Przede wszystkim: matematyka to nie "dzielenie, mnożenie, dodawanie, odejmowanie". A po drugie: postawiłbym pytanie nieco odwrotnie. Nie "czy matematyka jest potrzebna aby zostać programistą", tylko "czy programista może nie umieć matematyki". Często pada argument że "w życiu mi się w robocie nie przydało całkowanie czy różniczkowanie". Ok - to prawda. Ale bez znajomości logiki, kombinatoryki i statystyki ani rusz. Niezależnie od specjalizacji. Chyba że faktycznie chcesz być "kopiowaczem kodu ze stackoverflowa" który produkuje kwiatki typu if (flag == true) true else false
Pozwolę sobie nie wdawać się w dyskusje na temat sensowności, celowości skuteczności stosowania listw antyprzepięciowych i po prostu odpowiem na zadane przez autora pytanie:
Zastanawia mnie jak to i gdzie to taka oferta, że można marynarkę kupić a spodnie uszyją? (w ogóle ciekawy koncept, bo to z reguły marynarka jest problematyczna, a spodnie przeważnie pasują lub są banalne do dopasowania w niemal każdym wymiarze)
A co do meritum sprawy - wedle klasycznych zasad elegancji: TAK, będzie się to gryzło i wyglądało jak nieudolnie skompletowany garnitur. Poza tym bardzo podejrzane (i podające w wątpliwość fachowość owego "faceta") wydaje mi się zapewnienie, że to "ten sam kolor tylko bez wzoru". Szyjąc garnitur z prawdziwego zdarzenia zawsze używa się nie tylko tego samego materiału, ale z tej samej partii danej tkaniny (tzw. belki), bo inaczej ryzykuje się niezgodność odcieni.
Tym niemniej jeżeli ci się tak podoba (nie wiem jak tak można, no ale o gustach się nie dyskutuje) to nie widzę przeszkód. I tak o wiele ważniejsze jest jak toto będzie na tobie leżało niż takie niuanse jak różnica w deseniu. A klasyczny zestaw koordynowany to np. jasne (szare) spodnie i ciemna granatowa marynarka (lub jakiekolwiek inne zestawienie ale kolorów zdecydowanie różniących się od siebie)
Ludzie złoci! Wytłumaczy mi ktoś łopatologicznie skąd taka fala hejtu się przetacza przez tę reklamę? :/ Czy my oglądamy jakiś inny spot? Tylko konkretami - w której sekundzie widać jakiś "atak na męskość" albo "piętnowanie (w szczególności wszystkich) mężczyzn" etc.
Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z typową reakcją "uderz w stół...", ale przeraża mnie skala tego zjawiska. Naprawdę aż tylu chłopów poczuło się dotkniętych albo doszukało się tam wytykania ich cech i stawiania w negatywnym świetle? Parafrazując celny komentarz - jeśli promowanie reagowania i sprzeciwu wobec patologicznych zachowań podważa waszą męskość, to chyba ją źle pojmujecie.
Ale gdzie tam masz matematykę? Testy są zawsze w formie matryc z symbolami właśnie po to, aby były kulturowo, językowo, rasowo, religijnie, wiekowo i wiedzowo neutralne. I to właśnie jest sprawdzanie spostrzegawczości, logiki, szybkiego myślenia i kojarzenia schematów
Co to znaczy za niska rozdzielczość? Nie potrafią zrobić wydruku z niższym ppi czy nie chcą?
@Mutant dlatego uważam za rozsądny i kompromisowy pomysł promowany m. in. przez Marka Dworaka ("Jedź bezpiecznie" w TVP Kraków) - w takich sytuacjach jeden (znaczy pierwszy na światłach) pojazd może wjechać na skrzyżowanie mimo braku miejsca - reszta czeka, a nie ryje się byle się zmieścić za "zielonym". Zapobiega deadlockowi i niesprawiedliwości, a jednocześnie minimalizuje możliwość długotrwałego zablokowania ruchu poprzecznego.
Zastanawiam się czy większość wypowiedzi powyżej to trolling, czy też ludzie na serio mają takie podejście... A potem „w razie W” jest krzyk i lament, że przecież „pierwszeństwo ma ten z prawej” (w sytuacji w której nijak nie ma to zastosowania) albo mój ulubiony argument - „jeżdżę już od stu lat więc znam lepiej przepisy i jestem lepszym kierowcą”.
Odpowiadając na pytanie w wątku - całego od deski do deski nie czytałem, bo niektóre rozdziały są nieistotne dla kierowcy osobówki, ale resztę - kilkukrotnie i ze sporym zrozumieniem
IBAN to po prostu numer rachunku z przedrostkiem wskazującym kraj. SWIFT to kod banku. Zapewne już wiesz że to przelew międzynarodowy. Zwróć uwagę na opłaty żebyś się nie zdziwił
Tak. Interfejs SATA jest kompatybilny wstecznie (czytaj: to jest cały czas takie samo gniazdo/wtyczka/kabel)
Nie popadajmy w paranoję. To o czym mówi regulamin to wszelkie gazy do zapalniczek, butle/kartusze turystyczne, denaturaty, podpałki do grilla itp. a nie perfumy. Ludzie jeżdżą na zakupy i to normalne, że muszą gdzieś przewozić "suweniry", a nie każde nawet kwalifikują się do bagażu podręcznego. Więc o ile to nie jakieś hurtowe ilości (cała torba perfum), to nie ma obaw.
Tylko że są jeszcze koszty sądowe, które (przynajmniej w moim pojmowaniu laika) powinny kompensować... no właśnie - koszty przeprowadzenia całej sprawy. Zatem to nie jest służba zdrowia, gdzie kolejki są efektem braku pieniędzy na finansowanie. Więc skąd się bierze problem? Za mało jest sędziów? Za mało sądów? Za mało chętnych na aplikację sędziowską?
Oświetlenie i samo zdjęcie dość kiepskiej jakości, przez co trudno ocenić kolor, ale generalnie zestaw całkiem w porządku. Szkoda, że nie sfotografowałeś go na sobie - wtedy możnaby ocenić też jak leży.
Z czym dokładniej masz problem? Nie wiesz jaki wzór zastosować czy po prostu potrzebujesz kogoś, kto wykona za ciebie mnożenie i dzielenie?
Ok, skoro twierdzisz, że nie jest za obszerna i to kwestia zdjęć, to nie będę się upierał. Zdjęcia na stronie SuitSupply to według mnie fajny punkt odniesienia, jeśli chodzi o dobór rozmiaru (choć też momentami mam wrażenie, że nieco przeginają z "opiętością"), natomiast Vistula często zalicza pod tym względem wtopy (pierwsze co się rzuca w oczy to za długie rękawy w +/- połowie przypadków.
Jakoś... nie widzę różnicy między trzema ostatnimi zdjęciami - to aby nie jest jedna i ta sama marynarka? W każdym razie bardzo dziwnie na tobie leży (albo się garbisz), bo całościowo wydaje się zbyt obszerna (za szerokie, niepotrzebnie wypchane ramiona, za szeroka w klacie, za szerokie rękawy), a mimo to przy guziku robi się "rozgwiazda", która mogłaby sugerować, że się opina w tym miejscu. Ale akurat w tym aspekcie (tego marszczenia "rozgwiazdy") nie ma dramatu - marszczy się jedynie nieznacznie. Gorzej, że cała reszta wygląda jak na wieszaku albo po starszym bracie (bez urazy - to nie przytyk do ciebie, tylko do dopasowania garniaka).
Poszukaj jeszcze. Też miałem duży problem ze znalezieniem pasującego garnituru, bo cechowałem się chuchrowatą sylwetką, wysokim wzrostem i nieproporcjonalnie wąską klatą w stosunku do bioder (więc albo marynarka była względnie ok, a spodnie zdecydowanie za wąskie, albo spodnie dobre, a marynarka za szeroka). Ale w końcu udało mi się znaleźć bardzo ładnie leżący super slim - i właśnie w taką sylwetkę powinieneś moim zdaniem uderzać. Jeśli nie będzie pasować, to kombinuj z rozmiarami (obwód/wzrost), ale zostań przy (super)slimach.
Obwodem bioder z tej tabelki się nie sugeruj, bo to jest rozmiar istotny dla płci piękniejszej :) Facet przeważnie podaje/sprawdza obwód pasa (no i klaty). I w przeciwieństwie do kolegów wyżej odradzałbym rozmiar XL. Nie mogę teraz sprawdzić jaki rozmiar ma moja koszulka Brubecka, ale na pewno jest to albo M, albo L (a wymiary mam podobne, a nawet nieco szerzej w klacie i pasie). Najlepiej byłoby, gdybyś mógł przymierzyć, bo te tabele rozmiarów w większości są o kant... rozbić. A w przypadku bielizny termoaktywnej istotne jest, aby była jak najbardziej dopasowana - powinna przylegać do ciała. Długością się przejmuj najmniej - przynajmniej dopóki nie odsłania bandziocha i nie wygląda jak po młodszej siostrze ;)
Wg mnie to ładny, klasyczny i dość uniwersalny zegarek - będzie pasował do wymienionych przez ciebie zastosowań.
Co do trwałości szkła: zależy jak go będziesz szanował. Szkło mineralne to praktycznie zwykłe szkło, bez szczególnej odporności na zarysowania. Przy ostrożnym użytkowaniu zachowa ładny wygląd przez długi czas. Jeśli będziesz nim "wbijał gwoździe", szorował po różnych powierzchniach, pracował na budowie, nosił w kieszeni z kluczami czy monetami albo po zdjęciu rzucał byle gdzie i byle jak to rysy są nieuniknione. Mój "zegarek na co dzień" Casio, który mam od kilku lat, dopiero niedawno złapał jedną niewielką ryskę na szkle (nie mam pojęcia gdzie i kiedy - możliwe że gdy go czasem wrzucałem do kieszeni spodni lub plecaka), natomiast dużo bardziej porysowane jest zapięcie bransolety i sama bransoleta/koperta
Podałeś trochę mało szczegółów, więc ktoś złośliwy mógłby odpowiedzieć tekstem o szklanej kuli etc. Ale spróbuję doradzić. Według mnie lepszą opcją będzie klasa politechniczna (obstawiam że oznacza to coś w rodzaju profilu mat-inf-fiz?). W ekonomicznej zapewne nacisk kładziony jest raczej na matematykę, języki i inne, nieco bardziej humanistyczne, przedmioty, które ci się na tej ścieżce edukacji niezbyt przydadzą. Chyba że słabo czujesz się w angielskim - wtedy opcja ekonomiczna nabiera sensu
Wszystko zależy nie od rodzaju szkoły, do której chcesz pójść (technikum vs liceum), tylko od jej poziomu, na jakich trafisz nauczycieli oraz jaką będziesz miał klasę. Potocznie przyjęło się uważać, że do techników nie idą "orły", przez co poziom bywa gorszy. Oczywiście jest to zbyt daleko idące i krzywdzące uogólnienie (nie wnikam skąd takie stereotypy i czy jest w tym jakieś ziarno prawdy), bo niektóre technika naprawdę mają renomę dobrych szkół. Sam znam wiele osób po takich szkołach - złego słowa nie mogę powiedzieć. Z drugiej strony magiczny papierek technika też raczej nie otworzy przed tobą wrót Valhalli rynku pracy, a będzie cię kosztował dodatkową pracę i dodatkowy rok nauki przed ewentualnym podjęciem studiów.
Dlatego podsumowując: nie patrz na to czy to LO, czy technikum, tylko na lokalne opinie o szkołach w mieście i ich poziom (np. w rankingach, czy też zwyczajnie - również na podstawie "wieści gminnej"). Wszelkie wypowiedzi w tym wątku polegające na radzeniu w ciemno "idź do liceum" albo "wybierz technikum" są w dużej mierze pozbawione sensu, bo według mnie nie da się tak generalizować.
raziel88ck - W zasadzie koledzy wyżej wyjaśnili już wszystko. Od siebie dodam tylko jeszcze jeden głos przeciwko czarnym garniturom na takie okazje. Nie wiem czemu w Polsce się utarło, że to "uniwersalny" kolor i że pasuje "do wszystkiego". Wg mnie (i jak widać - nie tylko) nie pasuje prawie do niczego. W dziennym świetle źle wygląda, kojarzy się ze stypą albo strojem do trumny, jest ponury i mało kto ma pasującą karnację. Jeśli już, to nie powinien to być pierwszy ani nawet drugi garniak w szafie. Ja najbardziej lubię ciemny granat, wpadający niemal w czerń - tzw. midnight blue. Jest prawie czarny, ale to jest to "prawie", które robi różnicę. Osobiście nie przepadam natomiast za niebieskimi - ale to moje zdanie. Na wrzuconym zdjęciu facet w granatowym ma fatalnie dobrany rozmiar/krój - jak już wyżej wspomnieli marynarka jest za ciasna, spodnie zresztą też (za to z długości można by im trochę ująć). Z kolei stylizacja faceta w czarnym rozmiarowo nieco lepiej, ale za to kompozycyjnie kicha (czarna koszula...)
Jeśli chodzi zaś o dobór krawata, to również popieram front przeciwny dopasowywaniu się do sukienki partnerki. Nie znaczy to, że ma być przeciwieństwem (jeśli panna będzie miała coś z czerwieni, to zielony zwis prawdopodobnie będzie się nieco gryzł ;) Można "nawiązać" do kolorystyki stroju partnerki (np. wąski prążek w podobnym kolorze, ale na innym deseniu), ale nie pozwól na to, żebyś stał się dodatkiem do kiecki - jak torebka czy buty. Poszetka raczej będzie zbytnią ekstrawagancją - a już na pewno na "januszowym" polskim weselichu :) Możesz oczywiście dobrać coś wzorzystego, niezbyt formalnego, ale postaraj się jednak nie przebić strojem pana młodego (w sensie: nie przebić dodatkami; nie twoja wina jeśli gospodarz przyjęcia wystąpi owinięty w żagiel "Czarnej Perły" :)
Ostatnia kwestia - butów. Przedmówcy doradzają oksfordy i też bym tak zrobił, ale jest pewien problem... lub dwa, ewentualnie trzy. Primo: nie zdziw się jeśli w polskim sklepie obuwniczym na hasło oksfordy/wiedenki zobaczysz karpia w wykonaniu ekspedientki ;) Secundo: nie tak łatwo znaleźć w polskich sklepach przyzwoicie wyglądające "oksy" (dominują aladyny i inne czółenka formowane na żelazku). I tertio: pokonawszy powyższe problemy, nie zdziw się ceną. Dlatego nie uważam, aby było błędem jeśli kupisz ładne, wygodne, czarne skórzane buty wyjściowe z okrągłym krótkim noskiem - bez względu na to czy będą to oksfordy czy derby (byle nie brogsy (to te dziurkowane) czy jakieś "kaponki" do tango argentino ;P )
HUtH - Jakim podkoszulku? I do czego? :o
jasonxxx [26] - Hehe. Uderz w stół... a Szeryf się zjawi ;) Dzięki za rozpisanie się. Tak, znam te argumenty. Tym niemniej nadal są to tylko przemyślenia jednej osoby (tzn. grupy osób) i wnioski wyciągnięte pod założoną tezę. Równie dobrze mógłbym stwierdzić, że (dla przykładu ze światłami) nieistotne jest po jakim czasie 20. samochód ruszy, tylko po jakim czasie 20. samochód minie światła. A to nie wydaje mi się takie oczywiste: czy gdy mamy sznurek 20 aut gęsiego i każde rusza z kopyta gdy tylko poprzednik się wystarczająco oddali, czy gdy mamy dwa sznurki po 10 aut i tempem ślimaczym ruszają i przetasowują się do jednego pasa? Inna kwestia do rozważenia: skąd biorą się korki przed zwężeniami? Gdyby auta jechały tylko jednym pasem, powstanie korka byłoby nieco irracjonalnym zjawiskiem (zakładając brak zawalidróg, którzy nie zmieszczą się na pasie szerokości 5 metrów bez hamowania do 40 :P ) Skąd można by wysunąć tezę, że przyczyną powstania korka (z wyjątkiem wspomnianych zawalidróg i przypadków losowych :) ) jest zbyt późne przetasowanie do jednego pasa.
