Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Persona 3 Reload Recenzja gry

Źródło fot. Atlus
i
Recenzja gry 30 stycznia 2024, 14:00

autor: Filip Melzacki

Recenzja gry Persona 3 Reload - piękna Persona powraca (po polsku)

Po latach oczekiwania Persona 3 powraca na współczesne platformy w nowej, zmodernizowanej wersji. Czy warto wracać do przygód SPOE? Jeszcze jak - Reload w niczym nie ustępuje nowszym częściom serii, a teraz oferuje jeszcze polską lokalizację.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Początek 2024 roku jest cudownym okresem dla fanów jRPG, choć jednocześnie przyprawia mnie nieco o ból głowy. Like a Dragon: Infinite Wealth, Persona 3 Reload i Final Fantasy VII Rebirth to jedne z największych tegorocznych produkcji w tym gatunku, a wychodzą tuż po sobie, praktycznie w ciągu miesiąca. I jak tu znaleźć na nie wszystkie czas?

Persona 3 Reload była remakiem niezwykle przez fanów serii wyczekiwanym z uwagi na brak do tej pory definitywnej edycji tego tytułu. Persona 4 otrzymała wersję Golden, zaś Persona 5Royal (O „jedynce” i „dwójce” aż żal wspominać, skoro macierzyste studio wydaje się nie pamiętać o ich istnieniu). Czy Reload jest owym definitywnym wydaniem, na które czekaliśmy od tak dawna? Można tak powiedzieć – i mimo pewnych braków w niczym nie ustępuje swoim następcom.

Edycja (niemal) definitywna

Niezaznajomionym czytelnikom pozwolę sobie pobieżnie przybliżyć dostępne wydania Persony 3. Przed premierą Reload najnowszymi wersjami gry były Persona 3 FES na PlayStation 2 i Persona 3 Portable na PlayStation Portable – tę drugą przeportowano niedawno na współczesne platformy. Niestety, każda z tych edycji miała kilka poważnych wad. FES nie pozwalało graczom kontrolować pozostałych członków drużyny podczas walki – działali oni na autopilocie, robiąc to, co uważali za słuszne. Nie dziwi więc, że prowadziło to do frustracji i zmuszało głównego bohatera do pełnienia funkcji medyka, bowiem jego przyjaciele często preferowali rzucanie niemal bezużytecznych czarów zamiast ratować życie. Portable dało grającemu pełną kontrolę nad całą drużyną i wprowadziło oddzielną, żeńską protagonistkę do wyboru – słabsze bebechy PSP miały jednak zły wpływ na rozgrywkę poza walką, zamieniono więc swobodną eksplorację na statyczne tła i zastąpiono przerywniki na silniku gry oknami dialogowymi w stylu tych z visual novel.

Stylistyka jest bardziej melancholijna niż w "piątce".Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Reload naprawia te wady, łącząc FES i Portable w całość posiadającą wszystkie ich zalety i żadne z niedociągnięć. Gracz ma pełną kontrolę nad całą drużyną (rozgrywkę zbalansowano na nowo, mając to na uwadze), eksploracja i przerywniki wyszły świetnie – jest tu wszystko. No, prawie – zabrakło żeńskiej protagonistki, a zarazem ekskluzywnej dla niej zawartości, a także grywalnego epilogu The Answer dodanego do wersji FES. Choć rozumiem niedobór tych elementów, nieco to boli. Cała reszta rekompensuje to jednak z nawiązką; grając w Reload, mam wrażenie, że Persona 3 w końcu osiągnęła swój pełny potencjał – dostosowana do współczesnych standardów, wolna od ograniczeń sprzętowych oraz wspierana doświadczeniem, które studio Atlus zdobyło, tworząc Persony 4 i 5.

Pobudka, szkoła, praca domowa, ratowanie świata i spać

Fabułą fani serii nie powinni być zaskoczeni – przynajmniej na początku. Persona 3 rozpoczyna się w 2009 roku, choć jej setting jest ponadczasowy – grę można by śmiało osadzić współcześnie i wiele by się nie zmieniło. Jak przystało na ten cykl, gramy nastolatkiem (oczywiście niemal niemym) przeprowadzającym się do nowego miasta na początku semestru. Po naszych rodzicach, jak zwykle, nie ma śladu – choć w przeciwieństwie do „czwórki” i „piątki” okazuje się mieć to później spore znaczenie fabularne. Niedługo po zaaklimatyzowaniu się w internacie stykamy się ze zjawiskiem Mrocznej Godziny: ukrytej czasoprzestrzeni rozpoczynającej się o północy. Większość ludzi podczas jej trwania zostaje zamknięta w trumnach (!) – bezpieczna, choć pozostająca w niewiedzy co do tego fenomenu. Nieliczni pechowcy zachowują jednak świadomość i kończą jako pokarm dla umysłożernych Cieni wylęgających się z Tartarusa, ogromnej wieży, która podczas Mrocznej Godziny wyrasta z budynku szkoły. Garstka szczęśliwców zaś odkrywa w sobie moc Persony – ucieleśnionej siły własnej osobowości – i wykorzystuje ją, by stawić czoła owym potworom.

Im dalej w las, tym mocniej fabuła nas bije.Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Główny bohater jest jednym z tych wybrańców, podobnie zresztą jak wszyscy jego współlokatorzy w internacie. Budynek okazuje się bowiem przykrywką dla Specjalnego Pozalekcyjnego Oddziału Egzekucyjnego – SPOE, poświęconego walce z Cieniami, zniszczeniu Tartarusa i Mrocznej Godziny. Gracz dołącza do SPOE, przemierzając wieżę i stawiając czoła potężnym wrogom. Wkrótce przekonujemy się również, że nie tylko ludzie są w stanie władać mocą Persony oraz że nie wszyscy jej użytkownicy stoją po naszej stronie. Fabuła „trójki” jest, przynajmniej według mnie, znacznie ciekawsza niż „czwórki” i „piątki” – konkurować może z nią jedynie wątek dodany na potrzeby Persony 5 Royal. Gra podejmuje poważniejsze, cięższe tematy, zaś motywy straty, błędów przeszłości, akceptacji śmierci i doceniania życia są tu wszechobecne. Jest to też najbardziej wyróżniająca się odsłona serii pod względem zwrotów fabularnych, która nie boi się uderzać gracza tam, gdzie zaboli. Tempo okazuje się raczej nieśpieszne; szczególnie początek gry wydaje się diabelnie długi i będziecie musieli przedrzeć się przez około trzy godziny ciągłych cutscenek, ekspozycji i trzymania za rękę, zanim zyskacie wolność działania. Warto jednak przemęczyć się przez ten prolog i przez okazjonalne, lekko przyprawiające o żenadę sceny – najlepsze momenty fabularne „trójki” przewyższają całą resztę serii.

Doceniam również grywalnych bohaterów – choć graczowi zaznajomionemu z pozostałymi częściami mogą wydać się dość archetypowi. Lekkomyślny Junpei przywodzi na myśl Yosuke i Ryujiego, a elegancka Mitsuru – Yukiko i Haru. Warto jednak pamiętać, że to właśnie w oparciu o bohaterów Persony 3 powstały te archetypy – podobieństwa zaś są tylko powierzchowne. Z czasem poznajemy wszystkich coraz lepiej, odkrywamy ich wewnętrzne problemy, konflikty, niepokoje. Uczucie deja vu zanika niemal kompletnie, gdy zaczynamy rekrutować nowe osoby do drużyny. Więzi między członkami SPOE są przekonujące i łapią za serce. Choć zdarzają się między nimi spięcia, wrażenie, że stanowią zgrany zespół, nigdy nie znika. Persona 3 Reload była przyjemną odmianą po Personie 5, w której momentami ciężko patrzyło się na to, jak cała grupa traktuje Ryujiego.

