Recenzja Star Wars: Galactic Racer. Ta gra przypomina, za co kiedyś kochaliśmy wyścigi arcade
Star Wars Galactic Racer czerpie wszystko, co najlepsze z dawnych królów zręcznościowych ścigałek pokroju Burnout 3: Takedown czy Motorstorm i dorzuca do tego kampanię niczym w roguelike’ach. Efekt jest wybuchowy.
Recenzja powstała na bazie wersji PS5.
Wiecie, że od premiery Burnout 3: Takedown minęły już 22 lata? 22 lata, odkąd Criterion stworzył arcydzieło zręcznościowych gier wyścigowych i ustanowił standardy, którym nikomu nie udało się później dorównać – nawet kolejnym dziełom tego zespołu. Motorstorm był nawet blisko, Split/Second podkręcał destrukcję do granic, a Grid: Legends prostotę nadrabiał soundtrackiem rzucającym wyzwanie Ace Combatom, ale żaden z pretendentów przez lata nie potrafił zaoferować równie intensywnych wrażeń co legendarne wyścigi od brytyjskiego zespołu. Zwłaszcza ostatnio w gatunku zapanowała stagnacja – zręcznościowe wyścigi przesunęły się w kierunku otwartych światów rodem z Forza Horizon, a fanom zamkniętych tras i nieludzko szybkich pojazdów pozostawały głównie indyki albo niedofinansowane średniaki.
Debiutujący zespół Fuse Games, odpowiadający za Star Wars Galactic Racer, zarzekał się, że odwróci ten trend i przywróci równowagę Mocy, miał nawet na to papiery w postaci dawnych twórców Burnoutów stojących za projektem. Mimo to podchodziłem do niego z optymizmem wymieszanym ze sporą dawką ostrożnego sceptycyzmu – w końcu twórcy Wreckreation ze studia Three Fields Entertainment chwalili się podobnymi referencjami, a i tak pomimo czterech prób odtworzenia magii Takedowna ani razu im się nie udało. Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z Galactic Racerem muszę jednak przyznać, że to faktycznie może być wybraniec. SWGR to coś więcej niż wyczekiwany od dwóch dekad następca Takedowna. To szalona i spójna hybryda Burnouta, Motorstorma i roguelike’a.

Klimat Gwiezdnych wojen został uchwycony perfekcyjnie.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Jesteśmy leniwą generacją
Burnoutowi debiutancka produkcja Fuse Games podbiera serce i duszę. Pojazdy rozpędzają się tutaj do absurdalnych prędkości w przeciągu ułamków sekundy. Często nie ma czasu nawet spojrzeć w róg ekranu na naszą pozycję, gdyż każda nanosekunda nieuwagi może skończyć się efektowną kraksą. Z wrogami nie tylko się ścigamy, ale też brutalnie próbujemy wyeliminować ich z zabawy, a jeśli nam się powiedzie to kamera zrobi efektowny, kilkusekundowy najazd na rozpadający się wrak oponenta, prezentując w zwolnionym tempie efekty naszych działań – „takedowny” wracają i rządzą jak dawniej! Model jazdy to czysty arcade, w którym hamulec jest dla picu i szybko zapomina się o jego istnieniu, ale przy tutejszych prędkościach i tak potrzebujemy żelaznych nerwów, perfekcyjnego refleksu oraz wyczucia w driftowaniu, żeby nie kończyć każdego zakrętu zderzeniem ze ścianą.
Motorstorma czuć w Galactic Racerze przede wszystkim w dużym nacisku na zarządzanie turbo doładowaniem. Mamy do dyspozycji dwa równolegle funkcjonujące dopalacze, pomiędzy którymi swobodnie się przełączamy. Jeden jest bezpieczny i jak go rozładujemy, to po prostu przestaje działać, dopóki się nie zapełni ponownie. Drugi jest mocniejszy, ale rozgrzewa silnik do niebezpiecznych wartości i jeśli przesadzimy, to wybuchniemy. Za to przed osiągnięciem wartości krytycznych zaczyna bić na alarm, więc nie musimy odrywać wzroku od trasy, żeby sprawnie nim zarządzać – gra angażuje podczas zabawy także nasz słuch. Z kultowej off-roadowej serii studia Evolution zaczerpnięto również sposób konstrukcji tras, zawierających wiele odnóg, oraz to jak różne klasy pojazdów determinują, która z nich będzie dla nas optymalna. Zwrotny i niewielki kosmiczny motor dobrze poradzi sobie w wąskich tunelach, ale już potężnego i zabójczo szybkiego podracera bezpieczniej będzie trzymać na szerokich drogach.
