzie kupsztal. Najlepszymi grami o piratach nadal pozostają Sea Dogs / Age of Pirates.
Pograłem w betę i tak średnio bym powiedział. Pływanie statkiem i walki morskie są spoko, tu nie mam się do czego przyczepić. Gorzej na lądzie. Walki lądowej nie ma wcale, co jest dla mnie komiczne zwłaszcza w świetle ostatnich słów Ubisoftu, że to jest taka wspaniała gra, że to już nie AAA, tylko AAAA. Ja powiem - AAAAale słabo, skoro w Age of Pirates 2 sprzed prawie 20 lat jest walka na lądzie, w AC Black Flag jest, a tu nie ma. Oprócz tego zauważyłem, że NPC tworzą tylko tło i nie ma z nimi żadnej interakcji. Gdyby chociaż każdy miał zestaw kilku krótkich tekstów, które mówiłby losowo gdy do niego zagadasz. Albo gdyby dało się z każdym przeprowadzić proste rozmówki jak w Gothicu czy TES, typu "co możesz mi powiedzieć o tym miejscu?", "Kto tu rządzi?", "Gdzie znajdę (...)" - od razu zwiększyłoby to immersję.
Coś czuję, że ta gra będzie skoncentrowana na multikupsku, a tryb single zostanie zrobiony na odczepnego.
Zobaczymy. Jak tryb single będzie rozwinięty, będzie długa i złożona fabuła, ciekawe zadania poboczne niebędące powtarzalnymi fetch-questami, będą interesujące postacie i dobrze napisane oraz zagrane dialogi, dużo aktywności pobocznych, a świat nie będzie pusty i martwy jak w nowych Assassinach i Far Cry'ach, to może być to dobra gra. Ostatnią dobrą grą o piratach jest Sea Dogs / Age of Pirates 2 z 2007 roku i chętnie bym zagrał w coś nowego. Jednak jeśli gra skupi się na multikupsku, a tryb single zostanie potraktowany po macoszemu, co w obecnych czasach nie jest rzadkością, to będzie to tylko kolejne gówno owinięte w ładny papierek, udające cukierek.
Normalnie bym tej chorej ceny nie zapłacił, ale przypadkiem zauważyłem, że dają to w EA Play, więc zagrałem.
Bardzo udany remake. Mechanika i wszystko inne jest bez zarzutu. Duży plus za to, że główny bohater przestał być niemową. Teraz mówi całkiem sporo i okazuje emocje, co znacznie zwiększa immersję.
Ukończyłem w 11 godzin. Dobra gra.
Bajkowa grafika = kupsko. Choćby nie wiem jaką świetną mechanikę miała gra, to gówniana bajkowa grafika skutecznie mnie od takiej gry odpycha. Czym kierują się twórcy uprawiając taką chałę?
O tak, coś wspaniałego. Ostatnio grałem w starego Legacy of Kain: Soul Reaver. Ta gra zasługuje na remake jak mało która.
Uwielbiam takie eufemizmy w opisach jak "narracyjna przygodówka". Piszcie po ludzku i wprost - kolejny ujowy symulator chodzenia.
Rozczarowałem się. Spodziewałem się strategii ekonomicznej, ale elementów strategicznych nie ma tu wcale, a elementy ekonomiczne są spłycone do maksimum, tak że praktycznie ich też nie ma. To nie jest strategia ekonomiczna, tylko klikanka jak mobilniak jakiś, a po pewnym czasie (jak już zatrudniasz pracowników) zmienia się w grę typu idle, czyli że tylko patrzysz i czekasz, a od czasu do czasu coś klikniesz.
Fajna gra, choć momentami daje się odczuć, że nie daje graczowi nawet chwili wytchnienia by mógł się nacieszyć tym co już zbudował, gdyż stale coś trzeba robić. Ciągle coś cię goni i nie można skupić się na spokojnym, przemyślanym rozwoju.
Jest kilka irytujących błędów, choć nie wiem, może to celowy zamysł twórców. Przewoźnicy są głupi i zamiast brać towar z wytwórni, w której zalega kilka tysięcy sztuk, biorą z wytwórni, w której sztuk jest kilkadziesiąt i jadą z tym do portu. Albo po prostu nie zbierają tego wcale, eksport przez to leci na łeb na szyję i za chwilę już jestem na minusie.
Drugi problem to zjawisko bezdomności, które w tej grze pozbawione jest wszelkiej logiki. Mam mnóstwo wolnych mieszkań, rozmieszczone są przy miejscach pracy, a ludzie i tak z nich nie korzystają, mimo że mają odpowiednią zamożność. Co dziwne, problem ten występuje nawet przy włączonym edykcie o darmowych mieszkaniach. Najśmieszniej jak bogaty mieszka w budzie, choć tuż obok ma pustą rezydencję.
Oceniłbym spokojnie na 6,5, ale za brak języka polskiego zmuszony jestem wystawić ocenę 1.
To pierwsza część z serii Tropico, w jaką miałem okazję zagrać. Mówicie, że piątka lepsza?
Cukierkowa, bajkowa grafika odpycha mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie się zmusić by to zagrać. Szkoda, bo z opisu wydaje się naprawdę fajna i lubię ogólnie ten gatunek. Co to za chora mania twórców gier, żeby robić taką gównianą grafikę? Nie mogą zrobić zwykłej, neutralnej grafiki?
Dziwna to dobrze powiedziane. Ta gra ma skopany system transportu i to jest jej największy problem. Na przykład teraz mam trzy destylarnie rumu, w każdej po kilka tysięcy sztuk towaru, dostaję żądanie żeby wyeksportować rum, włączam umowę handlową, zajmuję się czymś innym, a tu dostaję informację, że żądanie niewypełnione bo upłynął czas. Patrzę, a tam dalej w wytwórniach leżą tysiące sztuk rumu, tylko że nikt go nie zawiózł do portu, mimo że mam przewoźników przy destylarniach, przy porcie, praktycznie na każdym rogu i wszyscy na maksymalnym budżecie i z ulepszeniem. I tak jest z każdym towarem.
Kupiłem i próbuję w to grać, ale gówniane konsolowe mechaniki mnie odpychają. Jednak co PC, to PC.
Niegrywalne kupsko, zrobione niechlujnie, na odczepnego i po łebkach.
Interfejs totalnie nieprzyjazny i nieintuicyjne, rozmieszczenie zasobów nierealistyczne i bezsensowne, przykładowo cały las zawalony patykami, ale ani jednego kamienia. W innej części lasu same kamienie, ale żadnego patyka.
Od świata bije ordynarna sztuczność. Niby są NPC, niby da się z nimi "rozmawiać" (czyli czytać teksty, bo są niemowami), ale opcje "rozmowy" dla każdego NPC są takie same i każdy odpowiada to samo.
Główny bohater i wszyscy NPC to niemowy, bo twórcom się nie chciało aktorów głosowych zatrudnić. Niektóre postacie mówią najwyżej jedno słowo na przywitanie. Jak mają robić grę na pół gwizdka, to niech lepiej nie robią wcale.
W logikę craftingu zwątpiłem, gdy zobaczyłem, że do zrobienia drewnianego młotka potrzebna jest kłoda drzewa, a konkretnie to cały, wielki, kilkumetrowy pień. Drzewo to należy ściąć siekierą, którą wykonuje się z patyka i kamienia. Czyli mały patyczek i kamyk by wykonać siekierę, którą to siekierą zetniemy potężne drzewo, by z jego ogromnego pnia (w całości) wykonać mały, drewniany młoteczek. Twórcy są idiotami, czy graczy mają za debili? Po tym zwątpiłem i odinstalowałem tego gniota.
Dobrze, że nie grałem dłużej niż dwie godziny (musiałbym być masochistą żeby tyle wytrzymać) i mogłem zwrócić tego kupsztala, bo inaczej byłoby to najgorzej wydane 80 zł w moim życiu.
Absolutnie niegrywalny kupsztal. Nawet sterowanie jest popsute, a w tego typu grze to naprawdę wyczyn. Na przykład nie da się przewijać strzałkami albo nie da się wyjść z okna klawiszem escape, co w tego typu grach jest standardem. Szkoda, tematyka ciekawa, z opisu wygląda na fajną grę, a po odpaleniu takie gówno.
Niemożebny kupsztal. Rozwój postaci to jakaś abominacja, całkowicie pozbawiony sensu i logiki. Walka jest irytującą i męcząca, nie dająca za grosz satysfakcji. Otwarty świat jest tylko iluzją, bo i tak nie ma tam co robić. Nie da się przeszukiwać pokonanych NPC i zabitych potworów - co to ma k... być?! Możesz sobie kliknąć i zebrać jakieś jedno gówno. Widać, że gra była robiona z myślą o konsolowcach, bo na każdym kroku irytują konsolowe mechaniki, choćby nienaturalne sterowanie i poruszanie się postaci. Jedynka była dobra, a to jest po prostu gówno.
Nie jest to zła gra, taka Gothico-podobna. Fajny świat i postacie, fabuła też ok, walka, rozwój postaci, itd. Wszystko tak jak powinno być. Niestety do czasu. Jak zaczynają się walki z jaszczurami, to się odechciewa. Albo są zbugowane albo celowo twórcy zrobili tak, że walka z nimi to koszmar nie dający żadnego wyzwania ani satysfakcji, a jedynie frustrację. Dwa razy do tej gry podchodziłem, raz przed lat i drugi raz teraz, no i nie ukończyłem właśnie przez te jaszczury i irytujące, męczące, upierdliwe szukanie zbroi tytanów. Mimo to gra dobra i warta polecenia.