Udręki czasu wolnego

Rozgrywką gra mocno przypomina Personę 4 i Personę 5 – nie ma się co temu dziwić, bowiem to „trójka” zapoczątkowała unikalne połączenie mechanik tej serii. Gra podzielona jest na dwie przeplatające się sekcje – normalny świat i Mroczną Godzinę. W tym pierwszym naszym zadaniem jest uczęszczanie do szkoły, okazjonalne przygotowywanie się do egzaminów oraz pielęgnowanie więzi i umiejętności społecznych. Każdego dnia (nie licząc tych zajętych przez egzaminy i wydarzenia fabularne) mamy dwie dostępne luki – popołudnie i wieczór – i od nas zależy, jak je wypełnimy. Popołudnia zazwyczaj spędzamy jednak na spotykaniu się ze znajomymi, zaś wieczory na samorealizacji.

Decyzje, kogo dzisiaj odwiedzić potrafią być ciężkie. Spójrzcie jak się stara!Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Zawieranie znajomości jest tu kluczowe, bowiem wzmacnia Persony, których używamy podczas walki (o nich opowiem nieco później). Niektóre więzi rozwijają się naturalnie w ramach fabuły, inne trzeba pielęgnować w czasie wolnym, umiejętnie prowadząc dialogi i ewentualnie przynosząc ze sobą odpowiednią Personę. Więzi społeczne prezentują dość nierówny poziom i są prawdopodobnie najsłabszym elementem gry. Niektóre plasują się w czołówce całej serii: starsza para próbująca pogodzić się z przedwczesną śmiercią syna czy młody człowiek umierający na nieuleczalną chorobę. Jeszcze inne są przezabawne – francuski uczeń z wymiany z cudownie przerysowanym akcentem, internetowa koleżanka z przestarzałej gry MMORPG, biznesmen-oszust bezczelnie próbujący wyciągać od gracza pieniądze. Większość jednak okazuje się zaledwie w porządku i nie zapada w pamięć, niektóre zaś sprawiają mocno nieprzyjemne wrażenie. Jest kilka takich, które rozwija się, namawiając naszych znajomych do szkodliwych zachowań – zachęcając kolegę lekkoatletę do nadwyrężania kontuzjowanego kolana, utrzymując w paranoi członka samorządu czy wmawiając kumplowi z klasy, że tak, ma rację, jego nauczycielka na pewno się z nim umówi i powinien dalej ją podrywać. Zważywszy na to, że deweloperzy z Atlusa napisali na nowo niektóre sceny z oryginału, gdyż te okropnie się zestarzały, dziwi mnie, że podobne poprawki nie spotkały także tak ważnego elementu, jakim są więzi społeczne. Jako że w grze nie ma żeńskiej bohaterki z Portable, zabrakło również ekskluzywnych dla niej relacji, wliczając w to te z męskimi członkami drużyny. Zamiast tego okazjonalnie zaproszą nas oni na spotkanie, to zaś przyniesie rozmaite permanentne bonusy do statystyk. Alternatywą było kompletne wycięcie niektórych więzi, więc uważam to za zadowalający kompromis – choć oczywiście tęsknię za relacjami żeńskiej protagonistki, które zazwyczaj prezentowały wyższy poziom niż te występujące w grze.

Grałem na normalnym poziomie trudności, więc... mam nadzieję, że nie?Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Wieczory spędzamy głównie na rozwijaniu umiejętności społecznych. Naszego bohatera opisują trzy parametry – odwaga, urok i wiedza – podzielone na sześć poziomów. Poszczególne aktywności rozwijają inne parametry i już nasza w tym głowa, by rozsądnie zarządzać czasem na drodze do samorealizacji. Niektóre więzi społeczne lub lokacje stają się dostępne dopiero po odpowiednim rozwinięciu jednego z parametrów. Wysoki poziom wiedzy przed egzaminem poprawia także nasze wyniki. Tworzy to wciągającą pętlę, w trakcie której planujemy, jak optymalnie pogłębiać znajomości i na co przeznaczać wolny czas. Poszczególne aktywności i więzi są również dostępne jedynie w określone dni tygodnia, dodając głębi naszemu planowaniu. Gra jest przy tym bardzo przystępna – automatycznie zapisuje kilka poprzednich dni, więc jeśli popełnimy błąd lub źle zaplanujemy czas, możemy cofnąć się do wcześniejszego okresu bez żadnych konsekwencji. Stan gry da się zapisywać w dowolnym miejscu, nie licząc sekwencji fabularnych, dialogów i pobytu wewnątrz Tartarusa, dzięki czemu Persona 3 Reload świetnie sprawdza się zarówno przy dłuższych posiedzeniach, jak i krótszych sesjach. A skoro o Tartarusie mowa...

Persony – zbierz je wszystkie!

W Personie 3 Reload znajdziemy tylko jeden główny dungeon – Tartarus, podzielony na kilka bloków. Piętra wieży są generowane proceduralnie i składają się głównie z pustych pokoi, korytarzy oraz wałęsających się po nich Cieni. Nie liczcie na pałace rodem z „piątki” – Tartarus znacznie bardziej przypomina prostsze dungeony z „czwórki”. Co około dwadzieścia pięter natykamy się na barierę, która zwalnia się dopiero po pokonaniu potężnego Cienia Pełni. Tym stawiamy czoła podczas każdej pełni księżyca – choć jeśli zdołaliście dotrzeć do najnowszej bariery, powinniście spokojnie być w stanie się z nimi uporać. Turowa walka raz jeszcze opiera się na systemie zależności między żywiołami. Zarówno wrogowie, jak i bohaterowie są podatni na jedne rodzaje ataków, zaś odporni na inne. Wykorzystywanie słabości powala nieprzyjaciela i daje dodatkową turę. Bitwy zasadzają się więc na odkryciu słabych punktów przeciwników i powaleniu ich wszystkich – to pozwala przeprowadzić ostateczny atak, który zazwyczaj kończy walkę i gwarantuje przetasowanie kart. Wtedy możemy wybrać pokaźną nagrodę – więcej punktów doświadczenia, pieniądze czy też nowe Persony.

Każdy z bossów przyjmuje odmienną taktykę walki.Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Persony otrzymywane w ten sposób rzadko jednak spełniają nasze potrzeby; by dotrzymać kroku wrogom, musimy łączyć je w Aksamitnym Pokoju – tajemniczym miejscu w głębi podświadomości głównego bohatera. Łącząc kilka Person ze sobą, tworzymy inną, zazwyczaj potężniejszą, która może odziedziczyć umiejętności swoich poprzedników. Podczas fuzji okazjonalnie dochodzi też do wypadków i wówczas otrzymujemy inną Personę niż ta, którą chcieliśmy uzyskać. Wypadki mogą skutkować zarówno znacznie potężniejszą Personą, jak i czymś kompletnie bezużytecznym, warto więc zapisywać grę przed każdą wizytą w Aksamitnym Pokoju. W trakcie fuzji przydają się również nasze więzi społeczne. Każda Persona ma bowiem przypisaną arkanę tarota. Im głębsza nasza więź ze znajomym reprezentującym tę arkanę, tym więcej bonusowego doświadczenia otrzymają Persony owej arkany przy ich fuzji.

PLUSY:
  1. świetny główny wątek fabularny pełen zwrotów akcji i dojrzałych motywów;
  2. bohaterowie, z którymi można się naprawdę zżyć;
  3. przystępność mechanik i wiele środków niwelowania jakiejkolwiek frustracji;
  4. angażujący system walki i eksploracja Tartarusa nastawiona na zarządzanie zasobami;
  5. dobrze zbalansowany poziom trudności, dzięki któremu gra stanowi wyśmienity punkt wejścia dla nowicjuszy;
  6. wciągające nawiązywanie i pogłębianie znajomości oraz zwiększanie statystyk – szybko staje się to dla gracza drugą naturą;
  7. niemal idealna optymalizacja na PC;
  8. świetny styl graficzny i muzyka;
  9. robiąca fenomenalną robotę nowa obsada głosowa;
  10. polska lokalizacja (napisy)...
MINUSY:
  1. ...w której jest, niestety, dużo błędów;
  2. bardzo długi wstęp;
  3. prostota głównego dungeonu, mogąca niektórym przeszkadzać;
  4. kilka lekko żenujących scen;
  5. większość więzi społecznych nie okazuje się tak angażująca jak w pozostałych częściach serii.

Naszym głównym wrogiem podczas eksploracji Tartarusa okazują się nie Cienie, tylko stale kurczące się zasoby. O przedmioty odnawiające zdrowie nie trzeba się martwić, ale już te odnawiające manę są bardzo rzadkie. Podstawowi przeciwnicy zazwyczaj nie sprawiają problemu, jednak ich pokonanie wymaga cennej many. Co jakiś czas natrafiamy również na silniejszych nieprzyjaciół oraz minibossów. Ci potrafią już napsuć krwi – wystarczy chwila nieuwagi, by zginąć. Możemy oczywiście opuścić Tartarus, jeśli wyczerpały się nam zasoby, jednak zmarnuje to kolejny cenny wieczór. Za zwiększanie więzi społecznych otrzymujemy tzw. „odłamki zmierzchu”, które wydajemy na odnowienie many dla całej drużyny (tymi samymi odłamkami otwiera się też skrzynie z cennymi przedmiotami). Klucz do sukcesu stanowi zatem rozsądne zarządzanie zasobami, zwłaszcza przedmiotami odnawiającymi manę, oraz częste zmienianie wyczerpanych członków drużyny na tych z rezerwy.

Podczas eksploracji wieży ponownie widać przystępność gry. Po odkryciu schodów na następne piętro można przejść dalej z poziomu mapy, co kilka kondygnacji znajduje się teleport pozwalający wrócić przed drzwi wejściowe wieży, by zapisać postęp, przycisk asysty automatycznie sugeruje, jak wykorzystać słaby punkt wroga (jeśli już go odkryliśmy), zaś lista przedmiotów segreguje się automatycznie, lokując najprzydatniejsze w aktualnej sytuacji na samej górze. Walka i eksploracja sprawiają masę radochy i wciągają, zaś łączenie Person w potężne nowe formy nigdy nie przestaje być satysfakcjonujące.

Klimat wieży zmienia się co kilkadziesiąt pięter.Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Warto również wspomnieć o nowej mechanice dodanej w wersji Reload – teurgii. Odblokowujemy ją dopiero po pewnym czasie i służy ona jako swego rodzaju atak specjalny. Każdy członek drużyny posiada odpowiadający jej pasek, który ładuje się podczas walki. W zależności od osoby tempo ładowania można zwiększyć w inny sposób – w przypadku Yukari poprzez leczenie sojuszników, u Junpeia przez zadawanie obrażeń krytycznych, zaś u Akihiko, korzystając z czarów poprawiających statystyki i tak dalej. Po wypełnieniu paska teurgii możemy wyprowadzić specjalny, potężny atak, który ignoruje wrogie odporności i nie kosztuje many. Mechanikę tę postrzegam w sposób dość neutralny – nie przeszkadzała mi jej obecność, ale wydaje mi się ona marnotrawstwem w przypadku zwykłych nieprzyjaciół i jedynie lekko silniejszą opcją ofensywną przeciwko mocniejszym wrogom.

