Recenzja Marathon. Fascynujący eksperyment Bungie z kilkoma poważnymi problemami

Marathon od Bungie to praktycznie Escape from Tarkov w kosmicznych klimatach science fiction i w bardzo odważnej, wręcz krzykliwej oprawie audiowizualnej. Miejscami tak odważnej i artystycznej, że musimy się zastanawiać: „co autor miał na myśli?”.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

3

Gdyby słynny artysta Andy Warhol żył i tworzył do dziś, i przyszłoby mu na myśl przyczynić się do powstania jakieś gry komputerowej, to z pewnością wyszedłby z tego Marthon. Bo co jak co, ale nowa produkcja Bungie - twórców Halo i Destiny - to zaprzeczenie „modnej” ostatnio nijakości i generyczności – ta gra aż krzyczy swoim odważnym, dość oryginalnym stylem oprawy wizualnej. Natomiast pod tym artystycznym płaszczykiem oraz klimatami science-fiction kryją się znane od lat mechaniki extraction shootera, prosto z Escape from Tarkov.

Taka mieszanka jest nawet całkiem ciekawą odskocznią w tym gatunku i Marathon z pewnością nie jest tak złą grą, jak zwiastowano to przed premierą. Kłopot w tym, że podobnie do wielu innych dzieł sztuki współczesnej, na pierwszy plan szybko wysuwa się przerost formy nad treścią. Zamiast podziwiać i czerpać frajdę, głowimy się nad tym „co autor miał na myśli?”. Bo Marathon to artystyczny miszmasz, chaos, który zdecydowanie zbyt mocno przesłania obowiązujące w nim zasady i zależności. A podczas brutalnej rozgrywki PvP nie ma czasu na czytanie opisów.

Marathon to odważna i bardzo ciekawa stylistyka.Marathon, Bungie, 2026.

Paradoksalny obwód struktury predykcyjnej

Lekarstwem na wiele bolączek Marathona byłaby choćby jakaś najkrótsza kampania fabularna do rozegrania w singlu lub coopie, ale tylko w formule PvE. Nawet 4-5 godzin rozgrywki i kilka misji wystarczyłyby do zapoznania się z tym uniwersum. Bungie ma przecież w tym „wprawę”, bo kampania w pierwszej części Destiny też była zaledwie czymś w rodzaju intra do tego świata. Milsimowe, realistyczne extraction shootery czegoś takiego nie potrzebują, bo tam wszystko jest oczywiste: apteczka? – leczy! Żarówka? – przyda się do rozbudowy kryjówki. M4 obwieszony dodatkami będzie lepszy niż zardzewiały pistolet maszynowy, a quest: „Schowaj snajperkę w łodzi rybaka” rozumie się sam przez się.

Cutscenki to małe dzieła sztuki przemycające skrawki fabuły.Marathon, Bungie, 2026.

A jak to wygląda w Marathonie? Są zadania opisane jako: „Dostarcz biopaki do DEKON”, „Pobierz raport rolniczy”, „Aktywuj TAD”. Lootujemy takie towary jak: niestabilny spiż, niestabilna biomasa, obwód paradoksalny, precyzyjny czok albo struktura predykcyjna! Co z tego jest cennym łupem, a co śmieciami? Co oznaczają mikroskopijne, dziwne rysunki na ikonkach przy takim bełkocie? I gdzie w ogóle jest DEKON? Tego gra ci nie powie, a w każdym razie nie za łatwo, nie w przystępny sposób. Możesz sobie rozwinąć ścianę tekstu z opisem, ale gdy wokół fruwają kule i w każdej chwili możesz zostać wykasowany z planszy przez innych graczy lub SI, co wiąże się z utratą łupów – na zabawę w studenta w bibliotece nie ma po prostu czasu.

Strzelanie, jak to u Bungie - świetne!Marathon, Bungie, 2026.