Eeee, myślałem że chodzi o jakąś fajną strzelankę z fabułą i epickimi misjami jak w starym Medal of Honor albo Call of Duty, a to tylko kolejne, niewarte uwagi, sieciowe kupsko.
Haha, w komentarzach wybiło szambo ludzi z bólem czterech liter o to, w co grają inni :D
Przynajmniej raz w roku ogrywam Gothica 1-3 + Kroniki i chyba nigdy mi się to nie znudzi. A hejterom cha w de.
Co to ma być? Zamiast "eksperymentalne" bardziej by pasowało słowo "ekskremantalne".
ME 1-3 to arcydzieło i już nic lepszego nie zrobią. Najwyżej wypuszczą kolejne kupsko pokroju Andromedy. Niech sobie dadzą spokój.
Pograłem w demo i praktycznie niczym się nie różni od jedynki. To nie zarzut, tylko stwierdzenie. Wygląda fajnie i przyjemnie się lata, ale nie jest ta gra warta tej chorej ceny 250 zł.
Symulator chodzenia, nawet na podstawie książki tak cenionego autora, to nadal symulator chodzenia. Czyli gniot.
Komentarz do usunięcia. Napisany w złym miejscu.
Obejrzałem trochę gameplay i wygląda na mega kupsko. Chodzenie w kółko po identycznych lokacjach (generowanych proceduralnie - najgorsze gówno) i robienie w kółko tego samego. Do tego brak języka polskiego, więc jest to wybrakowany, niepełnowartościowy produkt. Wyceniam to na max 30 zł i jak będzie tyle kosztować (pewnie za kilka miesięcy) to kupię.
No nie do końca, bo memy z reguły są śmieszne, a ten portal i artykuły na nim, no cóż... żenujące, to najdelikatniejsze słowo.
Ta gra to upośledzony klon Green Hell. Od samego początku wszystko mnie w niej odpychało. Od dziwacznej grafiki, przez nienaturalną fizykę, po nieprzyjazny interfejs i mechanikę. Nic tam nie było takie, jak być powinno. Pograłem pół godziny, zobaczyłem że lepiej nie będzie i zwróciłem.
Było tak kiedyś u nas w Polsce. W czasach, gdy weszła konsola PSX. Gra potrafiła kosztować 300 zł, podczas gdy średnia wypłata w tamtych czasach wynosiła 800 zł.
Niech sobie Crapcom sprzedaje za ile chce, zobaczymy kto kupi. Zwłaszcza, że ostatnia dobra gra jaką wydali to Resident Evil 4 z 2005 roku (remake się nie liczy, bo to nadal ta sama gra). Trochę pokory by się panu prezesowi przydało.
"Produkcja charakteryzuje się toną tekstu oraz „ponad 600 interaktywnymi scenkami"
Czyli to nie gra, tylko symulator książki z ruchomymi obrazkami. Za 100 zł i bez języka polskiego. Śmieszne.
Słabo. Strzelanie do robocików z gównianej pukawki. W małego robocika wystarczy wpakować jeden magazynek, w dużego trzeba kilka. Robociki zachowują się głupio. Małe skaczą dookoła ciebie, zatrzymują się na chwilę, strzelą raz albo dwa, po czym znowu zaczynają skakać. Duże stoją i strzelają.
Świat pusty i nijaki. Gra polega na łażeniu z jednej lokacji do drugiej (wszystkie takie same, puste i nijakie) i strzelaniu do robocików po drodze i na miejscu. Nic ciekawego w tej grze nie ma.
Nudna, nijaka, nieciekawa, niepociągająca.
Świat do bólu sztuczny, wszystko wygląda tak samo. Feeling walki zerowy, bronie takie same, strzelanie nie daje żadnej przyjemności, przeciwnicy też tacy sami. Rozmieszczenie przeciwników bezsensowne, co potęguje tylko wrażenie sztuczności, na przykład obóz bandytów dosłownie kilka kroków od bramy miasta.
Świat mógłby być ciekawy, ale musiałem się zmuszać by go poznawać, rozmawiając z NPC. To było męczące i odpychające, bo dialogi są drętwe, a główny bohater jest niemową, bo twórcom nie chciało się kilku głosów nagrać. Słabo.
Pograłem do końca pierwszej planety, bo myślałem, że to tylko taki wstęp. Kiedy zobaczyłem, że dalej jest cały czas to samo, czyli sztuczność, nuda i monotonia, odinstalowałem to w cholerę.
Słabizna.
Ja tam lubię czwórkę i podoba mi się bardziej niż trójka. Może dlatego, że w czwórkę zagrałem jako pierwszą. Bardzo mi się podobały kampanie fabularne, naprawdę świetne historie. Miła dla oka grafika i bardzo fajna ścieżka dźwiękowa. Mapy potyczkowe w większości z fabułą, co też jest fajne. Gra nadal żyje, fani tworzą mapy i dobrze im to na ogół wychodzi.
"Miasto typu natura ma budynek zwany portalem stworzeń, ale komputer nie jest wystarczająco inteligentny, aby kupować w nim wojska"
Haha, to prawda. Ale to przyjemne uczucie jak w środku rozgrywki na bardzo dużej mapie zajmujesz miasto natury, bierzesz stamtąd kilkaset osetnic (bardzo silne jednostki strzelające) i jesteś niepokonany :D
No i kolejna gra, która mogłaby być fajna, gdyby nie ta zj***na bajkowa grafika. Co to za mania twórców "niezależnych", że nie mogą zrobić normalnej, neutralnej grafiki?
Przez pierwsze pół godziny zabawna gra, a potem już męcząca, nużąca i denerwująca. Widać na każdym kroku, że gra robiona na "odwal się".
Widok z góry, bajkowa grafika i dziwne mechaniki. Czyli typowy "indyjski" gniot.
Pierwsze i drugie miejsce jak najbardziej zasłużone i ogólnie się zgadzam, choć nie wiem którą z tych gier - Wiedźmin 3 czy RDR 2 - dałbym na pierwszym, a którą na drugim. Obu bym dał ex aequo pierwsze. Aczkolwiek świat w RDR 2 jest bardziej żywy i dopracowany w szczegółach.
Przeszedłem na zwykłym poziomie trudności już dawno temu, gra była świetna i oceniłem na 10. Teraz zacząłem grać na trudnym i spodziewałem się wyzwania. Myślałem, że na wyższym poziomie trudności przeciwnicy stosują bardziej zaawansowane taktyki, są mądrzejsi i samemu trzeba bardziej kombinować by ich pokonać. Gdzie tam... Twórcy poszli na łatwiznę i na wyższym poziomie trudności zachowanie przeciwników się nie zmienia, tylko stają się oni prawie niezniszczalni, a postać staje się wiotka i słaba jak mimoza. Żeby zabić przeciwnika, nawet najgorszego patałacha, trzeba w niego władować kilka magazynków i to bez znaczenia czy trafiasz w głowę czy w tułów. Dwa razy ze strzelby prosto w łeb, z bliskiej odległości i stracił zaledwie 1/4 życia. Żenua. Z kolei postać ginie od 2-3 strzałów z jakiejkolwiek broni. Wyższy poziom trudności powinien być wyzwaniem, a tu jest po prostu frustrujący i czyni grę niegrywalną. Tutaj twórcy się nie popisali.
Ale dlaczego multikupsko? Nie mogli zrobić kampanii dla jednego gracza? Była kiedyś jednoosobowa strzelanka Starship Troopers i była świetna.
https://www.gry-online.pl/gry/starship-troopers-2005/z3b0a
Mogliby zrobić coś tym stylu, a nie kolejną strzelankę wieloosobową. Co za posrane czasy nastały, że nie robią już strzelanek single player z dobrą kampanią fabularną, tylko same multigówna. Ech...
Ta gra to jest arcydzieło, zwłaszcza pod względem fabuły i postaci. Nie mogę się doczekać.
Prawie 300 zł za denną naparzankę. Chyba się szaleju najedli...
Ja może docenię jak cena spadnie poniżej 100 zł, bo więcej nie dam za przereklamowanego klona Soulsów, jakich wiele.
Szacunek dla twórców, że udostępnili demo. Dzięki temu nie zmarnowałem pieniędzy na tego gniota. Jest to zwykły symulator chodzenia, nudny jak flaki z olejem, a ten wspomniany w opisie humor, no cóż... Powiem tak - żarty Karola w Familiadzie są bardziej zabawne.

Nie da się w to kupsko grać.
Interfejs jest tak nieprzyjazny i nieintuicyjny, że szukanie czegokolwiek to katorga. Obiekty są pogrupowane bez żadnej logiki, wszystko bezsensownie nawalone gdzie popadnie.
Budowanie udziwnione do granic możliwości, nawet postawienie głupiej tabliczki nie może być normalne. Umieszczanie budynków jest męczące i irytujące, co chwilę coś gdzieś blokuje i trzeba uprawiać istną ekwilibrystykę ustawiając cokolwiek.
Nawet budowanie ścieżek jest nienormalne. W każdej grze tego typu po prostu klikasz w jednym miejscu i ciągniesz na taką długość jaką chcesz, a jak chcesz skręcić to klikasz ponownie i znowu ciągniesz w pożądanym kierunku. Ewentualnie ciągniesz prosty kawałek, a potem robisz z niego łuk. Dobrze jest to zrobione na przykład w Cities Skylines, ale też w wielu innych grach, praktycznie we wszystkich tycoonach. Ale nie tutaj. W tym kupsztalu nawet tak banalny i przyjemny element jak budowanie dróg musi być udziwniony do granic możliwości. Tutaj się buduje po kawałku, a długość kawałka sobie musisz ustawić. Jak się w pewnym momencie okaże za długi, to musisz wybrać krótszy. Skręcanie ścieżkami to już w ogóle istna tortura.
