Recenzja over the hill. Twórcy art of rally znów stworzyli piękną samochodówkę, ale tym razem zabrakło mi celu podróży
Twórcy art of rally wracają z off-roadowym over the hill, w którym pastelowa oprawa i spokojna jazda mają być receptą na relaks. Nieco monotonna eksploracja w singlu sprawia jednak, że gra zaczyna błyszczeć dopiero w coopie.
Recenzja powstała na bazie wersji PC.
Jak wielu innych fanów samochodówek, w 2020 roku dałem się zauroczyć grze art of rally. Oferowała unikatowe połączenie zręcznościówek w stylu Micro Machines z normalnymi symulatorami rajdów w prostej, bardzo minimalistycznej oprawie graficznej w pastelowych kolorach. Gra rzeczywiście wyglądała jak małe dzieło sztuki, jednak całkiem przyjemny model jazdy, wyzwanie w biciu czasu odcinka oraz zgrabnie przemycone odniesienia do rajdów legendarnej grupy B z lat 80. dawały po prostu mnóstwo frajdy.
Teraz twórcy chcą powtórzyć ten przepis na sukces w nowej grze over the hill – bardzo podobnej wizualnie, również z samochodami w roli głównej, tylko w zupełnie innym rodzaju jazdy. Czekają nas bowiem off-roadowe przeprawy w stylu SnowRunnera, tyle że znowu zamiast brudu, błota i smrodu spalin będzie czysto, minimalistycznie i pastelowo. Ja osobiście trochę się na tym „przejechałem”. Czekałem bardzo na over the hill, ale tym razem frajda nie była tak duża, paru rzeczy mi w tej grze brakowało, parę zrobiłbym inaczej. Dobra wiadomość jest jednak taka, że może się to wkrótce zmienić. Raczej nie teraz, nie w tygodniu premiery, ale wkrótce potem.
Medytacja od znaku zapytania do znaku zapytania
Być może moje oczekiwania były zbyt duże, ale over the hill jest z nami szczere od samego początku. Off-road w tej grze to nie wyzwanie! To jest relaks, ukojenie nerwów, medytacja z buddyjskim spokojem, o czym zresztą informuje nas wielki, lewitujący posąg buddy w prologu. Przynajmniej w zamierzeniach twórców, bo gdy któryś raz z kolei nasz samochód gdzieś utopimy albo zablokujemy bez sposobności do uratowania sytuacji tu i teraz, małe przekleństwo może się wymsknąć nawet najbardziej cierpliwemu graczowi.
over the hill opiera się na dwóch filarach: ozdabianiu swojego samochodu i eksploracji. Nie ma startu, mety, mierzenia czasu. Sami sobie wyznaczamy cel i drogę do niego. I chyba właśnie to najbardziej mnie rozczarowało. Wszystko sprowadza się bowiem do jeżdżenia od znaku zapytania na mapie do znaku zapytania. A za nimi kryje się tak naprawdę niewiele atrakcji. Głównie będą to skrzynie z elementami kosmetycznymi albo punkt widokowy. Okazyjnie trafi się samochód do odholowania, garaż mechanika do montowania ulepszeń albo trudniejsza trasa z checkpointami do pokonania - koniec. Po drodze można jeszcze zrobić fotkę zwierzakowi. Bardzo rzadko trafi się coś wyjątkowego – dziwny kształt skał, rozbity samolot czy wbity w ziemię meteor.
Skrzynie…głównie skrzynie
Eksploracja więc, która jakby nie było, jest esencją tej gry, na tak surowej, minimalistycznej mapie wypada trochę nudno, przynajmniej dla mnie. Duży wpływ na to miał chyba mały drobiazg w postaci testującego moją cierpliwość procesu otwierania skrzyń, na które trafiamy najczęściej. Najpierw pojawia się animacja napisu o odkryciu znajdźki, która trwa tak długo, że można iść do kuchni zrobić herbatę. Gdy się zakończy musimy poczekać kolejny tydzień, zanim zobaczymy informację o tym, co udało się odblokować.
Rozumiem, że to tempo ma pasować do powolnej jazdy, do relaksu i medytacji, ale w sytuacji, gdy skrzynie są naszą jedyną nagrodą za off-roadowe przeprawy, moja cierpliwość szybko się skończyła. Oprócz większej różnorodności w odkrywanych sekretach, zabrakło mi też większej finezji i kreatywności w ukrywaniu rzeczy na mapie. Przykładowo jedna skrzynia znajduje się na skraju skały wyglądającej dokładnie tak, jak w filmie Król lew w scenie z prezentacją Simby. Zamiast schować tam jakiś lwi motyw kosmetyczny, umieszczono tam jedynie żółte chlapacze. Skoro już mam podróżować od znaku zapytania do znaku zapytania, to wolałbym, żeby czymś tą monotonność skrzynek przełamywać. Trzeba jednak oddać twórcom, że samych kosmetyków jest od groma i każdy może stworzyć swoją własną, unikalną maszynę 4x4.
Albo piasek, albo wystające pieńki
Ogólnie mapy wypadają lepiej w kontekście samej jazdy, ukształtowania terenu, rodzajów podłoża, wyzwań jakie stawiają przed naszym samochodem. Z dwóch dostępnych lokacji zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu pustynne tereny w Algierii, jazda po piasku i skałach. W zadrzewionej Kanadzie z kolei jest dużo więcej wody, wystających kamieni i pieńków, co chwila nas blokujących – generalnie więcej okazji do utknięcia gdzieś w terenie. A dopóki nie odblokujemy odpowiedniego wyposażenia do off-roadowego survivalu, często jedynym wyjściem będzie respawn w punkcie szybkiej podróży.
