Recenzja The Blood of DawnwalkerInteraktywna mapa Gothic RemakePoradnik do DawnwalkeraWszystko o Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster
Szukaj...
Kolorystyka
Wyświetlanie

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl
6
1

Recenzja Phantom Blade Zero - gry akcji, w której mechaniczna głębia nie nadąża za wizualnym rozmachem

Phantom Blade Zero to jedna z tych gier, która już pierwszym pokazem dosłownie zachwyciła obietnicą spektakularnych pojedynków przy jednoczesnym zachowaniu rozmachu i wykonania znanych z najdroższych gier AAA...

Recenzja Phantom Blade Zero - gry akcji, w której mechaniczna głębia nie nadąża za wizualnym rozmachem
Źródło: Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5.

Wszystko to zbudowane na charyzmatycznej i egzotycznej dla nas wizji chińskiego studia S-Game, które obiecało niezapomniany spektakl w unikalnej stylistyce kung-fu punk. Twórcy wręcz nieoficjalnie rzucili wyzwanie najwybitniejszym grom akcji w dziejach branży, obiecując dostarczyć emocjonującą podróż i niezapomnianą przygodę. Jak im wyszło? Choć jestem w stanie przyznać, że część obietnic udało się spełnić, to jednak całość ciągnie w dół po prostu brak doświadczenia i prawdopodobnie pośpiech lub też braki budżetowe.

Mieczem malowane, krwią pisane

W grze śledzimy poczynania mistrza sztuk walki imieniem Soul. To wyjątkowo stoicki bohater, świadomy własnych umiejętności, choć próżno szukać w nim choćby krzty arogancji. Zamiast niej dostrzeżemy doświadczenie, mądrość i niezachwiane poczucie sprawiedliwości, które zdaje się niemal nie przystawać do otaczającego go świata — skąpanego w mroku, przesiąkniętego zepsuciem i rządzonym przez ludzi o wątpliwych intencjach. Nie zdradzając jednak zbyt wiele, warto wspomnieć, że na skutek pewnego zdarzenia główny bohater umiera, by wkrótce otrzymać od losu drugą szansę. Jej ceną jest zatrute serce, które daje mu zaledwie 66 dni na doprowadzenie swoich spraw do końca. Tak rozpoczyna się podróż pełna politycznych intryg, osobistych dramatów, epickich starć i bolesnych zdrad.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Wszystko to przedstawiono w zabójczo efektownym, a zarazem niezwykle finezyjnym wydaniu, czerpiącym garściami z stylu wuxia i kina kung-fu. Co niezmiennie uwielbiam za pierwszorzędną choreografię pojedynków, w których zdeterminowani mistrzowie mierzą się ze sobą niczym tancerze wykonujący śmiertelnie niebezpieczny układ. Phantom Blade Zero z sukcesem przenosi to na łono gry wideo, w której widać, że twórcy poświęcili wiele uwagi animacjom i płynności ruchów, dzięki czemu kolejne starcia urzekają reżyserią akcji. Cieszy mnie potwornie zaangażowanie fenomenalnego Donniego Yena w roli konsultanta i nie tylko, bo wierzę, że wyszło to produkcji zdecydowanie na dobre.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Przy całym tym wizualnym przepychu Phantom Blade Zero nie jest jednak grą, która równie mocno błyszczy pod względem fabuły i narracji. Sceny przerywnikowe, rozmowy między bohaterami oraz kolejne wydarzenia pełnią przede wszystkim funkcję ekspozycyjną, służąc objaśnianiu zasad rządzących przedstawionym światem. Zamiast wielowymiarowych postaci otrzymujemy przeważnie dość schematycznych bohaterów, którzy w sztucznie brzmiących rozmowach tłumaczą nam zarówno przebieg wydarzeń, jak i zawiłości lokalnej polityki. Nierzadko rozmowy przypominają bardziej wykład na temat aktualnej sytuacji niż naturalną wymianę zdań między ludźmi. W międzyczasie przemierzamy kolejne obszary, a w snach nawiedzają nas wspomnienia z różnych okresów przeszłości. To właśnie na ich podstawie stopniowo uzupełniamy obraz teraźniejszości i składamy sobie kontekst sytuacji.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Nie oznacza to oczywiście, że twórcy całkowicie rezygnują z emocjonalnych akcentów. Od czasu do czasu pojawiają się sceny, w których nawet stoicka maska Soula delikatnie pęka, odsłaniając skrywane uczucia i bardziej ludzkie oblicze bohatera. Są to momenty, które potrafią nadać mu nieco głębi, choć ostatecznie nie wystarczyły, bym mocniej zaangażował się w opowiadaną historię. Odnoszę wrażenie, że większy nacisk położono tu na budowanie uniwersum niż na snucie angażującej opowieści. Fani szeroko rozumianego lore będą mieli co czytać w licznych notatkach rozsianych po świecie, natomiast osoby ceniące klasycznie prowadzoną narrację otrzymają raczej nieskomplikowaną, prostą historyjkę, co jakiś czas urozmaicaną efektowną sceną przerywnikową. To trochę tak, jakby twórcy przygotowali imponującą scenografię dla spektaklu i całej towarzyszącej mu otoczki, ale jednocześnie nie mieli za bardzo co przekazać w samej historii.