„Rogalowość” nowych Star Wars objawia się natomiast w charakterystycznej strukturze kampanii. Każdy akt fabuły składa się z serii wyzwań, w toku których stopniowo rozwijamy nasze pojazdy. Początkowo jesteśmy boleśnie słabi i możemy pomarzyć nie tylko o wysokich pozycjach na mecie, ale w ogóle o ukończeniu więcej niż kilku wyścigów nim zostaniemy wyeliminowani z zawodów. Nie ma jednak tego złego, bo choć porażka resetuje nasze postępy, to każdy cykl pozwala na odblokowanie bardziej permanentnych perków i ulepszeń, dzięki którym kolejne podejścia będą łatwiejsze. Do tego w każdym „runie” mamy dostęp do losowej gamy perków, pod które optymalnie dobierać ulepszenia. Czasem będziemy stawiać na uzbrojenie, innym razem skoncentrujemy się na dopalaczach, więc jest tu sporo różnorodności nawet w obrębie powtarzania po porażkach tych samych zawodów. Stopniowo osiągamy coraz wyższe pozycje i docieramy dalej, aż w końcu jesteśmy w stanie pokonać bossa aktu. I w efekcie przenieść się już na stałe do kolejnego, gdzie jest jeszcze trudniej i czekają nowe atrakcje, ale przynajmniej porażka nie cofa nas do samego początku gry, a jedynie rozdziału. Miks roguelike’ów z wyścigami zaskakująco dobrze tutaj działa i skutecznie wydłuża zabawę, nie pozwalając, by zbyt szybko wkradła się w nią monotonność.
Galaktyczny zaścianek
Gwiezdne wojny zwyczajowo opowiadają o sprawach wielkich i spektakularnych – mają to, było nie było, wpisane w swoją nazwę. Nawet serialowy Mandalorianin, który celował w bardziej przyziemne klimaty, nie oparł się pokusie i w końcu zafundował widzom pełnoprawne kosmiczne bitwy czy akrobacje Jedi. Na tym tle Galactic Racer okazuje się mocno odświeżający, gdyż o ile wyścigom nie da się odmówić efekciarstwa, tak cała otoczka fabularna została osadzona tak blisko ziemi, jak to tylko w tym wszechświecie możliwe. Akcja toczy się już po upadku Imperium, ale kawałek przed ekscesami Rey i Kylo Rena. My wcielamy się w Shade’a – przemytnika, który daje się namówić do przystąpienia do Galaktycznej Ligi i rzucenia wyzwania Kestarowi Boolowi, obecnemu mistrzowi. Dla Shade’a to sprawa osobista i ma z Kestarem porachunki do wyrównania. Rzecz w tym, że z Boola żaden Sith czy nawet żołnierz – to bona fide bananowy dzieciak z bogatego rodu, nieudacznik, którego własna rodzina nie może znieść. Typ, który bogactwem kupił sobie władzę i częściej bywa żałosny niż groźny.

Nie wiem jak to świadczy o naszym protagoniście, że jego życiowym celem staje się zemsta na złoczyńcy, który jest życiowym przegrywem.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Pozostali kierowcy to również zgraja zwyczajnych, choć muszę przyznać, że całkiem charakternych postaci, których cięte i często zabawne dialogi pomiędzy meczami sprawiają, że dość szybko zaczynamy ich kojarzyć oraz darzyć sympatią. Jest tu pozbawiona przywilejów po rozpadzie Imperium arystokratka z Coruscant Katja. Znajdzie się były szturmowiec Griff i jego odpowiednik, prawie-rebeliant Soren. Naiwny Goli ze swoim robotem 02-R0 po raz pierwszy odkrywający świat czy bardziej zainteresowany fanami niż ściganiem się Lyren Shok. Twórcy odpuścili sobie wrzucanie do gry na siłę znanych z kanonu bohaterów, zamiast tego na czystym płótnie kreując własne osobowości i wyszło im to solidnie. Nowe twarze dobrze dopasowały się do uniwersum. Nie znaczy to jednak, że całkiem odpuszczono sobie występy gościnne – w historii większą rolę do odegrania ma Sebulba, a w snutych przez niego kombatanckich opowieściach zmierzymy się z pilotami z pierwszego Racera. Jednak na występy gwiazd pokroju Anakina czy Luke’a nie liczcie.
O ile postacie są ciekawie napisane, tak sama opowieść jest raczej sztampowa i do tego kończy się dość raptownie, zostawiając garść niepozamykanych wątków. To trochę rozczarowuje, bo czuć, że ten aspekt mógł zostać zrealizowany lepiej. Choć z drugiej strony, na tle trybów fabularnych z innych gier wyścigowych to Galactic Racer ze swoją przeciętną, ale za to zawierającą dobre dialogi i zapadające w pamięć postacie fabułą jest i tak lata świetlne ponad konkurencją. Ucz się, Playground Games – naprawdę da się napisać dialogi w grze wyścigowej tak, że nie odbierają chęci do gry!

Pomiędzy wyścigami w kampanii możemy sobie pochodzić po niewielkich placykach, ale nie ma tu dużo do roboty poza wybraniem upgrade’ów i podsłuchiwaniem (fajnych!) dialogów.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Polska wersja
Polska wersja językowa nie zachwyca. To jeden z tych przypadków, gdy tłumacze ewidentnie dostali do opracowania same teksty, bez możliwości podejrzenia kontekstu, w jakim są one wypowiadane. W efekcie sporo tu niepoprawnie przetłumaczonych zwrotów, a postacie zwracając się do siebie, często gubią płeć rozmówcy. Przykładowo – moja Shade była kobietą, ale i tak notorycznie zwracano się do niej używając męskich zaimków. Z pozytywów – przynajmniej nazwy własne są, na ile się orientuję, zgodne z kanonem.
Zewnętrzne rubieże
Każdy „run” w kampanii jest częściowo nieliniowy, co jakiś czas możemy wybrać czy w następnej kolejności weźmiemy udział w wyścigu, próbie czasowej, eliminacji, czy na przykład spotkaniu z jednym z nieznajomych, które może się różnie potoczyć. To o tyle istotne, że poszczególne wyzwania różnią się stopniem trudności i oferowanymi nagrodami, a mamy ograniczoną ilość „żyć” i gdy stracimy wszystkie, to całe podejście zostaje zakończone. Musimy stale zdroworozsądkowo oceniać własne możliwości i szacować ryzyko. Kampania dzięki temu potrafi oferować zdrowe emocje – nie możemy powtarzać do skutku jednego wyścigu, a porażki potrafią być bardzo dotkliwe i cofnąć mocno nasz progres. Kiedy ścigamy się z bossem aktu, jedziemy na ostatnim „życiu”, przeciwnik ma nad nami sporą przewagę, a stawką jest półtorej godziny spędzone na dotarciu do tego punktu – emocje potrafią być srogie. Zwycięstwa są tym trudniejsze, że co kilka wyzwań zmieniamy planetę. A twórcy Galactic Racera postarali się, żeby każda miejscówka mocno odróżniała się od pozostałych nie tylko wizualnie, ale również pod kątem czyhających na gracza zagrożeń.

Kampania oferuje różne ścieżki, jedne bezpieczne, inne trudniejsze, ale kuszące lepszymi nagrodami.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
I tak, zalesiona Lantaana na pierwszy rzut wydaje się przyjemnym rajem, ale gdy zanurzymy się w głąb podziemnych tuneli, to zostaniemy zmuszeni do lawirowania nad przegrzewającą silniki lawą. Lodowate Ando Prime to odwrotny rodzaj wyzwań – niskie temperatury zamrożą nam układ sterowania, jeśli nie będziemy regularnie rozgrzewać wehikułu albo chować się przed zawieruchą. Sentinel I niesie konieczność manewrowania między rzekami kwasu, które szybko doprowadzą nasz pojazd do awarii. Wreszcie moje ulubione Crait zachwyca pięknym efektem czerwonych smug wzbijanych pośród białego piasku, ale szybko odkrywamy, że czerwony pył może i jest ładny, ale momentalnie wyłącza nam dopalacz. W sumie twórcy przygotowali sześć „głównych” planet, a na każdej po kilka różnorodnych tras – dość, żeby się przez dłuższą chwilę dobrze bawić i nie czuć znudzenia, chociaż po pierwszej setce wyścigów, gdy zacząłem już zbliżać się do końca kampanii, w wyścigi zaczęła wkradać się delikatna monotonia. Nie obrażę się, jeśli w przyszłości lista planet zostanie rozszerzona. Oprócz tego jest też jeden dodatkowy glob – trafimy na Tatooine, choć tylko w specjalnych dodatkowych wyzwaniach.

