Na tropie pałacowych spisków. W Dark Heresy zamiast walczyć wpadłem w sieć pałacowych intryg. Beta utwierdziła mnie w przekonaniu, że to może być wyjątkowe RPG
- Inkwizycja z ludzką twarzą
- Na tropie pałacowych spisków
- Prawda nie wszystkim się opłaca
- Walka bez zapychaczy
- 40. tysiąclecie w końcu z dubbingiem
- Edgy, jak na Warhammera 40K przystało
- Niech ta intryga ma swój wielki finał
Na tropie pałacowych spisków
Gdy już nacieszyłem się tworzeniem postaci, rzuciłem się do samej gry, ciekawy co nowego zdecydowali się pokazać twórcy. W poprzednim tekście na temat Dark Heresy pisałem, że to bardziej detektywistyczne RPG niż powtórka z Rogue Tradera. Beta właściwie utwierdziła mnie w tym przekonaniu, ponieważ kolejny udostępniony segment uderza w kryminalne klimaty jeszcze mocniej niż ten z alfy.
Po krótkim wstępie na inkwizytorskiej „sali sądowej” wybrałem się do najwyższych wież Scintilli, gdzie trafiłem w centrum pełnoprawnej intrygi pałacowej. Głównym questem nie było pokonanie jasno określonych wrogów, lecz odkrycie, kto planuje zamach na życie jednego z wysoko postawionych liderów planety. Całe śledztwo szybko skomplikowało się zaś przez niespodziewaną śmierć grupy Sióstr Bitwy, których zgon potencjalnie był na rękę właściwie wszystkim graczom na planszy. Wszelkie poszlaki i ślady od początku zdawały się z kolei wzajemnie sobie zaprzeczać.
Dark Heresy już teraz lśni właśnie dzięki takim złożonym i wielowątkowym questom. To prawdziwe detektywistyczne zagadki, gdzie najważniejszymi skillami są nie te związane z walką, lecz odpowiadające za spryt i umiejętność wyciągania informacji. Kluczowe jest podsłuchiwanie NPC-ów i rozmawianie z każdym kto się nawinie. Ostatecznie zadanie uporządkowania wszystkich poszlak i postawienia hipotezy spada zaś bezpośrednio na nas – graczy. To my musimy określić ostateczny wariant wydarzeń i wydać wyrok – nawet jeśli nie jesteśmy go w stu procentach pewni.
Jednocześnie wokół tego typu misji twórcom udało się wytworzyć gęstą atmosferę. Deweloperzy świetnie kreują poczucie spisku kryjącego się tuż poza zasięgiem wzroku. Kolejne dowody z jednej strony zbliżają nas do prawdy, ale z drugiej odkrywamy dzięki nim ślady większej intrygi, która zdaje się zdecydowanie zbyt poważna jak na pensję inkwizycyjnego akolity.

