„Jeden jedyny Mistrz Gier” jakoś nie zyskał sobie uznania graczy swoimi masowo publikowanymi recenzjami gier na Steamie.
Gracze mają dość nie tylko gier „tworzonych” przez AI, ale i równie „sztucznych” recenzji na Steamie.
Dość zabawnie jest patrzeć, jak bardzo zmieniło się podejście graczy i internautów w ogóle do generatywnej sztucznej inteligencji. W ciągu kilku lat przeszliśmy od masowych zabaw z generowaniem obrazów i „czatbotami” oraz intrygujących pomysłów na wzbogacenie gier wideo do niechęci tak silnej i powszechnej, że niektórym osobom zdarza się zapominać, że AI w grach niekoniecznie jest generatywne. Po części to efekt doniesień uświadamiających koszt tej rewolucji (czasem dosłowny), ale swoje zrobił też wysyp tzw. „AI slopu”, nie tylko grafik „stworzonych” przez SI, lecz wręcz całych gier.
Co jednak również da się zauważyć na Steamie, a o czym część graczy często zapomina, to wysyp recenzji użytkowników przygotowanych przez AI. O sprawie pisaliśmy już zeszłego lata, ale wygląda na to, że od tego czasu niewiele się zmieniło. Jak zauważył pewien użytkownik serwisu Reddit, da się znaleźć „recenzenta”, który wystawił opinie dla prawie 20 tysięcy gier. I tak, to jeden z tzw. kolekcjonerów: na swoim koncie internauta ma niemal 31 tys. produktów, z czego w ponad 12 tys. zdobył wszystkie osiągnięcia. Przy czym gracze są niemal pewni, że to również raczej zasługa „maszyny” (czy też programu, albo „SAM-a”), a nie zacięcia „recenzenta”.
Na profilu gracza próżno szukać informacji o wykorzystaniu AI. Za to da się w nim znaleźć poradę dla twórców gier, którzy chcą prosić go o zrecenzowanie ich dzieł. Wystarczy „tylko” wysłać mu klucz, by internauta wystawił „szczerą opinię”. Taką na kilkanaście akapitów i ewidentnie napisaną przez AI (nawet pomijając pytanie, kiedy gracz znajduje czas na granie i pisanie względnie długich tekstów).
Dodajmy, że najwyraźniej wiele recenzji zostało napisanych mniej więcej po spędzeniu tyle samo czasu w każdej grze, na przykład po około „10,8 godziny” lub „12,8 godziny”, co wskazuje na wykorzystanie gotowego skryptu do publikacji opinii. Co więcej, najnowsze z tych 19 355 opinii zmodyfikowano w kwietniu 2025 roku, zapewne dodając obszerniejszy tekst przygotowany przez AI.
To daje średnio co najmniej 40 publikacji dziennie, co samo w sobie sprawia, że próba obrony przed zarzutami o „sztuczne” pisanie nie ma większych prób powodzenia. Zwłaszcza że, powtórzmy, same teksty recenzji wyraźnie sugerują użycie AI, a do tego próżno szukać u niego negatywnych ocen (a przynajmniej ja takowych nie znalazłem na kilkudziesięciu z 1936 stron).

Podobnie jak w przypadku niesławnej „recenzji” Resident Evil Requiem gracze nie są szczególnie zachwyceni tym pracowitym recenzentem. Po części chodzi o samo wykorzystanie AI (powtórzmy: gracze obecnie wieszają psy za choćby sugestię zaangażowania SI), a także o niewielką wartość takich „opinii”.
Od biedy można powiedzieć, że te są bardziej przydatne od tekstu serwisu VideoGamer sprzed kilku miesięcy, bo przynajmniej widać w nich jakąś namiastkę konkretów w formie oceniania wybranych elementów. Tyle tylko, że część z tych informacji to typowe „halucynacje” sztuczne inteligencji. Czasem nawet gatunki oraz nazwy deweloperów i wydawców są nieprawidłowe.
Co szczególnie zirytowało graczy, to profil tego użytkownika. Oprócz wspomnianej wcześniej „porady” internauta opublikował też odpowiedź na wpisy „rozgoryczonych, niedowartościowanych i zazdrosnych” osób „marnujących czas na krytykowanie jego znakomitego profilu”. Sam siebie nazwał „mistrzem gier” i twierdzi, że „nikt nawet nie zbliża się” do jego „osiągnięć”. Oczywiście wszystkie niepochlebne komentarze są usuwane (rzekomo automatycznie), a i reszta profilu jest równie „skromna”, co cytowana odpowiedź dla „zazdrośników”.
Internauci zastanawiają się też, jaki to wszystko ma sens. Pomijając oczywistą i zwykle najtrafniejszą odpowiedź (tj. „bo chcę i mogę”), niewątpliwie podbudowuje to ego użytkownika, ale też zwiększa wartość konta. Być może właściciel tego profilu chce je sprzedać w przyszłości, albo po prostu próbuje budować zasięgi i/lub poprawiać odbiór „zrecenzowanych” gier (powtórzmy: wszystkie lub przynajmniej lwia część opinii jest pozytywna)?
Niestety, większość graczy nie ma większych nadziei na jakieś działania ze strony Valve. Firma toleruje bowiem niepoważne recenzje, co najwyżej wykluczając te, które są „nie na temat”. Stąd legion jednozdaniowych żartów, marudzenia niepowiązanego z ocenianą grą itp., które bynajmniej nie są usuwane.
Oczywiście jest jakaś szansa, że mimo wszystko spółka przyjrzy się temu procederowi. Powiedzmy: jeśli stanie się on na tyle powszechny, że przez niego pogorszy się czytelność odbioru gier. Valve wielokrotnie dawało bowiem do zrozumienia, że chce zmieniać Steama także pod względem przejrzystości, czy to przy wyszukiwaniu gier, kolejce odkrywania, czy też funkcjonalności. Niemniej na razie radzimy uznać to za mało prawdopodobne.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Badacze odpalili AI na Windowsie 98. Wystarczyło 128 MB RAM i Intel Pentium II

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).