Piaski Crait w ruchu prezentują się obłędnie.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Oprócz zagrożeń środowiskowych, trasy oferują też różnorodne ścieżki i skróty, z których korzystanie jest tym ciekawsze, że nie każdy pojazd radzi sobie równie dobrze w każdych warunkach. Zależnie od tego, czym akurat jeździmy, będziemy musieli inaczej zaplanować okrążenie, dzięki czemu zabawa dłużej zachowuje świeżość. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do lokacji, dotyczy ich czytelności. Szczególnie mam tu na myśli Jakku, co jest o tyle problematyczne, że pustynna planeta to pierwszy odwiedzany przez nas biom i zdaje się, że był projektowany jako ten najbardziej przystępny. Niestety, momentami kompletnie nie byłem w stanie domyślić się, którędy prowadzi trasa i w efekcie skręcałem, gdy powinienem był lecieć do przodu albo wręcz przeciwnie, pakowałem się prosto w ścianę, bo za późno zauważyłem zakręt. Dopiero nauczenie się na pamięć rozkładu map rozwiązało ten problem. Na późniejszych planetach takich kłopotów nie miałem i jak się gubiłem albo rozbijałem, to faktycznie z własnej winy, ale w przypadku Jakku czuję, że to był problem gry, a nie moich umiejętności.
Podstawowe klasy pojazdów przygotowano trzy. Śmigacze lądowe prowadzi się łatwo i nieźle rozpychają się po otoczeniu. Moje ulubione skutery wcisną się w każdy wąski tunel, ale łatwo je wyeliminować większym wehikułom. Ślizgacze to najtrudniejsze do opanowania machiny, gdyż potrafią ustawić się pod kątem 90%, co ułatwia pokonywanie zakrętów, ale wymaga sporego doświadczenia. Najszybsze z nich wszystkich, kultowe podracery też się pojawiają, ale w oddzielnych, przeznaczonych tylko dla nich zawodach. Pojazdy z poszczególnych klas mają oddzielne drzewka permanentnego rozwoju, ale wszystkie zaczynają z tego samego punktu zerowego, możemy więc samodzielnie zdecydować, jak je poprowadzimy – czy zdecydujemy się na budowę uniwersalnych modeli, czy specjalizację każdego w innym kierunku. Twórcy przygotowali też sporo opcji personalizacji – na początku większość jest zablokowana, ale jeśli nie kupujecie wszystkiego jak leci, a ograniczycie się wyłącznie do rzeczy, które się podobają, to grę skończycie z olbrzymim zapasem nadmiarowej waluty.

Na jazdę podracerami musimy sobie najpierw zasłużyć.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Jak na czystej wody zręcznościówkę, to pod maską Galactic Racera skrywa się też naprawdę dużo dodatkowych mechanik i systemów, które w połączeniu z już opisanymi mechanizmami dodają zabawie głębi. Są tu na przykład bronie, którymi możemy ostrzeliwać się z wrogami – ale zbalansowane na tyle, że decyzja, czy chcemy postawić właśnie na nie w naszym buildzie jest w zasadzie opcjonalna i równie dobrze możemy je zignorować. Przed każdym wyścigiem mamy sekwencje startu – tym bardziej skomplikowaną, im lepiej uzbroiliśmy nasz pojazd. Od ukończenia krótkich quick time eventów zależy, czy wystartujemy z bronią częściowo uzbrojoną, czy nie. Jest rozbudowany system uszkodzeń, który może nakładać na nas negatywne perki, jeśli za bardzo się poobijamy. I wiele więcej. Gra całkiem nieźle realizuje ideały zasady „łatwa do grania, trudna do mistrzowskiego opanowania”, pozwalając cieszyć się ekstremalnie szybką jazdą i dając tony frajdy modelem jazdy w zasadzie od ręki, ale jednocześnie oferuje naprawdę dużo graczom, którzy zechcą ją lepiej wyczuć.
Prędkość tkwi w szczegółach
Star Wars: Galactic Racer dość nietypowo podchodzi do tematu trybów rozgrywki. Na tyle nietypowo, że wciąż nie jestem w stanie stwierdzić na przykład, ile w grze jest w ogóle tras. Nie znajdziemy tutaj bowiem typowych modułów zabawy pokroju time triala czy pojedynczej jazdy, w których moglibyśmy sobie samodzielnie ustalić zasady rozgrywki. Zamiast tego twórcy oprócz opisanej już szerzej kampanii fabularnej przygotowali zestaw gotowych scenariuszy, testujących nasze umiejętności w bardzo konkretnych sytuacjach, oraz specjalne wyzwania czasowe rozgrywane na wcześniej ustalonych zasadach. Trochę mnie to podejście konfunduje, ale nie mogę powiedzieć, że gra na tym jakoś mocno cierpi, gdyż zawartości jest tu więcej niż dość, by zapewnić dziesiątki godzin zabawy w samym tylko single playerze.

Nadmierne rozbijanie się może nam uszkodzić jakąś część i sprawić, że któryś z perków zamiast wzmacniać, będzie nas osłabiać.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Ciekawie rozwiązano również kwestię sieciowego multiplayera, dorzucając do niego sporo mechanizmów z kampanii. Oprócz zwyczajnych pojedynczych wyścigów na losowanych mapach możemy wziąć udział w składających się z kilku rund turniejów. Co każde zawody zarabiamy kredyty, za które ulepszamy swoje bolidy, podobnie jak w trybie fabularnym wybierając bonusy do statystyk oraz perki. Dodaje to rywalizacji odrobinę warstwy strategicznej i losowości, gdyż nigdy nie wiadomo jakie perki będziemy mieć akurat do wyboru. Koniec końców i tak liczyć się będzie przede wszystkim refleks i dobra znajomość map, ale jest to niezłe urozmaicenie. Przed premierą miałem okazję rozegrać kilkanaście meczy online – nie stwierdziłem problemów z matchmakingiem ani z kodem sieciowym, wszystko działało jak trzeba.
Najbardziej w Galactic Racerze zabrakło mi klasycznego trybu wyścigów na podzielonym ekranie. Takie czysto zręcznościowe wyścigi stawiające na ekstremalne prędkości i spektakularne kraksy aż się proszą o możliwość kanapowej zabawy ze znajomymi.

Lantaana wydaje się rajem, ale skrywa wiele niebezpieczeństw.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Industrialne światło i magia
Technicznie gra prezentuje się bardzo dobrze – wyścigi są zabójczo płynne, co przy prędkościach osiąganych podczas zabawy mocno się ceni. Tylko jeden raz zauważyłem nieznaczne przycięcia, co ciekawe akurat po zainstalowaniu patcha, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Galactic Racer zrobił na mnie duże wrażenie pod względem oprawy wizualnej – nie studiowałem dokładnie historii powstania Fuse Games i nie wiem, jak duże było finansowanie tego projektu, ale to co widziałem niczym nie ustępuje największym produkcjom wysokobudżetowym. Lokacje wyglądają jak żywcem wyciągnięte z planów filmowych Gwiezdnych wojen, pojazdy rozpadają się i wybuchają w efektowny sposób, modele przygotowano z dbałością o detale – no nie ma się do czego tutaj przyczepić. Można by pomyśleć, że przy tak dużym tempie zabawy twórcy sobie trochę pofolgują, bo otoczenie miga nam zaledwie przez ułamki sekund i można by tu łatwo przykryć ewentualne mankamenty, ale żadnego pójścia na skróty nie zaobserwowałem – podczas spowolnionych zbliżeń w trakcie kraks czy w trybie fotograficznym gra wygląda równie dobrze, co na pełnym chodzie.

Warstwa wizualna zachwyci fanów Gwiezdnych wojen.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
Ścieżka dźwiękowa dobrze dopasowuje się do tego, co znacie z Gwiezdnych wojen, choć postawiono raczej na te bardziej poboczne nuty – nie usłyszycie tu legendarnego motywu przewodniego Star Wars czy imperialnego marszu ani nawet ich coverów. Twórcy od początku do końca stawiają na przyziemne klimaty i odbija się to również na kompozycjach muzycznych. Trochę szkoda, bo w efekcie soundtrack jest po prostu tłem – nieźle uzupełnia to, co dzieje się na ekranie, ale nie potęguje emocji ani nie zapada w pamięć. Dobrze wypada natomiast dubbing – wszyscy aktorzy głosowi przyłożyli się do roboty i oddali różnorodne charaktery granych przez siebie postaci. Doceniam też to, że naprawdę dużo dialogów prowadzone jest tutaj w fikcyjnych językach danych ras, dzięki temu o wiele bardziej czuć międzygalaktyczny klimat zabawy niż gdyby cały kosmos nawijał angielszczyzną.
Tak bardzo wróciliśmy
Najmniej w Star Wars: Galactic Racer ducha starego Episode I: Racer. Poza oczywistymi powiązaniami spowodowanymi przez branie się za bary z tą samą tematyką, nowa produkcja kompletnie nie przejmuje się dziedzictwem swojego poprzednika. Schemat sterowania wymyślono na nowo, system jazdy i sposób zachowania pojazdów to inny rodzaj arcade’u, trasy zbudowana w oparciu o zupełnie inną filozofię, co chyba najbardziej czuć kiedy trafiamy na tę jedną odwzorowaną z pierwowzoru i rozgrywamy znany z kinowych ekranów kultowy wyścig podracerów w Mos Espa. Dla mnie to nie problem – cieszę się, że zamiast inspirować się może i kultowym, ale nie ukrywajmy, że raczej przeciętnym i jadącym głównie na licencji klasykiem, zdecydowano się opierać na największych gigantach gatunku.

Pisałem już, że piaski Crait są śliczne? To napiszę jeszcze raz.Star Wars: Galactic Racer, Fuse Games / Secret Mode, 2026.
22 lata czekałem na nowego Burnouta 3 no i się w końcu doczekałem. A nawet dostałem więcej niż chciałem. Star Wars: Galactic Racer przenosi we współczesność nie tylko najlepsze cechy mojej ulubionej zręcznościowej ścigałki, ale do tego miesza je z elementami drugiej ulubionej – Motorstorma. I jeszcze całość obudowuje roguelike’ową kampanią z realnymi stawkami, które potrafią wywołać spore emocje i zapewniają grze dużą żywotność. Piękna sprawa. Mocno liczę na to, że tytuł będzie jeszcze rozwijamy w przyszłości i dostaniemy nowe planety, które zwiększą dodatkowo różnorodność tras. Ale nawet bez tego – miło, że teraz jak poczuję ochotę na prawdziwy arcade, to nie muszę się już wracać do PlayStation 2 albo PS3.
- ekstremalnie szybkie tempo akcji niczym w najlepszych Burnoutach;
- system jazdy jest bardzo łatwy do ogarnięcia, ale pod maską skrywa sporo zaawansowanych mechanizmów, których opanowanie wymagane jest do osiągania najlepszych wyników;
- pomysłowa kampania single player, która dzięki zmyślnemu wykorzystaniu mechanik z roguelike’ów nie nudzi przez wiele godzin, zmusza do podejmowania ryzyka i zapewnia duże emocje, gdy ryzykujemy stratą postępów;
- odświeżająco przyziemna fabuła, która wprawdzie nie jest szczególnie odkrywcza, ale za to ma dobrze napisane postacie i dialogi, które pokazują konkurencji jak to trzeba robić w ścigałkach;
- różnorodne planety, każda stawiająca przed nami innego typu zagrożenia;
- pomysłowy tryb online, wykorzystujący mechaniki progresji z rogalikowej kampanii dla pojedynczego gracza.
- brak split-screena w czystej krwi zręcznościówce boli;
- soundtrack to tylko tło – brakuje w nim bardziej zapadających w ucho melodii;
- brak przejrzystości na trasach na Jakku, przez który bez wykucia na blachę rozkładu map będziemy się głupio rozbijać o ściany w kilku miejscach;
- planety są różnorodne, ale mogłoby być ich ciut więcej – zanim dotrzecie do końca kampanii, wszystkie zdążą się już opatrzyć.
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Bastion. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
Star Wars: Galactic Racer
1
Star Wars: Galactic Racer
Star Wars: Galactic Racer przenosi we współczesność nie tylko najlepsze cechy mojej ulubionej zręcznościowej ścigałki, Burnouta 3, ale do tego miesza je z elementami drugiej ulubionej – Motorstorma. I jeszcze całość obudowuje roguelike’ową kampanią z realnymi stawkami, które potrafią wywołać spore emocje i zapewniają grze dużą żywotność. System jazdy, choć bardzo łatwy do ogarnięcia, okazuje się mieć sporą głębię. Boli tylko brak split-screena i mała przejrzystość niektórych tras, jednak i bez tego ekstremalnie szybkie tempo jazdy daje niesamowitą frajdę.