Do tego należy dodać straszliwie niewygodne i nieintuicyjne (jak wszystko w tej grze) sterowanie podczas budowania, a nawet podczas poruszania i rozglądania się po mapie. Nawet kliknięcie na budynek, by się dostać do jego menu, jest udziwnione i utrudnione, bo klikasz, a otwiera ci się inne menu - menu grupy budynków, czy inne gówno, nie wiedzieć czemu. O podobnych debilizmach mógłbym napisać drugie tyle, ale nie ma sensu. Myślałem, że da się do tego przyzwyczaić, ale to wszystko jest tak z***bane, że trzeciego dnia gry poległem.
Za to można stawiać drzewa na drzewach, pod różnymi kątami i tworzyć z tego niesamowite konstrukcje. Przykład na screenie. Co autorzy mieli na myśli?
"Z uwagi na fakt, że nasz podopieczny jest zupełnie bezbronny, by przeżyć, musi ukrywać się przed adwersarzami i przemykać za ich plecami, a w razie potrzeby salwować się ucieczką."
Czyli kupsko, symulator chodzenia.
Stellaris jest wspaniałą grą. Żeby uwolnić pełen potencjał tej gry konieczne są trzy DLC.
Utopia - budowa megastruktur.
Apocalypse - budowa statków zdolnych do niszczenia planet.
Synthetic Dawn - możliwość gry cywilizacjami maszyn.
Reszta jest opcjonalna. Jak ktoś nie grał w Stellaris, to polecam z całego serca.
Post Mortem, świetna gra. Pierwszy raz grałem prawie dwie dekady temu... we w pełni spolszczoną wersję, z dubbingiem wszystkich postaci i z napisami. Obecnie GOG, nota bene polska firma, oferuje do tej gry języki angielski, niemiecki, francuski, hiszpański i włoski, ale nie polski. Niech mnie pocałują tam, gdzie ich mam.
Powiem tak. Angielski znam biegle w mowie i piśmie, jestem po filologii angielskiej, mieszkałem w UK, a od 10 lat pracuję w branży, gdzie 90% komunikacji odbywa się po angielsku, z ludźmi z całego świata. Napisów polskich w grach nie potrzebuję, ale lubię jak są. Często mi się zdarza wyłapywać błędy w tłumaczeniu.
Napisałem to po to, żebyś jakiś idiota nie rzucił mi pseudo argumentem "uga buga, naucz się angielskiego!!!1!11!11", bo idioci na tej stronie często tak piszą.
Teraz do meritum. Gra, która nie ma mojego ojczystego języka, jest dla mnie produktem niepełnowartościowym, wybrakowanym. Nie kupię takiej gry, dla zasady. Jak producent albo wydawca chce moje pieniądze, to niech zaoferuje mi produkt dopasowany do mnie.
Tak samo mam. Na przykład w grze Disciples przetłumaczyli shooting range (strzelnica) na "zasięg strzału". Budynek nazywał się "zasięg strzału" i nikomu, ani autorom tłumaczenia, ani testerom nie przyszło do głowy, że coś jest nie tak...
Przeczytałem opis, nakręciłem się i już myślałem, że kupię, ale potem zobaczyłem grafikę. Kolejne kupsko z bajkową grafiką.

Jest flaga amerykańska, jest flaga brytyjska, a zamiast flagi niemieckiej jakieś takie gówno śmieszne...
Jak ta gra wygląda? Jest wierne odwzorowanie oryginalnej czwórki, czy zrobili tak jak w trójce, że połowę wycięli całkowicie, a resztę pozmieniali bez sensu?
MGS 1 i 3 to arcydzieło. Przede wszystkim fabuła, dialogi i udźwiękowienie, ale sama akcja też na najwyższym poziomie. To aż się prosi o remaster z nowoczesną grafiką. Kupowałbym jak szalony.
Średniak, ale solidny.
Większość gry polega na kontrolowaniu dokumentów i przeszukiwaniu samochodów. Jak się odpowiednio dawkuje to nie nuży i nie męczy, zwłaszcza, że są różne urozmaicenia wynikające z fabuły. Jest też trochę jeżdżenia i strzelania. To drugie to zdecydowanie najsłabszy punkt. Polecam jak najwcześniej zaopatrzyć się karabin, żeby zanadto się nie denerwować.
Fabuła nie jest jakaś wielka, ale jest. Są wybory do podejmowania, które wpływają na zakończenie, dlatego na pewno przejdę jeszcze raz, bo mnie ciekawi. Za pierwszym razem ukończyłem w 19 godzin.
Z czystym sumieniem mogę polecić.
Proceduralnie generowany świat + grafika z lat 90 ubiegłego wieku + multikupsko = gniot.
Wróciłem z desperacji, bo nie miałem w co grać, ale rzygałem monotonią i powtarzalnością już po dwóch godzinach. Jak grając pierwszy raz dałem ocenę 8, chyba z sentymentu do Theme Hospital, tak teraz dałbym maksymalnie 7.
Odkryłem przy okazji strasznie irytującą rzecz, która sprawia, że szkolenie pracowników nie ma sensu. Otóż nie pracują zgodnie ze swoją specjalizacją. Wyszkoliłem sobie kilku specjalistów od diagnozowania, kilku od leczenia, itd., ale wszystko jak krew w piach, bo chodzą sobie gdzie chcą. Diagności chodzą pracować do pomieszczeń leczniczych i vice versa. Pielęgniarka-aptekarka idzie na oddział, a pielęgniarka oddziałowa do apteki. Możesz podnieść pracownika i wrzucić go do konkretnego pomieszczenia, ale on po chwili sobie pójdzie. Słabo...
Dlaczego ta gra (zresztą nie tylko ta) jest w sekcji "po premierze", skoro jest dopiero we wczesnym dostępie? Nie róbcie ludzi w bambuko.
Czego to antypolacy nie zrobią, żeby dotrzeć ze swoją kłamliwą propagandą do jak największej liczby odbiorców...
Ale kupsko. Myślałem, że to strategia ekonomiczna, że buduje się, zarabia, bada, rozwija, itd., a to po prostu denna klikanka, w której co chwilę trzeba robić to samo od nowa i w kółko.
Rise of Industry, do wyboru chyba 8 języków, a polskiego nie ma. Niech sobie w tyłek wsadzą.
Ta gra to gówno zawinięte w ładny papierek, udające cukierek.
Po trailerach i przy całym hajpie przed premierą spodziewałem się epickiej przygody, która zapadnie mi w pamięć i do której będę wracał. Spodziewałem się wyrazistych postaci z charakterem. Spodziewałem się tętniącego życiem otwartego świata, w którym się będzie można zagłębić i zatracić, chłonąc go zewsząd.
Zapłaciłem 270 zł, zainstalowałem, odpaliłem i... z każdą godziną było coraz gorzej.
Fabuła jest płytka, prosta jak drut i zwyczajnie nudna, nieciekawa. Pcha się to na siłę, byle się już skończyło. Zadania poboczne to typowe fetch-questy, w których masz iść gdzieś i coś przynieść albo rozwalić grupkę przeciwników. Nuda, powtarzalność, monotonia.
Postacie... W dobrych grach postacie wzbudzają emocje. Jedne lubisz, innych nie lubisz, inne wzbudzają w tobie współczucie i chcesz się nimi opiekować, innych jeszcze nienawidzisz i nie możesz się doczekać by je zabić. W tej grze postacie są tak nijakie, że masz je totalnie w dupie i po przejściu gry zaraz o nich zapomnisz. Nijakie, nieciekawe, bez charakteru, bez emocji, mówiące głosem jakby czytały tekst z kartki. Mają tam swoje historyjki, ale te motywy są tak oklepane (jeden ma chorą siostrę, drugiej zabili ojca, trzecia uciekła od swojej rodziny), że to wręcz żenujące.
Duży i otwarty, ale pusty i martwy świat. Nie ma zdarzeń losowych, przypadkowych spotkań rozpoczynających niebanalne questy, ani nic podobnego. Jest zbieranie znajdziek, takich jak składniki do bezużytecznych eliksirów (oprócz wiggenowego) czy łapanie zwierząt by pozyskiwać z nich surowce do bezużytecznych ulepszeń wyposażenia. Są pseudo zagadki polegające na strzelaniu w kamienie albo turlaniu jednej dużej kulki czy też kilku małych. Oczywiście są też przeciwnicy do zabijania, z których wypada różne badziewie do sprzedania. W Hogwarcie są ukryte pomieszczenia, ale szukanie ich nie ma żadnego sensu, bo znajdziesz w nich to samo badziewie, które wypada z przeciwników. Nie ma w tej grze nic, co zachęcałoby do eksploracji. W każdym zakątku świata znajdziesz dokładnie to samo. Nudę i powtarzalność.
Aktywności pobocznych jest tyle co nic. W grach z serii Harry Potter były karty czarodziejów, quidditch, klub pojedynków, minigierki jak gargulki, eksplodujący dureń, a w Zakonie Feniksa były nawet szachy. Tutaj jest co? Gówno, proszę państwa, gówno. No dobrze, jest klub pojedynków i można stoczyć je całe trzy! Jest też minigierka polegająca na turlaniu kulki, fascynujące. Aha, jest jeszcze latanie na miotle na czas. Też nuda. Zwłaszcza, że miotły różnią się od siebie tylko wyglądem i mimo trzech stopni ulepszeń nie zauważyłem by miotła z najwyższym ulepszeniem była szybsza niż podstawowa.
Walka jest banalnie prosta i nie stanowi wyzwania, ale jest przyjemna, więc to na plus. Na plus też wygląd zamku i okolic. Największy plus, że są kotki i można je głaskać. Tyle z pozytywnych aspektów.
Reasumując, ta gra jest najwyżej średniakiem i absolutnie nie jest warta swojej obecnej ceny. Nie poleciłbym jej za więcej niż 100 zł.
Gra przenosi nas w czasie do drugiej wojny światowej, a grafika do lat 90. XX wieku. Co to za debilna mania, że robią grafikę jak z czasów Amigi? Nie musi być ultra 4K HD czy nie wiadomo co, ale wystarczyłaby neutralna grafika, która nie odpycha jak to brzydactwo tutaj.
"Podczas zabawy gracz przemierza Czerwoną Planetę, odkrywa nowe miejsca, gromadzi przedmioty oraz radzi sobie z pomysłowymi zagadkami."
Czyli kolejny symulator chodzenia. Dziękuję, do widzenia.
Zamiast RDR 2 można wstawić kilka innych gier. Chodziło mi o czas grania i ilość rozrywki jaką gra zapewnia. RDR 2 to od kilkudziesięciu do kilkuset godzin gry, zależy jak grasz. Dead Space to kilka godzin gry. Płacąc 250 zł za RDR 2 bawisz się przez kilka tygodni. Płacąc 270 zł za remake Dead Space bawisz się jeden wieczór. Dla mnie cena wyjęta z dupy, ten remake nie jest wart więcej niż 100 zł. No, ale cena z dupy jest znamienna dla remaków.
Fajnie, ale z tą ceną to chyba z byka spadli. RDR 2 w dniu premiery kosztowało 250 zł, a ci chcą 270 zł za odgrzewanego kotleta, którego można przejść w jeden wieczór. Kupię za kilka miesięcy, jak będzie koło 100.
Bardzo się cieszę, że dawali tę "grę" za darmo, bo jakbym miał za to gówno zapłacić, to bardzo bym się zdenerwował.
Dałem tej "grze" dużo więcej czasu niż zasługiwała, naiwnie spodziewając się czegoś, co przynajmniej mógłbym nazwać grą w pełnym tego słowa znaczeniu. Niestety, po więcej niż kilku godzinach "grania" ciągle było to samo. Długie i boleśnie nużące przerywniki filmowe, z samego grania to tylko łażenie, a akcji tyle co kot napłakał. Kupsko, po prostu kupsko i nic dodać, nic ująć.
Mam póki co przegrane 4 godziny i dawno w tak nudnego gniota nie grałem. Z tych 4 godzin jakieś 90% to oglądanie przerywników filmowych, a 10% to łażenie w tę i z powrotem, raz uciekanie przed potworkami. Na razie kupsko, ale może się rozkręci.
Minęło półtora roku od wydania tej gry, więc postanowiłem dać jej jeszcze jedną szansę, myśląc, że może twórcy naprawili błędny i usprawnili pewne mechaniki. A takiego wała. Gra dalej oskryptowana i zabugowana. Możesz być za osłoną, a Niemcy i tak cię trafiają. Feeling strzelania lepszy był w starych Medal of Honor. Wychodzi na to, że twórcy wypuścili bubla i olali graczy. Nieładnie.
Czyli będzie to samo co w jedynce. Zamknięte (momentami wręcz korytarzowe) lokacje, po których chodzi się w tę i z powrotem po kilka razy. Monotonne tłuczenie wszystkiego co się rusza. Skakanie, skakanie, skakanie, skakanie, do tego skakanie, ponadto skakanie i jeszcze więcej skakania. Zrobiliby remake albo kolejną część KoTOR, albo cokolwiek o cechach RPG z otwartym światem, a nie kolejną nudną jak flaki z olejem i powtarzalną do bólu zręcznościówkę.
Czyli ta "gra" to po prostu symulator czytania książki z obrazkami. Nie, dziękuję. Gra ma być grą, ma być akcja i interakcja. Jak będę chciał sobie poczytać, to poczytam normalną książkę.
Zapowiada się ciekawie, trochę jak Frostpunk, tylko ta bajkowa grafika psuje klimat.
Ciągle czekam aż w którymś FM wprowadzą kupowanie i sprzedawanie meczów. W końcu stawiają na realizm, a nie ma tej powszechnej w każdej lidze rzeczy...
Słabizna.
Przede wszystkim bez moda na mapę nie da się grać. Można na upartego sobie samemu rysować i się bawić kompasem, ale to męczące i upierdliwe, a gra ma dawać przyjemność.
Druga sprawa - ekstremalna nuda i monotonia już po kilku godzinach gry. Wszędzie to samo.
Budować jakichkolwiek budynków nie ma sensu, bo do niczego się nie przydają. Do spania i zapisywania gry wystarczy szałas, a potem przenośne łóżko. Na upartego nie trzeba nawet polować i budować kolektora wody, bo we wrakach znajdujesz racje żywnościowe, które uzupełniają jedzenie i wodę.
Budować złożonych jednostek pływających też nie ma sensu. Wystarczy tratwa z dwóch segmentów. W opisie jest napisane, że trzeba uważać na sztormy. Pływałem swoją małą tratwą podczas sztormów i nigdy mnie nie przewróciło, nawet mi skrzynki z tratwy nie pospadały. Za to zauważyłem śmieszny bug, że podczas sztormu jak woda się unosi i opada, to ryby pływają w powietrzu.
Można zbudować helikopterek do latania, który jest gówno wart, bo jest wolniejszy niż tratwa z żaglem, nie wspominając już o tratwie z silnikiem.
Feeling walki zerowy, animacji też zero. Podpływa do ciebie rekin i nie ma żadnego ugryzienia ani nic, po prostu przepływa obok ciebie, a ty tracisz zdrowie. Podobnie z płaszczkami i wężami morskimi - przepłynie metr od ciebie i jesteś zatruty. Jeszcze śmieszniejsze jak zaatakuje cię dzik i odlatujesz na kilkanaście metrów.
Ta gra to takie upośledzone dziecko Green Hell i Subnautiki, w której wszystko zrobione jest na odwal się i bez żadnej logiki. Im dłużej się gra, tym jest gorzej.
Gdyby nie ta gówniana bajkowa grafika, to bym kupił. Co to za mania że niektórzy twórcy wciskają do survivalowych gier bajkową grafikę? Nie oczekuję fotorealizmu, tylko normalności. Neutralna grafika jak np. w Green Hell albo Subnautica. Bajkowa grafika odbiera survivalowym grom cały klimat. Nie czuję jakbym walczył o przetrwanie, tylko jakbym oglądam Cartoon Network.
Kolejna gra o drugiej wojnie światowej, w której zamiast historycznych symboli są jakieś śmieszne szlaczki. Żenujące.
Ja bym jeszcze dodał niemożliwe do zeskipowania przerywniki i animacje, które pojawiają się zbyt często i zmuszają gracza do bezczynnego patrzenia w ekran. Mnie najbardziej irytowała animacja skórowania zwierząt w RDR 2. Niby trwa tylko kilka sekund, ale jak polujesz i musisz ją co chwilę oglądać, to szlag trafia.
"W teorii nowe rozwiązanie ma pomóc w weryfikacji użytkowników i odsiewaniu ze społeczności tych osób, które utrudniają czerpanie przyjemności z gry poprzez stosowanie oszustw czy obrażanie innych."
Jeśli tak, to dlaczego nie zrobią weryfikacji numerem telefonu tylko dla trybu online?
Mnie to i tak wisi, bo nie gram w denne strzelanki wieloosobowe, a ci co grają po prostu podadzą numer mamy i będzie git.
Nareszcie survival horror z prawdziwego zdarzenia, z możliwością walki, a nie kolejny symulator chodzenia najeżony screamerami.
Pomysł spoko, ale bajkowa grafika psuje klimat survivalu. Nawet bym zagrał, ale cena jest absurdalna jak za taką gierkę. Kupię jak będzie po 50 zł, max 70.
Kiedy ja chodziłem do szkoły, to ciebie jeszcze w planach nie było...
Sprawa jest prosta. Włoscy gracze mają do siebie szacunek i oczekują, że gra wydana na ich rynek będzie zawierać ich język.
Część polskich graczy, takich jak ty, uważa takie oczekiwania za przejaw analfabetyzmu. Bo skoro ktoś chce grać w swoim języku, to z pewnością oznacza, że nie zna obcych języków. Taka wasza logika. Spójrz na to z boku i zastanów się, czy to mądre.
Przynajmniej jest już konkretna data. O ile nie przesuną. Czekam na tę grę jak dawno na nic. Oby była udana.
Z wymienionych tutaj gier grałem tylko w Stray i Limbo, obie mogę polecić. Zwłaszcza Stray, świetna gra.
Obstawiam, że jesteś dzieckiem, które dostanie pieniądze rodziców i nie masz bladego pojęcia o czym mówisz, ale myślisz, że pozjadałeś wszystkie rozumy, bo nasłuchałeś się Zandberga albo innego lewicowca, który powiedział, że wystarczy drukować pieniądze i rozdawać ludziom, a wszyscy będą bogaci i szczęśliwi. Nie wiesz, że gdyby nie kapitalizm, to nie miałbyś nic. Nie wiesz, że kapitalizm to najskuteczniejszy system gospodarczy, a dowody na to stanowi cała Europa zachodnia, Skandynawia, USA, Kanada, Australia i inne kraje rozwinięte.

Gdyby nie kapitalizm to ciekawe skąd twój tatuś miałby pieniążki, żeby ci kupić komputer.
Czy ta gra też jest tak schematyczna, monotonna i powtarzalna jak Two Point Hospital?
Jest właśnie na Steam za 30-kilka złotych. Już miałem kupować, ale nie ma po polsku, więc nie kupię. Nawet złotówki nie wydam na niepełnowartościowy produkt od producenta, który nie szanuje mnie jako klienta.
Śmieszne są te płatne poradniki, bo takie same tylko darmowe można znaleźć na co najmniej dwóch innych stronach (jedno polsko, druga angielskojęzyczna), których z nazwy nie wymienię, a które każdy gracz zna ;)
Widzę, że fanom co nieco pękło. No przykro mi, dla mnie ta gra jest słaba i nie spodziewam się by dwójka była lepsza. Jestem fanem Gwiezdnych Wojen i jakbym miał wymienić wszystkie gry z tego uniwersum lepsze niż ta, to bym po prostu powiedział - wszystkie.
Przecież jest, tak samo jak w Gothic 1 i 2. Siadasz z kolegą przed kompem i gracie na zmianę.
Przyjemna gra. Niby symulator chodzenia, ale nie jest nudny i montonny jak pozostałe gry tego gatunku. Jest skradanie, jest nawet trochę walki. Bieganie i skakanie kotkiem jest bardzo przyjemne. I można miaukać.
Najlepsze są "kocizmy" jak to napisał jeden z przedmówców. Wchodzenie robotom pod nogi, wskakiwanie na stół jak grają w scrabble i rozwalanie liter, zrzucanie rzeczy łapką, wskakiwanie robotowi na brzuch jak śpi i zwijanie się w kulkę, drapanie mebli, itd.
Gra krótka, ale jak dla mnie to zaleta. Dłuższa byłaby już męcząca. Zakończenie delikatnie mnie rozczarowało.
spoiler start
Pokazanie ogrodzonego miasta w pełnej okazałości robi wrażenie, ale mogli pokazać też jak wygląda świat poza miastem.
spoiler stop
Czyli znowu skakanie, skakanie, skakanie, skakanie i skakanie.
A i jeszcze skakanie.
Archiwum X było dobrym serialem, a nawet świetnym i na pewno niebanalnym i niepowtarzanym. Jak zwykle to bywa, początkowe sezony były lepsze niż końcowe, ale jednak ten serial przez cały czas trzymał poziom. Przez jakiś czas nie było Muldera, zastępował go John Doggett, potem przez jakiś czas nie było Scully, zastępowała ją Monica Reyes, ale te postacie były dobre i fajnie się oglądało te odcinki. Aha, no i ten serial skończył się na 9 sezonie. Te dwa nowe sezony to jakaś aberracja, ja bym w ogóle tego nie traktował jak Archiwum X, ewentualnie jakiś spin off.
Aż sobie odpaliłem to Pokemon Mega, bo wcześniej o tym nie słyszałem, a jestem fanem gier z Pokemonami. Jezus maria, jakie to kupsko! Postać łazi sama, jedyne co możesz robić to klikać, co chwilę jakieś nowe gówna do klikania wyskakują i już coś o koncie vip było, czyli pay to win. Przełączyłem na inną kartę przeglądarki, a jak wróciłem to widzę, że gra się sama gra, postać sama łazi i walki odbywają się same. Co to za gówno jest?
Poprzednia gra z uniwersum Avatara (z 2009 roku) technicznie była dobra, tylko że była koszmarnie nudna, powtarzalna i monotonna. Może tutaj wyjdzie lepiej, zwłaszcza że uniwersum ma potencjał.
Łeeee, myślałem że to będzie coś w stylu RDR2, a to jakieś kupsko z widokiem z góry i to turowe.
Przepłacił 100 zł kupując sprzęt za kilka tysięcy i aż napisał o tym tekst.
Powiem tak - mógłbym płacić miesięczny abonament, żeby mieć w życiu tylko takie problemy.
2 - bo trudno jest zrobić grę jednoosobową z niebanalną fabułą i pokazać coś, czego jeszcze nie było. Łatwiej klepać multikupska wszystkie takie same.
Fajna gra, bardzo przyjemna, ale po jakimś czasie zaczyna się nudzić. Konkretnie to w momencie gdy zdasz sobie sprawę, że 90% misji można wykonać jedną i tą samą, prostą maszyną latającą, ewentualnie z drobnymi modyfikacjami.
Wkurza mnie jak w grach jest wiecznie ciemno, szaro, buro i mało widać. Czy w tym uniwersum nie ma słońca? Rozumiem, że twórcy mogą chcieć by gra miała mroczny klimat, ale można to osiągnąć bez sztucznego przyciemniania otoczenia. To jest irytujące i męczące.
Kupuję Lego dość często. Polecam Allegro, bo ceny dużo niższe. Na przykład prezentowana tutaj kozia łódź (76208) w sklepie Lego 240 zł, a na Allegro 178 zł. Ponad 60 zł różnicy przy tak tanim zestawie to naprawdę sporo. Trzy razy tak oszczędzisz i masz na kolejny zestaw.
Rock Lee i Gaara vs Kimimaro - fakt, świetna walka, niestety Kimimaro niezasłużenie przegrał, pokonany przez najpotężniejszą technikę plot-no-jutsu.
Walka Sakura vs Ino była nijaka i nic ciekawego nie zostało pokazane. Co robi w tym zestawieniu? Już lepsza była walka Hinata vs Neji.
Neji vs Kidoumaru
Chouji vs Jirobou
Kiba vs Sakon
Shikamaru vs Hidan
W ogóle dużo było efektownych, spektakularnych walk. To była najmocniejsza strona tej mangi/anime. Jedynie plot-no-jutsu czasami przeginało.
Walki Naruto chyba najmniej mi się podobały, a to dlatego, że główny bohater miał bardzo irytującą i nierealistyczną cechę, że nawet najbardziej wyzutego z uczuć, pozbawionego moralności i odczłowieczonego złodupca potrafił swoim gadaniem nawrócić tak, że ten na koniec przepraszał i płakał, a potem umierał.
Ech, oglądało się i czytało. Odpuściłem sobie po ataku Paina na wioskę liścia, bo tam już działy tak absurdalne rzeczy, że się nie dało.
Symulator chodzenia, nawet we wspaniałym świecie VTM, nadal jest nudnym jak flaki z olejem symulatorem chodzenia. Zamiast kupować i "grać", można sobie obejrzeć gameplay na youtube i wyjdzie na to samo, z tą tylko różnicą, że musisz naciskać przycisków chodzenia.
To będzie chyba jedyny symulator chodzenia jaki kupię, ale tylko i wyłącznie dlatego, że kitku.
Symulator chodzenia za 90 zł, chyba się z generałem Gołogłowym na łby zamienili. Kupię jak będzie za 30.
Jest jakiś tryb jednoosobowy z fabułą i questami pobocznymi, czy tylko multikupsko?
Polska firma, większość tych gier była wydana po polsku, a oni je wydają po angielsku. Nie wiem czy to jest bardziej żenujące czy bardziej śmieszne. Zeus i Posejdon w polskiej wersji językowej ma swój klimat, po angielsku nawet nie wyobrażam sobie tej gry. Airline Tycoon to samo.
Bardzo dobrze, że nie będzie multikupska, bo to plaga gier dzisiejszych czasów.
Weteranem turówek nie jestem, ale widzę, że inni gracze też zwrócili uwagę na rażące w oczy głupoty.
1. Nieważne czy twój żołnierz ma trzy paski życie czy dziewięć, bo 3/4 przeciwników kasuje każdego żołnierza na strzała.
2. Możesz się chować za osłoną i być oddalonym o pół mapy od przeciwnika, a zawsze perfekcyjnie cię trafi, czymkolwiek by nie strzelał.
3. Powyższego nie można powiedzieć o naszych żołnierzach. Snajper na poziomie kapitana z ulepszoną bronią na celność, strzela w nieosłoniętego przeciwnika i nie trafia, bo tak ma być i cha ci w de, graczu. Ogólnie kosmici na 10 strzałów mają może jeden niecelny, jeśli w ogóle, a żołnierze tak pół na pół. Procenty nic nie znaczą, no chyba że masz 100%.
4. Dodatkowe ruchy kosmitów, nie ogarniam. Jest moja tura, zbliżam się do stojących w kupie ufoków, żeby rzucić im granat, a oni nagle - w trakcie mojej tury - rozbiegają się na wszystkie strony i wskakują za osłony. Co to ma być? Moi żołnierze podczas tury kosmitów tak nie robią. WTF?
Nie oceniam póki co, bo gram, ale ogólnie gra na plus.
Ponad 100 zł za taką gównogierkę, chyba się szaleju najedli. Kupię jak będzie po 30 zł.
Bezcześcić takie świetne uniwersum jakąś gównianą, denną naparzanką multiplayer. Nie, po prostu nie.
Ależ to była świetna gra, pamiętam to z automatów. Przydałoby się na PC, ale raczej nie ma co się łudzić.
Mogliby wydać Black & White, to świetna, stara i jedyna w swoim rodzaju gra. Petycja na forum GOG już od dawna wisi.
Grał ktoś? Na youtube jest full walkthrough i trwa godzinę i 45 minut...
Klikanka z grafiką jak ze starych flashówek za 60 zł. Chyba na głowę upadli...
Straszny kupsztal. Drewniana mechanika, nielogiczne i kretyńskie rozwiązania dotyczące pojemności plecaka czy bagażnika, pozbawione jakiegokolwiek sensu miejsca, w których ludzie trzymają cenne rzeczy oraz szczyt absurdu, że przechodnie mijający okradany dom widzą mnie przez ściany. Twórcy ewidentnie nie przyłożyli się do tej gry.
Na początku bardzo się podjarałem tą grą. Teraz ukończyłem i cytując klasyka internetu: "No tak średnio, bym powiedział."
Ta gra, mimo że dobra, to niestety jednorazówka.
Surviving Mars ma tajemnice, czyli chyba 10 różnych historii, a każda stanowi fabułę danej rozgrywki. Oprócz tego są różne zdarzenia losowe, w każdej rozgrywce jest inny zestaw technologii i kolejność ich odkrywania, co wymusza określony styl gry. To wszystko sprawia, że do Surviving Mars chce się wracać i mam przegrane prawie 180 godzin.
Surviving the Aftermath tego nie ma. Jest jedna fabuła i to nudna jak flaki z olejem, która polega głównie na czekaniu. Po ukończeniu możesz zagrać jeszcze raz, ale nie ma to sensu, bo nie zobaczysz nic nowego, nic cię nie zaskoczy. Ukończyłem w 37 godzin i to tylko dlatego, że nie zajmowałem się fabułą dopóki nie rozbudowałem na maxa kolonii i nie odkryłem całej mapy.
Średniak.
Chyba to naprawili z tym mnożeniem się, bo mam 150 dzień i populacja jest stabilna. Za to inna dziwna i nielogiczna rzecz się dzieje. Mam najlepsze domy, pełno toalet z wodą, sauny parowe, żadnych zanieczyszczeń z okolicach miejsc, gdzie ludzie pracują, a i tak co jakiś czas bez żadnego powodu nagle z dupy mam 40-50 napromieniowanych albo zainfekowanych kolonistów.
Oj nie. Coś jak połączenie Frostpunka z Surviving Mars. Dużo więcej opcji i mechanik, więcej badania, zbierania, wydobywania i budowania, no i jest walka. Oczywiście fabuła też jest. Naprawdę dobra gra, aczkolwiek mówię to przegrawszy dopiero 14 godzin.
Chciałem kupić, ale widzę, że nie ma języka polskiego. Dziękuję, do widzenia.
"Trik polega na tym, żeby myśleć"
"Zamiast pchać się natychmiast do przodu, często mądrzej jest zawrócić i poprawić wcześniejszy rezultat"
"Jeśli spieszysz się, by jak najszybciej poznać nowe poziomy – dostajesz po łapach."
Czyli trik nie polega na tym, żeby myśleć, tylko na tym, żeby przechodzić po kilka razy ten sam poziom. No, super gra. Nie ma nic ciekawszego niż robienie w kółko tego samego.
Obejrzałem gameplay i nie podzielam ogólnego zachwytu. Chodzenie po w większości pustym (oprócz przeciwników), wiecznie zacienionym, szaro-burym, przygnębiającym, monotonnym świecie i tłuczenie wszystkiego, co się rusza. Hmm, gdzieś już to widziałem. Może w Dark Souls i kilkunastu jego klonach?
Włosi, kiedy w grze nie ma języka włoskiego:
[afera na cały świat]
Polacy, kiedy w grze nie ma języka polskiego:
- Będzie język polski?
Inni Polacy:
- Uga buga, naucz się angielskiego, ANALFABETO!!!!11!!!!11!!
Znam angielski prawdopodobnie lepiej niż ty polski i od wielu lat używam go codziennie w pracy, pisząc i rozmawiając przez telefon z obcokrajowcami. W gry chcę grać po polsku. To czyni ze mnie, twoim zdaniem, analfabetę? Cóż za logika! Dla mnie gra wydana na polski rynek, pozbawiona języka polskiego, jest produktem niepełnowartościowym i takiego nie kupię.
Przez takich graczy jak ty, twórcy i wydawcy nas nie szanują jako klientów.
Świetna gra, bez dwóch zdań. Chyba sobie zagram znowu, bo akurat nie mam w co grać.
Fanom pirackich (hehe) gier mogę polecić Sea Dogs 2 City of Abandoned Ships.
Domyślnie jest zaznaczona opcja skręcania myszką, czyli jak jedziesz i chcesz wycelować, to ci skręca. Jak to wyłączysz (w opcjach sterowania) to jest cacy.
Gra polega na skakaniu, wspinaniu się i zabijaniu wszystkiego w zasięgu wzroku. Co chwilę trzeba się wracać w te same miejsca. Fabuła jest, całkiem fajna, ale każde zadanie sprowadza się do tego, że trzeba doskakać się w kolejne miejsce, żeby coś zobaczyć albo z kimś porozmawiać, po czym wrócić na statek i lecieć w kolejne miejsce, gdzie znowu będzie się skakać. Strasznie nużące, męczące, nudne i monotonne. Ukończyłem na siłę, bo mnie ciekawiła fabuła.
spoiler start
Pojawienie się Vadera
spoiler stop
w końcówce podnosi moją ocenę tej nudnej i monotonnej gry.
Ta gra to arcydzieło. Stary, dobry Gothic wrócił. Przecudowna fabuła z nawiązaniami do poprzednich części, rozwinięty i żywy świat, który chce się odkrywać. Wyraziste postacie z którymi się zżywa. Wszystko jest tak, jak powinno być. 130 godzin grałem. Polecam z całego serca.
PS: Uwaga, mega spojler.
spoiler start
Od momentu kiedy Marvin nabawił się blizny na twarzy, przeczuwałem że na końcu okaże się, że Marvin to Blizna z jedynki. Ta ostatnia scena z Gomezem na statku, coś pięknego i wspaniały ukłon w stronę graczy ;)
spoiler stop
Ukończyłem i chętnie udzielę porady. Uwaga małe spojlery.
Ogólnie chodzi o to, żeby mieć jak najwięcej siły/zręczności. Rozwijać normalnie opłaca się tylko do czasu póki 5 pkt umiejętności kosztuje 10 pkt nauki. Jak zaczynają kosztować po 15 to już nie ma sensu i lepiej PN przeznaczyć na coś innego, np. umiejętności walki.
Trzeba zbierać smocze korzenie i goblinie jagody gdzie popadnie. Korzenie rosną na skałach, a jagody przy pniach ściętych drzew. Najlepiej chodzić z włączonym czarem telekineza, to ci z daleka będzie pokazywać gdzie co jest. Smoczy korzeń daje +1 do siły, jagoda +1 do zręczności. Od Ezekiela (jak już mu pomożesz ogarnąć stragan w Silbach) możesz kupić przepis na kluski z jagód i chlebowe smarowidło ze smoczego korzenia, które dają +3 do siły/zręczności. Minus taki, że na jedne kluski/smarowidło potrzeba dwóch korzeni/jagód.
Zaoszczędzone punkty nauki możesz przeznaczyć na naukę alchemii do poziomu mistrzowskiego (razem 50 pkt będziesz potrzebował) i wtedy możesz robić mikstury siły i zręczności, zużywają tylko po jednym korzeniu/jagodzie, a dają +3 siły/zręczności. W tym przypadku zbieraj i kupuj też szczawie królewskie.
Teraz najlepsze. Zbieraj wszystko co popadnie i kradnij co się da, po czym sprzedawaj. Będziesz potrzebował dużo hajsu. Odwiedzaj regularnie wszystkich handlarzy i kupuj od nich mikstury siły i zręczności, kluski, smarowidła, smocze korzenie, goblinie jagody i szczawie królewskie. Co jakiś czas się odnawiają, więc co kilka misji warto robić rundkę po wszystkich handlarzach. Dobrym dodatkowym sposobem na hajs jest zostanie czeladnikiem Fridy i sprzedawanie jej skór zwierząt. Inny sposób to nauczyć się podstawowego kowalstwa i kuć oszczepy. Zbieraj drewno z obalonych drzew i wydobywaj żelazo. Oszczep sprzedasz za 120 złota, możesz ich natłuc mnóstwo i zarobić dobry hajs.
Do tego tradycyjnie możesz zwiększyć siłę i zręczność przedmiotami jak pasy, pierścienie i amulety.
Ja tak grałem, rozwinąłem siłę i zręczność do 60, a potem robiłem tak jak wyżej. Kończąc grę miałem po 190 siły i zręczności.
"Zapadające w pamięć małe questy – a w zasadzie ich brak"
Że niby co? Przecież w Cyberpunku każde zadanie typu ukradnij, uratuj, zabij, zinfiltruj ma swoją mini fabułę i tło. Masz wyjaśnione dlaczego masz to zrobić i nierzadko masz wybór, co i jak zrobić. Odnalezienie dziennikarza, kolegi Reginy i cała historia z nim związana. Szpiegowanie ruskiego fixera (kilka questów było z nim związanych i łączyły się ze sobą), questy prowadzące do odnalezienia ciała Bartmossa, o którym w świecie gry mówione jest dużo i często. Questy od Peralezów. Świat można chłonąć na każdym kroku, a te proste zadania od fixerów świetnie w tym pomagają i nie są dzięki temu nudne.
Odnoszę wrażenie, że autor robiąc te zadania skipował dialogi i - wbrew zapewnieniom - nie czytał znajdowanych tekstów, stąd te niepoważne zarzuty.
O to chodzi. Po co mają naprawiać singla, jak mogą wydać multi i dzieciarnia się rzuci jak psy na sukę :D
Grałem kilka lat temu i nie ukończyłem. Dzisiaj zagrałem znowu i po 20 minutach wyłączyłem, bo sobie przypomniałem dlaczego nie ukończyłem. Nuda, nijakość, powtarzalność, upośledzona sztuczna inteligencja zwierząt i przeciwników, zerowy feeling walki.
Nie mam w co grać, więc wróciłem do tego gniota, bo mimo swojej gniotowatości ma w sobie to coś. Tym razem zagrałem na wyższym poziomie trudności. Okazało się, że policjanci są mutantami, bo mają oczy z tyłu głowy, a do tego widzą w ciemności i potrafią cię dostrzec z ogromnych odległości. To śmieszne i aż prosi się o obniżenie oceny, ale jednak mimo to gram w tego gniota, więc niech zostanie.
PS: Twórcy ulepszają grę, teraz już największy pojemnik nie ma 150g, ale aż kilogram. Jest progres.
Czyli taki upośledzony klon The Forest / Green Hell, tylko bez walki i z gównianą, bajkową grafiką.
Jest demo na Steam. Zagrałem i mieszane uczucia. Pomysł fajny, ale wykonanie kuleje. Ta gra jest jakby upośledzona. Drewniana mechanika, nie da się zmienić wszystkich klawiszy (np. sprintu albo klawiszy przy przeszukiwaniu paczek czy czynnościach pobocznych), strzelanie gorsze niż w grach sprzed 15 lat, a najśmieszniejsza jest piłka do kosza, która zachowuje się jak piłka lekarska - nie odbija się.
Reasumując, gra wymaga dopracowania, bo na chwilę obecną nie jest warta swojej ceny.
Łoo, można kupić jeszcze raz tę samą grę uzupełnioną o mody, które można pobrać za darmo. I to wszystko za 200 zł hakiem!
Już biegnę kupić, już lecę!!!
Ja to bym sobie pograł w takie MMORPG, gdzie nie ma cheaterów i pay to win. Dajcie znać, jak takie wyjdzie.
Czytam opis i myślę, że zapowiada się świetnie. Potem widzę:
"Rozgrywka prowadzona jest w modelu ograniczonych czasowo sesji."
No i kupsko.
A, to przepraszam, panowie. Nie wiedziałem nawet, że to jest na podstawie komiksu. Mnie bardziej się podobała wersja ze Stallone'm.
Dredd nie jest niedoceniony, tylko słusznie oceniony jako gniot. To jest parodia oryginalnego filmu ze Stallone'm. Nie wiem po co kręcą takie szmiry. Efekty są, ale to normalne jako że ten film wyszedł prawie dwie dekady po oryginale. Nie ma za to klimatu, gry aktorskiej i wszystkich rzeczy, które czynią film dobrym. Oglądając czułem tylko rosnące zażenowanie. Oryginał deklasuje parodię na każdym polu.
Wszystko spoko, ale jest jeden problem. Terraformowanie zajmuje straszliwie dużo czasu. Zdążysz już zakończyć fabułę (tajemnicę), zbadać wszystkie technologie, natrzepać kupę hajsu i nazbierać kupę surowców, nie masz już kompletnie co robić i nie chce ci się już grać, a terraformacja nadal nie jest zakończona i grasz tylko na siłę żeby doprowadzić to do końca.

Diuna jest tak bardzo z kosmosu, że jednej z postaci zmienili nawet płeć i kolor skóry. Z białego mężczyzny zrobili czarną kobietę.
This War of Mine można spokojnie przejść bez okradania kogokolwiek. Idziesz w miejsce, gdzie są bandyci, czaisz się w cieniu z nożem, zabijasz wszystkich i zabierasz im broń. Mają dużo broni i amunicji. Do obrony kryjówki wystarczy ci jedna sztuka broni i kilka naboi, a całą resztę wymieniasz u handlarza na leki i jedzenie, zwłaszcza że broń ma dużą wartość. W ten sposób nigdy ci niczego nie zabraknie.
Czyli będzie można kupić jeszcze raz tę samą grę, razem z modami, które to mody można bezpłatnie pobrać z internetu? No złoty interes.
Sklepy z kluczami są legalne, a jak ktoś wydaje na gry swoje własnoręcznie zarobione pieniądze, a nie kieszonkowe od rodziców, to widzi różnicę między zakupem tej samej gry za 20 zł a za 60 zł. Jak to jest nowa gra i na Steam kosztuje 200 zł, a na G2A 190 zł, to nawet kupię na Steam, 10 zł mi tu różnicy nie zrobi. Jak to jest gra z okolic 2000 roku i u resellerów kosztuje 10-15 zł, a na Steam 70 zł, to wybór jest oczywisty.
Przez tyle lat kupowania gier od resellerów usunięto mi tylko jedną. Na kilkadziesiąt kupionych gier jedna była lewa. Straciłem na tym 20-kilka złotych. Gdybym wszystkie te gry miał kupować na platformach po ich cenach z kosmosu (albo raczej innego ciemnego miejsca) to byłbym w plecy o kilka tysięcy.
Czyli kolejny symulator chodzenia i czytania, do tego zabugowany? Ech...
"Create a free account to view the result"
No już się rozpędziłem... Niech sobie to w dupę wsadzą.
Ceny na Steam są śmieszne. Gra sprzed 15 lat potrafi kosztować i 60 zł, podczas gdy na G2A albo czymś podobnym kupisz ją za 10-20 zł.
Byłaby spoko gra, gdyby nie kilka irytujących mechanik.
1. Prawie cała mapa jest zakryta, do tego stopnia że nawet nie ma nazw miejscowości, do których się jeszcze nie popłynęło. Jaki to realizm? Akcja dzieje się w 2017 roku, łódź ma GPS, są mapy Google, widok z satelity, a tu trzeba odkrywać nowe lądy jak Krzysztof Kolumb. Nonsens. Najgorsze jest to, że aby popłynąć gdzieś dalej to trzeba poświęcić kilkanaście minut rzeczywistego czasu.
2. Nasz rybak płynie chyba z klapkami na oczach, jak koń. Płynąc w nieodkryte miejsce odkrywasz tylko wąski paseczek mapy, przy samej łódce. Co to ma być?
3. Mechanika poruszania się łodzi. One nie pływają, tylko się ślizgają jak po lodzie. To jest wręcz śmieszne, ale jak próbujesz zebrać zarzucony zestaw, a łódka ci się ślizga i nie możesz trafić, to jest frustrujące.
4. Łódź potrafi się poważnie uszkodzić podczas odbijania z portu, przy minimalnej prędkości. Uszkodzenie 25%, bo burtą delikatnie dotknęła opony.
Słabo, naprawdę słabo. Ciężko czerpać przyjemność z tej gry.
Samoloty są świetne, aż chce się grać, oglądać poradniki, poznawać techniki, uczyć się na błędach i być coraz lepszym, ale ekstremalny pay to win sprawia, że nie mam ochoty grać w to na poważnie. Po kilku dniach grania mam dość na kilka miesięcy.
Czyli takie samo kupsko jak piątka - duży ale pusty i nudny świat, płytka fabuła, postacie albo nijakie albo przerysowane i powtarzalność do bólu?
Wcale mnie to nie dziwi.
Jestem obecnie zdesperowany, bo totalnie nie mam w co grać, ale czułem żeby tego nie kupować i widzę, że miałem rację.
Kupię z ciekawości jak będzie kosztować 50 zł, czyli pewnie za kilka miesięcy.
Z gameplay na youtubie wygląda jak denna naparzanka jakich wiele. Mogliby zrobić otwarty świat, zadania poboczne, itd, a nie bezsensowne parcie do przodu i walenie do wszystkiego co się rusza.
Ta gra jest genialna. Do teraz od czasu do czasu zagram. Przydałby się remaster.
Nie musi być mega grafika, wystarczy żeby była normalna, neutralna. Niektórzy nie lubią bajkowej grafiki, bo odbiera grze powagę i psuje klimat. Jak mam się wczuć w przetrwanie i walkę o życie skoro przez grafikę czuję się jakbym oglądał Cartoon Network? To mnie powstrzymuje przed zakupem tej gry...
Ale kupsztal. Zwłaszcza walka i ten latający miecz bez ręki Geralta. Dno.
Ja bym jeszcze dodał Far Cry 5. Wielka, piękna, ale nudna i pusta mapa. Jedyne aktywności to zabijanie kultystów i odbijanie zakładników. Nic poza tym na mapie nie znajdziesz.
Świetna gra, stary dobry Warcraft 2. Prawie nic nie zmienili, to plus, ale jedną rzecz mogli zmienić. Mianowicie tę irytującą, kretyńską i bezsensowną mechanikę, żeby pokonać przeciwnika to trzeba mu zniszczyć dosłownie każdy budynek i zabić absolutnie każdą jednostkę. Sprawia to, że drugie tyle ile trwała rozgrywka właściwa, trwa szukanie jednej, ostatniej, zasranej jednostki przeciwnika albo budynku typu farma po całej mapie.
Poza tym wszystko cacy.
Z ciężkim sercem to piszę, ale ta gra to straszne gówno. Kupiłem w dniu premiery i byłem mega nakręcony, gram od wczoraj, chociaż "gram" to za duże słowo...
Nie mogę przejść pierwszej misji, bo to jest tak oskryptowane i zabugowane, że masakra.
Mam odbić bunkier, najpierw poszedłem od prawej strony, zabiłem Niemców, którzy nawet na mnie nie reagowali (skrypt nie chwycił?), przeszedłem pod cekaemem i wszedłem do środka, a tam pusto. Za cekaemem (który przed chwilą do mnie strzelał) nie ma nikogo. No to wychodzę i wracam do swoich, a ten sam cekaem znowu do mnie strzela, mimo że jak byłem w bunkrze to nikogo tam nie było. No i mnie zabił.
