1670 pozostaje świetnym polskim serialem, ale 3. sezon pokazuje, że sama satyra już nie wystarcza
Trzeci sezon 1670 to nadal wyśmienita satyra, aczkolwiek niepozbawiona wad. Mimo wszystko gorsze momenty zostają sprawnie przykryte przez fabułę oraz realizację techniczną na najwyższym poziomie.
Drugi sezon podzielił fanów 1670. Jedni woleli bardziej epizodyczny charakter pierwszego, natomiast inni chwalili groteskowy, pełen współczesnych nawiązań obraz sarmackiego świata z sezonu 2., pochłaniający jeszcze mocniej dzięki większemu przepychowi i zwartej fabule. Trzeciemu sezonowi bliżej do rozwiązań zastosowanych w drugim – znów jest na bogato, jednak z pewnymi słabościami.
Z rodziną najlepiej wychodzi się w zgodzie
Bohaterów zastajemy w sytuacji, która stanowi naturalną konsekwencję ostatnich wydarzeń. Jan Paweł (Bartłomiej Topa) staje tym razem przed dwoma wyzwaniami. Jedno to udowodnienie swojego szlachectwa. Drugie – sprawienie, by rodzina znów się połączyła, a wszystkie konflikty poszły w niepamięć. Najpierw protagonista musi jednak sam wziąć się w garść.

Ten początek jest trochę… przygnębiający. Zdaję sobie sprawę, że 1670 operuje czarnym humorem, więc akcja zostaje celowo przerysowana i nawet gdy postacie znajdują się na krawędzi rozpaczy, to mają dostarczać powodów do śmiechu. Niemniej w moim odczuciu równowaga bywa momentami zachwiana, bo jako widzowie powinniśmy lubić Jana Pawła i całą resztę barwnych bohaterów. Jeśli są w opłakanym stanie i do tego zachowują się zbyt antypatycznie (bo prawie każdy działa na swój rachunek), to zaczyna brakować weselszego tonu.
Im bliżej zgody i współpracy, tym seans staje się przyjemniejszy. Nie chodzi o to, by zakończyć wszystkie możliwe konflikty (Andrzeja nienawidzić – rzecz oczywista!), ale aby nie popadać w skrajność i żeby postacie coś łączyło, a nie tylko dzieliło. Ostatecznie twórcy ku temu dążą, chociaż wstępowi brakuje pewnej równowagi. To dlatego bardziej podobała mi się druga połowa sezonu.
Historycznie? Raczej współcześnie
Świat zdaje się w jeszcze większym stopniu budowany na współczesnych elementach. Dla twórców sarmacki okres staje się pretekstem do umieszczenia wielu odniesień do aktualnej rzeczywistości i wplatania w akcję przemian społecznych, jakie stosunkowo niedawno miały miejsce lub nawet wciąż zachodzą. Podejrzewam, że może się to spotkać z niechęcią niektórych widzów, ale każdy taki element ma sens – służy satyrze i przedstawianiu nas samych w krzywym zwierciadle.

Powstają z tego naprawdę zabawne epizody, ale nie będę ukrywał jednego: wolę, gdy twórcy wrzucają do tego kotła więcej składników, które bardziej ubarwiają serial. Motywy LGBT, hejtu czy równości społecznej tym po prostu nie są. Nie to, że rażą – po prostu ja z 1670 najlepiej wspominam postać Gerarda z Rumii czy zabawę konwencją grozy. Światopoglądowe sprawy wypadają mniej atrakcyjnie, a żart w nich bywa zbyt oczywisty.
Wciąż z przepychem
1670 to jedna z najlepiej zrealizowanych polskich produkcji pod względem zdjęć. Nasycenie kolorów, scenografia, kostiumy – wszystko tu jest dopieszczone i wręcz barokowe. Szczególnie że akcja wychodzi poza Adamczychę, ponieważ trafiamy do Warszawy i na salę tronową. Bohaterowie regularnie się przemieszczają, a kabały, w jakie wpadają, nadają całości charakter niemal przygodowy.
Muzyka zasługuje na osobny akapit, bo znajdziemy tu utwory sprytnie nawiązujące brzmieniem do kultowych motywów – budujących czy to klimat westernu, czy romantyczną aurę rodem z filmów lat 90. Pomysłowość twórców nie zna granic, bo i wizualnie, i za sprawą ścieżki dźwiękowej potrafią wycisnąć pełen potencjał z pojedynczych scen.

To dokąd zmierzamy, Janie Pawle?
Czasem akcja potrafi zaskoczyć swoją brutalnością (rozbryzgi krwi są jak z filmu gore!), lecz ogólnie całość mogłaby być jeszcze bardziej szalona. Zbytnie skupienie się na światopoglądowych kwestiach nie pozwala do końca rozwinąć skrzydeł, a ponadto znowu powraca nieszczęsny wątek miłosny Anieli (Martyna Byczkowska) i Macieja (Kirył Pietruczuk). Mimo że każde z nich jest angażowane w różne ciekawsze epizody, to trudno tu o pole do zaskoczenia i im mniej tych dwoje ma wspólnych scen, tym lepiej dla serialu. Tam brakuje ognia, jest tylko słodko-pierdząco.
Zastanawiam się też, czy 1670 pozwala sobie na rozwijanie postaci. Nie poprzez prowadzenie ich wątków, ale faktyczną wewnętrzną zmianę – i dochodzę do wniosku, że niekoniecznie. Pytanie, czy nie przydałoby się bardziej zamieszać. Pamiętam, jak serialowi Galavant (komedia fantasy z elementami musicalu) znakomicie wyszła przemiana jednego złoczyńcy, który miał okazję dojrzeć i stać się pozytywnym bohaterem.

Jeśli będą kolejne sezony, to chciałbym zobaczyć ten odważny krok naprzód, kiedy 1670 się rozwija i nie jest tylko genialnie zagraną i obłędnie wyglądającą satyrą. Tak, komedie nas bawią i mogą punktować rzeczywistość, ale również mają okazję zaskakiwać pomysłami na fabułę i rozwojem postaci, a tu mi tego zabrakło. Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, że trzecia seria to absolutny „must watch” każdego dotychczasowego fana Jana Pawła.