Taniec ostrzy i festiwal animacji

Skoro formalne wprowadzenie mamy już za sobą, pora skupić się na tym, z czego składa się lwia część Phantom Blade Zero — walce. W tej kwestii moje odczucia są nieco bardziej ambiwalentne. Z jednej strony starcia okazują się dynamiczne, prezentują się znakomicie i często dają sporo satysfakcji. Z drugiej trudno mi przejść obojętnie obok pewnych niedociągnięć oraz wrażenia, że ambicje twórców nie do końca przełożyły się na wykorzystanie potencjału samego systemu.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Spójrzmy na to nieco chłodniejszym okiem. Phantom Blade Zero dołącza do grona produkcji stawiających na parowanie i uniki, w zależności od tego, czy przeciwnik błyśnie na niebiesko bądź czerwono przed atakiem (w samym 2026 to już chyba trzecia duża premiera, której kręgosłup jest na tym oparty). Na szczęście twórcy zrezygnowali z klasycznego paska staminy, zastępując go zasobem Sha-Chi, który nie ogranicza w sztuczny sposób naszych akcji. To tajemnicza energia obecna w żywych organizmach, której Soul może używać do wyprowadzania potężniejszych uderzeń i uruchamiania specjalnych technik. W praktyce służy ona między innymi do szybszego przełamywania gardy przeciwnika, co pozwala następnie sprawniej uszczuplać jego właściwy pasek zdrowia. Kolejna mechanika mocno nadużywana w dzisiejszych grach i czuję już nią przesyt.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Niemniej duże uznanie należy się bogatemu arsenałowi, którego poszczególne elementy potrafią wyraźnie różnić się stylem wykorzystania. Obok klasycznych mieczy i włóczni znajdziemy znacznie bardziej kreatywne narzędzia eliminowania przeciwników. Mowa między innymi o przywoływanym powozie ciągniętym przez konie, przenośnej gilotynie czy moim osobistym faworycie — mieczu pijanego mistrza, wprowadzającym Soula w stan upojenia i bezpośrednio wpływającym na sposób prowadzenia starć, choćby za sprawą rozbrajających animacji pijaka. Jest w czym wybierać, dlatego chętnie eksperymentowałem z kolejnymi rodzajami oręża, choćby po to, by sprawdzić charakterystyczne dla nich animacje, zestawy ataków oraz właściwości. Bo jedna broń pozwoli nakładać na przeciwnika truciznę, inna wprowadzi nas w stan, który automatycznie omija ciosy a jeszcze kolejna zabierze możliwość parowania w zamian za mocniejszą obronę i ataki błyskawicznie przełamujące tarcze. Można dzięki temu trochę kombinować i jest to naprawdę fajne.

