Pewne gry, jak GTA, FIFA czy Diablo, znali wszyscy. Inne były cichymi hitami, na ogrywanie których zapraszało się koleżanki i kolegów. Takim sentymentalnym przebojem był Re-Volt – arcade’owa ścigałka o zdalnie sterowanych samochodzikach.
Posiadacze konsol Nintendo zawsze mogli liczyć na Mario Kart, ale pececiarze też nie byli porzuceni. Na długo przed Toon Car, opisywanym przeze mnie Stunt GP czy przed świetnym Hot Wheels Unleashed dostali bowiem Re-Volta, czyli kultową „małą” samochodówkę, która wciągała jak diabli, miała w sobie coś punkowego, a przy tym nie wybaczała błędów – o te zaś było łatwo. Pamiętacie zaczepną melodyjkę z menu i te modele 3D zdalnie sterowanych samochodzików jak ze snu o posiadaniu drogich, amerykańskich zabawek? To jesteśmy w domu.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
Re-Volt, jak sama nazwa wskazuje, ma w sobie coś rebelskiego. Zaczyna się już na etapie pomysłu na grę, bo nie wiem, czy wiedzieliście (ja nie!), ale Re-Volt ma nawet namiastkę fabuły! A przynajmniej tła fabularnego czy motywu przewodniego. Jeśli wierzyć karcie na Steamie, gra opowiada o zbuntowanych zdalnie sterowanych samochodzikach firmy Toy-Volt. Czterokołowce na baterie wydostają się na wolność z półek i ruszają ścigać się w prawdziwym świecie. Tylko tyle i… aż tyle. Robi za ładne pseudo-SF uzasadnienie, czemu bezpańskie zabawki popylają same trasach, które nie są przystosowanymi torami rodem z większych zestawów Hot Wheels.
Tyle tytułem ciekawostek, pora przejść do mięsa, czyli do zawartości i gameplayu. Do odblokowania mieliśmy 28 wozików i kilkanaście tras (na każdej ukryto specjalne gwiazdki, za które można odblokować więcej zawartości), co pozyskiwaliśmy przez branie udziału w cztero-etapowych mistrzostwach (przypominało to późniejszy tryb Arcade ze Stunt GP). Potrzebowaliśmy co najmniej trzeciego miejsca, by awansować.
Do tego dochodził oczywiście klasyczny pojedynczy wyścig, próba czasowa, opcja ćwiczeń na torze, Stunt Arena (odstawialiśmy rozmaite wyczyny w celu zgarnięcia 20 gwiazdek), Clockwork Carnage (uwielbiam tę nazwę, a kryła się za nią opcja wyścigu na 30 samochodzików – więc adekwatnie). Do tego mogliśmy się ze znajomymi zmierzyć w multiplayerowym BattleTagu polegającym na jak najszybszym zgarnianiu gwiazdek.
No dobrze, a jak się w to grało? Intensywnie, po części ze względu na projekt tras, po części przez model jazdy, ale swoje trzy grosze dokładał też system znajdziek-power upów rozsianych na drogach, po których się ścigaliśmy. Te ostatnie sprawiały, że większość zawodów zmieniała się w konkretną rozwałkę podobnie jak właśnie w Mario Kart – w powietrzu śmigały pociski, mogliśmy zostać wyrzuceni z toru, wpaść w poślizg na oleju zostawionym przez konkurencję albo wylosować, że zmieniamy się w bombę – i byłaby szkoda, gdybyśmy wtedy zabrali kogoś ze sobą. Mam wrażenie, że dla wielu ten prosty i klasyczny system był jedną z głównych atrakcji; urozmaicał rozgrywkę i czynił ją niezwykle dynamiczną. Nie zawsze chodziło o wygraną, tylko – jak np. w „bardzo dojrzałym” Carmageddonie – o demolkę.
Gra nie należała przy tym do najłatwiejszych (przynajmniej dla dziecięcej/nastoletniej wersji niżej podpisanego). Samochodziki prowadziło się trochę jak tylnonapędowe gokarty bez systemów bezpieczeństwa – były szybkie, zwrotne i nadsterowne (łatwo wpadały w poślizg), więc wymagały wyczucia. Zwycięstwo dawało jednak sporo satysfakcji, a jazda – frajdy.
Autka oczywiście różniły się nie tylko rozmiarem i wyglądem, ale też tym, jak radziły sobie na trasie. Jedne były typowymi ścigaczami, inne nadawały się bardziej do radzenia sobie z wertepami. Ze swoim ulubionym wozikiem musieliśmy w locie kombinować, jak przetrwać dany tor. Same trasy mogły pochwalić się różnorodnością i pewną dozą szaleństwa.
Jako że udawały wycinki rzeczywistości, a nie zamknięte obiekty „sportowe”, korzystały z wszystkiego, co może nam się kojarzyć z ulicą czy centrum handlowym. Beczka i deska składały się na obowiązkową ramkę, a porzucony wózek sklepowy to przeszkoda, z którą musieliśmy się liczyć. Kontrast „czadowych” (w końcu to gra z 1999 roku!) zabawek z rzeczywistością rzeczywiście budził skojarzenie z Toy Story!
Gra oczywiście zestarzała się pod względem grafiki i poziomu złożoności gameplayu, ale i tak łatwo to wybaczyć. Wersja ze Steam i GOG wygląda nieźle. Sytuację ratują też dobre projekty poziomów i przyjemne kolorki tła oraz modeli samochodzików. Co się absolutnie nie zestarzało, choć stanowi pocztówkę z epoki Blade’a i Matrixa, to muzyka.
Nie jest aż tak spójna jak ścieżka dźwiękowa ze Stunt GP, ale w zamian – dostajemy soundtrack pełen techno i electro bangerów. Nie dam głowy, ale nie wiem, czy na paru rave’ach nie słyszałem tych nutek wmiksowanych w czyjś set. Gdyby nie lądowały w grze dla odbiorców w niemal każdym wieku, pomyślałbym, że to brzmienia skomponowane do jakiegoś ostrego akcyjniaka (no, może poza pocieszną muzyczką z menu głównego).
A zawartość przygotowana przez Acclaim to nic, przy tym, co odstawili fani. Bo gra przez lata doczekała się sporego fandomu, który przygotował tony mapek i nowych wozów. Dlatego, jeśli myślicie, że to, co oferuje „podstawka”, to mało – możecie się przyjemnie zaskoczyć. Tak jak rozmiarem i aktywnością samego community.
Obecnie nie ma problemów z odpaleniem gry, jest powszechnie dostępna na wspomnianym Steamie czy GOG-u, i to za niewygórowaną kwotę (domyślnie 25,99 złotego). Swego czasu dołączana była do pism, sam posiadam kopię z któregoś Clicka! Re-Volt doczekał się też kontynuacji (znanej jako RC Revenge), ale media nie były jej przesadnie przychylne. Pojawiło się jeszcze mobilne Re-Volt 2 i Re-Volt3, ale ciężko to obecnie dorwać, bo serwery zostały wyłączone. Do podobnych klimatów próbowano wrócić przy okazji Volt Recharge, ale produkcja została skasowana.
Tymczasem oryginalna część pierwsza, ta „niepozorna”, ale i niezapomniana mini-samochodówka, cóż… Wciąż ma miejsce na wirtualnych półkach. I, żeby nie dopuścić do buntu, sami ją czasem wpuszczamy na nasze dyski.

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Hubert Sosnowski
Do GRYOnline.pl dołączył w 2017 roku, jako autor tekstów o grach i filmach. Do 2023 roku szef działu filmowego i portalu Filmomaniak.pl. Pisania artykułów uczył się, pracując dla portalu Dzika Banda. Jego teksty publikowano na kawerna.pl, film.onet.pl, zwierciadlo.pl oraz w polskim Playboyu. Opublikował opowiadania w miesięczniku Science Fiction Fantasy i Horror oraz pierwszym tomie Antologii Wolsung. Żyje „kinem środka” i mięsistą rozrywką, ale nie pogardzi ani eksperymentami, ani Szybkimi i wściekłymi. W grach szuka przede wszystkim dobrej historii. Uwielbia Baldur's Gate 2, ale na widok Unreal Tournament, Dooma, czy dobrych wyścigów budzi się w nim dziecko. Rozmiłowany w szopach i thrash-metalu. Od 2012 roku gra i tworzy larpy, zarówno w ramach Białostockiego Klubu Larpowego Żywia, jak i komercyjne przedsięwzięcia w stylu Witcher School.