Cyberpunk: Edgerunners 2 zdobył się na ryzyko, którego się nie spodziewałem. Nowy sezon Netflixa jest lepszy od pierwszego
Historia Davida Martineza uderzyła mnie w dość specyficzne miejsca - była to opowieść może nie tyle łatwa do przewidzenia, co prostolinijna. Drugi sezon Edgerunnersów nie boi się zaryzykować, przez co potrafi przebić poprzednika. Tylko ten dubbing...
Pierwszy sezon Edgerunnersów zadawał pytania, na jakie miałem już w głowie odpowiedzi, ale był utrzymany w stylistyce, która zagnieżdżona jest we mnie, jak i na mojej skórze od lat. Dostałem więc danie, które choć ciężkie do strawienia pod względem emocjonalnym, to było łatwe i przyjemne w swojej budowie. Edgerunners 2 natomiast jest tytułem, który od początku daje nam do zrozumienia, że jest czymś innym niż poprzednik. I tak, kreska jest inna, podział postaci jest inny, data akcji, muzyka… ale to dalej te same brudne ulice Night City. Te same problemy, powody i smutek. Krzyk, płaszcz i od czasu do czasu krótki uśmiech. Emocje, choć może inne, w gruncie rzeczy rodzą się z tych samych pobudek. Ale to w żadnym wypadku nie jest wada, a wręcz przeciwnie. Bo utrzymać rdzeń, a opowiedzieć coś zupełnie innego to dość trudne zadanie.
Cyberpunk: Edgerunners 2 zabiera widzów z powrotem do Night City, w którym rozgrywa się nowa, dziesięcioodcinkowa historia, dostępna ekskluzywnie na Netflixie. King, legendarny edgerunner, do niedawna nafaszerowany chromem, dziś żyje w cieniu swojej dawnej chwały. Po incydencie związanym z cyberpsychozą został mu tylko pogarszający się stan zdrowia, szpecące blizny i ruiny dawnych relacji, przede wszystkim z Avidą, byłą ukochaną. Próbuje odnaleźć sens w świecie, który go odrzucił, i odzyskać to, co jeszcze da się uratować. Tymczasem D, nomad ze Snake Nation i wybitny netrunner, wyrusza w poszukiwaniu zemsty za krzywdy wyrządzone jego klanowi, a po drodze odkrywa korporacyjne sekrety, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Wątki bohaterów splatają się z losem Avidy, dawnej jazzowej wokalistki, dziś żony dyrektora Kang Tao. Całą uwagę poświęca ona uzależnionej od chromu córce Talii, młodej buntowniczce, która dość mocno zainteresowała się Maelstromem. Ta pragnie porzucić wszystko, co organiczne, na rzecz technologii.
W tle trwa starcie dwóch megakorporacji: Arasaki, której żelazny uścisk wokół miasta zaczyna słabnąć na skutek zaginionych biochipów i wychodzących na jaw sekretów, oraz młodego, wspieranego przez rząd Kang Tao, gotowego sięgnąć po jej pozycję. Wszystko to składa się na opowieść o rodzinie, obsesji, zemście i dziedzictwie oraz o tym, ile jesteś w stanie poświęcić. I dla kogo. A historię oglądamy z kilku perspektyw - to skacząc pomiędy Kingiem, Talią, a D. wszystko spaja Roman i jego kamera.
Małolat z kamerą

Zawodowo związany z filmem, jestem pod głębokim wrażeniem stabilnych rąk Romana.Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Bo tak, takim trzonem historii jest 12-latek, który za bardzo dał się pochłonąć starej szkole filmowej. Fanatyk kamer 35mm, zakochany w „starym” kinie, chcący uchwycić otaczający go rozpad świata w zupełnie inny sposób niż każda stacja telewizyjna i przechodnie dookoła. Roman czystym przypadkiem staje się łącznikiem postaci z zupełnie innych miejsc, zupełnie innych statusów społecznych, w bardzo różniących się od siebie stadiach życia i emocjonalności. Ale przede wszystkim łączników problemów, które mimo wszystkich tych różnic zdają się być bliźniaczo podobne.
Ta postać wybrzmiewa naprawde ciekawie w tej serii, bo bardzo często zaciera się granica między szczeniakiem, który wtyka nos w nie swoje sprawy, a poturbowanym przez życie, młodym i utalentowanym filmowcem, który zaczyna coś czuć do otaczających go i spotkanych przypadkiem (pozdrawiam Rafał Kosik) ludzi. Niewinność krok po kroku zdzierana jest przez wydarzenia, jakich świadkiem jest Roman – nader czynnym świadkiem, co należy dodać. Ciekawie wypada tutaj postać, która jest bardzo młoda więc, ma zachowania typowo młodzieńcze, żeby nie powiedzieć: dziecięce – a mimo to często widzimy, jak Night City zmusiło go do szybszego dorośnięcia. Świadczy o tym sam fakt, że zapytany o to, czy pierwszy raz w życiu widzi trupa, Roman nie reaguje zbytnio; raczej zaszokowany jest tym, co wokół niego się dzieje, a sam widok zabitego człowieka nie robi na nim aż takiego wrażenia.
