Dark Heresy zmieniło mnie w podstarzałego detektywa odpalającego papierosa za papierosem. Nowe RPG przełamuje schematy
Dark Heresy to kolejny dowód dostarczany graczom przez studio Owlcat, że na rynku nadal jest miejsce na klasyczne gry RPG. Nadal też da się w ich ramach zrobić coś nowego.
- Warhammer w nowym wydaniu
- CSI: Kryminalne zagadki Imperium
- Rogue Trader po liftingu
- Jest na co czekać
O tym, że Owlcat Games to aktualnie jedni z najlepszych twórców klasycznych RPG, chyba nie trzeba nikomu przypominać. Świetne Pathfinder: Wrath of the Righteous i Warhammer 40,000: Rogue Trader ugruntowały ich pozycję jako speców od tego nurtu. Nic więc dziwnego, że idą za ciosem i wkrótce otrzymamy kolejnego erpega ich autorstwa. Ponadto ponownie będzie on osadzony w uniwersum zdominowanym przez Boga Imperatora.
Jednocześnie deweloperzy pokazali, że w tym gatunku nadal jest miejsce na innowacje bez rzucania się na popularne aktualnie action RPG-i. Do klasycznej formuły dorzucili bowiem aspekt gry detektywistycznej i nie jest to jedynie „posypka”. Dark Heresy w pełni zanurza się w klimacie mrocznego kryminału, który po kilkunastu godzinach rozgrywki sprawił, że czułem się jak Rust Cohle z True Detective.
Warhammer w nowym wydaniu
Przez ostatni tydzień miałem okazję spędzić kilkanaście godzin z wersją alfa Dark Heresy. Nie ukrywam, że niecierpliwie na to czekałem, ponieważ poprzednie produkcje Owlcata zawsze przypadały mi do gustu. Dark Heresy od początku wzbudzało we mnie jednak poczucie, że będzie to po prostu powtórka z rozrywki w stosunku do Rogue Tradera. Oczywiście z inną fabułą i postaciami, ale na screenach i nagraniach wyglądało to bardzo podobnie do już znanej mi formuły. Nie żebym narzekał, bo naprawdę ją lubię.
Po ograniu udostępnionego fragmentu RPG-a mogę jednak zdecydowanie powiedzieć, że się myliłem. Dark Heresy oczywiście czerpie garściami z poprzedniej gry tych deweloperów, ale jednocześnie stawia nacisk na całkowicie inne aspekty rozgrywki. O ile w Rogue Traderze dominowały liczne turowe starcia i długie rozmowy, tak w Dark Heresy walka wydaje się przede wszystkim efektem kulminacji niektórych wydarzeń, a nie powszechnym wypełniaczem rozgrywki. Większość czasu spędza się zamiast tego na pracy detektywistycznej w wyjątkowo rozbudowanym wydaniu.
Zacznijmy jednak od początku. W grze wcielamy się w akolitę Inkwizycji, który jest początkującym członkiem tej organizacji. Trafiamy do sektoru Calixis, który trapiony jest licznymi problemami śmierdzącymi herezją na kilometr. Naszym zadaniem nie jest jednak proste spalenie wrogów Imperium, a dotarcie do prawdy (i późniejsze spalenie wrogów Imperium). To zaś będzie najtrudniejszym wyzwaniem w Dark Heresy.
W ramach alfy deweloperzy udostępnili do wglądu fragment RPG-a, który prawdopodobnie najlepiej przedstawia, na czym polegać będzie rozgrywka (w dodatku w dwóch wersjach, które odzwierciedlają różny wpływ wcześniejszych wyborów gracza na całą lokację). Nasz akolita trafia do dolnych sektorów Marisportum trapionego przez klęskę powodzi i znikających obywateli. Jednocześnie bez śladu przepadł poprzedni Inkwizytor, który badał sprawę zamieszkujących okolicę obcych.
W Rogue Traderze i wielu innych RPG-ach cała akcja rozegrałaby się raczej w podobny sposób – parę starć na start, rozmowa z kluczowymi NPC-ami i możliwość zdania lub zawalenia testów w dialogach, kolejna walka, jakiś kluczowy wybór i starcie z bossem na koniec. W Dark Heresy jest inaczej. Zamiast sięgania po bolter, sięgamy po notatnik. I lepiej, żebyście się do niego przyzwyczaili, bo to właśnie najsilniejszy oręż dzierżony przez akolitę Inkwizycji.


