W Dark Heresy zamiast walczyć wpadłem w sieć pałacowych intryg. Beta utwierdziła mnie w przekonaniu, że to może być wyjątkowe RPG
Dark Heresy odsłoniło przed nami kolejne karty i nadal wygląda to na bardzo dobry układ. Nadchodzące detektywistyczne RPG może spodobać się nawet tym graczom, którym do tej pory było nie po drodze z dziełami Owlcatów.
- Inkwizycja z ludzką twarzą
- Na tropie pałacowych spisków
- Prawda nie wszystkim się opłaca
- Walka bez zapychaczy
- 40. tysiąclecie w końcu z dubbingiem
- Edgy, jak na Warhammera 40K przystało
- Niech ta intryga ma swój wielki finał
W ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję zaliczyć kolejne spotkanie z Dark Heresy. Kolejne, bo wcześniej miałem do czynienia z wersją alfa tego RPG, a ostatnio twórcy udostępnili do wglądu betę, która oferuje już naprawdę solidny fragment gry, który można byłoby ogrywać wielokrotnie. O wielu jej aspektach pisałem już wcześniej, więc zachęcam do zapoznania się z tamtym tekstem – tutaj nie będę powtarzał niektórych ze swoich spostrzeżeń i skupię się bardziej na wnioskach, które wyciągnąłem z bety. Te są zaś bardzo pozytywne.
Inkwizycja z ludzką twarzą
O ile w alfie miałem do czynienia z jednym segmentem nadchodzącego RPG-a, tak w becie oddano już pełne dwa segmenty, a także wstęp i etap pomiędzy głównymi wydarzeniami. Twórcy udostępnili także kreator postaci, więc nie byłem skazany na grę domyślnym bohaterem. To właśnie od tego warto zacząć.
Tworzenie własnej postaci to jeden z najważniejszych aspektów RPG i wiedzą o tym także deweloperzy z Owlcat. W ich poprzednich grach w kreatorze postaci można było spędzić naprawdę masę czasu, lecz wynikało to głównie ze skomplikowania samych mechanik i obfitości możliwych do wyboru opcji rozwoju i klas (weterani Wrath of the Righteous mogą to potwierdzić). Dark Heresy to zaś pierwsza gra Owlcatów, która pozwala również na dość sporą ekspresję w dopasowaniu wyglądu naszej postaci.
Oczywiście nie myślcie o edytorze rodem z Fallouta 4 czy gier BioWare. Mimo to opcji jest tu całkiem sporo. Twórcy pozwalają na wybór ze sporego zestawu gotowych twarzy, do których można dołączyć całą masę fryzur w rozmaitych odcieniach, kolory oczu i brody, tatuaże, liczne blizny oraz wszczepy. Co ciekawe deweloperzy stworzyli także aż dziewięć wariantów budowy całego ciała, więc możecie swobodnie wybrać, jak wysoką czy napakowaną postacią będziecie grać. Wszystko dopełniają zaś piękne portrety.
Oprócz tego klasycznie wybieramy jedną z kilku klas postaci, które odpowiadają w dużej mierze tym znanym z Rogue Tradera. Mamy więc wojownika, żołnierza, oficera, operatora i mistyka. Niektórzy lepiej radzą sobie w walce w zwarciu, inni pełnią rolę wsparcia – standard. Niestandardowy jest za to dalszy rozwój postaci, ponieważ na kolejnych poziomach odblokowujemy nie tylko nowe umiejętności i podbijamy statystki, ale także nowe modyfikatory, które następnie przypisujemy do podstawowych skilli.
W ten sposób każda postać może przekształcać swoje umiejętności, by jak najlepiej pasowały do wybranego stylu walki. Możemy zmieniać mistyczne burze ognia w skoncentrowane ataki, sprawiać, by ataki serią wywołały dodatkowy efekt wśród przeciwników, czy podpinać bonusy pod skille wspierające sojuszników. Opcji jest wiele i na początku cały ten system nieco mnie przytłaczał, ale po jego opanowaniu doceniłem efekty, z jakimi się wiąże.
Modyfikowanie skilli nie sprawia bowiem, że możemy po prostu pobawić się naszymi umiejętnościami i tworzyć rozmaite buildy. Oznacza to też, że w drużynie nadal opłaca się posiadać nawet kilku reprezentantów tej samej klasy postaci. Obecność w teamie dwóch mistyków to nie problem, gdy obaj dysponują skillami przekierowanymi dzięki modyfikatorom na inne tory. To zaś może zniwelować zjawisko posiadania towarzysza, który będzie przez całą grę na ławce rezerwowych, bo niefortunnie reprezentuje tę samą klasę postaci co nasz protagonista.

