Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 30 sierpnia 2009, 10:00

autor: Fulko de Lorche

Piwo i Orzeszki – Ta okropna reklama

Reklamy w mediach są tak stare, jak same media. Prawda ta nie dotyczy jednakowoż Polaków, którzy takiej potrzeby w czasach PRL-u nie odczuwali. Kupowali i tak to, co akurat rzucono na sklepy, a przebieranie w towarach czy usługach – toż to śmierdziało zgniłym kapitalizmem!

„Reklama, reklama, pranie mózgu już od rana” śpiewa Krzysztof „K.A.S.A.” Kasowski. Fulko, odkąd dorwał Singstary i ni cholery nie może poprawnie zaśpiewać „Maczo”, nabrał szacuneczku dla Krzyśka. Ale nie song o brysiu jeżdżącym starym Żukiem chce Wasz ulubiony felietonista dzisiaj polecić. Tematem felietonu będzie reklama. Reklama – to coś, czego nie lubimy, na co psioczymy, czemu nie poświęcamy grama uwagi, a czego mimo wszystko na okrągło słuchamy, czytamy lub oglądamy. Fakt, że nieraz (a w zasadzie zawsze) wbrew własnej woli.

Reklamy w mediach są tak stare, jak same media. Prawda ta nie dotyczy jednakowoż Polaków, którzy takiej potrzeby w czasach PRL-u nie odczuwali. Kupowali i tak to, co akurat rzucono na sklepy, a przebieranie w towarach czy usługach – toż to śmierdziało zgniłym kapitalizmem! Żeby nie było, że Fulko coś pokręcił – parę reklam owszem, było. Waszemu protagoniście utkwiły w pamięci szczególnie hasła na neonach namawiające do systematycznego oszczędzania. „Dzisiaj w SKO, jutro w PKO” – głosił komunistyczny slogan. I oszczędzało się. Najpierw małe Fulczątko dawało zarobić paniom nauczycielkom w szkole, potem starszy, dorodny już Fulko dawał hajc na książeczkę oszczędnościową w PKO. Niestety, kiedy po latach przyszło do likwidacji książeczek, za zbierany przez lata wkład można było kupić na przykład... scyzoryk. Akurat do poderżnięcia sobie żył. Ech, te neony...

Koniec PRL-u oznaczał początek ery reklam w polskich mediach. Takich prawdziwych, wolnorynkowych, w stylu zachodnim. Kolorowy świat, w którym z taką troską dba się o nasze zdrowie, wygody, a przede wszystkim portfele, początkowo uwiódł Polaków. Sam Fulko uwielbiał specjalne pokazy i plebiscyty na najlepsze reklamy. Ale było i dawno minęło. Przejadło się. Dziś, dzięki różnorakim badaniom rynkowym, określaniu grup docelowych, szukaniu targetów i innym, utrwalającym stereotypy „instrumentom” karmieni jesteśmy wciąż tym samym. Czy to nie dziwne, że, poza drobnymi wyjątkami, Fulko zawsze przynajmniej w zarysie wie, co będzie w reklamie, zanim ją jeszcze pokażą?

Piwo i Orzeszki – Ta okropna reklama - ilustracja #1
Spoty z udziałem kabaretu Mumio to jeden z niewielu rodzynków w nudnym reklamowym cieście. Te na pozór głupawe filmiki zyskały już miano kultowych.

Szampony, podpaski i prezerwatywy reklamują zawsze długonogie laski o takiej urodzie, że szczęka opada (a coś innego się podnosi). Zupki i przyprawy to domena mamusiek do lat czterdziestu posiadających w domu bandę głodomorów. Proszki reklamują też mamuśki, które zawsze wylewają na siebie jakieś sosy i soki, a ich dzieci non stop taplają się w błocie. Kremy na zmarszczki zachwalają zazwyczaj pięćdziesiątki wyglądające jak trzydziestki, lekarstwa – sześćdziesiątki wyglądające na pięćdziesiątki, a kleje do sztucznych szczęk... hmm, mniejsza z tym. Wasz mistrz pióra lubi też reklamy banków i aut – występują w nich najczęściej zadowoleni z życia, zamożni, uśmiechnięci dżentelmeni w średnim wieku, mówiąc wprost – ludzie sukcesu. Nie tacy, jak sąsiedzi Fulko – smutni, nerwowi, zapracowani, z niespłaconymi kredytami. Inny świat.