Roman jest naszą soczewką na to wszystko, bo w odpowiednich momentach przypomina, że to, co widzimy to dzieło Bartosza Sztybora, Kaia Ikarakiego i samego Romana Caraxa. W końcu największe dzieła powstają w największym bólu. A to, co oglądamy to udokumentowane przez młodego, z pewnością okupione bólem dzieło.
Sasuke wybrał wszczepy zamiast Orochimaru

A ja wiem od kogo wy są… chociaż nie do końca.Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Gdy oglądałem pierwsze trailery z drugiej odsłony Edgerunnersów, to od razu miałem w głowie porównanie D. z Sasuke z serii Naruto. Trochę przez wygląd i styl bycia. Potem przeczytałem oficjalne opisy na stronach, skrawki wiedzy, jakimi dzielili się z nami Redzi… i już wiedziałem, że to Sasuke w wersji z przyszłości. D. chce zemścić się na zabójcach swojego klanu. Samotna wendeta. I choć teraz, po obejrzeniu mogę powiedzieć, że po części się myliłem, tak trop był zasadny – to archetyp postaci, która targana chęcią zemsty jest w stanie posunąć się naprawdę daleko. Ale ta sama postać przechodzi przez różne stadia gniewu - to nie tylko płacz i chęć mordu. Kolejne wydarzenia jedynie wzmacniają to, jak dalece bardziej skomplikowaną postacią od swojego „protoplasty” z Naruto jest D. I wrzucam tego protoplastę w cudzysłów, bo na panelu z prasą Bartosz Sztybor przyznał, że drużyna siódma z przygód nadpobudliwego ninja nie była inspiracją dla załogi z Edgerunners 2. I to się zgadza, bo sam Sasuke miał przed sobą przecież choćby Hieia z Yu Yu Hakusho, więc to jedynie rozwinięcie znanego nam schematu. A to, że miasto przyszłości z Cyberpunka jest idealnym miejscem dla tego typu postaci, dopełnia nam całość.
King nie taki Weak
Sama seria zaczyna się od akcji w Arasace - stary wyjadacz, Weak Kingsley, wraz ze swoją ekipą są w trakcie akcji „długoterminowego wypożyczenia” tajemniczej walizki z jednej z siedzib korpo. Obładowany po zęby wszczepami Kingsley dostaje jednak w tym momencie bardzo mocnego ataku cyberpsychozy, co kończy się śmiercią jego przyjaciół. Sam zainteresowany żyje, bo do tego momentu całkiem mu się powodziło, więc w ostatniej chwilii uratowała go Trauma Team. Wciąż jednak rachunek był na tyle duży, że Weak zostaje całkowicie bez pieniędzy, a z powodu obciążenia ciała również i bez wszczepów. Będąc w najgorszym punkcie swojego życia, King musi zmierzyć się z przeszłością, bo jak jesteś Edgerunnerem, który potrafił trząść całym miastem, to musiałeś wkurzyć naprawdę wielu nieprzyjemnych ludzi. I zepchniętemu na margines Kingowi nie zostaje dosłownie nic; uderza go to na tyle, że chwieje się dosłownie pomiędzy życiem a śmiercią, dopóki w ostatniej chwili nie wyrywa go z tego dawna miłość. Ale nie z romantycznych pobudek, a z prośbą o pomoc jej córce. Weak dostaje w ostatniej chwilii szansę i kogoś, dla kogo musi żyć lub choćby przetrwać jeszcze chwilę, dopóki nie wypełni misji. Pozostaje pytanie, czy ostatni fragment czegoś, co trzyma go na tym łez padole, nie ucieknie mu sprzed nosa.
Kingsley to postać, która ze szczytu ląduje na samym dnie, pozbawiona mocy, potęgi i pieniędzy, do tego będąc przeorana cyberpsychozą. Jako odbiorcy towarzyszymy mu nie tyle w podróży, co podrygach resztek życia; ten bohater ma naprawdę małą szansę na szczęśliwe zakończenie.
Buntowniczka (nie) z wyboru
Jak to jest, że córka z bogatego domu woli pchać się w ręce najbardziej odrażających gangów w Night City, niż korzystać z dostatniego życia? Trzeba byłoby zapytać Talię, bo choć motyw jest nam znany, tak tutaj ma delikatnie inne podłoże niż to, jakie spotykamy najczęściej. Myślę, że córka Avidy mogłaby spokojnie aspirować do prześcignięcia Davida Martineza w kwestii wtłaczania w siebie chromu. Jest porywcza, nie może usiedzieć na miejscu i biegnie za czymś, czego sama nie rozumie. To trochę jak większość z nas, czyż nie?
To najtrudniejsa do rozgryzienia osóbka z całej głównej obsady, bo choć stosunkowo wcześnie dowiadujemy się o niej czegoś więcej, jak i głównej problematyki jej postaci, to do samego końca pozostaje dla nas po prostu… nieuchwytna.
Nowi ludzie i nowe byty

To już nie czasy filmów z taśmy, ale popularność nie równa się wartości.Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Nowa obsada to i również nowe postaci poboczne, choć tym razem mniej niż w pierwszym sezonie. Ale uważam to za dobry wybór, bo tempo opowieści, dość „pulp fictionowy” styl sklejania niektórych wydarzeń i lepsze rozlokowanie emocjonalne po postaciach mogłyby po prostu ucierpieć przez tłum osób, które musimy poznawać i potencjalnie traktować jako ważne. Poza organicznymi istotami poznajemy też Capri - naprawdę specyficzny wirtualny byt, który bardzo miesza w fabule. To rozwinięcie czegoś, co już znamy z tego świata, ale ukazuje, jak wiele jeszcze kryć może Night City.
Ghost in The Shell x Akira

A ja wiem od kogo wy są… chociaż nie do końca.Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Kreska jest dla mnie bardzo dużym atutem tej serii. Trigger wybrał zupełnie inny kierunek artystyczny niż w wypadku pierwszej odsłony i trafił w dziesiątkę. To tego rodzaju animację utożsamiam z wszelkimi cyberpunkowymi tematami wiązanymi z anime. Sceny flashbacków D. zostały przedstawione genialnie, postać Capri to idealne odzwierciedlenie tego, jak można ukazać ten byt. Talia projektowo mogłaby wtopić się bez problemu w tłum zaraz obok Motoko Kusanagi, a D. to Nomad z prawdziwego zdarzenia. Wizualnie seria jest moim zdaniem tym, czym cyberpunk powinien być, po prostu w nieco bardziej kolorowym wydaniu. Ale równie ważne jest budowanie otoczenia.
Bardzo podobają mi się detale, nawet w takich miejschach jak wszczepy rąk, co w szerszej perspektywie ma sens i aż krzyczy do nas, że coś przegapilismy. Głupie kamery, którymi dysponuje Roman to też cyberpunkowo odwzorowane konstrukcje Sony z okresu taśm i pierwszej cyfry, zahaczające lekko o serie FX. Jest tu tyle smaczków, że aż ciężko je zliczyć przy pierwszym seansie, i jakbym miał listować to wszystko, pewnie musiałbym analizować klatka po klatce całe 10 odcinków. A, i pojawia się Hideo Kojima, który jak zwykle pitchuje jakiś szalony pomysł!
Muzyka to kolejny temat - pojawia się tu znany z gry soundtrack, poza tym spotkacie polskie utwory (zapewne wykonane specjalnie pod serię, bo szukając po tekście nie natrafiłem na nic). A gdy w pewnym momencie usłyszałem wariację wprost nawiązującą do utworów z Ghost in The Shell, miałem ciarki na plecach. To zgrabnie opakowany cyberpunk zachowujący duszę tego co stworzył Pondsmith, ale jednocześnie czerpiący z klasyki animacji z tego poletka.
Dzień dobry, zastałem Davida?
Nie wiem czy czytając ten tekst ktoś jeszcze miał jakieś resztki ułudy, że David Martinez jakimś magicznym trafem zjawi się nagle w drugiej odsłonie Edgerunners, ale jeśli tak to wyprowadzam z błędu - historia Davida się skończyła. To nie jest kontynuacja. Jego historia, i legenda jaką po sobie zostawił, ma jednak wpływ na Night City, większy niż kolejny drink w Afterlife. Bo tak - wydarzenia w Edgerunners 2 są powiązanie z tym co znamy z pierwszej odsłony. Ale nie tak jak moglibyście sobie to wyobrażać - raczej przez ukształtowanie świata i konkretne wydarzenia. Ciężko jest mi tutaj lawirować tak, aby niczego nie zdradzić, więc może na tym poprzestanę.
David Martinez miał swoją historię i ta została zakończona. I cieszy mnie to, bo najłatwiej jest osiąść na laurach i ciągnąć sprawdzoną rzecz przez następne 40 odcinków i 7 sequeli. A czymś innym jest kontynuować rozwój świata, pamiętając o tym, że kiedyś był taki Edgerunner, który robił naprawdę niesamowite rzeczy… Dajcie mu już odpocząć po śmierci, bo zaczynacie być gorsi niż Arasaka z maltretowaniem truposzy.
