Pececiarzem ciężko być już przynajmniej z 10 lat. Najpierw cyrk z krypto, kiedy ceny gpu poszybowały w kosmos i nigdy już nie wróciły do jakichś normalnych poziomów. Teraz AI i ram. Czas poszukać sobie jakiegoś innego hobby, gdzie nie będą człowieka doić na każdym kroku.
Próbowałem trochę pograć na patchu 1.5.3F1 i szybko się odbiłem. Tej grze jest nadal naprawdę daleko do bycia choćby poprawną. I tu nie chodzi o wizualia, bo to kwestia trzecioplanowa, ale o rzecz kluczową — symulację. I obawiam się, że problem leży gdzieś głęboko na płaszczyźnie samego projektu, i nowa ekipa niewiele tutaj wskóra bez całkowitej przebudowy całości od podstaw, a na to chyba się nie zanosi.
Fajne to były czasy, kiedy Netflix wdzierał się do mainstreamu. W przeciwieństwie do skostniałej telewizji, można było oglądać kiedy i ile się chciało (bo pełne sezony na start), gdzie się chciało, na czym się chciało. W przystępnych cenach, wygodnie i bez reklam. Ile z tego pozostało do dziś we wszelkiej maści streamingach?
Nieco tylko uproszczając, sprowadza się to do: "wincyj soulslików, k. mać!". I to jest bardzo średnie, bo soulsowe mechaniki wdzierają się do wielu gatunków, nie pytając nikogo, czy tego chce, czy nie (vide tak chwalone Expedition 33). Z całym szacunkiem, ale dla kogoś, kto soulsów nie lubi, te gry są niczym więcej, jak nieco bardziej bajeranckim refleksomierzem, gdzie trzeba szybko naciskać przycisk, gdy zapala się lampka (albo i gorzej, bo dochodzi nudne uczenie się na pamięć schematów). Więc ja podziękuję za "system oparty na animacjach" czy jak on go tam zwie. I domyślam się, że nie jestem osamotniony.
Twórcy zrezygnowali z tej zawartości z jakiegoś powodu. Balans rozgrywki? Skalowanie stopnia trudności? Kto wie, może po prostu uznali, że odstają, czy to jakościowo, czy ze względu niepasujący desing. Więc wcale nie jestem pewien, czy zabieg z ich przywróceniem wpłynie pozytywnie na odbiór całości.
Jeśli powyższe procenty Cię nie przekonują, to zastanów się: całość udziałów sprzedana za śmieszne (w skali korporacyjnej chciwości) 90,7 milionów PLN. Z drugą platformę cyfrowej dystrybucji? Właśnie ta kwota jasno wskazuje na miejsce goga w szeregu.
Ja przed pierwszym sezonem po cichu liczyłem na Black Isle/Interplay, a niestety dostałem Bethesdę. Serial jest spoko, zrobiony z pomysłem, robiący dobry użytek z budżetu. Ale daleko mu to tego niepodrabialnego klimatu dwóch pierwszych gier (i może NV).
Nowszy Prey był akurat tym, czym wg licznych opinii miał być (choć w rzeczywistości nie był) BioShock — godnym następcą System Shock 2. Ale, o ile dobrze pamiętam, to było jasne jeszcze przed premierą. Natomiast konia z rzędem temu, kto dziś z dozą pewności jest w stanie określić, czym tak naprawdę ma być nowy Bloodlines.
Nie to, żebym tropił spiskową teorię dziejów, ale: Firefox przeglądarka, jako taka, istnieje właściwie tylko i wyłącznie dzięki finansowemu wsparciu Googla. Jest tak dlatego, że Google potrzebuje _jakiejś_ konkurencji, w celu uniknięcia działań antymonopolistycznych. Ale umówmy się — nie potrzebuje silnej konkurencji. Firefox OS nie był Googlowi potrzebny w ogóle, raczej przeszkadzał. Wnioski do samodzielnego wyciągnięcia.
