Choć kupując Sea Dogs, nastawiałem się na otrzymanie „Gothica o piratach”, ostatecznie otrzymałem zupełnie inną produkcję. Mimo wszystko piracką przygodę na morzu wspominam z nostalgią.
Znaczną część jesieni 2003 roku spędziłem z nogą w gipsie, przez co mój świat ograniczał się do fotela i telewizora bądź krzesła i komputera. Najpierw jednak musiałem przeżyć noc w szpitalnym łóżku, zaopatrzony nie w smartfona czy tablet jak miałoby to miejsce dzisiaj, lecz w pojedynczy numer czasopisma Komputer Świat GRY (który z nudów przeczytałem dwukrotnie).
Zachęcony artykułem o grze Pirates of the Caribbean, która pozostawała poza zasięgiem moich ówczesnych możliwości finansowych, postanowiłem, że skuszę się na zakup wydanego ponad 3 lata wcześniej Sea Dogs (które było jej poprzednikiem, a dodatkowo można było je dostać za ułamek ceny premierowej produkcji). Choć dzieło studia Akella nie było tym, czego się po nim spodziewałem (widziałem w nim… Gothica II o piratach), to jednak przygodę, którą mi zaoferowało, wspominam bardzo miło.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
W przeciwieństwie do większości współczesnych gier tego typu, Sea Dogs nie oferowało otwartego świata, który moglibyśmy swobodnie przemierzać. Archipelag składał się bowiem z wysp, na których co prawda mogliśmy postawić suchą stopę, ale oddany nam do dyspozycji obszar na każdym skrawku lądu ograniczał się do reprezentującego go miasta.
Szkoda, choć trzeba przyznać, że same miasta spełniały swoją funkcję. Można było znaleźć w nich stocznie (w których dokonywaliśmy napraw swoich statków), tawerny (gdzie rekrutowaliśmy członków załogi), sklepy (umożliwiające handel, o czym za chwilę), a także ratusz (gdzie zdobywaliśmy zadania i listy kaperskie, o czym również za chwilę).
Tym, co z dzisiejszej perspektywy razi mnie najbardziej, wcale nie są ich niewielkie rozmiary, lecz sterowanie postacią. Ponad dwie dekady temu w ogóle mi ono nie przeszkadzało; zaprawiony w bojach po przejściu wspomnianego już Gothica II wyłącznie przy użyciu klawiatury, byłem bardzo wyrozumiały dla omawianej produkcji. Dzisiaj widzę jednak, jak powolne i ociężałe były ruchy bohatera i jak wiele można było w tej materii poprawić (czego dokonano w sequelu).
Wracając natomiast do kwestii handlu – stanowił on główne źródło zarobku, zaś opierał się na prostym schemacie… a przynajmniej w teorii prostym. Otóż chcąc dojść do bogactwa, wystarczyło kupować tanio, a sprzedawać drogo, tudzież pozbywać się dóbr zrabowanych innym załogom. Wcielenie w życie owej zasady było jednak dość problematyczne, bowiem nigdy nie wiedzieliśmy, gdzie zapuścić się z danym zasobem, by dostać za niego możliwie najwyższą cenę. Do wszystkiego trzeba było więc dochodzić metodą prób i błędów. Inna sprawa, że rynek miał tutaj charakter stały, a ceny były powiązane wyłącznie z geografią, co nieco ułatwiało nam życie.

Choć sterowanie postacią raczej mało komu przypadnie dzisiaj do gustu, inaczej mają się sprawy z żeglugą. Owszem, pod tym względem Sea Dogs również się zestarzało, ale trzeba przyznać, że wciąż da się tu poczuć bryzę i wiatr we włosach, gdy znajdujemy się na morzu. Z drugiej strony grę przygotowano w taki sposób, by żegluga odbywała się przede wszystkim z poziomu mapy morskiej (tak było najszybciej, a dodatkowo na otwartych wodach najczęściej nie było co robić), przez co statek i jego otoczenie mieliśmy okazję podziwiać głównie podczas starć z innymi jednostkami.
W trakcie potyczek kamera ukazywała akcję z perspektywy trzeciej lub pierwszej osoby. Kluczem do sukcesu było nie tylko prowadzenie celnego ostrzału (kule niszczyły kadłub i zabijały członków załogi, knople dewastowały żagle i takielunek, kartacze eliminowały załogantów, z kolei bomby siały spustoszenie, ale jednocześnie były drogie), lecz również umiejętne manewrowanie, by unikać ostrzału, jednocześnie zapewniając sobie czas na przeładowanie i wypuszczenie własnej salwy.
Nie brakowało również możliwości dokonywania abordaży, podczas których mogliśmy wziąć sprawy w swoje ręce, wskoczyć na pokład wrogiego statku i pokazać nieprzyjaciołom, kto tu rządzi. Walkę oparto na parowaniu, zwodach i zarządzaniu paskiem wytrzymałości, a starcie dobiegało końca, gdy licznik załogi jednego ze statków (atakującego lub atakowanego) spadał do zera. Dodatkowo z czasem zyskiwaliśmy opcję rekrutowania sojuszniczych kapitanów i budowy własnej floty, choć ze względu na pustą sakiewkę na początku gry mogliśmy jedynie o tym pomarzyć.

Sea Dogs nie było jednak „gołym” symulatorem pirata, lecz piracką grą RPG z krwi i kości. Tytuł miał więc do opowiedzenia historię, w której centrum umieszczono Nicolasa Sharpa. Protagonistę poznawaliśmy w momencie, gdy udawało mu się uciec z hiszpańskiego więzienia. Stając się piratem lub nawiązując współpracę z jednym z mocarstw (Anglią, Francją, Hiszpanią), nasz podopieczny rozpoczynał przygodę, podczas której jego głównym celem było odkrycie prawdy na temat swojego ojca i jego dziedzictwa. Obrana przez nas ścieżka kariery determinowała, czy po drodze Sharp będzie wykonywał rozkazy płynące z góry oraz jakie działania na własną rękę podejmie.
W miarę postępów nie tylko bogaciliśmy się, lecz również gromadziliśmy doświadczenie przyznawane za realizację misji oraz zwycięstwa w bitwach morskich i abordażach. Z czasem zdobywaliśmy punkty umiejętności, które przydzielaliśmy do abordażu, celowania, napraw czy handlu. Dodatkowo im wyższy był nasz poziom doświadczenia, tym większymi i bardziej zaawansowanymi statkami mogliśmy dowodzić. Dopełnieniem tego wszystkiego była reputacja kształtowana przez nasze decyzje.

Oprócz perspektywy trzeciej osoby i możliwości walki w zwarciu, Sea Dogs miało jeszcze coś wspólnego z Gothicami. Otóż dzieło studia Akella nawet nie próbowało prowadzić nas za rękę i nie dawało taryfy ulgowej. Gra rzucała nas od razu na głęboką wodę, pozbawiając możliwości przetrenowania szermierki i potyczek morskich. W efekcie przegrane były tu niejako wpisane w rozgrywkę, bowiem wszystkiego musieliśmy uczyć się na własnej skórze.
Warto było mieć na biurku również kartę i długopis, by zapisywać kwoty, za jakie kupowaliśmy określone towary. Próżno było tu bowiem szukać wskaźnika pokazującego osiągany przez nas zysk w trakcie handlu.
Sea Dogs to jedna z tych produkcji, które bardzo mocno nadgryzł ząb czasu. Dotyczy to zarówno sterowania, o czym już wspomniałem, jak i oprawy graficznej. Nie ma co owijać w bawełnę – z dzisiejszej perspektywy Sea Dogs wygląda bardzo ubogo, zaś kanciaste modele postaci czy drewniane animacje nie pomagają w odbiorze tej gry. A zatem…
Niemniej Sea Dogs można znaleźć na platformach Steam oraz GOG. Na tej pierwszej omawiana pozycja kosztuje 43,99 zł, z kolei na tej drugiej – 19,99 zł. Z uwagi na fakt, że gra nie zestarzała się szczególnie godnie, warto jednak rozważyć zagranie w jednego z jej następców. Szczególnie warta uwagi jest wypuszczona w marcu 2026 roku gra Caribbean Legend: Age of Pirates, bowiem otrzymała ona DLC pod wielce wymownym tytułem Caribbean Legend: Age of Pirates - Sea Dogs, wprowadzające 7 kultowych zadań z opisywanej tutaj produkcji.

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Krystian Pieniążek
Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami.