Szef Larian Studios musiał wyjaśnić niektórym internautom, czego dokładnie dotyczyły jego słowa o krytykach.
Swen Vincke chce w przyszłości lepiej ważyć słowa, ale wciąż uważa, że choć krytyka jest bezcenna, to nie musi być ona nieprzyjemna.
Dość zabawne jest, że w kontekście premiery Highguarda najwięcej uwagi przyciągnęła nie sama gra (mimo szybko wydanej pierwszej dużej aktualizacji), lecz rozmowy wokół niej. Zwłaszcza wypowiedzi szefa Larian Studios wzbudziły spore zainteresowanie i gorące dyskusje. Aczkolwiek teraz Belg przyznaje, że nie do końca przemyślał swoje wpisy.
Vincke usunął niektóre ze swoich wpisów i zamieścił kolejny, dłuższy „post”. Ten rozpoczął od przyznania z rozbrajającą szczerością, że „musi nauczyć się lepiej ważyć swoje słowa”, bo jego w zamierzeniu konstruktywne uwagi w praktyce nie za dobrze ujmowały to, co chciał przekazać.
Twórca podkreślił, że nie ma nic przeciwko krytyce jako takiej – ale uważa, że nie musi być ona taka „bolesna” (czy też nieprzyjemna; w oryg. „hurtful”). Jego zdaniem to jedynie dzieli osoby mające skądinąd to samo hobby i ten sam cel: mieć „lepsze gry”.
Szef Lariana wie, że gracze mają swoje powody. Przyznaje, jak wiele gier jest „okaleczanych” i przemienianych w maszynki do robienia pieniędzy (co on sam wielokrotnie krytykował). Tyle że nie o autorach takich zmian myślał Vincke, lecz o deweloperach szczerze pragnących tworzyć coraz lepsze gry. Ci nie zawsze mogą znieść falę „krzywdzącego” krytycyzmu bez konstruktywnych zarzutów. Co, jak łatwo zgadnąć, prowadzi do tego, że w ogóle przestają czytać opinie, by uniknąć przedawkowania „toksyn”.
Nie chodziło mi o to, że mam problem z krytyką. Chodziło mi o to, że nie musi być ona krzywdząca. Moim zdaniem to alienuje ludzi, którzy mają to samo hobby i zasadniczo chcą tego samego: lepszych gier. Konstruktywna krytyka naprawdę ma większy wpływ.
Rozumiem, że jest wiele rozczarowań. Dobre gry są okaleczane, żeby zamienić je w maszyny do zarabiania pieniędzy, co oczywiście powoduje wiele frustracji, bo pogarsza jakość gier. Myślę, że dość otwarcie wyrażałem swoje zdanie na ten temat i nadal będę krytykował odpowiedzialnych za to, bo dewaluują coś, na czym mi bardzo zależy.
Ale nie o nich myślałem, pisząc te słowa. Myślałem raczej o tych, którzy naprawdę dbają o swoje rzemiosło i chcą stale ulepszać to, co robią. Znam wielu z nich i widziałem, jak raniące opakowanie krytyki wpłynęło na nic. Często ich reakcją jest całkowite zaprzestanie czytania opinii. Szkoda, bo to oznacza, że przestają angażować się w interakcję z odbiorcami i tracą wszystkie dobre elementy, które mogliby z nich wynieść. Nie twierdzę, że ich reakcja jest niezrozumiała. Kontynuowanie interakcji po wielokrotnych pisemnych lub słownych napaściach wymaga nabrania dużej dozy obojętności. Trochę dozy obojętności jest w porządku. Zbyt dużo i ryzykujesz znieczulicę.
Twórca wspomina, jak sam jeszcze w 2009 roku otrzymał pierwsze w karierze „groźby przemocy” – bo, jak to ujął, próbował zrobić fajną grę i w przekonaniu pewnych osób zawiódł. Nawet teraz, ponad 16 lat później, nie zachwyca go czytanie takich opinii, tyle że wyrobił sobie sposób na radzenie z tym, który nadal pozwala mu dotrzeć do faktycznie pomocnej krytyki. Takiej, która pomogła ukształtować Baldur’s Gate 3.
Vincke dodał też, że ma wiele szacunku dla krytyków, tak profesjonalnych, jak i samych graczy. Twórca jest wdzięczny recenzentom, którzy faktycznie przemyśleli swoją krytykę i wskazali, co ich zdaniem nie działało jak trzeba w BG 3. W studiu pracuje też sporo byłych krytyków i to do nich Swen zwraca się w pierwszej kolejności, gdy nad czymś pracuje zbyt długo i „sam już nie jest pewien, czy jest dobre” – nawet jeśli wprost mówią, że jest to beznadziejne.
W skrócie: Vincke nie ma nic przeciwko samej krytyce, a sprzeciwia się jedynie „pakowaniu” jej w sposób mający „zranić” twórców.
Więc tak, widzę ogromną wartość w krytyce i nasza historia rozwoju powinna to odzwierciedlać. Chodzi mi o opakowanie, o którym chciałem napisać. Nie wyszło tak dobrze, jak zamierzałem, więc mam nadzieję, że to pomoże [w zrozumieniu intencji Vinckego – przyp. red.].
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Szef Larian staje w obronie twórców gier. „Łatwo jest niszczyć, o wiele trudniej budować”
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).