W czasach, kiedy nie było streamingu, a kupowanie filmów na płytach to był drogi sport, piractwo miało się świetnie. Potem przyszedł Netflix i koledzy i okazało się, że nikomu nie chce się bawić w torrenty i inne wynalazki, bo za 2-3 dyszki miał dostęp do większości tytułów, które go interesują. Wygodnie, na kanapie, przed telewizorem, bez kombinowania. A potem przyszło jeszcze więcej kolegów Netfliksa, zaczęła się przesadna fragmentaryzacja branży, ceny zaczęły rosnąć. I ciężko nie odnieść wrażenia, że korporacje w swoim pędzie w kierunku maksymalizacji zysków zarzynają kurę, która przez kilka lat znosiła złote jajka. Teraz tylko czekać na powrót płaczu, jak to piractwo zabija przemysł filmowy.
Windows 2000 to był naprawdę udany system. Nieco usprawniony i wygładzony NT (w ogóle pierwszy system z jądrem NT przeznaczony dla szerszego grona użytkowników). Z mojej perspektywy tamtego okresu, XP to był regres — wodotryski, kolorki, pierdoły, ale stabilność w początkowym okresie naprawdę mocno kulała. Me natomiast, z całej tej rodziny nakładek graficznych na DOSa, miał najwięcej problemów. Faktycznie strasznie puchł, walka ze sterownikami była upierdliwa do bólu i jak najbardziej prawdą jest, że czasem łatwiej i szybciej było system przeinstalować, niż bawić się ogarnianie tego burdelu.
Mam wrażenie, że gdzie człowiek nie spojrzy, tam weterani tego, tamtego, czy jeszcze innego studia coś zapowiadają, coś tworzą, a może i już coś zrobili. Pytanie, ile z tych projektów dowiezie coś rzeczywiście wartościowego.
Na przełomie wieków, czyli w okresie, o którym mowa, Niepodzielnie królował już IE. Nie musiał walczyć z dominacją innych przeglądarek. Co najwyżej IE5 starał się wygrać z kultowym IE 4.0. Netscape, to historia sprzed jeszcze kilku lat. A Mozilla Suite nigdy tak naprawdę nie zdobyła znaczącej pozycji.
"[...]Internet Explorer 5, który skutecznie walczył z dominacją innych przeglądarek internetowych[...]"? Przypomnijcie mi, bo może na starość już pamięć zawodzi, jakież to inne przeglądarki poza IE tak dominowały w tamtym czasie?
Ach, jakaż to piękna i utopijna wizja. Shangri-La gamedevu i gamingu w ogóle. I tak samo realna jak każda inna utopia. Bo tak długo jak światem będzie rządzić wielki kapitał (czyli raczej zawsze), tak samoż długo będziemy obdarowywani generycznym gównem i wszelkie odstępstwa będą stanowić raczej statystyczną anomalię, niż jakąś jaskółkę nadciągających zmian. I ma to zastosowanie dalece wybiegające poza giereczkową bańkę.
Ale wiecie, że ten ultrahonorowy vibe samurajów, to jest wytwór współczesnej popkultury i ma mniej więcej tyle wspólnego z rzeczywistością, co hollywoodzki wizerunek kowboja.
A wspominam o tym dlatego, że to jeden z wielu elementów układanki, co się zowie tłumaczeniem. Wielu osobom wydaje się, że praca tłumacza opiera się jedynie o biegłą znajomość pary językowej, a w rzeczywistości to zaledwie wierzchołek góry lodowej i początek drogi.
Trailer nawet ładny, ale ta nadęta narracja z offu jest tak do bólu sztampowa, że aż niebezpiecznie zahacza o cringe.
Rozumiem chęć unikania zapożyczeń, ale 'wyłaniająca się rozgrywka' to jednak bardzo pokraczny potworek. Coś jest nie tak z emergencją?
