Geoff Keighley był pewny swego, ale odbiór Highguard mógł sprawić, że dziennikarz szybko pożałował swej śmiałości.
Debiut nowej heroicznej strzelanki nie zaskoczył nikogo, a gracze nie oszczędzili Geoffa Keighleya, którego wpis z grudnia zestarzał się gorzej niż mleko.
Nawet największe pokazy gier to nie pokazy hitów czy nawet obiecujących gier. Pomiędzy Pragmatą, nowymi Gwiezdnymi wojnami, kolejnym projektem twórców Baldur’s Gate 3 oraz duchowym spadkobiercą Sony na The Game Awards 2025 musiały pojawić się również pomniejsze tytuły – niekoniecznie niewarte uwagi, ale dla wielu graczy będące wyłącznie przerywnikiem między kolejny wielkimi ogłoszeniami.
Jednakże to nie tytuł pokazany w trakcie takiej przerwy był uznany za najsłabszy moment grudniowej imprezy. Ten przyszedł na sam koniec gali nagród – kiedy to, po długiej i budującej oczekiwania przemowie prowadzącego uroczystość Geoffa Keighleya o potencjale gier niezależnych i sprawdzonej przez niego rozgrywce pokazano Highguard – darmowego hero shootera.
No dobrze, bądźmy sprawiedliwi: chłodna reakcja na kolejną sieciową strzelankę była do przewidzenia, ale nie przesądzało to powtórki z Concorda lub wielu innych shooterów, których serwery otwarto na o wiele, wiele krócej, niż wynosił czas produkcji tych gier. Podobne reakcje wywoływało choćby ARC Raiders czy nawet Helldivers 2, a to akurat tytuły, których nawet przy sporej dozie niechęci nikt nie nazwie porażkami. Zwłaszcza w dniu premiery.
Nie można jednak nie zauważyć, że gracze mieli dwa powody, by darzyć Highguard większą niechęcią, niż tą zarezerwowaną dla typowego „kolejnego hero shootera”. Nie chodzi nawet o tytuł (choć ten faktycznie wygląda jak wariacja na temat Overwatcha), ale o sposób i czas prezentacji.
Gdyby grę pokazano jako przerywnik w połowie pokazu i bez wielkich oczekiwań, być może gracze szybko by o niej zapomnieli. Tymczasem nie dość, że zostawiono ją na sam koniec – co w oczach wielu widzów powinno być zarezerwowane dla „jeszcze jednej” wielkiej zapowiedzi – to jeszcze prowadzący rozbudził oczekiwania szumnymi słowami.
Nic więc dziwnego, że już po TGA 2025 gracze pomstowali na Keighleya i naśmiewali się z ostatniej zapowiedzi na gali (ponownie zacytujmy najpopularniejszy komentarz pod oficjalnym zwiastunem: „Nic dziwnego, że nikt nie miał tego w przecieku”). Zapewne dlatego prowadzący opublikował obecnie viralowy już wpis, w którym oczekiwał „przeprosin” w ciągu 48 godzin – tj. po premierze Highguard (która miała być tajemnicą…). W domyśle: za krytykę gry (i jego) po zapowiedzi na The Game Awards 2025.
Trzeba przyznać, że to odważna deklaracja. Ale też może dziennikarzowi odbić się czkawką, bo premiera Highguard nie wypadła za dobrze. Są też (jakżeby inaczej; choć tym razem względnie zrozumiałe) zarzuty, że Keighley nie promuje tej produkcji za darmo (czemu zaprzeczył).
Raz jeszcze, zauważmy uczciwie (jak zresztą zwraca uwagę część internautów), że fatalne recenzje Highguard mogą wynikać nie (tylko) ze stanu samej gry. Nawet teraz sporo negatywnych recenzji wystawiły osoby, które uruchomiły ją na nie więcej niż kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście minut. Niemniej obok oczywistych trolli / haterów są też użytkownicy, którzy wskazują na konkretne wady Highguarda.
W tym kontekście nie powinno dziwić, że śmiały wpis Keighleya stał się obiektem szykan, do których dołączyli nawet znani insiderzy, streamerzy i osoby powiązane ze sceną e-sportową. Nawet jeśli oceny zaniżyły recenzje pisane z czystej złośliwości, to domaganie się przeprosin dla gry z 30% pozytywnych opinii na Steamie (na ponad 19 tys. użytkowników) przed jej debiutem jest, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt fortunną decyzją.

Pomijając ten aspekt, wielu internautów niespecjalnie obchodzi Highguard, ale za to uważają, że sytuacja wokół nowej strzelanki to kolejny przykład problemu recenzji na Steamie i „gorliwego nienawidzenia gry od jej ujawnienia bez żadnego powodu”. Zdaniem m.in. Bena Smitha tytuł jest „w porządku” – to nic niezwykłego, ale też nie gra, która zasługuje na „hejt”, jakim z zacięciem obdarzają jej twórców gracze, którzy nawet nie dali mu szansy.
Na marginesie: Geoff Keighley zapytał graczy o ich wrażenia z Highguarda. Powiedzmy, że przeprosin próżno szukać w komentarzach.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).