Recenzja The Blood of DawnwalkerInteraktywna mapa Gothic RemakePoradnik do DawnwalkeraWszystko o Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster
Szukaj...
Kolorystyka
Wyświetlanie

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl

Recenzja Silent Hill: Townfall. To gra dla tych, którzy tęsknili za bezkompromisowym horrorem starej szkoły

Townfall to Silent Hill skrojony w sam raz pod gusta fanów klasycznych odsłon serii, którym niekoniecznie przypadły do gustu ostatnie eksperymenty. Ze staroszkolną formułą przychodzi też staroszkolny poziom trudności, co nie wszystkim się spodoba.

Źródło: Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Recenzja powstała na bazie wersji PS5. Dotyczy również wersji PC.

Odkąd Konami wskrzesiło markę Silent Hill, cykl stał się prawdziwym rollercoasterem jakości. W ostatnich latach dał się pokazać z najgorszych stron, w postaci filmu Welcome to Silent Hill, którego produkcja w ogóle sprowokowała cały wielki powrót cyklu, czy katastrofalnie nieudanego mobilkowo-pecetowego Silent Hill: Ascension. Wydany wyłącznie na PlayStation 5 The Short Message to czystej wody średniak, za to blooberowy remake Silent Hill 2 oraz zeszłoroczne Silent Hill f wypadły w mojej ocenie ponadprzeciętnie dobrze. Przy tak dużym rozrzucie, stwierdziłem że nie ma co w jakikolwiek sposób nastawiać się do Townfalla. Do najnowszej interpretacji cyklu, przygotowanej przez studio Screen Burn Interactive (wcześniej zrobili Stories Untold oraz Observation Silent Hill to ich pierwszy tak duży projekt) podszedłem więc bez jakichkolwiek oczekiwań i uprzedzeń oraz ograniczając dawkowanie informacji przedpremierowych do minimum. Dzięki temu Townfallowi kilkukrotnie udało mi się zaskoczyć. Ale na szczęście, jako całość, nie rozczarować – kolejka górska „Silent Hill” w tym momencie znajduje się na wyżu.

Pewne rzeczy się nie zmieniają – na przykład jak zawsze w miasteczku wita nas tablica.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Zaskakujący upadek miasta

Zaskoczenie pierwsze – Silent Hill: Townfall to najbardziej klasyczna odsłona, jaką cykl widział w ramach restartu. Więcej tu tradycyjnego „silenta” niż w blooberowym remake’u, w którym bardzo duża ilość walk poprzesuwała akcenty, a już definitywnie więcej niż w romansującym z soulslikami Silent Hill f czy w potworku Ascension. Pomijając kwestie wizualne, Townfall spokojnie mógłby ukazać się w czasach, gdy pieczę nad serią sprawował Team Silent i nie wyróżniałby się wówczas z tłumu. To produkcja, w której duży nacisk położono na horror psychologiczny, walka to ostateczność i kiedy tylko możemy to unikamy jej, zagadki zachwycają pomysłowością, eksploracja nie prowadzi nas za rękę, a opowieść bawi się symboliką.

Zaskoczenie drugie – Silent Hill: Townfall jest bardziej kompetentną skradanką niż można by od niego oczekiwać. Zapasy amunicji do broni palnej zazwyczaj są bardzo skąpe, a deski czy metalowe rurki okazują się efektywne tylko w walce z częścią przeciwników i szybko się psują, optymalnym rozwiązaniem jest więc omijanie wrogów. A to okazuje się całkiem skomplikowane, gdyż przeciwnicy potrafią nas wypatrzyć z daleka, podczas polowania korzystają ze wszystkich zmysłów, do tego ich ścieżki patrolowe bywają nieoczywiste, a perspektywa pierwszoosobowa w naturalny sposób ogranicza możliwość obserwowania otoczenia. Nawet pojedynczy potwór może być trudny do wyminięcia, jeśli nie poświęcimy czasu na zrozumienie jego nawyków i zanadto się pospieszymy. Grupka to już całkiem poważne zagrożenie. Specjalny odbiornik zastępujący ikoniczne radyjko i pozwalający obserwować położenie przeciwnika (ale tylko jednego naraz) przez ściany nie jest tutaj dużą pomocą. Nie spodziewałem się, że akurat Silent Hill podda ciężkiej próbie moje szlifowane na Metal Gear Solid czy Hitmanach umiejętności, ale bardzo mi się to spodobało. Mniej atrakcyjnie wypada natomiast walka sama w sobie, ale na szczęście sekwencji w których jesteśmy do niej zmuszeni znajdziemy tutaj niewiele.