Bo to gra to taki uroczy potworek pozszywany z kilku różnych projektów-dawców. Początkowo to przecież miał być FF Versus XIII. A później, o ile mnie pamięć nie myli, zmienił się reżyser, część ekipy i siłą rzeczy z pierwotnych założeń niewiele zostało. Więc biorąc pod uwagę okoliczności, to i tak cud, że ostatecznie wyszła naprawdę fajna gra. Owszem, czuć, że jest niedokończona, wręcz się urywa. Dużo elementów, to takie placeholdery, które wyraźnie miały być rozbudowane. No ale - ja również bawiłem się doskonale, choć na koniec zostałem z takim uczuciem niedosytu.
Głupia dyskusja, jak zawsze zresztą przy takiej okazji. Każdy sobie wrzuca na net zdjęcia/filmiki/cokolwiek wedle swojego widzimisię. Jak kogoś bawi/kręci, że inni oglądają, komentują i co tam jeszcze, to w sumie dlaczego nie? Lubisz? Oglądaj. Nie lubisz — olej i tyle. Pytanie brzmi: jak nierozgarniętym incelem trzeba być, żeby założyć, że jak laska wrzuca do sieci fotki, to jest to zaproszenie do czegokolwiek więcej niż do oglądania jej fotek właśnie?
Widać korporacja zaczęła mocno naciskać. To już praktycznie dwa lata od odejścia Bobrka, które de facto stanowi cezurę pomiędzy starym na nowym Tvgry, a wyniki nie napawają optymizmem. Próba konkurowania ze starym zespołem wypada blado, a zatem zmiany. Gdyby tylko były to zmiany w jakimś oryginalnym kierunku. Niestety, wszystko wskazuje na to, że raczej będzie to naśladowanie i wpasowywanie się w bezpieczne trendy. Ale cóż: korpo.
A ja czekam, aż w końcu coś zrobią z odległością renderowania. Już pal sześć z spritami 2d pojazdów w oddali, które same w sobie wyglądają komicznie, ale pojawiające się znikąd i znikające samochody na kilkanaście metrów od gracza, to dla mnie straszny wybijacz z immersji.
Problem z grami CDPu ogólnie. Samograje. Wieśka 3 za drugim razem przechodziłem z modem, który starał się to balansować, żeby jakieś wyzwanie jednak było. Do cyberpunka z modami krucho. Przeszedłem grę na patchu 1.6, a teraz jadę na 2.0 i właściwie niewiele się w tej kwestii zmieniło.
Pana Andrzeja. Zawsze się zastanawiałem, o co chodzi z tą nabożną czcią w fandomie Sapkowskiego. Kurde. Ludzie, którzy lubią np. Kinga, nie mówią o nim per Pan Stephen. Tak samo w przypadku, nie wiem, Dukaja, Piekary, Mroza, czy kogo tam jeszcze. Ale Pan Andrzej, łoo, Andrzej nad wszystkie Andrzeje ;)
Tak powiedział. A potem wziął z góry i sytuacja stała się dynamiczna.
Dawno temu FFVIII ze swoim Eyes On Me zrobiło na mnie niemałe wrażenie. Chyba właśnie dlatego, że w tamtym czasie taka pełnoprawna piosenka w grze, z wokalami itd, to było absolutne novum. Chociaż właściwie to dobre pytanie, dlaczego twórcy gier nawet dzisiaj zazwyczaj ograniczają się do muzyki czysto instrumentalnej.
Wymawiają zgodnie z fonotaktyką j. angielskiego. Inny sposób wymowy jest dla natywnych nienaturalny. Gwoli sprawiedliwości, u nas też masakruje się anglojęzyczne imiona i nazwy np. przez paskudny final devoicing, który w j. angielskim brzmi źle, ale w polskim jest tak zakorzenionym zjawiskiem fonetycznym, że nikt nie zadaje sobie trudu, żeby wymawiać dźwięczne spółgłoski na końcu słowa.