Dlaczego Wasz miły piwożłop tak się przeczepił do reklam? Ano dlatego, że ostatnimi czasy natrafił na kilka artykułów, opinii, polemik forumowych poruszających problem wzrostu natężenia reklam w grach. Duża część dyskutujących jest zatrwożona: „pada ostatni dziewiczy bastion! Za dwa lata nakłady na reklamy w grach zwiększą się czterokrotnie! Branża podzieli los telewizji, radia i gazet! Czyżby groziły nam przerwy w rozgrywce na bloki reklamowe?! Niektóre zdania Fulko podziela, inne nie, a jeszcze inne to jakieś głupie wręcz są. No bo to, że „wszędobylska komercha zżera branżę”, wiedzą wszyscy (choć chyba nie wszyscy rozumieją, co mówią – Fulko nie rozumie). Ale czy wszyscy zdają sobie sprawę, że reklama była obok i w samych grach od zawsze? Może nie wciskała się tak nachalnie i chamsko, jak w mediach, nie przeszkadzała w graniu, ale była i basta.

Jak mówimy o branży, to spójrzmy na prasę grową. Wasz protagonista nie spotkał się z czasopismem, w którym od zawsze nie byłoby reklam. W niektórych przypadkach człek się wręcz zastanawia, czy ma do czynienia z gazetką o grach, czy może ulotką z hipermarketu. I nie ma znaczenia, czy jest to zagraniczne, stareńkie „Amiga Action”, czy nasz rodzimy tytuł. Pamiętacie taką polską gazetę w czerwonych okładkach? Od pewnego czasu w prasie zaczęły pojawiać się reklamy spoza branży komputerowo-growej. Trend ten, który serwisom netowym jakoś się wybacza, tutaj odrobinkę razi. Bo gdy w największym na rynku piśmie o grach Fulko ogląda drinki energetyczne, torby, porno tapety na komórki czy gorące kubki, to zastanawia się, czy aby ten S. na starość ciut nie zdziwaczał? Choć z drugiej strony – komu to NAPRAWDĘ przeszkadza? Wam chyba nie. Fulko w sumie też nie. Malkontentom? Ooo, tym na pewno tak, ale im przeszkadza nawet smród tygodniowej zupy ogórkowej (no... przykład może niezbyt trafiony). Nie podoba się – nie czytaj, przerzuć na następną stronę i pamiętaj, że może dzięki tym reklamom Twoja ulubiona gazeta w ogóle istnieje.

Piwo i Orzeszki – Ta okropna reklama - ilustracja #2
Już na 8-bitowe „mikrokomputery” pojawiały się produkcje z zamieszczonymi w nich reklamami. Co więcej – to dzięki nim gry wyglądały ładniej.

Prasa prasą, ale clou sprawy reklam jest stuff nie na zewnątrz, ale wewnątrz samych gier. Gdy odpalacie jakiś tytuł, nieraz natrafiacie na banery, szyldy, plakaty czy bilboardy z logami firm. Jedne są statyczne, inne dynamiczne, niektóre wyświetlają nawet filmiki. Już w wiekowym Pole Position (1982) reklamowały się m.in. Marlboro, Pepsi, Martini i Canon. Oprócz samych logosów w grach umieszczane są również konkretne produkty (tzw. product placement). I tak np. jeżdżąc taksówką w serii Crazy Taxi podwozicie głodomorów na żarcie do Pizzy Hut, Burger Kinga i KFC, amatorów ciuchów na zakupy do sieci FILA i sklepów Levisa, a potrzebujących kredytu po kasę do Sky Banku. W MGS 4 jako Snake używacie komórki SonyEricsson, słuchacie iPoda Apple, a nawet relaksujecie się Playboyem (tak jak w rzeczywistości). W dziesiątkach grach wyścigowych (Gran Turismo, PGR, Need for Speed itd.) ujeżdżacie całą masę samochodów autentycznych marek. Przykłady można by mnożyć.