Ziomalu, ale masz wyczes tech!

Quiz - to cyberpsychoza czy efekt polskiego dubbingu w anime?Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Bardzo cieszę się, kiedy jakiekolwiek dzieło kultury dostaje lokalizację. Choć nie jestem osobą, która po takie rozwiązanie często sięga, tak język polski obecny w grach, filmach czy serialach zawsze jest przeze mnie postrzegany jako atut - o ile jest oczywiście poprawnie wdrożony. I tak, Cyberpunk: Edgerunners 2 debiutuje z polskim dubbingiem. Tak też obejrzałem za pierwszym razem serię, z naszym rodzimym językiem. I niestety, ale zderzają się tutaj moje dwie największe obawy i problemy z lokalizowaniem konkretnych rzeczy.
Po pierwsze, anime - nie spotkałem anime z dobrym polskim dubbingiem. Po prostu - mam tego na koncie zdecydowanie za dużo i nigdy polski dubbing nie dawał rady przenieść choć ułamka tego, co robi oryginalny. Nie potrafił też stworzyć czegoś nowego, jak udawało się polskiej dźwiękówce w wypadku wielu bajek i animacji. W zdecydowanej większości były to koślawe tłumaczenia i wyczuwalne zmieszanie aktorów głosowych przy próbie zlokalizowania azjatyckiego humoru, powiedzonek, czy reakcji. Drugą rzeczą jest świat Cyberpunka - choć w grze nie przeszkadzało mi to zbytnio i większość moich rozgrywek rozbrzmiewała polszczyzną, tak w animacji, medium jest które aż najeżone dialogami z przeróżną dynamiką, to po prostu nie działa. Wypłaszcza się. Nie twierdzę, że tutaj to wina aktorów, bo np. Karol Osentowski, który użyczał głosu D. był dla mnie takim światełkiem w ciemności - dobry dobór aktora do postaci.
Mimo tego slang, który powstaje na kanwie amerykańskiego, przełożony na polski jest zmierzły. Brzmi dosłownie jak „what’s up fellow kids” w wielu wypadkach. I są postacie, które tym slangiem mówią cały czas - w oryginale brzmi to okej, pasuje do konwencji, ale po polsku miałem wrażenie, że mój sąsiad przeżywający kryzys wieku średniego przebrał się w baggy i założył czapke w poprzek, po czym podszedł pod okoliczne liceum i starał się ogarnąć gram trawy. Plan mógł wydawać się wyczes, ale kozak widka z tego nie ukręcimy ziomki. Choć doceniam starania!
Szukałem odpowiedzi, a znalazłem pytania

Roman wplątuje się w nie za ciekawe towarzystwo.Cyberpunk: Edgerunners 2, Kai Ikarashi, Netflix, 2026.
Lubię, kiedy jako odbiorca jestem konfrontowany z tym co na początku zakładam. I tutaj problemy postaci, które poznajemy na początku, stają się głębsze z każdą klatką animacji. W pewnym momecie nie chodzi już tylko o zemstę, tylko o bunt, czy tylko o przyjaźń. Ciężko nawet mi jako odbiorcy momentami nazwać to co targa bohaterami i w co ci się wikłają. Z szerszej perspektywy można czasem pomyśleć, że to przecież tylko zwyczajne kilka dni w szalonym Night City, smutek, śmierć, płacz i walka są tam na porządku dziennym. Ale będąc wewnątrz tego wszystkiego, będąc światkami historii dokumentowanej przez jednego z obywateli NC, zdajemy sobie sprawę, że chaos to bardzo ogólne pojęcie na codzienność tych ludzi.
To anime nie odpowiedziało mi na żadne pytania, tylko wrzuciło mi ich więcej. Utwierdziło mnie w wielu przekonaniach, inne za to chwiejąc. Zrobiło to, co dobry tytuł powinien robić, czyli nie opowiadać ckliwej historyjki opakowanej w ładne ciuszki z gładkim endingiem, a dźgając mnie przez cały seans. Bardzo możliwe, że będę w tym twierdzeniu odosobniony, ale dla mnie druga odsłona Edgerunnersów przewyższa pierwszą. Nie tylko rozłożeniem emocji i akcji zorganizowanym lepiej niż w poprzedniku, nie tylko pod względem wizji artystycznej, wizualnej. Przede wszystkim pod tym względem, że nie wiedziałem do końca, jak to się skończy. No, może poza historią jednej postaci, ale to już zupełnie inny temat.