Ostrza w ruch, mózg na urlop

System kombosów jak na moje oko jest trochę za bardzo zautomatyzowany i twórcy postawili przede wszystkim na płynne przejścia z jednej animacji w drugą, by nadać jak najbardziej filmowy charakter. W efekcie niezależnie od kolejności wciskania przycisków i timingu Soul zawsze wyprowadzi jakąś efekciarską sekwencję ataków. Problem w tym, że gra przez to nie wymaga nic manualnego w kontekście ofensywy i nawet bezmózgie mashowanie przycisków zaowocuje fikuśną kombinacją ciosów.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

W rezultacie system, który początkowo sprawia wrażenie całkiem rozbudowanego, z czasem odsłania stopniowo swoją bardziej schematyczną naturę. Choć różnorodność broni stara się urozmaicać walkę, to i tak ostatecznie wszystko sprowadza się do tego samego, by w połowie gry uderzyć silnym uczuciem znużenia. Efektowne animacje i rozbłyski na połowę ekranu odwracają od tego uwagę, ale nie są w stanie całkowicie zamaskować monotonności starć. Choć doceniam mocno, że niemal każdą akcję można scancelować, by reagować na to, co właśnie ma miejsce na polu walki. Więc to nie tak, że walczy się źle – problem w tym, że te walki od pewnego momentu już po prostu nudzą, nawet jeśli staramy się zmieniać wszystkie dostępne narzędzia.

Jeśli miałbym więc porównać swoje odczucia związane z systemem walki do innych tegorocznych produkcji, Phantom Blade Zero plasuje się bliżej Beast of Reincarnation niż fenomenalnej w moich oczach Onimushy. Nie oznacza to, że starcia kuleją pod kątem jakości czy widowiskowości. Po prostu ich mechaniczna głębia nie nadąża za wizualnym rozmachem, a długofalowa satysfakcja okazuje się mniejsza, niż sugerują pierwsze godziny zabawy – szkoda, że nie ma tutaj absolutnie niczego, co urozmaiciłoby walkę. Brakuje jakichkolwiek zagadek, momentów zręcznościowych czy czegokolwiek innego niż kilkadziesiąt godzin eksterminacji podrzędnych wrogów.

Potencjał ścięty własnym mieczem

Osobną kwestią pozostaje charakter całej rozgrywki. Mimo że twórcy wielokrotnie podkreślali własną wizję, Phantom Blade Zero wyraźnie czerpie z tradycji soulslike'ów i gra się w sumie podobnie, jak w multum innych gier z tego segmentu. Nawet jeśli tytuł wykastrowano z kilku charakterystycznych elementów tego gatunku, jego rodowód pozostaje widoczny. Jasne, śmierć nie wiąże się tutaj z równie dotkliwymi konsekwencjami, a nawet wyższe poziomy trudności pozostawiają graczowi więcej marginesu na błędy niż produkcje FromSoftware. Z kolei tutejszy odpowiednik ognisk nie odradza pokonanych przeciwników, co z jednej strony ogranicza konieczność ponownego przebijania się przez te same zastępy wrogów, ale z drugiej sprawia, że odwiedzane lokacje potrafią sprawiać wrażenie nienaturalnie opustoszałych i sztucznie statycznych. Niemniej sam proces przemierzania etapów, czyszczenia przeciwników z mapy, dojście do bossa i sposób, w jaki starcia z „szefami” są prezentowane – to wszystko jedzie na tym samym schemacie, któremu formę lata temu nadało FromSoftware.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Tym bardziej szkoda, że projekt samych lokacji nie dorównuje urodzie otoczenia. Pod względem artystycznym Phantom Blade Zero potrafi zachwycić – krajobrazy, architektura i kompozycja poszczególnych scen tworzą wyjątkowo malownicze kadry, którym ochoczo robiłem wirtualne zdjęcia. Sama struktura poziomów jest jednak znacznie mniej interesująca. Przez większość czasu przemierzamy kolejne obszary w zasadzie po linii prostej, sporadycznie natrafiając na odnogi prowadzące do sekretów, do których należy wrócić po zdobyciu odpowiedniego narzędzia lub broni. Często podczas zabawy towarzyszyło mi uczucie obcowania z naprawdę wielką grą, której ktoś zapomniał odpowiednio wypełnić i gdzieś ten tkwiący w niej potencjał uciekał przez pojawiające się rysy na całokształcie.

66 dni do śmierci i 30 godzin do napisów końcowych

Phantom Blade Zero to w moich oczach produkcja pełna kontrastów. Z jednej strony zachwyca oprawą artystyczną, imponującą choreografią pojedynków i arsenałem, który potrafi pobudzić wyobraźnię. Z drugiej nie zawsze potrafi przekuć te atuty w równie satysfakcjonującą całość. Z czego najbardziej boli fakt, że system walki z czasem odsłania swoją powtarzalność, a eksploracja jest ograniczona i nudna. Ostatecznie miałem wrażenie, że twórcy stworzyli niezwykle efektowną fasadę, za którą nie wszystkie elementy rozgrywki otrzymały równie solidne fundamenty. Potencjału i ambicji nie sposób odmówić, ale efekt końcowy pozostawił mnie z nieznośnym uczuciem niedosytu. To dobra gra akcji, ale z wyraźnymi wadami i jednocześnie z zadatkami na coś lepszego.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Phantom Blade Zero, S-Game, 2026.

Przykry znak czasów

Phantom Blade Zero jest też niestety dowodem, że współcześnie „złoty status” mający symbolizować zakończenie prac nad grą to czysty pic na wodę, a twórcy do ostatniego dnia przed premierą (i również długo po niej) cały czas pracują nad swoim kodem. W dniu, gdy dotarłem do napisów końcowych pojawiła się łatka zajmująca wymowne 50 GB danych – a między ukończeniem pisania a publikacją tekstu wjechało kolejne 30 GB. Dlatego nawet nie wiem, w jakim stanie trafi w Wasze ręce to, co mi przyszło recenzować.

A więc przed łatką jedna z kluczowych lokacji pozbawiona była wielu tekstur i assetów, pozwalając zaglądać w bezgraniczną pustkę znajdującą się pod światem przedstawionym. Niektórzy przeciwnicy trafiali w miejsca niedostępne dla gracza, co blokowało możliwość dokonania postępów, wymagając zresetowania checkpointa. Inni zaś wpadali pod mapę świata i znikali bezpowrotnie. Zdarzały się chwile, które mocno krztusiły bazowe PS5, powodując wyraźne spadki fps-ów i rwanie ekranu, niekoniecznie przez wartką akcję, bo trafiałem na takie momenty w trakcie spokojnej eksploracji. Najbardziej irytujące było, że niektórych zadań pobocznych nie dało się w ogóle doprowadzić do końca. Błędów wizualnych i z detekcją kolizji znalazłem więcej i choć nie były przesadnie uciążliwe dla rozgrywki, to jednak wyraźnie rzucały się w oczy.

Po zainstalowaniu łatki spróbowałem zweryfikować czy część błędów nadal występuje. Problemy z teksturami zostały faktycznie naprawione. Udało mi się ukończyć również zepsuty wcześniej quest, ale okazało się, że przy okazji zepsuto inny blokując w nim możliwość doprowadzenie do końca i tak to się kręci… Grze zdecydowanie brakuje ostatnich szlifów i na pewno otrzyma jeszcze wiele aktualizacji.

PLUSY:
  1. piękne widoki i muzyka;
  2. bogaty arsenały różnorodnych broni;
  3. unikalne połączenie kung-fu, stylu wuxia i settingu mrocznego fantasy;
  4. śliczne i płynne animacje walki;
  5. prosty acz efektowny system walki, ale…
MINUSY:
  1. od połowy gry monotonia walki jest już nieznośna;
  2. grze brakuje ostatecznych szlifów – w wersji na PS5 pojawiały się spadki fps i problemy z ukończeniem questów;
  3. narracja i fabuła w grze opierają się wyłącznie na ekspozycji;
  4. brak polskiej wersji językowej.
Phantom Blade Zero

Phantom Blade Zero

PC PlayStation
Data wydania: 29 października 2026
Phantom Blade Zero - Encyklopedia Gier
Chcę zagrać

1

7.5
dobra

Phantom Blade Zero

Phantom Blade Zero to gra kontrastów. Z jednej strony zachwyca oprawą artystyczną, imponującą choreografią pojedynków i arsenałem, który potrafi pobudzić wyobraźnię. Z drugiej nie zawsze potrafi przekuć te atuty w satysfakcjonującą całość; system walki z czasem odsłania swoją powtarzalność, a eksploracja jest ograniczona i nudna. Potencjału i ambicji nie sposób odmówić, ale efekt końcowy pozostawił mnie z uczuciem niedosytu. To dobra gra akcji, ale z wyraźnymi wadami i jednocześnie z zadatkami na coś lepszego.

Phantom Blade Zero

Recenzja Phantom Blade Zero - gry akcji, w której mechaniczna głębia nie nadąża za wizualnym rozmachem
Recenzujący:
Platforma:
PlayStation 5 PlayStation 5
Data recenzji:
26 października 2026

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl