Panie K.I.T.T., jak się pan starzeje?. David Hasselhoff i gadający Pontiac podbili lata 80. Kulisy Nieustraszonego są równie szalone jak sam serial
- Trudne Michaela początki
- A skąd pomysł na K.I.T.T.a?
- Dlaczego się skończyło?
- Powroty K.I.T.T.a
- Inny ekran: nieustraszone gry wideo
- Panie K.I.T.T., jak się pan starzeje?
Panie K.I.T.T., jak się pan starzeje?
Serial ma oczywiście swoje lata na karku i tempo narracji jest inne niż to, do czego przyzwyczaiły nas obecne serialowe akcyjniaki. Odcinki są samodzielne, zamknięte, bez serialowego łuku narracyjnego, który dziś uważamy za oczywistość. Efekty specjalne i aktorstwo bywają - eufemistycznie mówiąc - wyraziste. Hasselhoff jest Hasselhoffem i albo się go kocha, albo nienawidzi.
Dialogi między Michaelem a K.I.T.T.-em bronią się zaskakująco dobrze. Jest w nich coś, czego brakuje dzisiejszym serialom z sztuczną inteligencją w roli - relacja. K.I.T.T. nie jest asystentem, nie jest narzędziem. Jest partnerem, który ma własne zdanie, własny humor i własne granice etyczne. Zazwyczaj brzmi jak coś, co powiedziałby przyjaciel.
Warto też pamiętać, że serial trwał cztery sezony i wyprodukował 84 odcinki. W tym czasie zdążył poruszyć zaskakująco szeroki zakres tematów - od „złych i skorumpowanych” korporacji po eksperymenty wojskowe, od kryzysów rodzinnych po filozoficzne pytania o granicę między człowiekiem a maszyną. Owszem, wszystko raczej „na lekko”, bez zbytnich dywagacji... Ale jednak.
Kiedy piszę te słowa, Knight Rider kosztuje grosze w formie pudełkowej. Za tę cenę można brać bez wahania - szczególnie jeśli chcecie zrozumieć, skąd wzięły się pewne kulturowe skojarzenia z samochodami i sztuczną inteligencją. Ale też po prostu - jeśli macie ochotę spędzić wieczór z czymś, co jest czyste jak rzeka, bezpretensjonalne i lekko głupiutkie jak serialowa blondynka po trzech piwach… I przewidywalne jak… No może też serialowa blondynka.