To po prostu Tarkov w kosmosie

Szkoda, że zabrakło bardziej sensownego wprowadzenia do gry, bo świat Marathona naprawdę intryguje. Wcielamy się w „biegaczy” – najemników, którzy przenoszą swoją świadomość do cybernetycznych ciał, by w takiej postaci infiltrować wymarłą kolonię na planecie Tau Ceti IV, 98 lat po tym, gdy urwał się kontakt ze statkiem USEC Marathon, który przywiózł tam śmiałków z Ziemi. Wykonując zlecenia dla kilku różnych korporacji, wyciągamy artefakty i technologie z odwiedzanych miejsc, walcząc z siłami USEC, obcymi oraz innymi „biegaczami”.

To nie anomalia - tak działa jedna z funkcji "biegaczy".Marathon, Bungie, 2026.

Co jakiś czas oglądamy cutscenkę, której nie powstydziłoby się wyświetlać u siebie nowojorskie muzeum sztuki nowoczesnej MoMA – dziwną, ale pasującą do stylistyki gry i przy okazji przekazującą nam kolejną porcję informacji o tym uniwersum. Frakcje, ich zlecenia i fikuśne cutscenki to kolejna artystyczna wizja tego, czym w Escape from Tarkov są sprzedawcy zlecający nam w ten sam sposób różne questy w świecie gry. Marathon „pożyczył” sobie nawet złomiarza „Scava”, który tutaj nazywa się Rook i pozwala wyjść w teren z losowym sprzętem, by zebrać coś do pustego schowka.

Bungie jednak umie w strzelaniny

I trzeba przyznać, że trzon gameplayowych mechanik w Marathonie działa sprawnie. Oczywiście o ile lubi się gatunek extraction shooterów i akceptuje formułę z Tarkova, czyli nieustanny grind różnych „śmieci” ze świata gry w bezpardonowych bitwach PvP. Głównie po to, by rozwijać swoją postać, odblokowywać lepszy sprzęt, a po paru tygodniach – gdy nastąpi reset sezonu - wszystko stracić i zacząć całą zabawę od nowa. Każda frakcja oferuje złożone drzewko zdolności, które rozwija postać w innych aspektach – warto więc wykonywać zlecenia dla każdej z nich na zmianę.

Wszystkie bronie wyglądają jak swoje klony, a ozdoby kosmetyczne giną na gotowych wzorach malowań.Marathon, Bungie, 2026.

Do tego dochodzi sześć różnych ciał „biegaczy”, z których każdy ma inny zestaw perków i specjalnych zdolności. Mamy typowego tanka Niszczyciela z tarczą i wyrzutnią pocisków, healera Triażystę, uzdrawiającego i wskrzeszającego członków ekipy na odległość, Skrytobójcę z niewidzialnym kamuflażem i możliwością rozpylenia zasłony dymnej na ogromnym obszarze, Złodziejkę z linką z hakiem, czy Zwiadowczynię wykrywającą ruch w budynkach.

W trzyosobowych zespołach, gdy wszyscy komunikują się ze sobą, jest tu naprawdę sporo możliwości do taktycznej współpracy, do wykorzystywania swoich perków nie tylko dla własnej przewagi, ale i całej ekipy. W połączeniu ze świetnym modelem strzelania z perspektywy pierwszej osoby, który jest wizytówką Bungie od czasów Halo, daje to naprawdę satysfakcjonujące wymiany ognia, a rozwijanie drzewek umiejętności zapewnia odczuwalne bonusy. Dużym udogodnieniem jest też to, że niektóre zadania z questów są zaliczane, gdy wykona je ktokolwiek z ekipy. Szkoda tylko, że na każdą jedną zaletę przypada jakaś wada.

Te ikony i zarządzanie ekwipunkiem mogłoby być lepsze.Marathon, Bungie, 2026.

Ale w interfejsy już nie bardzo

Lista elementów do poprawki w Marathonie jest długa. Wspominałem już o tym, że gra nic nie wyjaśnia w świecie gry – trzeba się wczytywać w leksykon w menu, poradniki, a w terenie i tak połowę tego zapomnimy. Fatalny interfejs z nic nie mówiącymi, małymi ikonkami i festiwalem pięciu różnych fontów na jednym ekranie nic nam nie ułatwia. Grasz padem? Przygotuj się, że jedną rzecz potwierdzasz przyciskiem „A”, a drugą za chwilę już „X”. Zarządzanie ekwipunkiem też przysporzy ci kolejnych kilka siwych włosów.

Amunicji jest zdecydowanie zbyt mało w świecie gry. W milsimie, gdzie jeden strzał to jeden trup, nie jest to problemem, ale w Marathonie roboty sterowane przez SI to typowe gąbki na pociski i zdecydowanie zbyt często zostajemy z samym nożem. Można grać solo, ale wtedy jest zdecydowanie trudniej – i w przeprawie z SI, i przeciw innym graczom. To może więc randomowy dobór do 3-osobowego teamu? W tym przypadku jeszcze niewielu graczy rozumie, że głównym celem gry jest zaliczanie questów dla frakcji. Mimo że mamy podgląd na zadania swoje i innego gracza (czemu tylko jednego, a nie dwójki???), natrafienie na graczy, którzy nie rzucą się do ewakuacji, tylko pomogą z questami innym, graniczy na razie z cudem. Być może to kwestia ogólnej nie intuicyjności świeżo wydanej gry, bo na czacie często widać pytanie: „co teraz?”.

Marathon, Bungie, 2026.

Stylistyka Marathonu i jaskrawe kolory mogą się podobać lub nie, ale sprawiają też, że przeciwnicy – gracze są dość trudni do zauważenia w budynkach. Zlewają się po prostu z obiektami w grze. Z kolei aktywacja jednego z perków powoduje pulsacyjne skany wokół naszej postaci, ciemnożółtymi okręgami, które zasłaniają wszelki widok w pomieszczeniach. Wyjątkowy styl nie sprawdza się także w licznych dodatkach kosmetycznych, jakich oczywiście w sieciowym shooterze nie brakuje, bo wszelkie zawieszki i naklejki na broń giną na tle kolorowych, kanciastych spluw, które wyglądają jak udające karabiny uchwyty do kontrolerów gogli Quest 3, robione w domu na drukarkach 3D. Taki podobny do siebie design uzbrojenia ma jednak jedną dużą zaletę – absolutnie nie szkoda mi żadnej ze spluw, gdy je tracę w razie zgonu – mam wrażenie, że za chwilę i tak zdobędę taką samą.

Trzeba też powiedzieć jasno, że Marathon to gra zaprojektowana na długotrwałą inwestycję czasu – jej się nie przechodzi, w nią się gra regularnie. Dlatego na razie do wyboru są tylko trzy podobne do siebie mapy. Czwarta, endgame’owa, z lokacją na pokładzie statku Marathon, ma się pojawić dopiero pod koniec marca. A na horyzoncie są już kolejne sezony wprowadzające jakieś zmiany, resety postępów i tak w kółko. Z jednej strony to niewiele na początek, ale na pocieszenie jest cena – sporo niższa w porównaniu do innych gier AAA od Bungie czy Sony.

Marathon, Bungie, 2026.

To maraton, czy sztafeta długodystansowa?

Czy jedna nowa mapa i endgame’owe doświadczenie przekonałoby mnie do jakieś, choćby niewielkiej, zmiany oceny? Nie – i piszę to z perspektywy weterana Destiny 1, dla którego udostępniony wtedy również po premierze rajd Vault of Glass to do dziś absolutne i niedoścignione arcydzieło trybu kooperacji. Za to z pewnością dałbym wyższą notę za obecność choćby krótkiej kampanii singlowej pozwalającej zapoznać się ze światem gry, za całkowite przeprojektowanie interfejsu i za dodanie opcji rozgrywki tylko PvE – elementu z tak dużym potencjałem, że twórcy Tarkova ciągle każą sobie za niego płacić dodatkowo. To właśnie tych rzeczy albo najbardziej brakuje w grze, albo wymagają gruntownej naprawy – kolejna mapa dla najbardziej hardcorowych graczy nic w tym nie zmieni.

Marathon, Bungie, 2026.

W obecnym stanie to ciekawa alternatywa w gatunku extraction shooterów dla zgranych, 3-osobowych ekip, które mają doświadczenie z taką rozgrywką lub nie boją się brutalnych starć, grindu i resetu wszelkich postępów co kilka miesięcy. Początkujący i soliści muszą przygotować się nie tylko na znacznie większy hardcore, na wyższy poziom trudności, ale i na początkowe frustracje związane z brakiem sensownego wprowadzenia i niezbyt przyjaznym interfejsem.

Mimo tych paru niedociągnięć, Marathon potrafi jednak mocno zaintrygować, choćby swoim nietuzinkowym stylem audiowizualnym. Naprawdę jest jak małe dzieło sztuki w muzeum, które jedni od razu chcieliby mieć w swoim domu i podziwiać w każdej wolnej chwili, a inni może nie do końca rozumieją, może nie postawiliby tego u siebie na półce, ale i tak choć przez chwilę popatrzą z fascynacją. Jestem bardzo ciekaw, jak zmieni się Marathon w kolejnych sezonach i na pewno będę mieć go na oku.

PLUSY:
  1. intrygujący świat gry i fabuła opowiadana dziwnymi, ale hipnotyzującymi cutscenkami;
  2. bardzo odważny, wyrazisty styl artystyczny ze świetną, pasującą do całości ścieżką dźwiękową;
  3. kilka drzewek rozwoju do levelowania postaci z odczuwalnymi postępami;
  4. różne typy „biegaczy” do wyboru z unikalnymi perkami, które wzbogacają taktyczną rozgrywkę w coopie;
  5. charakterystyczny dla gier Bungie, świetny model strzelania;
  6. starcia PvP potrafią dostarczyć sporo emocji.
MINUSY:
  1. fatalnie zaprojektowany interfejs, kiepsko rozwiązane zarządzanie ekwipunkiem;
  2. ogrom nic nie mówiących ikon i jeszcze bardziej enigmatycznych nazw przedmiotów potęgujące chaos;
  3. brak sensownego wprowadzenia do świata gry na spokojnie;
  4. ciekawy styl artystyczny w wielu sytuacjach ograniczający widoczność lub sprawiający, że elementy są nieczytelne;
  5. brutalna, hardcore'owa rozgrywka i brak jakiejkolwiek taryfy ulgowej oraz dobrego wprowadzenia mogą odstraszać początkujących i solowych graczy.

Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy MSL. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.

Marathon

Marathon

PC PlayStation Xbox
Data wydania: 5 marca 2026
Marathon - Encyklopedia Gier
7.0

GRYOnline

8.9

Steam

Wszystkie Oceny
Oceń

1

7.0
dobra

Marathon

Marathon na starcie swej drogi to gra, której odważny styl artystyczny czasem przesłania to, co w niej najlepsze: świetny model strzelania i satysfakcjonujący model progresu. To ciekawa alternatywa w gatunku extraction shooterów dla zgranych, 3-osobowych ekip, które nie boją się brutalnych starć i grindu. Niestety krzykliwy, nieczytelny interfejs i brak sensownego wprowadzenia w rozgrywkę mogą odstraszyć.

Marathon

Recenzja Marathon. Fascynujący eksperyment Bungie z kilkoma poważnymi problemami
3
Recenzja Marathon. Fascynujący eksperyment Bungie z kilkoma poważnymi problemami
Recenzujący:
Platforma:
PC Windows PC Windows
Data recenzji:
11 marca 2026

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl