Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 21 października 2005, 17:00

autor: "Redakcja GRYOnline.pl"

Myśli nieprzemyślane - FEAR the Doom

"Dzięki uprzejmości, koneksjom i układom mogliśmy obejrzeć Dooma tak wcześnie, jak się tylko dało. Poszliśmy pełni najgorszych przeczuć, niemalże pewni, że kolejny film na kanwie kolejnej gry zręcznościowej okaże się kolejnym badziewiem".

Poszliśmy z UV-em na Dooma. Dzięki uprzejmości, koneksjom i układom mogliśmy obejrzeć film tak szybko, jak to tylko było możliwe. Poszliśmy pełni najgorszych przeczuć, niemalże pewni, że kolejny film na kanwie kolejnej gry zręcznościowej okaże się kolejnym badziewiem. U.V. Impaler, bezkompromisowy fan Dooma, oraz ja, nie taki znowu fan, jednak niejedną noc już dziesięć lat temu tej grze oddałem – wzięliśmy na seans po piwie, żeby nieuniknioną irytację, której się spodziewaliśmy, szybko ugasić. Tymczasem mijały minuty w oczekiwaniu na moment, w którym przyjdzie ryknąć bezsilnym śmiechem i... nic. Gwiezdni marines penetrowali na naszych oczach coraz głębsze pokłady marsjańskiego kompleksu, a wszystko było wciąż zupełnie okej. I tak aż do końca. Ot, przyzwoity thriller z tym smaczkiem, że jest to Doom.

Przed filmem najbardziej obawiałem się patentu z zaimplementowaniem widoku FPS. Zachodziło uzasadnione podejrzenie, że odbędzie się to na siłę, po to tylko, by podkreślić związek z kultową grą. Jakże miłym zaskoczeniem jest to, że widok z oczu bohatera pojawia się w sposób uzasadniony, żeby nie rzec – naturalny (tu się z UV-em nieco w ocenie różnimy). I pojawia się raz, w kluczowym dla akcji momencie, nic na siłę i nic z przesadą. Nie bez znaczenia jawi się fakt, że reżyserem filmu jest nasz doskonały operator – Andrzej Bartkowiak – koniec końców Doom-gra to od zawsze synonim uczty dla oczu. Oczywiście, nie oszukujmy się... nie mamy do czynienia z hitem, który zarobi setki milionów w wieczór premiery – o wszystkim, co jest nie-dość-aż-tak UV rozpisał się w swojej recenzji. A ja od siebie (wychodzi na to, że film przypadł mi do gustu ciut bardziej niż UV-owi) powtórzę, że nie jest źle – nawet jest nieźle. Tymczasem na horyzoncie widnieje już sequel ekranowego Dooma...

Myśli nieprzemyślane - FEAR the Doom - ilustracja #1

W niedzielę druga tura wyborów. Gorąco wszystkich Was zachęcamy do spełnienia tego drobnego obowiązku obywatelskiego, jakim jest oddanie swojego głosu na wybranego kandydata. Z przeprowadzonej w tym tygodniu na łamach naszego serwisu ankiety wynika, że gracze w powalającej większości gotowi są poprzeć Donalda Tuska. Już za dwa dni przekonamy się, jak bardzo reprezentatywną grupę społeczeństwa stanowimy. :-)

Łosiowy przegląd niesportowy

Jack Thomspon – tak, tak, wiem, nieprzemyślanie myślałem o tym faciu w zeszłym tygodniu, ale pomimo tego nie mogę dziś nie kontynuować tematu. W końcu to on w zeszłym tygodniu, honorowo zaoferował 10 tysięcy dolarów dla wybranej organizacji charytatywnej, za napisanie gry jego pomysłu przez dowolne studio, a w tym tygodniu wycofał się rakiem z danego słowa. Oczywiście po otrzymaniu dwóch gier. Na dodatek, na wieść o tym, że serwis Penny Arcade zdecydował się na wpłacenie obiecanych przez niego pieniędzy na fundację dobroczynną organizacji Entertainment Software Association, z którą Jack zawzięcie walczy, wysłał do policji w Seattle fax, w którym domaga się rozpoczęcia postępowania przeciwko Penny Arcade. Podobno bezpośrednim zarzutem jest sprzedawanie przez PA koszulek z napisem „I Hate Jack Thompson”. :D Ekheeem, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu nie jest za bardzo zrównoważony...

Czwarta część kultowej serii Quake pojawiła się w ubiegłym tygodniu, co samo w sobie jest znakomitą wiadomością dla jej fanów. Niestety euforię wywołaną tym faktem psują nieco dość niskie oceny (jak na ten tytuł) oscylujące wokół poziomu 7-8/10, a także pewna przypadłość pliku quake4.exe, ponoć zainfekowanego wirusem. Na dodatek polska cena 250 PLN zaserwowana nam przez firmę LEM po prostu zabija. W Anglii zakupimy ten tytuł za 180 PLN (wliczone koszty przesyłki).

Z konsolowego podwórka nowej generacji dobiegły do nas dwie interesujące wieści. Otóż, telefoniczna linia obsługi Nintendo „nadaje” komunikat sugerujący, iż Rewolucja pojawi się w drugiej połowie roku 2006. Z kolei szef Microsoft UK jest niemalże pewien (w końcu wywiad działa :) ), że europejczykom nie będzie dane zakupić Sony PS3 przed wiosną 2007 roku. Czy oznacza to, że wcześniej zobaczymy nowe dziecko Nintendo!?

Na koniec cotygodniowego wytykania ciekawostek, nie mogę ominąć pojawiających się od czterech dni „nieoficjalnych” jeszcze cech dodatku do arcypopularnego World of Warcraft. Grający w tego MMO otrzymają m.in. 2 nowe rasy, nową klasę postaci, kolejne 15 poziomów łotania potworów, 6 nowych lokacji, 9 instance’ów. Szczegóły w naszych newsach:

Subiektywny tydzień Soulcatchera

Dowiedzieliśmy się w tym tygodniu, że premiera gry Dark and Light została przesunięta na kwiecień 2006, a w zamian za listopadową premierę otrzymamy 6 miesięcy grania za darmo w okrojoną wersję DnL pod tytułem Settlers of Ganareth. O ile DnL ma mieć charakter gry typowo PvP, to SoG będzie kładło większy nacisk na eksplorację. Więcej informacji o SoG znajdziecie pod tym linkiem. Informacje na temat sposobu, w jaki za darmo będzie można pograć w SoG będzie można znaleźć pod tym linkiem do końca miesiąca.

F.E.A.R. (First Encounter Assault Recon) – gra, która wyszła w tym tygodniu w polskiej wersji kinowej. Nie grałem, ale obserwując ożywienie w naszym sklepiku, szeptane i wykrzyczane uwagi moich kolegów z redakcji oraz to, ile osób w GOL-u wzięło z półki F.E.A.R.-a „do testowania”, musi być to całkiem fajna gra.

Czekam oczywiście na Civilization IV premiera w USA w przyszłym tygodniu. Nawet jak będzie to beznadziejna gra, a zapowiada się że będzie bardzo fajna, będę zapewne tak jak w poprzednie części grał w to całkiem sporo. Fajnie.

Rozpoczęła się kolejna faza beta testów Vanguard: Saga of Heroes – już teraz wiem, że będę tę grę kochać. Ma być trudna jak stare gry MMO. Trwa również beta Dungeons & Dragons Online: Stormreach, czegoś bardzo podobnego do Guild Wars tylko chyba fajniejszego – też czekam cały czas :-). I tu uwaga: jeżeli ktoś z czytelników ma dostęp do bety DDO lub Vanguarda, niech do mnie napisze, jestem otwarty na wszystkie handlowe propozycje, mówię poważnie.

I na koniec, dla czytających naszego newsa, Niesprawiedliwy Konkurs Soulcatchera. Do wygrania dostęp do europejskiej bety City of Villains. Będzie do pogrania z tydzień, bo tyle jest do premiery (może dłużej), ten kto wygra, będzie musiał pobrać z Internetu klienta (2,7 GB) do gry. Warunki konkursu: proszę w komentarzach do tego newsa napisać kilka do kilkunastu zdań na temat: „dlaczego chcę grać w gry MMO”. Proszę zaznaczyć w wypowiedzi, że chodzi o konkurs. W niedzielę przeczytam i powiem, kto wygrał, a następnie prześlę kod i powiem, co dalej. Gra jest całkiem fajna, podoba mi się, nie jakoś super, ale dobrze się przy niej bawiłem.

U.V. Impaler wpada w morderczy szał

Lokalizacje gier komputerowych mają coraz więcej zwolenników. Nie dość, że programy przetłumaczone na język polski są tańsze (a przynajmniej być powinny), to jeszcze pozwalają bawić się tym, którzy mowy Brytyjczyków nie znają. Osobiście omijam szerokim łukiem wszelkie wersje zlokalizowane. Nie lubię filmów z dubbingiem i nie zamierzam akceptować takich gier. O tym, że mam rację, przekonałem się w czwartek, kiedy w moje łapska trafił wreszcie upragniony F.E.A.R.

Perspektywa kupna F.E.A.R.-a w Polsce była całkiem kusząca. CD Projekt postanowił przetłumaczyć tylko napisy, pozostawiając oryginalne głosy aktorów biorących udział w produkcji. Poza tym gra była dostępna zaledwie w kilka dni po premierze światowej. Oczekiwanie na przesyłkę z Wielkiej Brytanii znacząco opóźniłoby moje zanurzenie się w tryb multiplayer.

Myśli nieprzemyślane - FEAR the Doom - ilustracja #2

Siedzę, wykończony po morderczym tygodniu przed komputerem, trzymając pudełko z F.E.A.R.-em przed nosem. W jego prawym, dolnym rogu jak byk tkwi czerwona nalepka z dumną obietnicą: „profesjonalna polska wersja językowa”. Czar obietnicy pryska, gdy po dwóch minutach gry włączymy „lampę nahełmną”. Ale to pikuś – zdecydowanie mniej zabawnie jest w multiplayerze. Tam, wyszukiwarka serwerów również została poddana zabiegowi tłumaczenia, w efekcie czego nazwę SloMo zamieniono na Spowolnienie. Błędu oczywiście nie ma, tylko co z tego, skoro wielki napis zasłonił wszystkie warianty rozgrywki. Warto pamiętać, że „spowolniony” w F.E.A.R. może być deathmatch, team deathmach, capture the flag, elimination i team elimination. Teraz, żeby zobaczyć, gdzie chcemy się wepchnąć, trzeba najpierw rozsunąć ramkę z typem rozgrywki, kosztem pozostałych. Ktoś chciał dobrze, wyszło jak zwykle.

Po co o tym wszystkim piszę? Niejednokrotnie na forum atakowano jednego dystrybutora za marną lokalizację gier, wynosząc na piedestał innego. Każdemu zdarzają się błędy, ale bądźcie trochę bardziej powściągliwi w opiniach. CD Projekt, który polskie wersje ma naprawdę niezłe, przy moim ukochanym F.E.A.R. potknął się paskudnie. Od środy w ogóle nie tknąłem tej gry. Boję się lamp nahełmnych.

Verminus spokojny jak baranek

F.E.A.R. gościł już w Myślach nieprzemyślanych bodaj trzy razy, w sumie to i tak mniej niż koniec świata i egzystencjalne przemyślenia Shucka, więc nie jest tak źle :-). Ja piszę o F.E.A.R. ostatni raz... słowo. Singleplayer poraził mnie swoją atmosferą i niesamowitymi pojedynkami, jakich nie dała mi żadna inna gra FPP. Jak dla mnie to najlepszy FPS od czasu Half-Life’a 2, Wiem, że dla niektórych to żadna rekomendacja, ale cóż.... de gustibus... coś tam.... Muszę sobie tylko dawkować singla odpowiednio, żebym nie przeszedł gry w dwa dni.

Jeszcze słowo o polskim wydaniu, brawo dla CDP za datę premiery i przyzwoitą cenę. Wszystko byłoby super gdyby nie 5 płyt CD, pudełko zalepione certyfikatem jakości, po którego oderwaniu wszystko się lepi... Jeszcze te zgrzyty w tłumaczeniu o których pisze UVI.

Grałem też w polskie wydanie Boiling Pointa, z pewnością to jedna z najbardziej niedocenionych gier roku. Gdyby tylko Atari dało chłopakom z Deep Shadows trochę więcej kasy i czasu, to Boiling Point z podniesionym czołem mógłby obok F.E.A.R.-a, Call of Duty 2 czy Quake’a 4 ubiegać się o tytuł najlepszej strzelanki tego roku.

Na koniec jeszcze ciekawostka z lokalnego podwórka. Znane polskim graczom pismo CD Action rozszerza swoją działalność o Czechy. Pierwszy numer (a w zasadzie zerowy) będzie wyjątkowo polski: temat numeru to recenze největší RTS v historii, czyli krakowskiego Eartha 2160, a jako pełną wersję dołączono m.in. Gorky Zero. Oczywiście wrocławska redakcja nie przeszła przyśpieszonego kursu języka Wojaka Szwejka, zerowy numer będzie zawierał tłumaczenia naszych tekstów, dopiero przyszłe numery będą tworzone przez czeską ekipę.

Powiązania do myśli

myśli uczesał: Borys „Shuck” Zajączkowski

myślący: Przemysław „Łosiu” Bartula, Wojciech „Soulcatcher” Antonowicz, Krystian „U.V. Impaler” Smoszna, Łukasz „Verminus” Malik