Nowe, lepsze radio – pozwala nam śledzić dokładne położenie przeciwnika. Ale tylko jednego naraz.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

No i zaskoczenie trzecie – niestety, Silent Hill: Townfall jest też jedną z tych gier, których początek przynudza i trzeba dać im chwilę, żeby się porządnie rozkręciły. W tym przypadku cały pierwszy rozdział wypada blado, na dodatek zarówno pod kątem rozgrywki, jak i fabuły. Wspomniane wyżej skradanie w pierwszej sekcji gry jeszcze nie działa jak powinno, szybko bowiem odkrywamy, że przed przeciwnikami jesteśmy w stanie po prostu uciec, nie potrafią za nami nadążyć i dopóki nie wbiegniemy w jakiś ślepy zaułek, pozostajemy nietykalni. Fabuła natomiast wydaje się przeraźliwie oczywista i po kilku godzinach wydaje nam się, że wiemy już dokąd to wszystko zmierza, czego dotyczy cała ta grubo ciosana symbolika i za co główny bohater trafił do swojego osobistego Cichego Wzgórza. Na szczęście kolejne rozdziały opowieści wyprowadzają nas z mylnego przeświadczenia i mocno komplikują narracyjną układankę.

Witaj w St. Amelia

Podobnie jak w większości nowożytnych odsłon cyklu, tak i w Townfall tytułowe Ciche wzgórze funkcjonuje nie jako faktyczna lokacja, a koncept czyśćca/piekła, do którego trafiają protagoniści i które to przyjmuje wygląd uszyty wprost na miarę traum i grzechów odwiedzającego. Piekło, jakie zgotowano nam tym razem nosi nazwę St. Amelia i przybiera ono postać niewielkiego rybackiego miasteczka z lat dziewięćdziesiątych, ulokowanego na odizolowanej od reszty kraju wyspie. Tutejszą społecznością wstrząsnęła druzgocąca katastrofa, a my spróbujemy odkryć co dokładnie się stało i jaki był w tym nasz udział.

Miasto ma swój urok.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Główny bohater, Simon, trafia na wyspę wyrzucony przez wodę i niewiele pamięta poza tym, że tajemniczy głos wezwał go tu, by pomógł w uporządkowaniu kilku spraw. Mętlik w głowie bohatera dodatkowo potęguję przyklejona do ramienia kroplówka, z której tajemniczy płyn sączy się rurkami do jego ciała. Simon to dość typowy silenthillowy protagonista – niespecjalnie charyzmatyczny, zwyczajny gość wrzucony w niezwykłe okoliczności. Podobnie ma się sprawa z napotykanymi przez niego innymi ludźmi – wszycy są tu mało interesujący, co akurat jest dla mnie sporym minusem, gdyż zapadające w pamięć, skrzywdzone, wypaczone czy intrygujące charaktery są zazwyczaj mocnym punktem gier z cyklu. W Townfallu próżno szukać kreacji na miarę Mary z SH2 czy rodziców Hinako.

Potwory zaprojektowane zostały w minimalistycznym, ale zapadającym w pamięć stylu. Szkoda, że nie ma ich aż tak wiele rodzajów.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Za to St. Amelia to bardzo klimatyczna miejscówka. Nie muszę nikogo przekonywać, że niewielkie rybackie miasteczko to doskonały plan dla horroru, mistrz Lovecraft udowodnił to już dobitnie. Opustoszałe, zamglone alejki ciasnej, pnącej się nierówno w górę bądź w dół szkockiej zabudowy mają w sobie jednocześnie coś ponuro niepokojącego, jak i urokliwego. Odwiedzane budynki w niczym nie przypominają gigantycznych kompleksów z Cichego wzgórza w Ameryce – to małe apartamenty składające się maksymalnie z trzech, czterech kilkupokojowych mieszkań czy malutka lokalna klinika. Nawet alternatywna, koszmarna wersja miasteczka nie jest tak odpychająca jak zazwyczaj – ostra czerwona kolorystyka i brud tworzą napięcie, ale zachowują jakiś pierwiastek piękna pierwowzoru. Uroki starej części miasta kontrastują z młodszym osiedlem zbudowanym dla pracowników lokalnej korporacji – brutalistycznym i podupadającym przez braki konserwacji labiryntem zabetonowanych korytarzy, który nawet nie potrzebuje zmieniać się w swoją piekielną formę, by wyglądać jak koszmarne miejsce do życia.