Druga próba, tak samo. Zdałem sobie sprawę, że muszę przejść przez punkcik na mapie, żeby skrypt załapał. Voila, w bunkrze pojawili się Niemcy. Zabili mnie, ok.
Próbuję znowu. Podążam za skryptem. Kucam z żołnierzami za osłoną. Mówią mi, że mam iść flanką. W tym momencie, zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, mimo że byłem za osłoną, Niemcy mnie zabili. Powtórzyło się to jakieś 5 razy, po czym zrobiłem tak zwanego rage quita i napisałem ten komentarz.
No naprawdę nie da się w to dziadostwo grać. Ja wiem, że to niezależne studio i takie tam. Wiem, że teraz jest moda na wypuszczanie niedopracowanych gier i łatanie ich patchami, wiem i z tego powodu powstrzymam się od oceniania, bo naprawdę chcę przejść tę grę. Dlatego twórcy, proszę, ogarnijcie to. Szybko.
Czołówka taka, jak się spodziewałem. Zrobiłbym podobnie. Spodziewałem się na pierwszych dwóch miejscach Wiedźmina 3 i RDR2 osobiście ciężko byłoby mi wyłonić zwycięzcę, bo obie te gry są wspaniałe.
Za to Everspace nie powinno się znaleźć w tym rankingu. Te mikroskopijne fragmenty kosmosu po których się lata nie są otwartym światem, gra jest liniowa do bólu, a możliwości gracza ściśle ograniczone.
Był kiedyś taki film. Z opisu przypomina grę Subnautica, tylko że zamiast w wodzie pływasz w krwi. Bardzo ciekawy koncept. Czekam z niecierpliwością.
Oby tylko nie wyszło takie kupsko jak FC5, które też zapowiadało się fajnie, a okazało się nudnym, monotonnym i powtarzalnym bieganiem po pustym świecie z gównianą fizyką.
Miałem kupić, nieważne jak negatywnie jest oceniana i jak gówniana miałaby być mechanika, ale jak mają zamiar przekłamywać historię i stosować cenzurę, usuwając z gry o drugiej wojnie światowej historyczne symbole, to nie zamierzam kupować.
Ludzi kompletnie już posrało. W grze The Saboteur z 2009 roku, której akcja dzieje się w okupowanym Paryżu, całe miasto jest obwieszone flagami ze swastyką i nikomu to nie przeszkadzało, a teraz twórcy i wydawcy taką srakę uskuteczniają.
Straszne kupsko. Takie upośledzone Europa Universalis, pełne bugów i kretyńskich, nielogicznych mechanik.
Wygląda jak takie średniowieczne This War of Mine. Może być ciekawe.
Podobnie jak w poprzedniej części, gra jest fajna tylko przez pewien czas. Potem kręcenie się w kółko, bez mapy, szukanie, zbieranie i budowanie staje się nudne, monotonne i frustrujące.
Fabuła też do pewnego momentu fajna, a zakończenie niedorzeczne.
Nie ma tragedii, kilka(naście) godzin zabawy mi dała ta gra, ale nic wybitnego.
Na chwilę obecną w grze część tekstów jest po polsku, część po angielsku. Dodatkowo polskie tłumaczenie jest strasznie niedbałe, sam bym lepiej przetłumaczył.
No i chyba dupa, bo na Steam i Epic nie ma PL na chwilę obecną, a jest już po premierze.
Aha, ok. Na screenach jakieś dziwne szlaczki są, ale obejrzałem filmik z gameplay i faktycznie. Szkoda, że nie można oceny zmienić.

Nie jestem w stanie traktować poważnie gry o drugiej wojnie światowej, której twórcy boją się swastyki i zastępują ją jakimiś śmiesznymi szlaczkami. Tym bardziej jest to godne potępienia, że ta gra jest produkcji polskiej.
Jestem bardzo zawiedziony. Spodziewałem się, że gra będzie dość monotonna, ale nie aż tak. To przypomina flashowe gry typu idle, czyli klikasz, czekasz, klikasz, czekasz i tak w kółko.
Druga sprawa, że jest straszliwe nieprzyjazna dla gracza, nieprzejrzysta. Na przykład wchodząc do magazynu, widzisz wszystkie istniejące w grze zasoby, a nie tylko te, które masz. Dlaczego tak? To tylko utrudnia rozeznanie się. Żeby zobaczyć co masz, musisz wejść w ekran sprzedaży. Oprócz tego nie da się wyłączać pól, zagród czy fabryk, których akurat się nie potrzebuje.
Ta gra wygląda jakby była niedokończona i przez to jest po prostu słaba.
Na chwilę obecną nie polecam.
Kupię jak będzie po polsku. Teraz polskie napisy w grach są standardem, nawet gry malutkich wytwórni mają język polski, więc nie uwierzę, że Capcomowi po prostu się nie opłacało dodawać polskiego. No, ale jeśli im się nie opłacało dodawać polskiego, to mnie nie opłaca się kupować wybrakowanego produktu.
Beka z ludzi, którzy plują na innych, bo ci chcą grać w swoim języku.
Bo ta gra była i nadal jest okrutnie zabugowana. Myślałem, że to kwestia mojego kompa, ale odpaliłem jakoś w zeszłym miesiącu na Geforce Now, gdzie na przykład AC Valhalla śmiga płynnie na najwyższych ustawieniach, no a KCD dalej się przycinało i doczytywało tekstury. Gra ma 3 lata i nadal nie naprawili bugów.
I jeszcze jedna cudowna rzecz. Zaczynasz grę online, przeciwnik strzela ci bramkę powiedzmy w 15 minucie, po czym się rozłącza. Zamiast ukarać go za ucieczkę, a tobie przyznać zwycięstwo, system przyznaje zwycięstwo jemu. Paranoja.
Z kolei moi obrońcy ze stylami gry mają szybkość prawie na maxa, a nie potrafią dogonić żadnego zawodnika z drużyny przeciwnej. Naprawdę żenujące. W tej grze nie przegrywa się z lepszym przeciwnikiem, tylko przegrywa się z grą.
Żadna gra mnie tak nie ... jak ta. Fifa jest fajna żeby pograć z kolegami na kanapie, przy piwie. Gra przez internet to jest śmiech na sali. Przez całą grę cisnę przeciwnika, mam 18 strzałów na bramkę z czego 16 celnych i jedna bramka trafiona bo jego bramkarz łamie prawa fizyki i wyciąga niemożliwe do obronienia strzały. Z kolei on 4 strzały ogółem i 3 bramki, wynik końcowy 3:1 dla niego. Niech sobie wsadzą takie granie.
Zamysł fajny i... na tym kończą się zalety tej gry.
Mechanika to tragedia, momentami wręcz komiczna. Na przykład żeby zapełnić wskaźnik głodu, to dzieciak musi zjeść 4 posiłki. Cztery! Ośmioletnie dziecko. Dorosły by tyle nie zjadł, a co dopiero dziecko. Jednostki czasu też komiczne, przeczytanie nagłówków w gazecie zajmuje tyle samo czasu co przygotowanie posiłku. Musisz wybierać co danego dnia zrobić, bo masz ograniczoną ilość ruchów. Strasznie irytujące, bo dodatkowo potęguje monotonię i powtarzalność tej gry.
Gra sprowadza się do czytania tekstu i klikania cały czas tego samego. "Odpowiadanie na trudne pytania" - nie ma właściwie znaczenia co mu powiesz, bo to nic nie zmienia. W tej grze chodzi właściwie o to, żeby przeklikać odpowiednią ilość dni, czytając po drodze różne teksty.
Rozczarowanie, ale za te 12 zł ile teraz kosztuje na Androida można kupić, jak nie ma się nic lepszego do roboty.
Proszę moderatora o usunięcie. Napisałem w złym miejscu.
Co do spójności świata to najbardziej nielogiczne jest jak są zwykłe drewniane drzwi i musisz do nich szukać klucza, choć masz broń automatyczną i materiały wybuchowe i mógłbyś te drzwi posiekać kulami albo wysadzić. Albo w survival horrorach. Szukanie klucza do drzwi, a obok ogromne okno na parterze, w którym można by po prostu wybić szybę i wejść. No ale nie, szukaj klucza, bo tak.
Ta gra przeszła długą drogę ewolucji i obecnie jest naprawdę rozbudowana i dobrze dopracowana, oferuje wiele możliwości, ale zarazem jest też ekstremalnym pay to win. Nie mam tu na myśli konta premium, które trzeba obowiązkowo mieć żeby normalnie grać, jako że Tibia bez pacc to jest demo Tibii. Mam na myśli to, że za hajs można kupić różnego rodzaju boostery i itemy, które dają gigantyczną przewagę nad graczami, którzy nie płacą. Choćby to, że za hajs możesz sobie zwiększyć zdobywany exp albo kupić itema, który zamienia złoto w platynę i platynę w kryształ, przez co możesz lootować hajs z potworków bez konieczności biegania do depo jak braknie capa.
Kiedyś w Tibii najlepszy był ten, kto poświęcał grze najwięcej czasu. Teraz najlepszy jest ten, kto wydaje najwięcej pieniędzy. Jak dobrze ujął jeden z przedmówców, kiedyś 10/10, teraz ja bym dał 5/10, ale mimo to wracam jak desperacko nie mam w co grać, kupuję pacca i gram przez miesiąc.
Pekowanie jak zawsze daje najwięcej zabawy, więc polecam zakładać konta na światach open-pvp, najlepiej Antica, gdyż tam gra najwięcej ludzi. Dodatkowo zarabianie hajsu jest obecnie tak łatwe, że nawet na niskich levelach można sobie kupić drogie eq, aola i blessy, więc jak się padnie to nie boli tak jak kiedyś.