Nie potrzebujesz wielu poligonów, kiedy masz styl

Persona 3 Reload działa na silniku Persony 5, prezentując się bardzo przyzwoicie. Modele postaci i obiektów podczas eksploracji nie wywołują oczywiście opadu szczęki, ale gra nadrabia to stylem. W porównaniu z Personą 5 „trójka” jest bardziej melancholijna i uderza w poważniejsze tony, co podkreśla chłodniejsza paleta kolorów oparta na odcieniach błękitu i bieli. Portrety bohaterów oglądane podczas rozmów są śliczne, szczegółowe i mają sporo wariacji, okazjonalne cutscenki w stylu anime cieszą oko, przejścia między różnymi sekcjami menu głównego okazują się płynne, walka jest widowiskowa, a gra świetnie wygląda w ruchu i chodzi jak marzenie – grając na PC, ani razu nie zetknąłem się ze spadkami klatek czy poważnymi błędami. Powinienem jednak wspomnieć, że domyślne ustawienia graficzne skutkowały u mnie rozmazanym obrazem – by to naprawić, wystarczyło jednak przełączyć grę z okna bez obramowania na pełny ekran. Również muzyka robi bardzo pozytywne wrażenie. Soundtrack składa się zarówno z nowych utworów, jak i remasterów klasyki – powraca między innymi ikoniczne i memiczne Mass Destruction – choć dzięki większej różnorodności w utworach podczas walki nie doprowadza gracza już do takiego szaleństwa jak w oryginale.

Nie martwcie się, to nie jest prawdziwy pistolet.Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Warto także wspomnieć o nowej anglojęzycznej obsadzie głosowej – z wyjątkiem Tary Platt, która powraca jako Elizabeth, każdy bohater otrzymał nowy głos. Kilku aktorów z oryginału, takich jak Yuri Lowenthal, Liam O’Brien, Michelle Ruff i Grant George, również znalazło się w obsadzie, choć słyszymy ich tu w innych rolach. Nowy voice acting jest na szczęście świetny, a osoby dubbingujące wyśmienicie dobrane. Jeśli chodzi o moich osobistych ulubieńców: Aleks Le świetnie radzi sobie jako dość małomówny protagonista i kilku znacznie bardziej wygadanych bohaterów, Zeno Robinson idealnie przekazuje energię i wewnętrzną udrękę Junpeia, zaś Allegra Clark była chyba najlepszym możliwym wyborem do roli Mitsuru. Z pomniejszych postaci rozbraja mnie Patrick Seitz jako Tanaka, którego przezabawna „bucowatość” i oślizgłość nigdy nie przestają cieszyć. Największą poprawę względem oryginalnej gry zapewnia Suzie Yeung jako Fuuka, znacznie lepiej oddając jej nieśmiałość i życzliwość. Wszystkie postacie stanowiące nasze więzi społeczne również zostały w pełni udźwiękowione i choć mam co do nich zastrzeżenia, nie dotyczą one aktorstwa – cała obsada, bez wyjątku, wykonała fenomenalną robotę.

Na sam koniec zostawiłem coś, co niewątpliwie zainteresuje rodzimych graczy – Persona 3 Reload otrzymała polską lokalizację kinową. Biorąc pod uwagę ogrom tej produkcji oraz ilość zawartego w niej tekstu, jest to rzecz istotna i niezmiernie się cieszę, że gra została przełożona na nasz język. Chciałbym tylko, aby dokończono to przed premierą. Nie zrozumcie mnie źle, polskie tłumaczenie jest w porządku, często puszcza do nas oczko, wspominając przykładowo o Panu Tadeuszu – zawiera jednak bardzo dużo pomniejszych baboli, przez które momentami łapałem się za głowę. Zdarzają się literówki i okazjonalne błędne nazwy (np. umiejętność Agi, czyli podstawowy atak ognisty, została na karcie jakimś cudem przetłumaczona jako... zwinność), większy problem stanowi jednak formatowanie tekstu. Opisy niektórych aktywności są za długie i nie mieszczą się w ramce, gra zmniejsza więc czcionkę – co skutkuje kompletnie nieczytelnym opisem. Żaden z tych błędów nie jest wprawdzie na tyle poważny, by uniemożliwić rozgrywkę, niemniej kłują one w oczy. Choć poziom lokalizacji nie miał ostatecznie wpływu na moją końcową ocenę, uznałem, że należy o tym wspomnieć.

Przepraszam, słucham, ale że co, że jak, dlaczego?Persona 3 Reload, Atlus, 2024.

Arkana ujawnią wszystko

Czy Persona 3 Reload jest najlepszą częścią serii? To kwestia czysto subiektywna. Choć nie ma małomiasteczkowego klimatu i mocnego nastawienia na postacie „czwórki” ani rozbudowanych mechanik rozgrywki i więzi społecznych „piątki”, Reload równoważy to mroczniejszym tonem, odważniejszymi zwrotami akcji i silniejszą główną fabułą. Odnowiony i nieco prostszy gameplay czyni z tej odsłony cyklu idealny punkt wejścia dla nowych graczy i hołd dla weteranów oryginału, którzy w końcu mogą doświadczyć (niemal) definitywnej edycji tego tytułu na współczesnych platformach. Jest też sporo rzeczy, o których nie wspomniałem z uwagi na objętość tekstu, takich jak np. nowe sceny pozwalające lepiej poznać antagonistów gry – Reload to ogromna produkcja z ogromną zawartością, jej ukończenie powinno zająć Wam przynajmniej 70–80 godzin. Koniec końców, to moja ulubiona część serii i niezmiernie się cieszę, że doczekała się godnego wydania. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość – gdzieś na horyzoncie widzę możliwość DLC. Czy to dobrze, czy źle, pozostawiam do oceny Wam.

Filip Melzacki | GRYOnline.pl

Filip Melzacki

Filip Melzacki

Student filologii angielskiej. W GRYOnline.pl pracuje od 2020 roku. Zaczynał w Encyklopedii, w następnych latach przeniósł się do działu tłumaczeń, a następnie do Poradników. Miłośnik gier indie, RPGów, gier taktycznych i platformówek. W wolnych chwilach pasjonuje się śpiewem i pływaniem. Wciąż marzy o kampanii DnD, która mogłaby odtworzyć magię tej pierwszej.

więcej

Recenzja gry Final Fantasy VII Rebirth. Wielka, piękna, bezkompromisowa
Recenzja gry Final Fantasy VII Rebirth. Wielka, piękna, bezkompromisowa

Recenzja gry

Reguły zawsze były oczywiste – gry są albo krótkie i intensywne, albo długie i powtarzalne. Prosta zasada. Jednak Final Fantasy VII Rebirth przy całym swoim ogromie potrafi jakimś cudem zaskakiwać, angażować i ani myśli zwalniać przez dziesiątki godzin.

Recenzja gry Banishers: Ghosts of New Eden. Ni śmierć, ni budżet nie powstrzyma zakochanych
Recenzja gry Banishers: Ghosts of New Eden. Ni śmierć, ni budżet nie powstrzyma zakochanych

Recenzja gry

Sześć lat po wydaniu średniego Vampyra twórcy Life Is Strange znów celują w gatunek RPG. Tym razem poszło im znacznie lepiej. Banishers: Ghosts of New Eden udanie łączy rozgrywkę a la God of War z klimatem, jakiego nie powstydziłby się Wiedźmin.

Recenzja gry Like a Dragon: Infinite Wealth. To opowieść, której nigdy nie zapomnę
Recenzja gry Like a Dragon: Infinite Wealth. To opowieść, której nigdy nie zapomnę

Recenzja gry

Lekko spóźnieni, przybywamy z recenzją hawajskiego Like a Dragon: Infinite Wealth – produkcji, której fani cyklu absolutnie nie mogą sobie odpuścić, a reszta graczy koniecznie powinna się nią zainteresować.