Na mapach mamy, poza tym, cykl dobowy oraz zmienną pogodę, co zahacza również o dodatkową porę roku. Oprócz mgły czy deszczu może bowiem spaść śnieg i mówimy tu o pokrywie sięgającej maski terenówki. Na szczęście nasz pojazd działa wtedy jak pług, zostawiając za sobą odśnieżony korytarz, choć podłoże staje się o wiele bardziej śliskie, nie wspominając o tym, że zakrywa zdradzieckie pieńki. Mapy może nie są największe, co da się odczuć jadąc po otwartych przestrzeniach w Algierii, ale głównie będziemy pokonywać je w żółwim tempie, a w niektórych miejscach teleportujemy się do nowych lokacji: w Kanadzie są trzy rejony, w Algierii dwa.
W garażu jest ciekawiej niż w terenie
Początkowo możemy czuć się w tym zderzeniu z naturą trochę bezbronni. Do dyspozycji mamy jedynie wyciągarkę o dość ograniczonym polu działania. Z czasem możemy wyposażyć nasz pojazd w bardziej przyczepne opony, mocniejszy silnik, dłuższą wyciągarkę, podwyższone zawieszenie czy komin do pokonywania głębszej wody. Do wyboru jest także różne wyposażenie dodatkowe, jak deski do budowania tymczasowych platform, by przejechać przez większą wyrwę lub wjechać na jakiś głaz, albo podnośnik do stawiania przewróconego pojazdu na cztery koła. W wielu przypadkach dotarcie do kolejnej skrzyni będzie możliwe właśnie z takimi gadżetami. Czasem lepszym wyborem będzie też zmiana pojazdu na inną kategorię, ale te odblokowuje się znacznie wolniej.
Sam model jazdy, podobnie jak w art of rally, jest udanym połączeniem arcade i symulacji. Daje poczucie, że samochód zachowuje się dość realistycznie, jak powinien, a jednocześnie da się go błyskawicznie opanować za pomocą pada czy nawet klawiatury. Zależnie od podłoża możemy szybko przełączać tryb pracy napędu z reduktorem lub bez, wspomagać się hamulcem parkingowym, a dla chętnych jest też opcja manualnej skrzyni biegów. Czasami miałem wrażenie, że na śliskiej nawierzchni to ślizganie jest nieco losowe i przesadzone, specjalnie utrudnione do kontrolowania, ale poza tym jeździ się naprawdę przyjemnie.
W konwoju lub z podcastem
Wspominałem, że eksploracja i klimat medytacji mnie nie wciągnęły, ale to akurat bardzo subiektywne odczucie. Być może dlatego, że off-road kojarzy mi się bardziej z dramaturgią rodem z filmu Cena strachu Friedkina. Jeśli ktoś szuka połączenia cozy gamingu z samochodowymi wyprawami, to z pewnością coś takiego w over the hill znajdzie. To również idealna gra do słuchania podcastów. A niewątpliwie najwięcej zalet pokaże w trybie sieciowej kooperacji, a nie w singlu. Dopiero jazda we wspólnych konwojach ze znajomymi, wzajemne pomaganie sobie niczym w ikonicznych rajdach Camel Trophy uwolni jej pełny potencjał.
over the hill powinno także wiele zyskać dzięki modom od społeczności, które, mam nadzieję, wyjdą poza skórki i elementy kosmetyczne. Nieoficjalne dodatki mogą uatrakcyjnić eksplorację, bardzo brakowało mi choćby minimapy na głównym ekranie albo bardziej przejrzystego systemu zbierania punktów/waluty. Mam więc przeczucie, że z czasem over the hill stanie się znacznie ciekawsze, czy to wykorzystując mody, czy też po aktualizacjach sugerowanych przez społeczność. Póki co to świetny materiał do sieciowego co-opa, a w singlu głównie dla fanów podcastów lub pieczołowitego zbierania kosmetyków. Potencjał w każdym razie jest.
- pastelowa, minimalistyczna oprawa audiowizualna w relaksującym klimacie;
- przyjemny model jazdy łączący niezłą fizykę i symulację z przystępnością;
- ogromna ilość elementów kosmetycznych do personalizacji samochodów;
- jeszcze lepsza w trybie kooperacji ze znajomymi.
- monotonna eksploracja polegająca jedynie na podróży od jednej skrzyni z kosmetykami do drugiej;
- bardzo mała różnorodność aktywności na mapie, w singlu szybko się nudzi;
- niedociągnięcia UI, np. brak minimapy
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Game Drive. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
over the hill
Jeśli ktoś szuka połączenia cozy gamingu z samochodowymi wyprawami z przyjemnym modelem jazdy, to z pewnością coś takiego w over the hill znajdzie. To również idealna gra do słuchania podcastów. A niewątpliwie najwięcej zalet pokaże w trybie sieciowej kooperacji. Dopiero jazda we wspólnych konwojach ze znajomymi, wzajemne pomaganie sobie niczym w ikonicznych rajdach Camel Trophy uwolni jej pełny potencjał - w singlu trochę brakuje motywacji do dalszej eksploracji.