Fajny tekst. Przywodzi na myśl styl wstępniaków z dawno zapomnianego periodyku, co się zwał Top Secret. Tak, tak, I was there 3000 years ago.
A to Terraria już ładnych kilka lat temu nie miała dostać ostatecznego, finalnego patcha i na tym jej rozwój miał się zakończyć?
Krótko po premierze zrobiłem do tej gry podejście, bo liczyłem na coś na poziomie Dangerous Waters. No i się srogo zawiodłem. W sumie Dangerous Waters do dziś nie doczekała się godnego następcy.
Jak to mówią — my thoughts exactly ;) CP wyszedł za wcześnie z produkcji. O wiele za wcześnie. I to czuć na każdym kroku. Ale cóż. Jak zawsze wszystko rozbija się o pieniądze, udziałowców, itd. W świetle gonitwy za maksymalizacją zysków każda korporacja okazuje się tak samo bezwzględna i gotowa zarżnąć najbardziej obiecujący projekt. Korpo to zło — nieważne, Arasaka, Militech czy CDP RED ;)
Z Cyberpunkiem mam ten problem, że na każdym kroku czuć, że ta gra miała być czymś więcej. Wycięte elementy są wręcz namacalne. Fabularnie to, co jest, jest super, projekty postaci i relacje między nimi bardzo ciekawe, właściwie CP jest bez konkurencji na tym polu, tylko znowu — odnoszę wrażenie, że 3/4 fabuły poszło do kosza, wzięto endgame/epilog i rozciągnięto go na całą grę. Fajne rzeczy mieszają się z bardzo przeciętnymi. Ciekawy projekt miasta, wertykalny, na pierwszy rzut oka złożony, ale co z tego skoro to makieta? Nigdzie nie da się wejść, eksploracja sprowadza się do z góry wyznaczonych kilku(nastu) w miejscówek i tyle. Do tego NPC — kukły. Zdecydowanie nie udało się CDPowi zbudować przekonującej iluzji tętniącej życiem metropolii. Strzela się niby fajnie, ale bronie o zmieniających się statsach to jakiś ponury żart. Pojazdy? Są, ciekawy design i w ogóle, ale prowadzenie nie daje frajdy i jakoś nie specjalnie się różni między furami. I można by tak wymieniać i wymieniać. I chociaż dodatek pewnie kilka rzeczy poprawi, to fundamentalnie nie zmieni tego czym CP jest. Ja mimo wszystko bawiłem się fajnie i PL też ogram. Ale z drugiej strony potrafię zrozumieć narzekania ;)
Jest szansa, że to ja jestem ślepy i nie potrafię dostrzec jakiejś wielkiej poprawy grafiki dzięki tym modom podmieniającym tekstury na takie o większej rozdzielczości. Ale tak na zdrowy rozsądek, najczęściej, żeby zauważyć tę nową jakość, trzeba się do tekstury zbliżyć, stanąć w miejscu i tak — wtedy można się trochę popodniecać "jaki to ten kamulec szczegółowy, jaki ładny". Tylko że grając sobie w grę normalnie, raczej się tak nie robi. W toku rozgrywki, zwłaszcza szybkiej, to jakoś niknie.
Zresztą inny popularny rodzaj modów graficznych, czyli wszystkie efekty postprocesowe, reshady i temu podobne, też jakoś do mnie nie przemawiają. Jasne, gra zaczyna wyglądać inaczej, ale czy lepiej? Można by było dyskutować.
Moim zdaniem, zdecydowanie większy sens ma (jeśli moc kompa pozwala) grzebanie przy zasięgu renderowania albo lod, bo to faktycznie widać.
No nie bardzo. 95, 98 i Me co do zasady były tym samym systemem. Pod koniec, to było już pudrowanie trupa. Prawdziwa zmiana nastąpiła wraz z pojawieniem się Windowsa 2000, który ostatecznie odciął się od DOSowej spuścizny wykorzystując jądro NT.
Po przeczytaniu archiwalnych wycinków recenzji naszła mnie konstatacja: kiedyś recenzenci potrafili konsekwentnie wypunktować wady nawet topowych pod względem jakości produkcji i adekwatnie obniżyć ocenę. Teraz jakby stracili tę umiejętność, vide pewna bardzo popularna ostatnimi dniami gra. A inflacja ocen postępuje ;)
Tak czytam te wszystkie niezwykle pochlebne opinie o BG3 i zaczynam się zastanawiać, czy aby ze mną jest wszystko ok, że jakoś nie potrafię dostrzec wybitności tej produkcji ;) Jasne, to dobra gra, ale:
- interfejs jest toporny, trąci myszką, jakby był żywcem wyjęty z produkcji sprzed 20 lat
- co za tym idzie: zarządzanie ekwipunkiem jest koszmarne, nie ma sposobu na wymienianie się przedmiotami z postaciami z obozu i generalnie doświadczymy miliona problemów z quality of life
- co chyba najgorsze, gra nie tłumaczy swoich własnych zasad, albo robi to niedbale. Ot taki przykład: wizzard może uczyć się zaklęć ze scrolli, ale wymagania co do wymaganego levelu nie są nigdzie jasno zakomunikowane i tak gracz dostaje informacje o tym, że level jest zbyt niski, ale już brak informacji, jaki level jest wymagany, żeby się zaklęcia nauczyć. I takie przykłady mógłbym mnożyć w nieskończoność.
- a wynika to z nieszczęsnego systemu DND. Tu już czysto subiektywnie, ale zasady DND są irytujące, przekombinowane, męczące. Takie D:OS z oryginalnym systemem było o wiele przyjemniejszą i przede wszystkim przystępniejszą grą, moim zdaniem z bardziej wymagającą warstwą taktyczną
- też czysto subiektywnie, ale jakoś mnie BG3 fabularnie nie porwał. Owszem, im dalej w las, tym robi się ciekawiej, ale pierwsze 7-8 godzin się nudziłem
- i co się łączy z powyższym, design postaci także nie porywa. Np. co komu po tych wszystkich opcjach romansowych, kiedy w zasadzie żadna z postaci nie
zachęca do zabawy w takie figle ;)
Mógłbym tak wyliczać jeszcze jakiś czas. I zanim zapłoną pochodnie, taki disclaimer. Nie jestem aż takim bucem, że jak mi się coś nie podoba, to jest to gunwo i wszystkim też musi się nie podobać, bo inaczej są głupi i się nie znają i ich mama jest taka i owaka ;) BG3 to nadal dobra gra, ale ze wszystkim wadami nie jest to 10/10. 7-8/10 jest bardziej rozsądne. Mi osobiście D:OS2 sprawiło większą frajdę niemal pod każdym względem. I dlatego będę teraz czekał na D:OS3, a nie na BG4.
Ten fragment mnie zainteresował:
Jako ciekawostkę warto dodać, że kontrowersyjny obraz von Triera początkowo był we Francji dozwolony dla widzów powyżej 16. roku życia. Siedem lat po jego premierze zmieniło się to pod wpływem Promouvoir – katolickiego stowarzyszenia. Za jego sprawą francuski sąd orzekł, że film mogą oglądać wyłącznie pełnoletni widzowie. W związku z tą decyzją nie może on być rozpowszechniany – we Francji nie zobaczymy go ani w kinie, ani w telewizji, ani w wydaniu wideo.
Jestem leniwy, nie chce mi się sprawdzać, jak to jest z nadawaniem kategorii i dopuszczaniem filmów do dystrybucji we Francji. Ale z artykułu wynikałoby, że materiały przeznaczone dla pełnoletniego odbiorcy są tam z założenia całkowicie zbanowane. Serio tak jest? Toć to przecież jakaś bardzo dziwna forma dyskryminacji, nie wiem, jakiś posunięty do ekstremy ageizm ;)
To będzie fajna gra. Za 2-3 lata, kiedy Paradox wyprodukuje nieco contentu i scena moderska zdąży okrzepnąć. Łatwo się domyślić, że C:S2 będzie równie biedne na premierę, co pierwsza część w 2015. Czyli jak to z grami Paradoksu bywa.
Jeśli dobrze odczytuję nastroje społeczne, to polaczki-cebulczaki po takiej potwarzy już by z piwnic skrzydła husarskie wyciągali ;) A tak serio, to duma z narodowości jest tak samo głupia, jak duma ze wzrostu albo koloru włosów - jedno i drugie wymagało takiego samego zaangażowania, trudu i poświęcenia ;)
Z konsolami mam mało wspólnego, ale kiedy już zdarzy mi się używać pada, cenię sobie DualShocka z pewnej nieoczywistej przyczyny. Bardzo wygodnie trzyma się go w taki sposób, aby prawą ręką przyciski wciskać palcem wskazującym i środkowym (dla mnie jedyny słuszny grip w Tekkenach i inych mordobijkach). Zarówno kontrolery xboxowe jak i nowy pad PS sprawiają wrażenie, że taki chwyt jest średnio wygodny. Ktoś ma jakieś doświadczenia w tej materii?
Na pewno są za głupi i zupełnie nie potrafią zauważać potencjału i okazji na zarobienie fury kasy, która przechodzi im koło nosa. W końcu co oni tam mogą wiedzieć. Te zastępy inżynierów, marketingowców, analityków, speców od finansów i inwestycji w życiu nie wpadłyby na to, co wymyślić potrafi randomowy użytkownik portalu o grach ;P Ale jest też możliwe, że FB to taka megakorporacja, która w duchu fair-play uznała, że ma już wystarczająco dużo pieniędzy i altruistycznie postanowiła dać się wykazać innym graczom na rynku ;)
Mam wrażenie, że problem z TLOU2 tkwi w pewnym bardzo zasadniczym nieporozumieniu. Ambicją twórców, wydaje się, było nawiązanie dialogu z dojrzałym odbiorcą. I mam tutaj na myśli odbiorcę, który co do zasady chłonie popkulturę w sposób świadomy, potrafi rozróżnić kody, dostrzega pewne mity kulturowe, etc., etc. Jest to zresztą całkiem logicznym rozwinięciem koncepcji z części pierwszej gry, tyle że rozwiniętej, popchniętej dalej. Nieporozumienie polega natomiast na tym, że w ramach marketingu i PRu, twórcy niedostatecznie (mówiąc eufemistycznie) to zakomunikowali. I produkt trafił do miłośników FIFY i CoDów. Efekt jest taki, że z natury rzeczy lepiej wyrobieni recenzenci (już nie wspominając o krytykach kultury z prawdziwego zdarzenia) są grą zachwyceni, a gawiedź na forach już niekoniecznie. I nie doszukiwałbym się żadnych spisków - ot, błąd w sztuce marketingu.
Akurat The Expanse, mimo że pełne większych i mniejszych głupotek, przez pierwsze dwa sezony trzymało całkiem niezły poziom i przynajmniej starało się być wewnętrznie spójne. Od trzeciego sezonu... Ech, szkoda gadać. A Altered Carbon - cóż, moim zdaniem to taki generyczny serialik, który mimo chyba całkiem zacnego budżetu ani nawet o milimetr nie wyszedł poza tę serialowatość właśnie. Ostatnia taka naprawdę-naprawdę dobra seria, którą przy odrobinie dobrych chęci można podpiąć pod sci-fi, to Sense8, a z bardziej klasycznych pozycji, to właściwie nic mi do głowy nie przychodzi od czasów Battlestara.
Pytanie za tysiąc punktów: jak długa jest rozgrywka? Szukam jakiejś dobrej gry, w której po 15 godzinnym prologu nie zobaczę napisów końcowych.