St. Amelia budują detale – znajdowane tu i ówdzie tabliczki opowiadające historię miasta i wyspy, notatki o lokalnych aktywistach budujących społeczność, trzymane w domach ulotki z reklamami sklepów, których witryny mijamy podczas eksploracji. No i ślady wielkiej tragedii, która rozdarła społeczność – sklepy zamknięte z powodu braku zapasów, wyczyszczone półki w aptekach, porzucone tabliczki protestacyjne na rynku. Twórcom udało się wykreować wiarygodnie wyglądające, zatrzymane w czasie miejsce wielkiego smutku i upadku, w którym jednocześnie wciąż widać przebłyski dawnego piękna.

Tragedia dogłębnie wstrząsnęła lokalną społecznością.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Jak wspominałem, sama historia rozpoczyna się dość niemrawo, ale później zyskuje na głębi i serwuje kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji. Scenarzystom nie udało się przy tym uniknąć pewnych bardziej oklepanych motywów, które rażą banalnością – zwłaszcza prawda stojąca za katastrofą okazuje się rozczarowująco trywialna. Lepiej wypadają rozterki bohaterów, nie tylko Simona, ale przede wszystkim postaci drugoplanowej, pielęgniarki Zoe. Jej wątek przytłoczenia postawionym przed nią wyzwaniem wydał mi się o wiele ciekawszy i mocniejszy niż dążenie do prawdy protagonisty i mocno pociągnął opowieść w górę. Całościowo fabuła wypada w porządku, nie jest to historia na miarę najlepszych odsłon serii, ale wypada też lepiej od tych najsłabszych. Przy czym zastrzegam, że ocena ta dotyczy wyłącznie pierwszego przejścia i gorszego zakończenia, gdyż na więcej nie starczyła mi na potrzeby tej recenzji czasu. Jak to w Silent Hillach bywa, ponowne przejścia rzucają światło na nowe informacje, czasem pozwalają zmienić bieg wydarzeń i być może odmienić odbiór całej historii.

Horror główkowania

W Silent Hill: Townfall grałem na normalnym poziomie trudności z wyłączonymi podpowiedziami do zagadek i gra zafundowała mi na tyle konkretną przeprawę, że ostatecznie skończyłem ją dopiero po 18 godzinach – bite kilka godzin dłużej niż sugerowały przedpremierowe informacje. Co ciekawe, trwało to tyle nie tylko ze względu na wspomniane już przeze mnie wymagające skradanie, które prowokowało powolne poruszanie się między wrogami i zmuszało do powtarzania niektórych sekwencji. Produkcja wystawiła mnie też na próby w kwestii eksploracji i zagadek, a więc elementów, których tak łatwo suwaczkami nie da się ułatwić.

Wąskie uliczki nie ułatwiają przemykania między potworami.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Ta pierwsza została zrealizowana w klasycznym stylu – gra dość ogólnikowo wskazuje nam co mamy zdobyć czy gdzie iść, ale nie prowadzi w żaden sposób za rękę, w najlepszym wypadku oferując mapę okolicy i oznaczenie w której sekcji czeka upragniony cel. Drogę musimy jednak znaleźć sami, co często oznacza konieczność dokładnego przeczesywania każdego zakamarka. Jeśli nie daj Samael przeoczymy jakiś kluczowy obiekt albo nie dojrzymy interaktywnych drzwi, no to najpewniej utkniemy dopóki nie sprawdzimy ponownie wszystkich miejsc i nie trafimy tam gdzie trzeba. Taki właśnie los spotkał mnie podczas rozgrywki – źle zinterpretowałem mapę i drogę do celu, przez co straciłem godzinę na bieganinę w kółko, zanim zrozumiałem i naprawiłem swój błąd. Brutalne, ale też bardzo odświeżające na tle zanadto prowadzących za rękę współczesnych gier. Tutaj faktycznie musimy zastanowić się gdzie mamy iść, jak tam się dostać, po drodze dokładnie rozglądać się po otoczeniu.

Jeszcze ostrzej Townfall gra w kwestii zagadek. Tych jest w grze sporo i zachwycają pomysłowością – nawet proste minigry ze strojeniem odbiornika udało się zrealizować tak, że wciągają i chce się je robić, bo wykorzystują czujniki ruchowe kontrolera w pomysłowy sposób. Za to te bardziej zaawansowane wymagają porządnego główkowania, doskonale wpisują się w rozgrywkę i narrację (przypominają mi pod tym względem alchemiczne próby z pierwszego Silent Hilla) oraz nie obrażają inteligencji gracza. Co jest akurat mieczem obosiecznym, bo jeśli ich nie zrozumiecie, to można się przyblokować w grze na amen. Przy jednej z ostatnich zagadek w grze spędziłem bite dwie godziny. Myślałem, dumałem, zawołałem dziewczynę do pomocy – nawet włączenie podpowiedzi nie pomogło, gdyż jedyne co zrobiły to pokolorowały w notatkach fragmenty związane z puzzlem, a te akurat rozkminione miałem. Już miałem czarne myśli że kaplica, nie skończę gry, nie będzie recenzji, kiedy nastąpił przełom i zrozumieliśmy zagadkę. Nagle stała się jasna, klarowna i logiczna. Nawet zły na grę nie mogłem być, co najwyżej na siebie. Szanuję mocno takie wyzwania.

Zagadka, która prawie mnie pokonała. Mam do niej wielki szacunek.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Silent Hill: Townfall nie bierze jeńców, ale jest przy tym całkowicie uczciwy i dzięki temu przechodzenie przez kolejne etapy daje tu wielką satysfakcję – niezależnie od tego czy chodzi akurat o trudną sekcję skradankową, wymagającą zagadkę czy zgubienie i odnalezienie się w gąszczu ulic St. Amelie. Gra dba też o to, żeby było różnorodnie – kolejne rozdziały wprowadzają nowe perspektywy, rozwiązania gameplayowe czy przesunięcia akcentów, dzięki czemu pierwsze przejście gry cały czas zachowuje świeżość i zaskakuje.

Szkockie mgły

Wizualnie gra prezentuje się poprawnie. Najładniej wyglądają modele budynków, nie jestem pewien czy do ich opracowania zastosowano fotogrametrię, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak było, gdyż są wyjątkowo realistyczne. Mniejsze wrażenie robią wnętrza – zrobione solidnie, ale próżno szukać w nich nadmiaru detali, podobnie zresztą jak na modelach bohaterów i bohaterek. Screen Burn Interactive jest oszczędne w środkach – nie znajdziemy w grze jakichś szczególnie spektakularnych efektów specjalnych, może poza ładnie wyglądającą mgłą.

W Otchłani zwiedzimy też surrealistyczne miejscówki rodem z koszmaru.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Podobną oszczędność widać w potworach, przy których bardziej niż na efektowność postawiono na symbolikę – próżno szukać tutaj groteskowych monstrów z Silent Hill f czy seksualizowanych manekinów rodem z Silent Hilla 2. Townfall gra inną fobią, która w moim przypadku okazała się dużo bardziej niekomfortowa – większość potworów wygląda jak zdeformowani pacjenci ściągnięci wprost ze stołów operacyjnych. Mamy tu na przykład pozbawioną twarzy bestię z wielkim rozcięciem przecinającym klatkę piersiową, w które na dodatek wkłada dłonie, próbując złapać oddech. Albo dziwne monstrum z naroślami mięśni na plecach. Jeśli obrazowe tematy medyczne są dla Was ciężkie do przetrawienia, to opisywany survival horror wystawi Was na niejedną próbę – podczas rozgrywki regularnie powracają motywy rurek wsadzanych w ciało, nacinania skalpelem mięsa i innych rzeczy, o których starsi ludzie uwielbiają rozmawiać przy kawce jak gdyby to nie była najbardziej nieprzyjemna do słuchania rzecz świata. Uch, tym razem Silent Hill trafił idealnie w moje fobie i z minimalistyczną precyzją zaserwował taki body horror, przy którym cronenbergowskie deformacje to igraszka. Aż szkoda, że rodzajów przeciwników jest stosunkowo niewiele i w grze mamy zaledwie jednego bossa – czułem lekki niedosyt.

Jeśli to, co widzicie na tym screenie wywołuje w Tobie niepokój, to bądź gotów na to że Townfall mocno Cię sponiewiera.Silent Hill: Townfall, Screen Burn Interactive

Ścieżka dźwiękowa to czysty, klasyczny SH – z łatwością wychwycicie w autorskim utworach znajome brzmienia, tak typowe dla soundtracku skomponowanego dekady temu przez Akirę Yamaokę. Melancholijne nuty w chwilach spokoju, ciężkie industrialne brzmienia metalu zderzającego się o metal gdy jest gorąco – muzyka dba o to, by w Townfall czuć się jak w domu. Piekielnym domu z koszmarów, ale domu.

Tu było miasto. Teraz go nie ma.

Townfall to tytuł, który powinien trafić zwłaszcza w gusta ortodoksyjnych fanów serii, którym nie podobały się zmiany wprowadzone w remake’u Silent Hilla 2 przez Blooberów (pozdrawiam Cię, Junkie!) czy mariaże gatunkowe z Silent Hill f i woleliby bardziej klasyczne podejście do serii. Screen Burn Interactive z powodzeniem odtworzyło horror pierwszych odsłon cyklu, okraszając go własną narracją i współczesną oprawą wizualną. Dla wielu współczesnych graczy takie zderzenie ze staroszkolną bezkompromisowością to będzie zapewne za dużo, ale nie wszystkie gry muszą być dla każdego.

PLUSY:
  1. Klasyczny format rozgrywki, bez większych udziwnień – w sam raz dla fanów starszych odsłon cyklu;
  2. Zaskakująco dobrze wykonane mechaniki skradankowe, sprawiające że Townfall okazuje się ponadprzeciętną skradanką;
  3. Świetnie wykreowane miasteczko St. Amelia i przedstawienie upadku lokalnej społeczności poprzez narrację środowiskową;
  4. Fabuła oferuje kilka interesujących wątków, jak ten z pielęgniarką Zoe.
  5. Świetnie pomyślane, oryginalne, dobrze wpasowane w rozgrywkę i bezkompromisowo trudne zagadki;
  6. Eksploracja w starym stylu, bez żadnych znaczników i innych współczesnych ułatwień;
  7. Minimalistyczny szpitalny body horror w moim przypadku straszy i odpycha o wiele skuteczniej niż najbardziej groteskowe, przerysowane monstra.
MINUSY:
  1. Początek gry jest mocno niemrawy i trzeba przebić się przez pierwszy rozdział zanim robi się interesująco;
  2. Nieliczne występujące w grze postacie ludzkie są mało ciekawe i niezapadające w pamięć;
  3. Niedobór walk z bossami i stosunkowo niewielka różnorodność wrogów.
  4. Niektóre motywy fabularne okazują się mocno oklepane.

Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od SwipeRight . Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.

Silent Hill: Townfall

Silent Hill: Townfall

PC PlayStation
Data wydania: 24 września 2026
Silent Hill: Townfall - Encyklopedia Gier
Chcę zagrać

8.0
bardzo dobra

Silent Hill: Townfall

Townfall to tytuł, który powinien trafić zwłaszcza w gusta ortodoksyjnych fanów serii, którym nie podobały się zmiany wprowadzone w remake’u Silent Hilla 2 przez Blooberów czy mariaże gatunkowe z Silent Hill f i woleliby bardziej klasyczne podejście do serii. Screen Burn Interactive z powodzeniem odtworzyło horror pierwszych odsłon cyklu, okraszając go własną narracją i współczesną oprawą wizualną.

Silent Hill: Townfall

Recenzja Silent Hill: Townfall. To gra dla tych, którzy tęsknili za bezkompromisowym horrorem starej szkoły
Recenzujący:
Platforma:
PlayStation 5 PlayStation 5
Data recenzji:
21 września 2026

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl