Za powstaniem ikonicznego Pana Tak w Fallout New Vegas stoi ciekawa historia. Czołowy scenarzysta wciąż nie jest jednak pewien czy jego wprowadzenie było dobrą decyzją.
Pan Tak to jedna z najbardziej ikonicznych postaci w Fallout New Vegas. Przeprogramowany przez Benny’ego Sekuritron, który był zmuszony do bycia ekstremalnie pozytywnym względem każdego pomysłu użytkownika, okazał się nie tylko elementem komicznym, ale także siłą napędową jednego z zakończeń gry. Czołowy scenarzysta RPG-a, czyli John Gonzalez, do dziś nie jest jednak pewien czy jego wprowadzenie było dobrą decyzją.
W wywiadzie dla PC Gamera, John Gonzalez zdradził, że już samo powstanie Pana Tak wiąże się z ciekawą historią. Wszystko zaczęło się od wymagań, jakie postawiono przed deweloperami. Jak wspomina scenarzysta:
Josh Sawyer wszedł do sali konferencyjnej i powiedział: „Ok, nie robimy nic w stylu dobre i złe, czarne i białe. Wszystko ma być w odcieniach szarości. Idziemy w moralną dwuznaczność i złożoność. […] Gracz ma móc przejść grę zabijając każdego, gdy tylko go spotka, a także nie zabijając absolutnie nikogo.”
Tak ambitne podejście wiązało się jednak z oczywistymi problemami. No bo co jeśli gracz postanowi rzeczywiście zabijać każdego na swojej drodze i zniechęci tym do siebie absolutnie wszystkie frakcje na terenie postapokaliptycznego Mojave? Jak właściwie miałby wtedy dojść do jakiegokolwiek satysfakcjonującego domknięcia historii?

Założenia tego rodzaju wymagały więc swego rodzaju zabezpieczenia i sojusznika ostatniej szansy, który będzie niemożliwy do zniechęcenia lub zabicia. W takich właśnie okolicznościach pojawił się pomysł wprowadzenia do New Vegas postaci pokroju Pana Tak. Jest on przeprogramowanym przez Benny’ego Sekuritronem, który nie jest w stanie mówić „nie”, a do tego nie da się go zabić (po jego zniszczeniu, robot wróci w nowym „ciele”, które stanowiło dla niego kopię zapasową).
Pan Tak to domyślnie główny sojusznik dla indywidualistycznych graczy, którzy nie chcą wchodzić w sojusz z nikim z Mojave i wolą zagarnąć Nowe Vegas dla siebie. Oprócz tego jest także bezpiecznikiem stworzonym przez deweloperów dla najbardziej chaotycznych Kurierów, co jasno daje do zrozumienia Gonzalez:
Co jeśli gracz spopieli każdą frakcję? Co jeśli zabije House’a, wysadzi NCR na stripie, zamorduje Cezara? Co się wtedy do cholery stanie? Zastanawiałem się nad tym i wtedy naszła mnie myśl: co gdybyśmy mieli dawcę głównego questa, którego właściwie nie da się zabić?
Jest pochlebcą, który ostatecznie jest z tobą w niezdrowej relacji. Wysadzasz go, a on wraca i stwierdza „Przepraszam. To moja wina, nie twoja.”
Po latach Gonzalez ma jednak wątpliwości co do słuszności wprowadzenia Pana Tak do gry. Wszystko przez fakt, że może on ograniczać wcześniej wspomnianą moralną dwuznaczność RPG-a.
W normalnych okolicznościach gracz jest zmuszony do podjęcia wielu trudnych decyzji i ostatecznie zawarcia sojuszu z jednym z kilku głównych stronnictw. Każde z nich ma zaś swoje negatywne strony – NCR oligarchiczność i korupcję, House swoje wielkie ego i traktowanie ludzi jak zasoby, zaś Legion Cezara to właściwie zbieranina najgorszych zwyrodnialców znanych ludzkości.
Pan Tak pozwala jednak ominąć trudne wybory i wykopać z Mojave wszystkie wspomniane strony. Zdaniem Gonzaleza, gracz nie jest więc zmuszony do angażowania się w zawiłości polityki New Vegas.
Myślę, że ten questline mógł być błędem, ponieważ pozwala przejść całą grę bez brudzenia sobie rąk.
Wątpliwości scenarzysty wydają się mieć mocne podstawy, choć nie da się ukryć, że przez lata Pan Tak stał się jednym z ulubieńców fanów New Vegas. A co wy sądzicie o jego postaci?
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Zmienił Cyberpunka 2077 w hit z VHS-ów. Gra w wersji retro prezentuje się wyjątkowo
GRYOnline
Gracze
Steam
1

Autor: Przemysław Dygas
Na GRYOnline.pl opublikował masę newsów, nieco recenzji oraz trochę felietonów. Obecnie prowadzi serwis Cooldown.pl oraz pełni funkcję młodszego specjalisty SEO. Pierwsze dziennikarskie teksty publikował jeszcze na prywatnym blogu; później zajął się pisaniem na poważnie, gdy jego newsy i recenzje trafiły na nieistniejący już portal filmowy. W wolnym czasie stara się nadążać za premierami nowych strategii i RPG-ów, o ile nie powtarza po raz enty Pillars of Eternity lub Mass Effecta. Lubi też kinematografię i stara się przynajmniej raz w miesiącu odwiedzać pobliskie kino, by być na bieżąco z interesującymi go filmami.