Gdy dany producent chce mieć grę ze swoim produktem w roli głównej, składa w firmie deweloperskiej specjalne zamówienie. I powstaje gra-reklamówka. Pamiętacie legendarnego Zoola? Przygody mrówki ninja sponsorowane były przez koncern Chupa Chups, dzięki czemu kolorowe lizaki wręcz wylewają się w hurtowych ilościach z ekranu. W innej platformówce – Colgate, bohaterem jest ząbek, który z tubką pasty i szczoteczką wiadomej firmy niszczy zarazki. W całkiem nowym Dash of Destruction na X360 dinozaury z dostawcami chipsów Doritos tłuką się dzięki firmie Frito-Lay. W tym przypadku firma zastosowała chytry plan przyciągnięcia jak największej ilości klientów. Gra po pierwsze: jest do ściągnięcia z XLA, po drugie: jest darmowa, a po trzecie: jest przeraźliwie łatwa. Każdy posiadacz X-a, który lubi nabijać sobie GameScore (czyli wszyscy), od razu ją ściągnął. Fulko też. Zastanawiacie się, czy takie prostackie gry za free mają sens? Spytajcie ludzi z koncernu DaimlerChrysler, który dzięki swojej darmowej grze-reklamówce sprzedał w danym okresie o 10 tysięcy Jeepów więcej.

Sposobów na reklamowanie się przy pomocy gier jest naprawdę wiele. Od jakiegoś czasu producenci denerwują graczy, ujmując im po kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund z czasu przeznaczonego na zabawę. A to wydłużają instalacje i loadingi poprzez doklejanie reklam, a to zmuszają do przeklikania kilku plansz reklamowych, zanim pokaże się plansza tytułowa, a to stosują jeszcze inne sztuczki, starając się przykuć naszą uwagę. Na szczęście we właściwą rozgrywkę buciorami nie włażą i to jest NAJWAŻNIEJSZE. Bo największym nieszczęściem byłoby zaaplikowanie Fulko i Wam bloków reklamowych. Wiecie, gracie w Burnouta, na budziku macie dwie stówki, adrenalina ścieka Wam po kolanach, a tu nagle... pyk! Akcja zostaje przerwana, a na ekran monitora wjeżdża pani z proszkiem BulBul, usiłując Was przekonać, że żaden inny specyfik nie wypierze lepiej Waszych dziwnie pachnących gaci. Tak, to, co zabija od lat telewidzów (szczególnie filmy), zrobiłoby równie wielką krzywdę graczom. Jaki byłby skutek? Fulko nie umie sobie tego wyobrazić. Pewnie byłoby więcej samobójstw, skopanego ze złości sprzętu i bomb w kopertach adresowanych do producentów i wydawców. I cracków „czyszczących” gry z reklam.

Ale póki co, nie martwy się na zapas. Póki ta cała marketingowa „komercha” w grach nie ingeruje w rozgrywkę (przynajmniej z naszego, tj. graczy punktu widzenia), niech sobie zwiększają nakłady na reklamę i reklamują, co chcą. Nawet promocja proszku BulBul w niektórych okolicznościach ma sens. Gacie też trzeba w końcu kiedyś wyprać.

Marek „Fulko de Lorche” Czajor

Wypite piwo

  1. PiO.1 – Zabij mnie gro
  2. PiO.2 – Rozterki nałogowca
  3. PiO.3 – Pożycz dychę
  4. PiO.4 – Jaśnie Pan Redaktor
  5. PiO.5 – Giełdowe mydło i powidło
  6. PiO 6 – Pierwsze zloty na płoty
  7. PiO 7 – Kolekcjoner
  8. PiO 8 – Nie ma w co grać!?
  9. PiO 9 – Ja pisać lux teksty
  10. PiO 10 – Bajeczki medialne
  11. PiO 11 – Sklep
  12. PiO 12 – Fanboy – brzmi dumnie?
  13. PiO 13 – Plastikowa rzeczywistość
  14. PiO 14 – Obywatelski obowiązek
  15. PiO 15 – Virtual Reality
  16. PiO 16 – Polskie dziadostwo
  17. PiO 17 – Garstka ryżu i łyk źródlanej wody
  18. PiO 18 – Hasta la vista, Michael