Uprzedzając ewentualną falę krytyki i hejtu: nie optuję tutaj za żadną opcją - skłaniam tylko do przemyśleń.
r_ADM [29] - Oo. To ciekawe. Dzięki za zwrócenie uwagi na ten przepis
Viti, Herr Pietrus - A przykłady Sizalusa? Naprawdę nie ma sensu takie przekomarzanie się, tudzież szufladkowanie, którym popisuje się Viti. Bo wbrew temu, co sobie wyobraził, nie jestem "szeryfem" blokującym pas, ale też nie rozumiem niesłychanego bólu czterech liter tych, którzy na takie blokowanie się oburzają jak na świętokradztwo. Tak trudno to sobie wyobrazić. że ustawiając się za szeryfem po krótkiej chwili osiągniecie swój upragniony zamek i sprawiedliwość? Problemem może być jedynie brak naśladowców, przez co znów sytuacja wróci do punktu wyjścia. Zawsze mnie też ciekawiło z jakich badań lub przemyśleń korzystają osoby argumentujące, że jazda na zamek/suwak poprawia przepustowość zwężenia. Według mnie - w najlepszym przypadku NIE POGARSZA. Ale chętnie zobaczę jakieś metodyczne opracowania na ten temat.

Fett - Jeśli stoją to tak. Ale jeśli "czołgają się" to sam wiesz - różnica niby znikoma, a jednak
Azirafal (et al.) - Czyżby? --> http://i.wp.pl/a/f/jpeg/24910/WU17.jpeg
Tylko nie mów proszę, że to jakiś odosobniony pojedynczy przypadek czy fotomontaż. Fakt - nie jest to żelazną regułą, ale radzę się lepiej rozglądać, bo zakazy wyprzedzania na drogach "dwupasmowych" występują dość powszechnie. Przede wszystkim na autostradach przed zwężeniami wynikającymi właśnie z jakichś remontów etc.
http://bytom.com.pl/kurtki-i-plaszcze,plaszcz-praslin-215-k-3194-16411-p
oraz
http://bytom.com.pl/kurtki-i-plaszcze,plaszcz-praslin-215-k-3195-16415-p
lub
http://bytom.com.pl/kurtki-i-plaszcze,plaszcz-remire-215-k-3197-16435-p
Może nie jest idealnie, ale w pewnym sensie spełnia wymagania - jest piaskowy jednorzędowy trencz oraz granatowy jednorzędowy lub kobaltowy dwurzędowy. Co prawda tak jak napisałeś każdy jest za 1k, ale do 30.03 (znaczy do dziś) mają promocję "drugi płaszcz gratis", więc jeśli kupisz oba, to cena zmieści się w zadanym budżecie ;) Może spytaj kogoś czy by nie chciał :)
Ciekawe ilu wojujących obrońców prawa drogowego, co to by tylko prawka odbierali, zauważa, że często przed zwężeniami tego typu występuje też zakaz wyprzedzania (ergo: taki "szeryf" jedzie prawidłowo). Nie wiem jak było w tym przypadku - to tylko takie luźne spostrzeżenie.
Przecież twój wynik jest równy poprawnemu - wystarczy przekształcić wyciągając x^2+1 przed nawias
A koniecznie już chcesz mieć tego lapka? Zorientuj się czy na wydziale/uczelni, na który się wybierasz nie mają MSDNAA. Wtedy Windowsa mógłbyś mieć za free, więc i większe fundusze na komputer. Oprogramowanie inżynierskie (jakieś CADy itp.) potrafi być dość wymagające pod względem procesora i RAMu.
Nie wiesz jeszcze gdzie dokładnie chcesz iść/gdzie się dostaniesz? Toteż radzę, byś się wytrzymał z zakupem. Pierwszy mesiąc czy dwa bez komputera wytrzymasz ,)
veyron - Mam nadzieję, że to nie niewykryty przeze mnie sarkazm, ale trochę się zagalopowałeś chyba z tą poszetką i wiązaną muchą :) Znaczy wiadomo - szyk, elegancja etc. etc. ale w wypadku studniówki to już zdecydowany przerost formy. A w ogóle to znalezienie obecnie muchy wiązanej innej niż czarna (ewentualnie - ale to już z rzadka - biała) graniczy chyba z cudem. Jeśli się mylę, będę wdzięczny za pokierowanie we właściwą stronę w poszukiwaniach.
Do muchy dobrze jeśli koszula będzie miała zakryte guziki. Zatem weź tę na spinki. Tym bardziej jeśli ma odpowiedniejszy rozmiar, bo za duży kołnierzyk w połączeniu z muchą (jak i z krawatem) źle wygląda. Tylko nie strzel gafy i zapnij spinki jak należy (nie jak guziki) ;)
Jak już wyżej było wspomniane - to jest zadanie z aktualnej OMG, zatem to nie jest poziom I gimnazjum, tylko gimnazjum ogólnie. I to raczej dla tych zdolniejszych uczniów. Nie ma nic dziwnego w tym, że zadanie przekracza poziom większości dorosłych :) To już nie przedszkole. Owszem - powinno się je dać rozwiązać prostymi metodami bez znajomości kosmicznych twierdzeń grafowych, bo i zadania z Olimpiady Matematycznej dla szkół średnich w większości da się rozwiązać metodami "z podstawówki/gimnazjum", co nie oznacza, że są one trywialne. Nie będę Ci zbyt podpowiadał co by nie łamać regulaminu. Ale w ramach lekkiego naprowadzenia: zastanów się ile w takim "grafie znajomości" (zarówno przed jak i po zawarciu nowych znajomości) będzie wierzchołków (jakieś n), a ile krawędzi (w zależności od liczby wierzchołków!) i co z tego wynika
Można też spojrzeć na to w ten sposób, że "turystyka kwalifikowana" to pojęcie używane głównie przez "turystów kwalifikowanych" dla podniesienia prestiżu swojej działalności (tudzież zadzierania nosa ;) Granica jest bardzo płynna, umowna. No bo jak zakwalifikować panią blondi, którą biuro turystyczne odziało w kapok, wsadziło w kajak, wetknęło wiosło w ręce, spuściło na wodę i która po chwili wyciąga smartfona, żeby zrobić selfie i wrzucić na fejsika z podpisem "na jakimś jeziorze" (podczas gdy np. pływa po którejś z urokliwych polskich rzek)? A np. pana, który wie gdzie jest i po czym płynie, ale w kajaku siedzi prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz? A chłopaka, który po górach niższych i wyższych chodzi sporo, latem i zimą, ale głównie z mody i dla szpanu, a nad Morskim Okiem to dla niego wszystkie szczyty to Rysy albo Giewonty (lub po prostu go to nie obchodzi)?
Jeżeli przyjmiemy podane przez Ciebie definicje obu rodzajów turystyki, to według mnie nie można utożsamiać jednej z drugą. Owszem - zauważalna jest zmiana proporcji liczby osób uprawiających obie odmiany turystyki, ale to jeszcze nie czyni t. kwalifikowanej masową (jeszcze raz podkreślę - "masową" w rozumieniu według Twoich definicji). Nawet jeśli WSZYSCY zaczęliby uprawiać t.k. to nadal nie możnaby jej określić mianem t.m. Wydaje mi się, że problem Twoich rozważań powstał poprzez zmieszanie rozumienia potocznego/dosłownego ze znaczeniem według przytoczonej definicji. Bo w rozumieniu potocznym "masowa" to taka, którą uprawiają "masy", czyli duża grupa/większość; bez względu na posiadane kwalifikacje, sprzęt czy wiedzę. Natomiast wg definicji z pkt. 1 - "masowa" to po prostu niekwalifikowana (niewymagająca kwalifikacji, sprzętu etc.); bez większego związku z liczbą uprawiających.
Jeśli natomiast jako kryterium t.m. weźmiemy liczbę uprawiających ją osób (lub proporcję w stosunku do "ogółu" uprawiającego jakąś turystykę), to jak najbardziej turystyka kwalifikowana może zaliczać się do masowej, bo te określenia będą dotyczyły różnych aspektów (mniej więcej tak jakby pytać czy samochody z silnikami benzynowymi mogą być uważane za s. osobowe - jedno z drugim nie ma nic wspólnego, ale tak się składa, że praktycznie wszystkie benzyniaki to samochody osobowe ;)
Prowokacja jak nic. No ale nie szkodzi :)
Nawet głupi dzwięk silnika zmieniałby się jakby nie było podawane paliwo a nic takiego się nie dzieje.
A skąd wiesz jak brzmi silnik niepobierający paliwa? Przecież to podobno niemożliwe, aby się kręcił ("pracował") nie pobierając go :]
Wyłaczcie sobie zapłon w czasie jazdy i powinien wam z górki nie zgasnąć:) No i wszystko jasne..
Zgadza się. Po tym eksperymencie wszystko jest jasne. Po twoich postach można jedynie wnioskować, że sam takiego doświadczenia nie przeprowadziłeś ;)
Swoją drogą - zagadka (żebyś miał się czym zajmować przez resztę wieczoru):
Czy jeśli zaparkujemy (i zgasimy) auto na wzniesieniu skierowane "z górki" i wrzucimy wsteczny (ale nie zaciągniemy "ręcznego"), to samochód na pewno nie stoczy się sam (bez względu na to, jak strome będzie hipotetyczne wzniesienie)? Zakładamy, że nie stosujemy skrętu kierownicy i opierania kół o krawężnik, podkładania czegokolwiek pod koła itp.
legrooch -> Zaczynam się zastanawiać czy trollujesz, czy piszesz serio :/
Torem jazdy jest odcinek drogi oznaczony znakami P1-P7. W jego skład wchodzi zawsze minimum jeden pas ruchu. Jeżeli jest ich więcej, wtedy sygnalizujesz zmiany jego. W innym przypadku robisz to przy zmianie toru.
A teraz poproszę numer artykułu (może być z ustawy prawo o ruchu drogowym, rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych, a nawet rozporządzenia o szczegółowych warunkach technicznych dla znaków i sygnałów drogowych - obojętne), w którym powyższy cytat będzie miał potwierdzenie. Chcę definicję "toru jazdy" i obowiązek sygnalizowania zmiany tegoż toru. W podlinkowanej przez ciebie w [82] ustawie widzę jedynie fragmenty o zmianie pasa ruchu lub kierunku jazdy. Przejechanie przez sąsiedni pas (w poprzek) podczas pokonywania skrzyżowania nie jest uznawane za zmianę tegoż pasa. A kierunek jazdy nie jest zdefiniowany w ustawie wprost, więc rozsądnie będzie przyjąć potoczne (i w zasadzie również fizyczne) rozumienie. Dlaczegóż więc gdy jadę prosto miałbym cokolwiek sygnalizować? Jeśli nie przekonuje cię nawet wykładnia eksperta z filmu podlinkowanego w [60] (czego nie uargumentowałeś w żaden sposób), to poddaję się.
Co do tematu wątku i pytania Łysacka - według mnie masz szansę się wybronić, choć przepisy w tej kwestii pozostają trochę niejasne. Ale jako linię obrony i główny zarzut względem "cwaniaka" przyjąłbym to, że zgodnie z Art. 24.10 wyprzedzanie z prawej strony dopuszczalne jest tylko na jezdni z wyznaczonymi pasami ruchu (są wyjątki, ale żaden z nich tu nie zachodzi - bo zakładam, że nie sygnalizowałeś zamiaru skrętu w lewo?). Tutaj takich pasów nie było, zatem nie mógł cię wyprzedzać. Odrębną kwestią pozostaje to czy mogłeś uniknąć kolizji. Niemniej jednak piłeczka jest teraz po jego stronie - niech udowadnia, że mogłeś. Bo on się tam znaleźć nie powinien.
A co do sporu o kierunkowskazy na skrzyżowaniu (który to już raz :D ) - popieram zwolenników "niemigania" przy jeździe geometrycznie na wprost, natomiast sygnalizowania tylko faktycznych skrętów (również tych, które biegną wzdłuż drogi z pierwszeństwem - tak jak w omawianym przypadku). legrooch i Kharman - co to za pojęcia "opuszczenie drogi nadrzędnej" i "trzymanie się (bądź nie) toru jazdy"? I w którym artykule ustawy są one zdefiniowane (oraz nakazane jest ich sygnalizowanie)? ;)
Liczby zespolone są sobie równe wtedy i tylko wtedy, gdy równe są odpowiednio ich części rzeczywiste i urojone. Czyli symbolicznie:
a+b*i = c+d*i
wtedy i tylko wtedy gdy
a = c oraz b = d
Teraz się przyjrzyj swoim równościom. Z jednej strony (ze wzoru Newtona) masz:
(cos(x) + i*sin(x))^5 = blabla + bleble + bloblo + i * (bubu + bebe + baba)
Z drugiej jednak strony (ze wzoru Moivre'a):
(cos(x) + i*sin(x))^5 = cos(5x) + i*sin(5x)
A ponieważ obie te (wytłuszczone powyżej) wartości są sobie równe (bo obie są równe (cos(x) + i*sin(x))^5), to z warunku równości liczb zespolonych możemy przyrównać ich części rzeczywiste i urojone. Stąd ostatnia linijka twoich notatek.
To się nie poskracało, tylko zwyczajnie wyprowadzono wzór na rozwinięcie cos5x i sin5x korzystając z jednej strony ze wzoru dwumianowego Newtona, a z drugiej ze wzoru de Moivre'a.
Tak jak napisał Likfidator - ogólnej metody nie ma i z matematycznego punktu widzenia być nie może (jakakolwiek skończona liczba przykładów wejścia i wyjścia nie definiuje jednoznacznie funkcji). Ale w praktyce można próbować dopasować funkcję na podstawie kilku/kilkunastu punktów - próbując dopasować wielomiany kolejnych stopni, funkcje wykładnicze, logarytmiczne, wymierne...
Jak żyję 26 lat nigdy nie słyszałem, aby ktoś umarł od połączenia antybiotyków z alkoholem
Może po prostu za mało słyszałeś. Według mnie chodzi nie o skrajne przypadki fiknięcia w momencie gdy wóda zwilży usta, tylko o skutki długofalowe. Jak za jakiś czas wątroba odmówi posłuszeństwa, to prawdopodobnie nikt tego nie połączy z faktem mieszania antybiotyków i alkoholu. Ot i masz wytłumaczenie dlaczego "się nie słyszy". Może i się nie słyszy, ale to jednak zły pomysł.
Ale tak właściwie to co jest nie tak z równoległym połączeniem gniazdek? Jak inaczej miałyby być podłączone? Szeregowo? ;)
Mogło dojść do uszkodzenia systemu plików. Dane nadal fizycznie tam są, ale system ich nie widzi np. z powodu uszkodzenia tablicy. Poszukaj programu do odzyskiwania danych z pamięci flash (pendrive'ów, kart SD itp).
M@co, jeżeli już czymś rysujesz to właśnie wszelkimi papierowymi ręcznikami, papierem toaletowym czy nawet chusteczkami higienicznymi (w skrócie: wszelkimi wyrobami celulozowymi).
A odpowiadając na pytanie - albo chuchając i przecierając kilkukrotnie ściereczką z mikrofibry (taką do okularów), albo ewentualnie wcześniej wspomóc powyższy proces myciem pod wodą z dodatkiem płynu do naczyń/mydła w płynie. A, i jeszcze coś - taką ściereczkę też warto od czasu do czasu wyprać (woda + szare mydło)
Fett - pomijając sytuację oddania legitymacji do dziekanatu czy gdzieś (po co? Nie wiem jak na innych uczelniach, ale na AGH podbija się ją od ręki na miejscu), to w jakiej sytuacji bilet bez legitymacji będzie lepszy niż brak biletu na legitymacji (wraz z legitymacją :)? Mandat jest tańszy czy jak?
A co do kwestii sieciowy/liniowy/semestralny - o ile jeszcze na 1 linię ma sens, bo jest sporo tańszy, o tyle nie widzę uzasadnienia dla biletu na 2 linie. Różnica znikoma, która i tak zniknie, gdy chociaż kilka razy się zdarzy jechać inną trasą na jednorazowym. Jednak dla studenta semestralny jest bardzo fajną opcją
Według specyfikacji dużej różnicy pomiędzy Ultra a Ultra Plus raczej nie ma. Zależy do jakiej kamerki tę kartę potrzebujesz, ale do niektórych może okazać się za wolna (tak jedna jak i druga). Przynajmniej według zaleceń producenta.
Na początek weź kogoś ogarniętego w temacie (o ile znasz kogoś takiego), kto ci pokaże podstawy i będzie cię asekurował i razem z takim kimś potrenuj na ściance (kilka-kilkanaście wizyt). W ten sposób się przekonasz czy w ogóle cię to kręci i czy warto dalej w to brnąć. Nie zrażaj się ewentualnymi niepowodzeniami przez pierwszych kilka sesji - mięśnie muszą się przyzwyczaić do nowego rodzaju wysiłku i wzmocnić się co nieco. Po kilku razach będzie lepiej i szybko zauważysz postępy.
Jeżeli nie znasz nikogo takiego (doświadczonego), to też nie ma problemu - możesz iść albo samemu na sekcję, albo (i tę opcję polecam) namówić jakiegoś kumpla. Podstawy asekuracji pokaże wam operator ściany w kilkanaście minut. To nic trudnego, trzeba tylko trochę odpowiedzialności i skupienia.
Dopiero po tych kilku(nastu) razach zdecyduj, czy chcesz w to dalej brnąć i zapisz się na sekcję na ściance (dla poćwiczenia techniki i nabrania mocy) i/lub kurs skałkowy. Na samą ściankę "kursu" jako takiego w zasadzie nie trzeba, bo wspinanie na wędkę to nie żadna teoria konstrukcji rakiet kosmicznych i - jak już wspomniałem wyżej - jest do ogarnięcia w krótkim czasie. A nauka na sztucznej ścianie wspinaczki z dolną asekuracją jest IMHO stratą czasu i kasy.
Niektórzy tu chyba śpią na kasie albo przynajmniej zarabiają kilka średnich krajowych :o Owszem, 1000+ zł to nie jest dorobek całego życia i w ostateczności można przeboleć, ale też nie jest to IMO kwota, na którą można machnąć ręką. Kosztami sądowymi się nie przejmuj raczej, bo zdaje się można wnioskować aby te - w przypadku korzystnego dla nas orzeczenia - zapłaciła strona pozwana (acz prawnikiem nie jestem). Ciekawi mnie również gdzie i jak wpisujący się tutaj schowaliby przed wyjazdem na weekend z mieszkania studenckiego:
- komputer
- monitor
- keyboard (w sensie organy elektroniczne), gitarę albo inne duże instrumenty
- ceny sprzęt sportowy
- ...
Drugie zadanie do tej pory PRAWIE dobrze (z dokłanością do tego, że an nie wychodzi 14, tylko 24), ale to jeszcze nie jest rozwiązanie zadania (pytanie nie jest o an, tylko r).
Piszesz bzdury to i bzdury wychodzą. Dwie rady:
1. Przestań gubić (pomijać?) nawiasy. Mnożąc obustronnie przez 2 zapomniałeś licznik ułamka dać w nawias (CAŁY licznik razy n, a nie tylko drugi składnik)
2. Grzmotnąłeś się w podstawieniu do wzoru. a_1=48, natomiast a_n=48-3(n-1)
Na jakiej podstawie piszesz, że seria Green nie jest zbyt dobra? Na podstawie marketingowych opisów na stronie WD i porównania z opisem innych modeli? W testach na które patrzyłem wypada bardzo dobrze. Ciche, mało się grzeją, wydajne. Mam i nie narzekam. Jedyna wada to krótki czas, po jakim parkowana jest głowica (zwiększa się liczba cykli parkowania, więc teoretycznie skraca się żywotność dysku), ale można to ręcznie zmienić.
Obawiasz się, że mógłbyś coś niepoprawnie wpiąć przy samodzielnym składaniu kompa, a mimo to we własnym zakresie montowałeś dwie najtrudniejsze (a zarazem najważniejsze) części? Ja tam by obstawiał raczej nie błędne podpięcie monitora (bo to już naprawdę ekstremalnie trudno spartaczyć), tylko błąd procesora lub RAMu (albo którejkolwiek innej części z "bebechów") przez co komputer w ogólnie nie myśli zacząć działać - a zatem i podawać obrazu na monitor.
Wszystko jest podłączoczone poprawnie bowiem wykonywał to serwis
O słodka naiwności :D
mevico - Odpowiedź zależy też od tego, jak gra obsługuje różne rozdzielczości. Czy poprzez zwiększenie pola widzenia, czy ilości szczegółów przy zachowaniu tego samego pola. Obstawiam to pierwsze. Zatem odpowiadając na pytanie - tak. Będą wyglądały tak samo dobrze. Po prostu przy wyższej rozdzielczości będziesz widzieć więcej.
AFAIK, zgodnie z polskim prawem zabronić (ani zagrodzić - wspomniane wyżej 1,5 m od linii brzegowej) dostępu do wody (wzdłuż całej linii brzegowej) nie mogą (zakładam, że jest to jakieś jezioro naturalne, czyli wody publiczne - własność Skarbu Państwa). Ale trzeba pamiętać, że przysługuje nam dostęp do wody, a nie terenu nad nią; zatem rozkładanie się z kocykiem na plaży kawałek od brzegu już trochę niezbyt się pod to łapie. Wolno natomiast wędkować, pływać, moczyć nóżki etc. Inna sprawa, że ze sporym prawdopodobieństwem teren, na którym rozbili obóz (las) też jest państwowy, ergo - nijak nie mogą zabronić z niego korzystać.
Oczywiście niezależnie od tego, czy będziesz korzystał z wypoczynku nad tą wodą legalnie, czy też nie, zwykła przyzwoitość nakazywałaby nie robić "bydła", nie śmiecić i nie hałasować - ale to chyba jasne.
Intuicyjnie (i z doświadczenia) zgadzam się z tezą, że szersze opony polepszają przyczepność. Ale coś mi się wydaje, Lucy_, że twoje uzasadnienie (z postu [2]) chyba nie jest do końca poprawne. Bo czy całka z pdA nie będzie przypadkiem wartością stałą dla danego obiektu i równą sile nacisku danego koła na podłoże? (niezależną od powierzchni)
I nie utożsamiaj sobie kierunku obrotu śruby z kierunkiem napędu (do przodu/do tyłu) bo to zależy od tego czy śruba jest prawo- czy lewoskrętna. Co więcej - jeśli statek ma dwie śruby, to zazwyczaj są one przeciwskrętne, tzn. jedna "do przodu" będzie się kręcić w prawo, a druga w lewo. Ma to na celu kompensację efektu nadrzucania rufy (obracająca się śruba powoduje samoczynne skręcanie statku pomimo braku wychylenia steru)
AFAIK sterowanie statkiem odbywa się albo za pomocą płetwy sterowej, albo za pomocą analogicznych obrotów śrubą (-ami) (ewentualnie jedno i drugie na raz). Trzecią opcją są tzw. stery strumieniowe, czyli śruba o osi obrotu poprzecznej względem statku, zamontowana gdzieś poniżej linii wody (po szczegóły odsyłam do wiki i innych źródeł). O to chodziło? Czy o szczegóły samego DZIAŁANIA płetwy sterowej/obrotu śrubą?
Bezpośrednio w obecnym stanie nie podłączysz. Mógłbyś np. skombinować amplituner i wtedy podłączyć za jego pośrednictwem. Albo - tak jak radzi Totems - kupić kino domowe a nie bawić się w podłączanie głośniczków komputerowych do TV (choć te z kina domowego zapewne będą podobnej klasy)
Pewnie dostałeś takie zalecenia od dentysty, ale dla przypomnienia: rób sobie zimne okłady na policzku i poniżej (byle nie ZA zimne - kompres z lodówki owinięty ściereczką lub sama ściereczka namaczana w zimnej wodzie będzie ok). Zamiast chusteczek wsadź zwinięty gazik jałowy (od biedy może być zwinięty kawałek bandaża) i zagryzaj przez przynajmniej 10-15 minut. Teraz już minęło sporo czasu, ale po zabiegu przez jakiś czas nie powinno się nic pić, później co najwyżej wodę, soki lub lekką herbatę, a przez cały dzień absolutnie nie płukać ust (i zachować ostrożność przy myciu zębów). Nie wiem jak dokładnie jest w twoim przypadku, ale jesteś pewien, że to krew ci "tryska strumieniami"? Zazwyczaj przez 1-2 doby po zabiegu ślina jest mocno zabarwiona krwią, ale to normalne i nie ma się czym przejmować - to nie krwotok.
gnoll - Gdyby się okazało, że ma jakąś patologicznie obniżoną krzepliwość krwi, to mógłby się wykrwawić nawet z głupiego skaleczenia :P
PrzemoDZ - Nie wiem czemu się tak kurczowo uczepiłeś tego przedniego koła.
Ależ to Ty jesteś jedynym który porównanie skuteczności hamulców sprowadził do możliwości zablokowania kół.
Nigdzie nie twierdziłem, że jest inaczej. Ale też zdaje się nikt nie zdefiniował tutaj czym jest ta skuteczność, na temat której toczy się dyskusja; przyjąłem zatem takie uproszczenie dla ustalenia uwagi. I według mnie uproszczenie dość trafne. Bo wszelkie rozważania nad tym, które hamulce "mocniej hamują" mają sens jedynie do poziomu zablokowania kół. Co za różnica więc, czy zablokujemy koło siłą x czy 100 x? To drugie będzie "skuteczniejsze"? Gdyby z jakiegoś powodu kół się zablokować nie dało (np. siła tarcia o podłoże byłaby większa od sił oporu generowanego przez hamulce), wówczas możemy sobie prowadzić dyskusje na temat tego, które rozwiązanie "mocniej hamuje". Zakładam, że w przypadku tylnego koła nigdy tak nie będzie (mylę się?). Zastanawia mnie tylko przypadek przedniego - dopóki nie przelecimy przez kierownicę teoretycznie podczas hamowania nacisk będzie dużo większy, więc może...?
Jest to herezja. Zrób test- rozpędź się rowerem, wychyl tyłek nad tylne koło i jak najmocniej zahamuj na przód. Zobaczysz że przejedziesz przynajmniej kilka metrów. I gdzie ta twoja graniczna wartość wyznaczona przez zablokowanie koła?
Biję się w pierś gdyż nie rozważałem przy tym hamowania przednim kołem - mea culpa. (a eksperyment sobie jednak podaruję i uwierzę na słowo ;) Ale tak czy owak raczej nie będzie nam wówczas potrzebna siła blokująca koło, bo - jak sam zauważyłeś - groziłoby to efektownym lotem przez kierownicę, czyż nie?
poza tym mają szereg innych zalet już w tym wątku wymienionych, które całkowicie zignorowałeś
O jakich innych wspomnianych w wątku zaletach mówisz, bo najwyraźniej przeoczyłem je gdzieś?
- możliwość zabrudzenia czymś V-brake'ów, o której wspominał wysiak - przyznałem rację.
- odporność tarczówek na problem scentrowanych kół - ok.
- trudniej o przelecenie przez kierownicę - nad tym się zastanawiam, bo w sumie czemu miałoby tak być z fizycznego punktu widzenia?
wysiak -> Kiedy widzę tłumaczenie skuteczności i użyteczności hamulców poprzez porównanie ich do silnika i obszaru jego zastosowania, to faktycznie staje się to coraz trudniejsze do pojęcia ;) Poprzestanę zatem na zadowoleniu się argumentem niezawodności w krytycznych momentach (np. na rzeczonym downhillu), gdzie rzeczywiście tarczówki górują. Co do tezy Imaka o kontroli siły - również przemyślę.
Natomiast pozwolisz że się nie zgodzę z argumentem o wpływie osiąganej szybkości, bo to ma akurat znikome znaczenie. Można zasuwać na rowerku z prędkością startującego odrzutowca, co raczej nie przeszkodzi w zablokowaniu kół V-brake'ami - graniczna siła, jaką będą musiały zadziałać, jest limitowana momentem zerwania przyczepności koła do podłoża (a - umówmy się - nie jest ona zbyt duża; trzeba by chyba zastąpić koła wielkimi zębatkami, a asfalt łańcuchem, żeby takie hamowanie nie wystarczyło). Co więcej - bardziej bałbym się efektu działania tarczówki przy nagłym hamowaniu z takiej prędkości :D (patrz moja wcześniejsza wątpliwość co do oddziaływania na szprychy). Ale podkreślę jeszcze raz - nie zaprzeczam, że blokowanie kół w takim (mocno hipotetycznym) przypadku byłoby raczej złym pomysłem, a w przypadku chęci płynniejszego hamowania V-ki nie dałyby rady. Po prostu stwierdzam, że żeby móc porównywać skuteczność obu rodzajów hamulców, należałoby najpierw dokładniej sprecyzować, co przez tę "skuteczność" rozumiemy. Bo jeśli samą potencjalną możliwość zablokowania kół - nie widzę różnicy.
PrzemoDZ - Ale jakie to ma znaczenie, że siła zacisku będzie większa, skoro do zablokowania koła wystarczają V-braki? Rower ci się szybciej zatrzyma bo koło będzie "bardziej" zablokowane? (Pomijam już kwestię tego czy hamowanie byłoby skuteczniejsze gdybyśmy NIE zablokowali całkiem koła)
Podobnie jak asdasd ja również nie rozumiem za bardzo zachwytów i sekretnej magii hamulców tarczowych w rowerach. Jakie znaczenie ma kosmiczna siła nacisku klocków na tarczę w sytuacji, gdy górną granicą potrzebnej siły hamowania jest moment zablokowania koła, o co nawet przy V-brake'ach nietrudno? (pomijając jakieś skrajne sytuacje umazania obręczy smarem, olejem czy innymi mazidłami drastycznie zmniejszającymi tarcie)
Dodatkowo przy tarczówkach szprychy poddawane są o wiele silniejszym obciążeniom "obrotowym" (na zginanie/wyłamywanie - w przeciwieństwie do V-brake'ów, gdzie siły rozkładają się inaczej - przede wszystkim na ścisk/rozrywanie, czyli wzdłuż osi)
Ktoś podejmie się merytorycznego poprawienia/uświadomienia mnie?
Odpowiadając na pytanie wątku: tak, wypada na wesele iść samemu. Należy wówczas poinformować gospodarza, że przyjdzie się bez osoby towarzyszącej (jeżeli takie zaproszenie się dostało). Nie jest to żaden nietakt, bo i z jakiej racji miałby być? Co to, posiadanie partnera jest obowiązkiem? Przeciwnie - moim zdaniem grubym nietaktem jest przyjście na wesele z "byle kim" (w sensie: "kimkolwiek byleby tylko z kimś", np. jakąś losową koleżanką). Owszem, w zaproszeniu ujęta jest "osoba towarzysząca", ale to jest raczej po to, aby stały partner (mąż/żona, narzeczony/-a, chłopak/dziewczyna z którym się spotykamy od jakiegoś czasu) nie czuł się dotknięty i aby osoba zapraszana nie czuła dyskomfortu musząc wybierać między zabawą bez partnera, a lojalnością wobec niego.
pre => Czemu nie patrzy ci się? W pierwszym wyrazie rozwijasz mianownik ze wzoru na sumę sześcianów, w drugim mianowniku masz jeden z czynników tegoż wzoru, a mianownik prawej strony rozwijasz ze wzoru na różnicę kwadratów
Jakim kablem podłączony? VGA? Spróbuj inny (sprawny) kabel, a jeżeli nie pomoże, to dopiero podejrzewaj kartę.
Kradnolud, Mutant z Krainy OZ -> To jakim cudem ciepło słoneczne dociera do Ziemi, skoro po drodze "nie ma przecież niczego, co by to ciepło mogło przyjąć i przetransportować"? ;) Oprócz przewodzenia ciepła jest jeszcze promieniowanie cieplne (radiacja)
A wracając jeszcze do głównego tematu wątku - bo mam wrażenie, że może dojść w wielu przypadkach do nieporozumienia - co rozumieją autorzy odpowiednich wypowiedzi przez "cały wirnik/rotor się przechyla do przodu"? Oraz DLACZEGO się przechyla?
A zrobiłeś tak jak podpowiedziałem? Rysując drugą wysokość dostaniesz dwa przystające trójkąty prostokątne i prostokąt. Skoro wiesz, że podstawa jednego z tych trójkątów ma x-10 (patrz twój własny rysunek), a podstawa drugiego połączona z podstawą prostokąta ma x, to NATYCHMIAST otrzymujesz, że podstawa prostokąta ma 10. Czyli długość górnej podstawy trapezu już masz. No to teraz już chyba sam umiesz wyliczyć x i wysokość trapezu (a następnie pole)?
Bardzo dobrze. Dorysuj teraz wysokość z drugiego kąta rozwartego, oznacz co trzeba, wyciągnij wnioski i w zasadzie tyle
Zapewne pomogłaby też autokalibracja. Bodaj pierwszy albo drugi przycisk na monitorze od prawej. Żadne grzebanie w menu nVidii itp. nie poradzi, bo problem tkwił w synchronizacji obrazu wyświetlanego przez monitor z tym, co dostawał z karty graficznej, a nie w samym sygnale wysyłanym przez kartę.
Will Barrows - Możesz, ale to jest bez sensu, strata czasu i jazda na około. Rozwiązanie takiej nierówności, gdy funkcja kwadratowa jest podana w postaci iloczynowej to kwestia 5 sekund liczenia w pamięci. Wymnażanie i jechanie z wyznacznikiem (tzw. deltą) to kwestia minut. Więc po co?
Podobnie jak Dessloch dziwię się czemu niektórzy próbują tutaj forsować równoczesnym wjazd z mijaniem "bezkolizyjnym" prawymi bokami. Przecież nie jest to nakazane przepisami, a tutaj akurat geometria skrzyżowania wyraźnie sugeruje mijanie lewymi bokami lub po prostu przepuszczenie tego drugiego
Sęk w tym że mógł nie podskoczyć prawie wcale lub co najwyżej tyle samo co i ty. Przy dużej szybkości najazdu bezwładność wynikająca z dużej masy auta nie pozwala na "wzbicie się" zbyt wysoko - cały impet uderzenia przyjmują amortyzatory i zawieszenie, dla którego nie jest to zbyt zdrowe (delikatnie mówiąc ;)
Cóż. Jeśli woda z mydłem nie daje rady, to wg mnie niewiele można zrobić nie szkodząc skórze/nie zmieniając pierwotnego wyglądu butów. Można spróbować przejechać je szmatką nasączoną terpentyną (np. taką ze sklepu dla plastyków - uwaga, śmierdzi!) a następnie (lub wyłącznie - jeśli pominiemy terpentynę) po wyschnięciu i wywietrzeniu - szmatką nasączoną olejem do skór (do nabycia w sklepach jeździeckich). Jeżeli te czarne plamki to jakiś smar lub inne specyfiki ropo-organiczno-olejopochodne, to powyższy sposób ma szansę je usunąć.
Uwaga - nie biorę odpowiedzialności za ewentualne rozklejenie się butów po potraktowaniu terpentyną, bo bądź co bądź to tylko tandetne tenisówki :) (skórze na pewno nie zaszkodzi, ale klejowi - może). Uprzedzam również, że potraktowanie olejem zmieni ich wygląd (będą dużo ciemniejsze).
BliBs_Pl -> Prawą stronę tej implikacji można zwinąć do 1 logicznej (znaczy prawdy) i otrzymasz coś takiego:
(~p) v (p => q) => 1
Dalej możnaby to przekształcić do postaci:
~[(~p) v (p => q)] v 1
Zdanie jest oczywiście zawsze prawdziwe, tylko czy coś z niego tak na dobrą sprawę wynika?
Tak lepiej. Faktycznie pytanie banalne i nie wiem skąd masz jakiekolwiek wątpliwości. Tak. Wychodzi x=4, a poniważ 4 nie należy do dziedziny, zatem funkcja ta nie ma miejsc zerowych.
Will Barrows -> Zapisz to po ludzku bo łatwiej odczytać hieroglify niż domyślić się co poeta miał na myśli :/ (patrz np. notacja z pierwszego postu w wątku)
Standardowe pytanie - w czym konkretnie leży problem? W znalezieniu właściwego wzoru w zeszycie/podręczniku?
Jakieś podstawy angielskiego znasz? Ewentualnie można się posiłkować Google Translate. Wyraźnie napisane jest gdzie leży pierwszy (bo nie jedyny) problem: deklaracja zmiennej (czyli toto: Var jakas_stala:char) powinna się kończyć średnikiem, którego zabrakło. Dosłownie kompilator napisał:
"Błąd składniowy. Spodziewany ; znaleziono BEGIN."
Druga sprawa (już ci zaoszczędzę kolejnego problemu i zachodzenia w głowę o co cho) - czytając coś do zmiennej (tu -> read('jakas_stala')) podajesz jej nazwę bez cudzysłowów. W cudzysłowach (apostrofach) piszesz literały łańcuchowe (czyli mówiąc po ludzku: to, co ma zostać wypisane dosłownie).
I ostatnia uwaga, już natury teoretycznej - to co nazwałeś jakas_stala to jest raczej jakas_zmienna. Stałą deklarujesz z użyciem "const" zamiast "var" i musisz coś pod nią przypisać w momencie deklaracji - później nie możesz już jej zmienić/nadpisać/wczytać do niej czegoś.
A spodziewałeś się docelowego połączenia? mikam22 podał bardzo sensowną opcję. Przesiadek (-ki) nie unikniesz raczej tak czy siak. Dawno nie jechałem, ale może pociągiem do Olsztyna i tam przesiadka na coś (bus, PKS, kolejny pociąg?) bezpośredniego?
Ja tak tylko dodam do powyższych wypowiedzi (bo zasadniczo koledzy i koleżanka wyłożyli już większość cennych rad): nie czuj się nie fair; spójrz krytycznie na siebie i waszą relację i oceń czy rzeczywiście nie jesteś zbyt zazdrosny, zaborczy i ograniczający, ale nie bądź ZBYT krytyczny. Ona złamała obietnicę. To ładnie, że zadzwoniła z pytaniem-prośbą o zrobienie wyjątku, ale kompletnie spaliła to tym, że to jednak nie było pytanie, a raczej było - pytanie retoryczne/grzecznościowe.
Nie możesz dać się urobić tym, że robi lamenty i awantury, kiedy jej to wypomniałeś. Musisz być twardy. Jeśli będziesz wiecznie przebaczał, darował i w ogóle przepraszał, że żyjesz i masz czelność czegokolwiek oczekiwać od drugiej strony związku, to jest duża szansa, że obudzisz się z ręką w nocniku pod tytułem: ona stwierdza "Misiu, może dajmy sobie troszkę luzu/odpocznijmy od siebie" (możesz być na 80 % pewien, że już jest zastępstwo na twoje miejsce na horyzoncie) i ty zostajesz z niczym albo z nadzieją, a ona już zmienia sobie obiekt zainteresowań (kto wie od jak dawna). Niestety nie ma na to prostej rady, a już na pewno niczego nie zmieni ustalanie "zasad", "reguł", wszelkie "umowy" i "obietnice" (to wszystko jest warte mniej niż 0 w sytuacji, gdy jedna ze stron ma drugą gdzieś - bo co jest gwarantem dotrzymania słowa, poza wzajemnym szacunkiem?). Podobnież ograniczanie, kontrolowanie i zabranianie nie odniesie pozytywnego skutku.
Piotrek -> Czyli wracamy do epoki kamiennej? Silniejszy może wszystko, a reszta niech się dostosuje - czy się to podoba, czy nie? To może należąłoby przy każdym przejściu postawić kilka taczek z długimi rączkami, wyładowanych gruzem - tak aby każdy pieszy mógł sobie taką taczkę przewieźć na drugą stronę? Myślę że od razu poprawiłoby się bezpieczeństwo pieszych na przejściach.
Pieszy nie-kierowca nie moze skumac, ze z samochodu czasami naprawde cholernie ciezko wypatrzyc pieszego wychodzacego zza auta.
A kierowca nie może skumać, że zatrzymując/parkując auto przy przejściu dla pieszych naraża innych na śmierć właśnie w opisany wyżej sposób? I że włączenie świateł awaryjnych niczego nie zmieni? To jest naprawdę (tragi)komiczne jak często można spotkać kierowców parkujących w absolutnie losowych miejscach i włączających awaryjne. Usprawiedliwiają się czy co? Może gdyby scholowanie każdego takiego "popsutego" było obligatoryjne, to by coś się zmieniło? Zresztą dziś rzuciło mi się w oczy inne zachowanie - zatrzymywanie się kierowców osobówek w celu wysadzenia pasażerów na przystanku autobusowym - i to niezależnie od tego czy przystanek ma zatoczkę. Ze wszystkich miejsc do zatrzymania wybierają akurat to, które do owego zatrzymania nadaje się najmniej.
W reklamie chodzi o uzmysłowienie wpływu prędkości początkowej na prędkość przy ewentualnym uderzeniu - nie o wartości bezwzględne i wpływ warunków na drodze, bo to raczej oczywiste. Ludziom się wydaje, że te 10 km/h więcej przełoży się na co najwyżej 10 km/h więcej przy wypadku, a to nieprawda. Czas reakcji pozostaje ten sam, a więc skraca się odcinek hamowania (przy założeniu, że zauważyliśmy pieszego będąc w tej samej odległości do przejścia). Summa sumarum - może być tak jak mówią w tej reklamie (różnica 10 km/h prędkości początkowej przełożyła się na 40 km/h różnicy przy uderzeniu)
Co do tematu piesi vs. kierowcy - niestety, kiedy brakuje zdrowego rozsądku i partnerstwa na drodze, a zamiast tego króluje frustracja, nerwowość, pośpiech, chęć pokazania wyższości - to powstają durne przepisy, które to próbują regulować. DM ma trochę racji - zatrzymywanie jednego samochodu na pustej drodze aby przepuścić pieszego to bezsens. Ale sytuacja, gdy drogą jedzie sznurek aut i żadne nie raczy się zatrzymać, a pieszy przed przejściem czeka MINUTĘ LUB DWIE nie są rzadkością. Baa - nawet częstymi bym ich nie nazwał. W większych miastach to jest niechlubna norma :/ Według mnie prawidłowo powinno być tak: pieszy dochodzi do przejścia, zatrzymuje się aby się rozejrzeć; jeżeli droga jest prawie pusta, ale nadjeżdża pojazd (sztuk jeden lub dwa), bądź też jeżeli najbliższy pojazd nie jest w stanie bezpiecznie wyhamować, to przepuszcza go. I w tym momencie powinien mieć święte prawo wejść, a ewentualne kolejne pojazdy - za...kichany obowiązek się zatrzymać. Ale nieee. Niech sobie pieszy poczeka "jeszcze chwilkę" (bo przecież "nic mu się nie stanie"). I później rodzą się frustracje, gdy sytuacja się odwraca (przykładowo skrzyżowanie przy Bagateli czy pod Galerią w Krakowie - tam potok pieszych na przejściu się nie kończy, a samochody czekają w kilometrowych korkach, żeby choć jeden mógł przejechać :> )
Według mnie wina (jeżeli już musimy komuś ją przypisać) leży głównie po stronie opiekuna/tresera ptaka. Rodzinka zachowała się w sumie prawidłowo - broniąc swojego psa, który sam się obronić za bardzo nie mógł. Autor wątku pozwoliłby swojego domownika zamęczyć/ciężko okaleczyć? No tak, bo przecież mały pies to "owłosione kupsko". Ale ptak to już nie "latający kurczak z rożna"?
Wygląda na to, że napastnikowi większa krzywda się nie stała, a i piesek zapewne tylko trochę poturbowany i przestraszony, zatem dobrze się skończyło.
preDratronIX -> Widać brak obycia z tożsamościami trygonometrycznymi i wzorami na funkcję sumy/różnicy kąta (czytaj: więcej ćwiczyć i robić przykłady). Zwijasz licznik ułamka w sinus sumy, a mianownik w cosinus sumy.
piotr432 -> Tak. Możesz tak to przedstawić, ale co ci to daje? Przecież to jest dokładnie to samo i na jedno wychodzi. Dodawanie jest przemienne :) Wolisz mieć najpierw niewiadomą, a później stałą?
To nie kwestia działania w zespolonych/rzeczywistych, tylko kwestia umowna - czy bierzemy pod uwagę tylko dodatni pierwiastek (zwany arytmetycznym), czy oba pierwiastki algebraiczne (dodatni i ujemny - za wyjątkiem pierwiastka z 0 ma się rozumieć). Te całe liczby zespolone i "pierwiastki z liczb ujemnych" trochę Ci namieszały ;)
Lepszym określeniem byłoby "przenoszenie", ewentualnie "transfer" lub "kopiowanie"
MiszczX - Tak. Po prostu korzystasz z definicji modułu liczby zespolonej (pierwiastek z sumy kwadratów części rzeczywistej i urojonej). A gdyby nie było modułu to nie - nie dałoby rady nic z tym zrobić. Z tej prostej przyczyny, że w ciele liczb zespolonych nie definiuje się relacji większości/mniejszości.
PS. To przy "i" to się nazywa część urojona (a nie wymyślona - ale byłeś blisko ;)
Revanisko - Dobrze wyszło, acz niepotrzebnie się bawisz w liczenie pochodnej z a/f(x) (czyli w liczniku stała, a w mianowniku coś z x) ze wzoru na pochodną ilorazu. Prościej:
(a*f(x))' = a*f'(x) (czyli: pochodna z iloczynu stałej przez funkcję jest równa iloczynowi tej stałej przez pochodną funkcji; innymi słowy: stałą przy mnożeniu zawsze sobie możesz wyrzucić przed pochodną i się nią nie przejmować)
a/f(x) = a * (f(x))^(-1)
Już widać? a przed całość i zamiast pochodnej z ilorazu 1/f(x) liczysz sobie pochodną z f(x)^(-1) co jest trochę szybsze (ale na to samo wychodzi, więc jak ci wygodniej)
A dlaczego śnieg miałby blokować swobodne obracanie się kół? Przecież kupując większy rozmiar dostosowuje się profil tak, aby sumaryczna średnica koła nie odbiegała od homologowanej dla danego samochodu (dopuszcza się bodajże 1.5 % różnicy in plus i 2 % in minus)
Marecki_KG - Jaja sobie robisz z tym odświeżaniem? Zaczynam nabierać przekonania, że ten wątek to jakaś prowokacja albo trolling. Różnicy między 60 Hz a "tysiąc pięćset sto dziewięćset Hz" nie zauważysz ŻADNEJ, a już na pewno nie w płynności gry z konsoli (która sama z siebie wątpię aby dawała choćby te 50-60 fps - acz nie chce mi się sprawdzać). Masz jeden z lepszych telewizorów na rynku i chcesz wymienić bo "to nie ten Motionflow o który ci chodziło"? To o jaki ci chodziło? Wiesz w ogóle co to jest? Czego tak właściwie oczekujesz?
Jeśli na komputerze gry zaczynają przycinać, to doszukujesz się przyczyny w monitorze? :o Ja wiem, że teraz te telewizory realizują dość zaawansowane przetwarzanie i ulepszanie obrazu, no ale bez przesady - to tylko wyświetlacz i jeżeli wprowadza jakiekolwiek opóźnienie, to stałe (a nie "momentami zauważalnie gubiący na płynności") i wynoszące... bo ja wiem... najwyżej klatkę lub kilka? Czyli niezauważalne. A czego ci brakuje w 60 Hz (zapewne interpolowanych do 100 czy tam 200 jak tak patrzę na specyfikację i te wybajerzone technologie)? To mało?
alpha_omega -> Niestety to jest taki rodzaj dowodów twierdzeń, który jest szybki, sprytny, ładny (?), ale niełatwy i - jak zauważyłeś - mogący irytować/frustrować kogoś, kto usiłuje się zeń czegoś nauczyć i odtworzyć tok myślenia. Takie konstrukcje robi się mając wystarczającą biegłość rachunkową, znajomość podobnych twierdzeń, zagadnień, nierówności i "kombinując" sobie w domowym zaciszu (na zasadzie "Chciałbym mieć liczbę, która będzie większa niż to, a mniejsza niż to... Fajnie jakby miała też takie a takie cechy..."). Jest to jednocześnie wada i zaleta takich dowodów. Wada - bo są nieintuicyjne i trudne do samodzielnego wymyślenia. Zaleta - bo są z reguły krótkie i w oczywisty sposób poprawne; a przede wszystkim - bo wystarczy taką przykładową konstrukcję podać (łatwo uzasadniając poprawność) i nikogo nie obchodzi jak do tego doszedłeś (cecha którą wielu matematyków sobie ceni - to coś jak testy wyboru w podstawówce, które uczniowie lubią, bo wystarczy odpowiedź, a nie tok rozumowania)
Thisbe -> Zależy jaki konkretnie monitor, o jakich parametrach i gdzie miałby stać. Jeśli zwykły Full HD, to będzie duża plamka i raczej do ustawienia w większej odległości (w przeciwnym razie nie ma sensu przepłacać za sam rozmiar - umieszczając mniejszy monitor bliżej efekt będzie ten sam). Jeśli większa rozdzielczość, to zostaje pytanie czy karta graficzna uciągnie gry (tudzież czy gry mają obsługę takiej rozdzielczości). No i wchodzimy na zdecydowanie wyższy pułap cenowy.
IMHO - do gier i gmerania po sieci nie warto.
jiser - Idąc tym tokiem rozumowania moglibyśmy mieć tożsamość dwóch wyrażeń na "wspólnej części dziedziny", która to wspólna część będzie zdegenerowana do punku (np. sqrt(x) = sqrt(-x) ), albo wręcz zbioru pustego.
Wyznaczamy dziedzinę:
Ad. a)
Lewa strona:
Dziedziną tg(alfa) są wszystkie alfa z wyjątkiem k*pi + pi/2, gdzie k jest całkowite (mam nadzieję, że to jasne)
Dziedziną ctg(alfa) są wszystkie alfa z wyjątkiem k*pi, gdzie k jest całkowite.
Bierzemy pod uwagę przecięcie (znaczy część wspólną) tych dwóch zbiorów i wychodzi nam, że dziedziną lewej strony są wszystkie wartości alfa z wyjątkiem k*pi/2, gdzie k jest całkowite (jeżeli tego nie widzisz, to możesz sobie rozrysować na osi - będzie łatwiej)
Prawa strona:
Dziedziną prawej strony będą wszystkie wartości alfa z wyjątkiem takich, dla których sin2(alfa) (czyli mianownik ułamka) jest 0. sin2alfa jest zerem kiedy 2alfa jest równe k*pi (dla k całkowitego), czyli gdy alfa jest równe k*pi/2. Zatem dziedziną są wszystkie alfa z wyjątkiem k*pi/2 dla k całkowitego.
Widać zatem, że dziedzina dla obu stron jest taka sama (równość zbiorów).
Ad. b)
Nie ma ograniczeń na wartość alfa. Czyli dziedziną zarówno lewej jak i prawej strony będzie alfa należące do R (dowolne alfa rzeczywiste)
Ad. c)
To samo co w b.
Co do ostatniego pytania - po prostu porównujesz zbiory (bo dziedzina to nic innego jak zbiór) - powinny wyjść identyczne.
DWZ - ciężko przewidzieć. Wszystko zależy od pogody jaka się trafi. Może być jesienna plucha lub nawet quasi-zimowe temperatury, zwłaszcza w nocy, a może być przyjemna złota jesień z optymalnymi temperaturami i tylko nieznacznie chłodnymi nocami. Jeżeli noclegi masz w kwaterach/schroniskach, to warunkami w nocy rozumiem że się nie przejmujesz. W dzień może mocno wiać, co znacznie obniża temperaturę odczuwalną. Konieczna nieprzewiewna (a najlepiej i nieprzemakalna) kurtka i coś ciepłego pod nią (sweter, polar), rękawiczki, czapka i szalik wcale nie będą głupim pomysłem. Dodałbym jeszcze dobre, nieprzemakalne buty górskie (wysokie, skórzane) + spodnie nieprzemakalne + ewentualnie stuptuty. Bo to żadna przyjemność chodzić z mokrymi, zziębniętymi nogami, a gdyby padało, to woda szybko zacznie ściekać po nogach i dostanie się do buta górą.
Natomiast Bieszczady nie są górami wysokimi, więc aż tak dużej różnicy w temperaturach nie będzie (pomijając w/w wiatr). Obstawiałbym kilkanaście stopni w dzień, co daje optymalną temperaturę do marszu w samej koszulce/cienkim polarku.
Nie, nie możesz "podstawić za alfę np. 30 stopni i liczyć". Praktycznie nigdy nie można udowadniać jakiejś tożsamości (lub ogólnego twierdzenia, w którym mamy niewiadomą) poprzez podstawienie konkretnej wartości i sprawdzenie, że się zgadza. Bo to niczego nie dowodzi! To tak jakby ktoś stwierdził: "wszystkie koty są czarne", po czym pokazał jednego czarnego kota. I co? Jego stwierdzenie byłoby prawdziwe? Korzystaj z przekształceń i znanych tożsamości trygonometrycznych. Pytasz jak to zrobić najprościej? Poprzez praktykę - rozwiązując pierwszy taki przykład będziesz się długo głowił. Rozwiązując setny - będziesz już działał wręcz mechanicznie, a potrzebne przekształcenia same się będą narzucać.
Drugiego pytania nie za bardzo rozumiem. Tak, musisz zrobić założenia co do dziedziny - niby jak bez tego chcesz zobaczyć czy to jest tożsamość? Jest raczej odwrotnie, niż napisałeś na końcu: jeżeli dziedziny obu stron się nie zgadzają, to nie masz czego dalej sprawdzać (bo na pewno NIE będzie to tożsamość).
Garret - od wczorajszego przedpołudnia sporo się zmieniło ;) http://kamery.topr.pl/kamery.html#Chocholowska
Jeżeli nie zdarzy się jakiś kataklizm pogodowy, to do przyszłego tygodnia nawet śladu po tym śniegu nie będzie. A nawet jeśli, to szczyty które wymieniłeś powinny być osiągalne, przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności i w dobrych butach. Problem może się pojawić w przypadku oblodzenia na szlaku - wtedy radziłby zrezygnować z wyjść w góry, nawet na Grzesia.
Aha. I mam nadzieję, że nie wybierasz się samotnie?
Co za czasy, żeby zwykłe stare dobre kalesony/getry były obciachowe, a dokładnie to samo, tylko z materiałów "high-tech" było "trendi" i warte wydania kilkudziesięciu-kilkuset złotych :) Wg mnie jeżeli nasza aktywność sprowadza się do siedzenia w domu lub lekkich spacerów do miasta na zakupy/do pracy/gdziekolwiek, to naprawdę nie ma większej różnicy (poza ceną) czy to będą bawełniane kalesony czy jakieś termoaktywne wynalazki. Bielizna termoaktywna nabiera sensu w sytuacji wysiłku fizycznego, gdzie się realnie pocisz (np. sporty zimowe, wycieczki górskie etc.) - wówczas bawełna przestaje spełniać swoją funkcję i masz na sobie mokry zimny kompres. Ale i na to znajdzie się rada - kalesony i koszulki (sweterki) z dobrej wełny nadal są niedoścignione pod względem termiki i grzania nawet gdy są wilgotne. I nieważne czy to będzie topowa firma i wełna merynosów za 300 zł, czy babcine kalesonki za złotych 10 :)
k42a_ => Wiążąc sugerowałeś się długością "tej wąskiej części z tyłu"? Powinien być związany tak, aby koniec szerszej części (czyli tej właściwej) dochodził do paska spodni (ewentualnie minimalnie nań zachodził - ale najwyżej do połowy szerokości paska), a nie patrzysz na to ile węższej części zostaje :/ Jeśli zostanie za dużo - znaczy, że krawat za długi, tyś za niski, szyja za chuda, albo wszystkiego po trochu (żart ;) ). Po prostu schowaj nadmiar w spodniach lub wsuń za koszulę (między guzikami) :D
Do tematu wątku: decyzja o tym kiedy należy użyć kierunkowskazu jest często kwestią uznania i dość płynną. Dlatego według mnie przede wszystkim należy kierować się bezpieczeństwem i kulturą (czyli tym, czym zawsze należałoby się kierować) - jeśli nasze sygnalizowanie zwiększy czytelność zamiarów (lub jeśli brak sygnalizowania może zostać odebrany niejednoznacznie), to należy to robić.
Dobrym przykładem jest właśnie jazda po rondzie, gdzie sygnalizowanie "skrętu w lewo" (choć wymagane przez niektórych egzaminatorów) na ogół jest bezcelowe, natomiast sygnalizowanie odpowiednio wcześnie zamiaru zjazdu z ronda - kluczowe dla bezpieczeństwa i płynności ruchu.
Innym przykładem niech będzie skrzyżowanie w kształcie litery T, gdzie droga z pierwszeństwem skręca w lewo, a z naprzeciwka dochodzi droga podporządkowana. W takim przypadku jadąc drogą z pierwszeństwem zdecydowanie należałoby sygnalizować skręt w lewo, a nie kierować się (ad. alpha_omega [44]) wyssanymi z palca teoriami o tym, że na drodze z pierwszeństwem nigdy nie należy sygnalizować skrętu lub (ad. Teemoray) o wpływie obecności (lub braku) znaków poziomych na obowiązek sygnalizowania (chociaż tutaj już zdania mogą być podzielone, bo czasem te znaki mogą wpłynąć na naszą decyzję o tym czy dać "migacz"). A już na pewno nie należy tych swoich wydumanych teorii traktować tak jakby miały jakieś umocowanie prawne (tu znów alpha_omega i jego teoria, jakoby przepisy automagicznie "prostowały" każdą drogę z pierwszeństwem).
Lookash [27] - Jakiś kompleks? Choć to miłe, że o mnie pamiętasz i kojarzysz z tematyką przepisów ruchu drogowego.
CyberTron
(...) czerwony, bo jeśli chciał zjechać w tym miejscu, to miał obowiązek zmienić pas na zewnętrzny przy wcześniejszym zjeździe.
Takiego przepisu nie ma.
Prawidłowość jest taka, że zjeżdżać z takiego ronda można tylko z zewnętrznego pasa.
Taki obowiązek w przepisach istnieje, ale nie precyzują one w którym momencie ma nastąpić zmiana pasa. Nawet wśród ekspertów toczą się spory czy taki zjazd jak na rysunku (tj. "zmiana pasa" bezpośrednio przed - a wręcz w trakcie - wykonywania manewru) czyni zadość przepisom.
Natomiast co do zielonego - również sytuacja sporna, bo różne są zdania na temat: czy taki manewr jaki wykonuje zielony na tym rysunku to skręt w lewo? (traktując rondo jako skrzyżowanie o ruchu okrężnym).
Zatem tak jeden jak i drugi kierujący być może popełnił wykroczenie(-a). W takiej sytuacji wina niemal na pewno zostałaby przypisana czerwonemu. Dodam tylko tak od siebie, że osobiście jestem przeciwnikiem powszechnego założenia "nieustąpienie pierwszeństwa = sprawstwo kolizji/wypadku".
sparrhawk - Nie mam zamiaru kontynuować z tobą dyskusji z dwóch powodów:
1. Nie odniosłeś się do moich pytań/uwag skierowanych w twoją stronę a dotyczących omawianego problemu (a nie ad personam), zamiast tego kontynuując wykładanie swoich betonowych racji, fałszując lub uogólniając przy tym pewne fakty (nie, nie WSZYSCY się zgodzili, że suwak ma sens, ani też ja nie byłem mu kategorycznie przeciwny). Ponadto zamiast dyskutować o problemie uroiłeś sobie skądś moje stanowisko na ten temat i próbujesz z nim walczyć (odniosłem wrażenie, że sugerujesz jakobym był fanatycznym przeciwnikiem "zamka" a na drodze jeździł dokładnie wbrew jego zasadom).
2. Nadal demonstrujesz brak zrozumienia celu jaki przyświeca jeździe "na suwak" (sugerując, że ma on na celu skrócenie CZASU stania w korku). Albo po prostu wygłaszasz swoją opinię, którą nie chcesz poprzeć argumentami.
Loczek [86]
Sprawa jest prosta - samochody w korku poruszają się ruchem harmonicznym, stosując "jazdę na suwak" efekt takiego ruchu się niweluje - ergo, na zakorkowanym odcinku, podczas jednej fali przejeżdża więcej samochodów.
Wypowiadasz się tak autorytatywnie a... masz może jakieś argumenty na poparcie tej teorii? Czy podobnie jak koledzy wyżej poprzestajesz na stwierdzeniu że "to oczywista oczywistość, a jak dla kogoś nie jest oczywistością, to jest [tu brzydki epitet o zdolnościach umysłowych]" albo że "przecież wszystkie kraje zachodnie tak jeżdżą"?
Na koniec pytanie-zagadka do ogółu, choć powtórzę tylko to, co napisał wyżej Saul Hudson:
Co się stanie gdy oba "TIRy" z filmiku dojadą do zwężenia? Oraz pytanie pomocnicze: Gdzie toczy się akcja oglądanego materiału?
Zastanówcie się z czym walczycie i czy jest o co kruszyć kopie.
qLa => Zarzucasz mi stosowanie chwytów erystycznych samemu z upodobaniem ich używając?
Dwa podpunkty do przemyślenia:
1. Są przepisy prawa spisane w ustawach oraz istnieje pojęcie regulacji umownej (tu cytat z ciebie). A czym różni się stosowanie tych drugich od: (znów cytaty)
samowolki jednego kretyna z drugim
Januszów z TIRów
"kmiotów" ?
Co sprawia, że uważasz swoje regulacje umowne za słuszne, a ich zachowanie za "januszowanie" i "samowolkę"? (podpowiem: odpowiedź znajdziesz w wyniku rozważań nad punktem drugim - poniżej)
2. Zapoznaj się z pojęciem określanym potocznie jako psychologia tłumu (w odniesieniu do postów swoich i podobnie myślących osób z tego wątku, których - jak sam napisałeś - jest więcej)
legrooch, 10 sekund było wartością "z czapki", ale IMO dobrze oddawało to, co chciałem przekazać: że ruch drogowy i korek na dwóch pasach to nie to samo, co dwie kolejki do jednego "okienka".
Żeby uniknąć nieporozumień: nie jestem przeciwnikiem "zamka". Uważam, że ma on swoje uzasadnienie w sytuacjach, gdy priorytetem jest nieblokowanie skrzyżowań i zjazdów znajdujących się wcześniej. Ponadto jego zaletą - o ile jest prawidłowo i rygorystycznie przestrzegany - jest pełna sprawiedliwość i korzystny wpływ na płynność (ale już nie szybkość) ruchu. Natomiast nadal uważam, że odbywać się to będzie zawsze kosztem większego lub mniejszego wydłużenia czasu oczekiwania na przejazd przez zwężenie - właśnie ze względu na narzuty czasowe powodowane przez procedurę "przetasowywania się" pojazdów. Zresztą można poddać jeszcze jeden argument pod rozwagę: pozostawienie jednego pasa wolnego może ułatwić przejazd pojazdom uprzywilejowanym. Owszem - są na to i inne sposoby, takie jak np. w Austrii (obowiązek utworzenia "dodatkowego pasa" pomiędzy stojącymi sznurkami aut), ale póki co w Polsce takie coś się nie uda :]
EDIT: sparrhawk - rozumieć rozumie, ale podchodzi krytycznie i stara się zachować obiektywizm. W odróżnieniu od hurraoptymizmu i ślepego przywiązania do obranej ("jedynej słusznej") opcji w sytuacji, gdy nie ma namacalnych dowodów przemawiających za którąś tezą (trochę zobowiązuje mnie do tego imię ;) Masz coś bardziej przekonującego niż twoje słowo na poparcie wysuwanych teorii? Bo jak nie, to pozostajemy w statusie quo. Widać zresztą dobrze, że sam nie do końca rozumiesz zasadę działania suwaka i fundamenty, o które się opiera:
niby jadą tym kończącym się pasem, ale wolniutko i próbując wcisnąć się w lukę
Bo na tym to właśnie polega - utrzymaniu stałej, niewielkiej prędkości, aby była możliwa maksymalnie płynna zmiana pasa ruchu.
Przez to wszyscy tracą - kończący pas jedzie wolniej
I co w związku z tym? Gdyby jechali szybciej, to korek szybciej by się rozładował? Cokolwiek by się zmieniło poza faktem, że nie wyprzedzą kilku dodatkowych samochodów?
a ci z głównego albo są zmuszani do wpuszczania kilku samochodów zamiast jednego
Niby jak są zmuszani?
albo coś im na koniec odbije i przy zwężeniu nie wpuszczą nikogo.
...albo wyląduje UFO, albo...(milion domysłów i konfabulacji)
I gwarantuję niedowiarkom, że działa to wtedy bardzo płynnie.
Zapewne. Ale czy szybciej?
Konkretnie szybkość ruszania - jeśli na jednym pasie ktoś zmula bo nie radzi sobie ze sprawną jazdą w korku to zawsze jest nadzieja w drugim pasie.
Tak. Ale jeśli taki żwawszy ktoś skorzysta ze ślamazarności tego drugiego i wjedzie przed niego, to automatycznie spowoduje, że ślamazara nie będzie mógł przyspieszyć, a co najwyżej powolutku ruszyć, aby zachować bezpieczny odstęp. Co lepsze - płynne wleczenie się jeden za drugim z przetasowaniem, czy lekka zwłoka, ale później dynamiczne przyspieszenie i dogonienie poprzedzającego? W pierwszym przypadku po kilkudziesięciu metrach będziemy mieli trzy dość wolno jadące samochody, które - wraz z przyspieszaniem - muszą zwiększać odstępy między sobą. W drugim - po tych samych kilkudziesięciu metrach dwa samochody z większym odstępem, ale także i większą prędkością.
Jeśli wszyscy mieliby jechać jednym to zawsze stracą więcej czasu niż przy suwaku.
Cóż. Masz oczywiście prawo mieć takie zdanie, jednak póki co argumentacja nie wykracza ponad "Nasze auta są najszybsze, bo są czerwone i najszybsze" (moja zresztą niewiele lepiej, ale przynajmniej nie trzymam się kurczowo jednej ze stron, tylko pozostawiam otwarte pytania).
qLa [35] ==> Zamiast rzucać inwektywami i obrażać innych poćwicz lepiej czytanie ze zrozumieniem i wyobraźnię, bo JediZipp pisze bardzo sensownie i doskonale obrazuje "zwolennikom postępu" jak problem wygląda oczami drugiej strony. W Polsce zamek często nie może funkcjonować nie przez "Januszów z TIRów", tylko "buraków z osobówek", którzy perfidnie wykorzystują powolny start ciężarówki. Tak więc wina leży po obu stronach.
Notabene - gówno mnie obchodzi czas pracy Tirowca - to on ma się dostosować do regulacji, a nie wprowadzać własne regulacje w imię własnego komfortu.
Zatem bądź łaskaw sam się dostosować do obowiązujących regulacji :> Przed zwężeniami na ogół obowiązuje zakaz wyprzedzania (wyrażony znakiem B-25, a nie przyjętym obyczajem). Jakim więc prawem wyprzedzasz kogokolwiek na drugim (niezablokowanym) pasie? TO są regulacje, na które się tak ochoczo powołujesz (strzelając sobie w stopę), a nie "suwak", który jest jedynie ZWYCZAJOWO przyjęty, a znaki sugerujące taką jazdę są tylko radosną twórczością drogowców nie mającą w Polsce umocowania prawnego.
Lookash [38, 46, 49, 51] => Następny, co tylko potrafi zwyzywać dyskutanta, samemu będąc całkowicie opornym na argumenty. Do ciebie również kieruję powyższe uwagi - żeby pies wiedział, gdzie ta jego należna buda się kończy. Naprawdę nie widzisz tego, że "suwak" nie jest rozwiązaniem problemu korka, a może być wręcz jego pierwotną PRZYCZYNĄ? To tylko ratowanie sytuacji, którego jedyną zaletą jest krótsza fizyczna (bo nie czasowa) długość korka. A nawet ten argument na autostradzie często traci rację bytu.
Swoją drogą gratuluję - cztery posty, z czego trzy napisane wyłącznie po to, aby obrzucić kogoś błotem i wyrazić swoje zdanie jak jakąś jedyną słuszną prawdę objawioną. Jak nazwałbyś kogoś, kto tak się wypowiada? Bo "debil" to określenie dla osoby upośledzonej umysłowo w stopniu lekkim.
W pełni zgadzam się z postami [37] i [48] Lysacka.
legrooch [42] => Fajne porównanie, ale dla lepszego odzwierciedlenia sytuacji dodałbym jeden detal: załóżmy, że za każdym razem, kiedy osoba z lewej (tej początkowo krótszej) kolejki chce podejść do kasy, trwa to 10 sekund. Osoby z prawej kolejki podchodzą do kasy niemal natychmiast (załóżmy, że 3 sekundy). Dzięki temu zamodelowaliśmy sytuację na drodze (czas na stworzenie luki przez wolny pas i zmianę pasa ruchu przez pojazd ze ślepego pasa). Nadal twierdzisz, że nic się nie zmieni?
Ad. [67] - Nie do końca się zgodzę. "Czas obsługi", to bardziej czas wjazdu jednego matołka do zwężki (razem z całą otoczką, tj. ruszeniem z miejsca, odczekaniem na zwolnienie się miejsca, zmianą pasa etc.). Chyba nie powiesz, że 10 samochodów jadących 120 km/h w bezpiecznych odległościach od siebie na tym samym (wolnym) pasie przejedzie przez zwężenie w takim samym czasie jak 10 samochodów stojących przed zwężeniem w korku - po 5 na każdym pasie ruchu?
k42a_ - Nie ma ogólnej zasady. Kwestia wyczucia. Oczywistym jest, że jeśli grupa liczy 10 osób, to nie ma sensu z każdym witać się osobiście. Pozostaje decyzja gdzie leży ta "granica", tj. powyżej ilu osób się nie witać z każdym.
Najpierw powinno przywitać się z kobietami/dziewczynami (skinienie głowy/werbalnie itp.) dając im szansę na wyciągnięcie ręki, a dopiero później z facetami podając rękę (chyba że dzieli was duża różnica w wieku lub stanowisku - wtedy patrz uwaga Twajdego i koosy). Niestety wiedza ta jest bardzo mało powszechna i często (w zasadzie niemal zawsze) można się spotkać z sytuacją, gdy dziewczyna nie wie, że powinna pierwsza wyciągnąć rękę i czuje się pominięta kiedy to facet nie zrobi tego pierwszy (a z kolegami się przywita). Jeszcze pół biedy, kiedy ma na tyle tupetu/pewności siebie, aby zwrócić uwagę (choćby i żartobliwie/koleżeńsko) "nieuprzejmemu" facetowi - wtedy jest szansa żeby ją uświadomić :) Gorzej, gdy nic nie powie, tylko będzie dusić niemiłe uczucia w sobie.
koosa - Myślę, że w cytacie Twajdego zdecydowanie chodziło o pozycje w hierarchii, a nie wzrost :)
A czyściłeś/formatowałeś kompa przez ten czas? Bo przez te lata mógł się trochę zasyfić różnymi programami, toolami i programikami wszelkiej maści. Padanie RAMu jest bardzo mało prawdopodobne
Pod PCIEX1_1 (czyli port PCI Express x1) możesz podpiąć kartę, która jest dla takiego portu przeznaczona, np. karte dźwiękową Asus Xonar DX. Natomiast PCI jest starszym standardem, do którego również można było podpiąć kartę dźwiękową itp.
ThrashMetal - Usunięcie ósemek może jedynie zapobiec dalszemu stłaczaniu zębów (oraz problemów z higieną, bo ósemki często trudno wyczyścić i się najczęściej psują). Niestety nie daje to żadnego dodatkowego miejsca na rozsunięcie zębów. Więc jeżeli masz bardzo ciasno stłoczone i zachodzące na siebie, to może być konieczna dodatkowo ekstrakcja innych zębów (zazwyczaj czwórek lub piątek, czyli przedtrzonowców).
Chciałem wspomnieć o fabryce Schindlera, ale widzę, że Stra Moldas już mnie ubiegł :) Zatem się przyłączam. Oprócz tego Zakrzówek i skałki Twardowskiego (choć trochę syf i pobojowisko), a jeśli dopuszczacie także okolice Krakowa, to kopalnia soli w Wieliczce (drogo, ale warto choć raz zobaczyć), Oświęcim (jeśli się nie było np. na wycieczce szkolnej), Ojcowski Park Narodowy z Jaskinią Łokietka, Jaskinię Wierzchowską Górną, no i piękne Dolinki Podkrakowskie (Kobylańska, Bolechowicka, Będkowska - z największym naciskiem na tę pierwszą, choć każda jest ładna).
Odłączyć wtyki zasilania wentylatorów od płyty głównej, sprężone powietrze w dłoń, komputer za okno/na podwórko i jazda :) W ten sposób da się go dość porządnie oczyścić bez wyciągania bebechów. Najistotniejsze miejsca (gdzie również zbiera się najwięcej kurzu) to radiatory (przede wszystkim procesora i karty graficznej) oraz łopatki wentylatorów tychże. Możesz sobie też pomóc miękkim pędzelkiem lub zestawem patyczek + szmatka nasączona spirytusem (chociaż po prostu lekko zwilżona wodą też zda egzamin).
PS. Gdybyś wpadł na "genialny" pomysł użycia do tego celu odkurzacza w trybie wydechu, to pilnuj aby nie dotknąć czegoś końcówką rury - może być naelektryzowana. Czasami odkurzacze mają też takie końcówki "lejki" nakładane na rurę, skupiające strumień powietrza - trzeba przy tym bardzo uważać, aby ta końcówka nie wystrzeliła i nie uszkodziła czegoś.
Hellmaker => Przerywaną linię za znakiem widzę. Na moje krzywe oko to jest linia P-7c przerywana krawędziowa wąska. Nie mówi ona nic o pierwszeństwie, a jedynie wyznacza pomocniczo krawędź jezdni w przebiegu drogi z pierwszeństwem na skrzyżowaniu. Zresztą nawet gdyby była to - co miałeś na myśli - linia P-13, to ona również sama z siebie do niczego nie zobowiązuje. Wskazuje jedynie miejsce do zatrzymania się w celu ustapienia pierwszeństwa wynikającego ze znaku pionowego A-7. Nie wzmacnia ona znaczenia znaku ustąpienia pierwszeństwa, a co więcej - umieszczona gdziekolwiek bez tego znaku nie oznacza nic i do niczego nie obliguje.
Jakbyś nie wiedział ;)
Jak już się bawisz w puryzmy językowe i zgrywasz wielce wkurzonego, to rozumiem, że sam oczywiście nie używasz tych pleonazmów, a co więcej - skrótowce pochodzenia obcego (czyli niemal wszystkie z przytoczonych) wymawiasz literując zgodnie z wymową angielską?
Pytanie w teście jest bardzo idiotyczne i sam również przychylałbym się do Twojej odpowiedzi (tj. B). Owszem - skrzyżowanie głupio oznakowane, ale skoro już takie znaki zostały postawione, to należałoby się do nich zastosować i traktować oba wjazdy podporządkowane jako jedno skrzyżowanie (ergo: nadjeżdżający z lewej ustępują nam w tej sytuacji). Gdybyśmy się kierowali logiką przedstawioną przez co poniektórych wyżej ("jadący z lewej wjechali już na drogę główną, więc musimy im też ustąpić") to na KAŻDYM skrzyżowaniu z drogą z pierwszeństwem moglibyśmy stosować zasadę "kto pierwszy ten lepszy".
Hellmaker [24] => Że co proszę? :o
Motocyklista chyba zapomniał, że dając taką "lekcję" ryzyko rozkłada się BARDZO na jego niekorzyść (samochodziarzowi w razie kolizji raczej nic się nie stanie poza wgniecionym zderzakiem; motocyklista raczej nie wyjdzie z takiej kolizji cały). Za swoją lekkomyślność prawdopodobnie zapłacił wysoką cenę. Kierowca samochodu również nie pozostaje bez winy. W myśl przepisów w zasadzie to głównie on popełnił wykroczenie, ale gdybym mógł decydować, nie wahałbym się orzec współwinę. Owszem - powinien był zjechać na prawy pas; z drugiej strony - mógł nie zdążyć zauważyć motocyklisty, żeby się spokojnie odsunąć. Owszem - powinien był zachować bezpieczny odstęp, pozwalający wyhamować nawet w przypadku awaryjnego hamowania motocyklisty; z drugiej strony - motocyklista zamiast wyprzedzić i dalej jechać swoim tempem celowo zrównał prędkość z samochodem aby "dać mu lekcję", czym przyczynił się do wypadku; zmuszanie kogoś, aby po jego wyprzedzeniu zwalniał w celu zwiększenia odstępu jest w większości przypadków bezczelnością.
ronn - A jakie znaczenie ma to czy zielony stał na środku pasa, czy przy krawędzi?
Pomylenie ustawienia prądu stałego z przemiennym raczej nie grozi spaleniem miernika, natomiast odczytane wyniki będą fałszywe.
Cyniczny Rewolwerowiec [66] (i po części także wysiak et al.)
Włączanie się do ruchu następuje w momencie ruszania po zatrzymaniu/postoju niewynikającym z warunków ruchu ani przepisów - nie musi być żadnego wyjeżdżania z zatoczki czy z bocznej drogi. Samo zatrzymanie się "ot tak, bez powodu" sprawia, że ruszając będziemy się włączać do ruchu.
PierwszyWolnyJestZajęty
Wypowiadasz się bardzo stanowczo i autorytarnie a w wielu miejscach ujawniasz nieznajomość przepisów lub bardzo pobieżną i powierzchowną ich znajomość ("co wiem, to wiem, a resztę sobie dopowiem bo 'wydaje mi się, że...' ").
Omijanie. Złamanie podstawowej zasady kodeksu drogowego czyli zachowania szczególnej ostrożności.
Przy omijaniu kodeks nie nakazuje zachowania szczególnej ostrożności.
a w tym wypadku pojazd różowy takiego miejsca nie miał. Miał wybór: zderzenie czołowe z pojazdem czarnym lub powrót na swój pas nie upewniając się czy będzie to bezpieczne.
Niezależnie od tego czy się upewnił, czy nie, to była jego jedyna rozsądna opcja - co miał poradzić jak stojący pojazd nagle ruszył i zablokował możliwość bezpiecznego powrotu? Iść na czołówkę?
Wymusił na nim pierwszeństwo. Czym? Tym, że mu silnik zgasł?
Tym, że ruszał po zatrzymaniu, czyli włączał się do ruchu - co nakładało na niego obowiązek ustąpienia pierwszeństwa. A to z kolei oznaczało, że miał "powstrzymać się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić innego kierującego do..." (odsyłam do ustawy)
Masz ZACHOWAĆ BEZPIECZNĄ ODLEGŁOŚĆ. Gdyby taką posiadał to by wyhamował, a zamiast tego mógł doprowadzić do czołowego zderzenia z czarnym pojazdem.
A kto powiedział, że nie zachował i nie zdążyłby się zatrzymać za nim? Ty też widząc stojący samochód dojeżdżasz powolutku do jego tylnego zderzaka, zatrzymujesz się, myślisz co by tu zrobić, po czym powoli wytaczasz się zza niego i rozpoczynasz omijanie?
Przepis mówi tylko o gwałtownym przyspieszaniu gdy ktoś nas wtprzedza.
Nie. Mówi po prostu o przyspieszaniu - jakimkolwiek, niekoniecznie gwałtownym.
Autor wątku napisał, że gdy ruszał pojazd różowego juz za nim nie było był on już w trakcie wyprzedzania/omijania.
Napisał też, że wzniesienie miało 60 stopni nachylenia :]
Szkoda, że twój przykład jest z (.) bo autor tematu nie zrobił NIC co by ten manewr utrudniło. A wiesz dlaczego? Bo w systuacji opisanej w temacie zgodnie z Kodeksem Drogowym pojazd różowy nie mógł wykonać wyprzedzania.
Ale omijać już mógł, więc co miał zrobić, gdy zielony nagle ruszył, kiedy różowy był już w trakcie manewru? Hamować gwałtownie? Zresztą różnica między staniem a jazdą z - jak to określiłeś - zawrotną prędkością 5 km/h jest z perspektywy jadącego z tyłu samochodu bardzo symboliczna - nadal chcesz na tej podstawie rozróżniać jaki manewr wykonywał?
Wydaje mi się, że z uwagi na trudności komunikacyjne autora wątku oraz tendencję do wyolbrzymiania faktów (bądź po prostu trudność w miarodajnej ich ocenie wywołana stresem) czynią tę dyskusję bezcelową. Bo również dobrze mógł jeszcze stać jak pojawił się pojazd różowy, jak i już jechać. Mógł przejechać 0,5 metra i jechać 3 km/h, a mógł ruszyć z kopyta 20 km/h i przejechać metrów 10.
Popracuj proszę nad swoją polszczyzną, bo ten opis nie trzyma się kupy składniowo i logicznie. Twoja wina, że dałeś sobie wcisnąć mandat - teraz już nic nie zrobisz i możesz co najwyżej pomstować pod nosem. No ale oczywiście warto mieć naukę na przyszłość oraz przestrogę dla innych. Sytuacja dość dziwna, bo zasadniczo w twoim zachowaniu trudno się doszukać znamion wykroczenia (jaka była podstawa prawna mandatu?), a z drugiej strony trudno się oprzeć wrażeniu, że coś schrzaniłeś. Nasuwa mi się takie pytanie: jak ci się udało "zgasić auto"? Zatrzymałeś się i próbowałeś ruszyć? (jak tak, to dlaczego?) Nie ma to co prawda znaczenia dla rozstrzygnięcia problemu, ale po prostu jestem ciekaw jak to możliwe. Natomiast może mieć znaczenie pytanie: jakim cudem można ruszać tak, że startując nie ma nikogo na horyzoncie, a będąc metr dalej już się jest wyprzedzanym?
Z perspektywy przepisów włączałeś się do ruchu i powinieneś był ustąpić pierwszeństwa uczestnikom ruchu. Ale z drugiej strony na czym miałoby polegać ustąpienie pierwszeństwa komuś, kto nas wyprzedza i na dodatek chowa się w panice na prawy pas? Jego wina, bo nie upewnił się o możliwości omijania/wyprzedzania i nie zachował należytej ostrożności. Zresztą uszkodzenia jakie opisujesz są przecież typowe dla zajechania drogi. Dochodzimy więc do sprzeczności: jak można zajechać drogę pojazdowi włączającemu się do ruchu vs. jak można ustąpić pierwszeństwa (w myśl litery prawa, a nie rozumieniu potocznym - odsyłam do ustawy) komuś, kto wyprzedzał i zmienia właśnie pas?
EDIT:
On zwalił na mnie winę gdy mi samochód zgasł powinienem migacz włączyć
Kompletna bzdura świadcząca o nieznajomości przepisów przez tamtego gościa (w czym - niestety - nie odstaje od 95 % populacji kierowców).
Ktoś wyżej słusznie przytoczył zakaz wyprzedzania przy dojeżdżaniu do wierzchołka wzniesienia (który służy zapobieżeniu właśnie takim sytuacjom). Można również zastosować zakaz wyprzedzania na skrzyżowaniu o ile to było skrzyżowanie (bo ta boczna dróżka zapewne jest osiedlową drogą wewnętrzną/dojazdem do obiektów/bloków).
Jeśli chcesz po prostu przytyć czyli sprawić, aby waga wskazywała większą liczbę, to skłaniałbym się do poparcia zdania Zioma91. O ile twoja postura nie jest wynikiem choroby i nie masz przez to kłopotów zdrowotnych (chorowitość, anemia etc.), to powinieneś zaakceptować swoją budowę, a wręcz cieszyć się z niej. Bo jest to też pewnego rodzaju dar i ma swoje zalety. Możesz jeść praktycznie co chcesz i ile chcesz, o czym wielu "miśków" może tylko pomarzyć. A z mniej przyziemnych rzeczy - "chudzielcy" najczęściej mają lepszą wytrzymałość (kosztem mniejszej siły niestety) i predyspozycje do biegów długodystansowych, wędrówek górskich itp.
Zamiast idiotycznie pragnąć się zwyczajnie otłuścić popracuj tylko trochę nad sylwetką na siłowni; wyrób sobie zarys mięśni, poszerz nieco klatę i voila :) Wbrew pozorom jest to osiągalne nawet dla "wieszaków" (mówię z autopsji), choć Pudzianem najprawdopodobniej nigdy nie będziesz (a w każdym razie nie potrzebujesz być, więc nie hoduj w sobie kompleksów). Pamiętaj o tym, żeby ćwiczyć równomiernie wszystkie partie ciała. Bo koleś z klatą jak kulturysta i nogami jak 5-latka wygląda przekomicznie - znacznie gorzej niż zwyczajny "patyczak" ;)
Zależy od licencji. Jeśli na laptopie jest OEM, to niestety trzeba zakupić drugi system (a właściwie licencję). Jeśli BOX, to możesz zainstalować na pececie.
Ale zawsze to potem boli.
Zwłaszcza wtedy gdy dostaje się "zwrot" kamienia, który się kiedyś sprezentowało ;D
Wydaje mi się, że dla laika i bez "fachowych sprzętów" to bardzo trudne. Oczywiście o ile mowa o twardym i/lub kruchym kamieniu (piaskowiec, łupek, granit, bazalt), a nie kawałku gipsu czy miękkiego wapienia :) Nie masz w okolicy kamieniarza, żeby zapytać ile by to wyniosło? Byłoby fachowo, profesjonalnie i ładnie. No i większa szansa, że nie zniszczysz kamienia. Ale jeśli ma to być napis "Dla Oli od Adama" na otoczaku ze strumienia to szkoda zachodu ;)
Ocenić sytuację. Jeśli wydaje się, że dalsza zwłoka nie zagraża dziecku to próbować ustalić gdzie jest właściciel auta, a w przypadku niemożności szybkiego tego ustalenia - dzwonić na policję. Jeżeli sytuacja wydaje się poważna (np. wydaje się, że dziecko jest silnie zaczerwienione, ma bardzo przyspieszony oddech lub nie oddycha), to wybić szybę, otworzyć samochód i wyciągnąć je. Żaden sąd nie skaże w takiej sytuacji za niszczenie mienia ani inne wykroczenie - stan wyższej konieczności.
Liklfidator - Nie wiem czy pisałeś to na poważnie, czy "dla jaj"... Rachunek prawdopodobieństwa to potężne narzędzie, ale wypadałoby umieć z niego korzystać. To, co opisałeś, to interpretacja powszechna wśród osób, które cośtam liznęły probabilistyki (albo działają "na chłopski rozum") i wydaje im się, że znalazły sposób na powiększenie swoich szans (ta sama zasada, co wybieranie w lotto liczb, które nie padały od najdłuższego czasu). Błąd tkwi w tym, że liczysz prawdopodobieństwo apriori, a używasz go w stosunku do zdarzenia, dla którego należałoby użyć p-stwa warunkowego. Bo szansa na to, że wygrasz po tym, jak ktoś przegrał miliard razy z rzędu, jest dokładnie taka sama jak szansa na wygranie w dowolnej innej próbie (zakładając, że automat nie oszukuje).
wysiak, PrzemoDZ - Ok. W sumie racja. Ale zgodzicie się chyba, że to swoiście pojmowany snobizm, taki sam, jak ciuchy od "znanych projektantów" za kosmiczną (jak dla Kowalskiego) cenę czy takoważ biżuteria damska. Gdzie główną funkcją jest nadęcie ego posiadacza. Bo według kanonów przedmioty takie nie powinny epatować swoją "markowością", a wręcz ją ukrywać; zatem płaci się kupę kasy za coś, co WYGLĄDA identycznie i jest niemal TOŻSAME z dużo tańszymi odpowiednikami, a różni się jedynie marką, która w wielu przypadkach jest wyeksponowana BARDZO dyskretnie lub wcale (ergo: odróżnić to może przede wszystkim ktoś, kto również należy do "snobistycznego kółka wzajemnej adoracji"). Może akurat w przypadku zegarków jest nieco inaczej (znaczek producenta jest wyraźnie widoczny i duży w stosunku do całości), ale idea podobna.
Też się często zastanawiam nad sensownością kupowania zegarka za cztero- (i więcej) cyfrową kwotę. Oczywiście nikomu nie bronię ani nie roszczę sobie prawa do dysponowania czyimiś pieniędzmi. Po prostu wydaje mi się, że jedynym sensem takiej inwestycji jest chyba jakiś snobistyczny "prestiż". Argumenty wysiaka nie za bardzo do mnie trafiają, bo obrączka z założenia jest jedynie symbolem czegoś i nie spełnia żadnej praktycznej funkcji, którą to wykonywałaby lepiej lub gorzej w zależności od użytego materiału. Co innego zegarek, który spełnia dwa cele: ma mierzyć czas (ewentualnie inne bajery) i ewentualnie także ładnie wyglądać spełniając funkcję męskiej biżuterii. A nie wydaje mi się, aby zegarek za 100 zł gorzej odmierzał ów czas od "szwajcara" za złotych 2000. Czegóż chcieć więcej? Skórzanego paska? Chyba nie za dopłatą 1000 zł? Szafirowego szkła, żeby zegarek ładnie wyglądał przez 40 lat? Równie ładnie będzie wyglądała szybka nowego "taniego" zegarka kupowanego co 2-3 lata (jeżeli ktoś lubi zegarkiem wbijać gwoździe), a cena sumarycznie ta sama. Złotej bransolety? Brylantów zamiast godzin na tarczy? Gotowości do nurkowania na dno oceanu?
Okulary 3D w Cinema-City i Multikinach mają przeważnie filtry dichroiczne a nie polaryzacyjne. O ile wiem, to do polaryzacyjnych potrzebny jest silver screen taki jak w Imaxach.
Staro się czuję, kiedy niektóre z w/w produkcji określane są jaki "starsze" lub stawiane niejako na równi z "Toy Story" czy "Królem Lwem" :) Od siebie zdecydowanie polecam stare (oraz nieco nowsze) klasyczne animacje Disneya/Pixara. Przy całej sympatii do Shreka i spółki, jednak filmy Dreamworksa uderzają w zdecydowanie inną tonację i są... hm... płytsze?
Król Lew - absolutna klasyka Disneya; jedna z najlepszych animacji; no i jeden z moich faworytów, gdyż pozbawiony jest głównej wady filmów disneyowskich - utożsamiania wyglądu bohatera z jego charakterem;
Toy Story - przełom w animacji, pierwszy film zrealizowany w "komputerowym 3d", a mimo to nie odpycha zwolenników klasycznej kreski
Herkules - przyjemnie się ogląda, bardzo dobry polski dubbing
Piotruś Pan - to z "nieco" starszych filmów, ale również lubię :)
Robin Hood - jak wyżej
Mulan
ewentualnie również "Aladyn" i "Dzwonnik z Notre Dame".
Natomiast mnie NIE przypadła do gustu "Pocahontas" - strasznie banalna, przewidywalna historia z wtrąconym wątkiem ekologicznym, a sam film wydaje się bardzo krótki i mało treściwy. Jedyna zaleta to rzeczony wątek ekologiczny oraz piosenki :)
PS. W zasadzie wszystkie sequele filmów Disneya to porażki, które należy omijać szerokim łukiem.
Nominacja dla Heretyka oraz kosika007 do nagrody złotego kwantyfikatora za wynalezienie relacji podzielności w ciele liczb rzeczywistych ;)
EDIT: Poprawiony nick. Za błąd przepraszam.
Zawsze pisząc system "profilaktycznie" zaalokujesz sobie tyle pamięci, ile wedle szacunków może mu być kiedykolwiek potrzebne? Poza tym to są studia - ty masz poznać jak to działa pod spodem, a nie tępo przyjąć do wiadomości, że taka dajmy na to Java "sama się zajmie pamięcią". Realokacja, wirtualizacja, stronicowanie pamięci - wartałoby, abyś słysząc te pojęcia nie myślał, że rozmówca cię obraża ;)
Jeżeli masz taką możliwość, to spróbuj podłączyć dysk do komputera z Linuxem (jakimkolwiek - możesz nawet tymczasowo postawić go na swoim kompie/odpalić z LiveCD bez instalacji) i tam poszukać zaginionych plików i/lub wciąż ukrywających się na dysku paskudztw. Swoją drogą właśnie dlatego BARDZO niechętnie zgadzam się, aby ktoś podłączał swojego pendrive'a czy dysk do mojego komputera (99 % szans, że będzie zainfekowany - większość ludzi nawet nie jest tego świadoma, albo nie zwraca na to uwagi) i staram się nie podłączać swoich dysków do "obcych" i "publicznych" komputerów. Co i tobie polecam na przyszłość.
Sanchin - W naszych skałach będzie mu trudno "co którąś wpinkę po prostych drogach", bo na obitych do drugiej wpinki z reguły i tak jest glebowanie, a takich prostych które liczą więcej niż kilka przelotów to ze świecą szukać ;) Ale jednak znajdzie się, chociażby Kula w Kobylańskiej :)
Ale xan, serio to jest dobra metoda na zwalczanie swoich fobii i "wyleczenie" lęku wysokości :) Albo za radą Maziomira - połazić trochę po trudniejszych szlakach/pozaszlakach (w Polsce i na Słowacji z tym drugim ciężko). Nie chcę być moralnie odpowiedzialny za ewentualny wypadek, ale możesz np. spróbować przejść sobie trudniejsze szlaki Tatr (Szpiglasowa od DPSP, Zawrat od Gąsienicowej, Rysy, MPpCh, większość Orlej - polecam w tej kolejności jeśli już) bez wspomagania się żelastwem (znaczy łańcuchami). Ale podkreślam jeszcze raz - wszystko na własną odpowiedzialność i nie namawiam, bo to ZAWSZE jest ryzykowne.
Też się dziwię xanat0sowi, że woli panel. Dla mnie cała frajda we wspinaniu to właśnie to poczucie przygody i bliskość z naturą, perspektywa spędzenia całego dnia w pięknym otoczeniu (kontrast szarości skał i zieleni roślin, czasem jakieś majestatyczne ptaki drapieżne nad głową lub inna mniej albo bardziej przyjazna fauna ;)
Zacznij od sztucznej ścianki wspinaczkowej (w sumie napisałeś trochę niejasno - chodziło ci o ściankę wspinaczkową czy serio masz u siebie w mieście skałkę?) - tak jak napisali przedmówcy, najlepiej gdybyś znalazł sobie partnera (może być partnerka ;) o zbliżonej wadze. Według mnie Sanchin - pomimo autopsji - trochę przegiął z tą dwukrotną różnicą ;) ale tak do 50-60 % różnicy wag jest akceptowalne (czyli np. 70-80 kilogramowy facet może być asekurowany przez ok. 50-kg dziewczynę, choć nie będzie to dla niej szczyt komfortu). Buty i ubranie - tak jak pisze Sanchin (również polecam coś co zakrywa kolana; aha, i weź coś, czego nie szkoda by było gdyby się rozdarło/przetarło albo ubabrało magnezją. W ogóle to IMO najlepsze są stare spodnie dresowe, których już nie nosisz).
Jeżeli ci się spodoba i nabierzesz już trochę wprawy (wystarczy parę sesji), to spróbuj wspinaczki w prawdziwych skałach. I tutaj są dwie możliwości:
A) znasz kogoś ogarniętego w temacie (tzn. który ma już trochę doświadczenia we wspinaniu w skale, jest osobą odpowiedzialną i "ogarniętą manualnie") i ten ktoś będzie skłonny poświęcić czas i Cię nauczyć tego i owego;
B) nie znasz nikogo takiego;
W wariancie B jedyną opcją jest w zasadzie zapisanie się na kurs wspinaczki skalnej. Z doświadczenia powiem że to fajny pomysł na tygodniowe "wakacje", może się okazać świetną przygodą i okazją do poznania ludzi również zainteresowanych tematem i początkujących jak ty.
Z kolei w wariancie A możesz albo zapisać się na kurs, albo... skorzystać z tego znajomego :) Również z autopsji powiem ci (i myślę, że większość osób się ze mną zgodzi), że taki kurs nie jest niezbędny i OGARNIĘTA osoba (a najlepiej kilka niezależnych partnerów dla weryfikacji i skorygowania błędów) spokojnie może ci przekazać niezbędną wiedzę.
UWAGA: Jeżeli będziesz planował dalszy rozwój swojej "kariery" wspinaczkowej poprzez udział w kursie taternickim, to ukończenie kursu skałkowego jest wymaganym pierwszym krokiem. Nie każdy jednak uczestnik takiego kursu skałkowego dostaje skierowanie na tatrzański - trzeba wykazać się jakimiś tam umiejętnościami tak pod względem operacji sprzętowych, jak i poziomu wspinania - stąd dobrym pomysłem jest wcześniejszy trening na ściance.
Niezależnie od wybranego wariantu na początek w skałach zapewne spróbujesz wspinaczki na wędkę (a więc tak samo jak na ściance), ale... ktoś tę wędkę będzie musiał założyć :P (dlatego też nie wystarczą dobre chęci i początkujący partner(ka) ze ścianki). Że o sprzęcie nie wspomnę, bo potrzebna będzie przynajmniej własna (tzn. partnera albo "kursowa" :P ) lina dynamiczna, parę taśm, karabinków zakręcanych, przyrząd asekuracyjny (w wariancie oszczędnościowym przynajmniej jeden na parę), a ten sprzęt jednak trochę kosztuje. Aha. No i kask! Niewiele osób go nosi w skałach, ale jednak cenię sobie swoją głowę i życie, co i Tobie polecam. A różne rzeczy spadają czasem "z góry" (kamyczki, kamienie, kamulce, telefony komórkowe (sic!), upuszczone karabinki, kości i inne elementy sprzętu...). Ponadto w skałach - w odróżnieniu od ścianki - nawet w czasie "wędkowania" istnieje realne niebezpieczeństwo zrobienia tzw. wahadła, co w najlepszym razie skończy się obiciami - no i fajnie by było, gdyby to nie były obicia głowy.
Później przyjdzie czas na wspinanie z asekuracją dolną (czyli tzw. prowadzenie), ale to wymaga po primo: kolejnego sprzętu (ekspresy), po secundo: (sporo) więcej szkolenia. Bo o ile podstawy do asekuracji górnej (czyli "na wędkę") można przekazać i przećwiczyć w godzinkę na ściance/pod skałą, o tyle przekazanie podstaw do asekuracji dolnej to już ładnych parę godzin (w zależności od tego jak szybko będziesz łapał; ale nie napalaj się, bo nie znam nikogo, kto od pierwszego razu by to załapał i potrafił zrobić "w akcji" ;) czym innym jest pokazanie wszystkiego na ziemi, a czym innym powtórzenie tego będąc zmęczonym i zestresowanym z >20 metrami lufy pod tyłkiem i ze świadomością, że na pomyłkę miejsca brak. I tu właśnie kurs ma przewagę nad uczeniem "po znajomości" - na kursie instruktor będzie ci przez pierwsze parę razy patrzył na ręce, a na wypadzie z kumplem partner nie sprawdzi i nie zawsze będzie mógł doradzić z ziemi co masz robić).
To na razie tyle i myślę, że na początek wystarczy :) Jeśli dotrwasz do tego etapu i wciąż będzie ci mało (z reguły tak jest, że albo od razu jest mało, albo po jakimś czasie ;) to w dalszej perspektywie masz: wspinaczkę na własnej asekuracji (element kursu skałkowego zresztą), wspinaczkę górską czyli Tatry, Alpy itd., a w nieco innym kierunku - "szambonurkowanie", czyli taternictwo jaskiniowe :)
Jakby co, to też będę śledził ten wątek i służył pomocą o tyle o ile będę potrafił. Aha. I nie napisałeś, skąd jesteś, a to by pomogło w doradzaniu ;)
Lilus -> A Ty skąd jesteś i gdzie się wspinasz jeśli wolno spytać? :) Chociaż po cenie za "kurs wstępny" na ściance wnioskuję, że pewnie Warszawa lub pokrewne (w każdym razie nie Kraków)
Sprawdź czy przypadkiem login/hasło nie jest zapamiętane dla strony nieszyfrowanej ("http:" na początku), a np. wchodzisz na stronę szyfrowaną ("https:" na początku) lub odwrotnie - o ile pamiętam to Firefox to rozróżnia i nie uzupełnia hasła zapamiętanego dla "tej drugiej wersji"
To nic poważnego - normalne w ekranach LCD. Mogą się pojawić następne, ale jeśli już to raczej pojedyncze, nie masowo. Ale nie obawiałbym się o to. Pomóc mogą programy "naprawcze" (buddookan cośtam podlinkował), ewentualnie delikatne pocieranie palcem miejsca z kropką prze chwilę (ale bez przesady).
A na jakiej podstawie MY mielibyśmy wywróżyć co to może być za kabel? Sam już ładnie wyszukałeś, że jest kilka możliwości, więc czego oczekujesz bez zdjęcia lub choćby opisu jak wygląda wtyczka/obie wtyczki (jeśli się różnią). Dawniej podłączało się kablem szeregowym RS-232 (potocznie "COM"), później z niego zrezygnowano na rzecz USB lub skrętki sieciowej z wtykami RJ-45 (może i wygląda jak grubaśny kabel telefoniczny przy duuuużej dozie wyobraźni). Trudno jednoznacznie powiedzieć.
Nie. Tajemnica pasywnego 3D leży nie w formacie filmu, tylko w filtrze polaryzacyjnym nałożonym na ekran (kolejne linie obrazu polaryzowane naprzemiennie). Włączając film skonwertowany do pasywnego 3D na zwykłym TV LCD uzyskasz rozmazany film, którego nijak nie będzie się dało "wyostrzyć" (żadnymi okularami) bez ponownej konwersji.
Wzorzec Singleton dotyczy raczej utworzenia klasy, która będzie mogła mieć tylko jedną instancję (bądź - w szerszym zakresie - narzucone ograniczenie na liczbę instancji). Tzn. w systemie będzie istniał co najwyżej jeden obiekt tej klasy i wszyscy chcący zeń skorzystać będą się odwoływali właśnie do tego obiektu. Byłoby fajnie jakbyś wrzucił diagram tego waszego projekciku, bo tak na siłę wciskać gdzieś wzorce "żeby były" to trochę bez sensu.
Degnar* - jak dla mnie większym strachem jest nie parę drobnych błędów składniowych czy niezwrócenie uwagi na niejawne rzutowanie, tylko ELEMENTARNE błędy, przy których NIEMOŻLIWYM JEST aby "z pascalem szło bardzo dobrze" jak to autor opisuje. Jakim cudem w Pascalu mógł wywoływać funkcje podając niezadeklarowane wcześniej argumenty to ja nie wiem :) Tzn. mogę się domyślać: po prostu bezmyślnie przepisywał kod z tablicy/ze stron internetowych zamiast zrozumieć co do czego i po co służy. Wtedy rzeczywiście największą barierę stanowi składnia języka a nie stworzenie przebiegu programu.
dexapini9 - Naucz się czytać komunikaty o błędach i ostrzeżenia wypluwane przez kompilator - to proste, a naprawdę wiele daje i jest to kluczowa i niezbędna umiejętność w programowaniu (z reguły masz podany nr linii, w której coś nie gra oraz komunikat tekstowy o rodzaju błędu - przy czym trzeba uważać, bo czasami błąd tak naprawdę siedzi w innej linii, ale dopiero w podanej kompilatorowi zaczęło coś nie grać (np. niesparowane nawiasy itp.), więc należy przede wszystkim zwrócić uwagę na komunikat mówiący CO nie gra.
Druga sprawa: naprawdę trudno uwierzyć, że "z pascalem szło bardzo dobrze" a tu nagle przychodzi C i zonk. Jeden z powodów wymieniłem powyżej. Programuje się (w znaczeniu: wymyśla algorytm) NIE w konkretnym języku programowania, tylko w głowie. Dodajmy jeszcze, że podstawowa składnia C jest do ogarnięcia w godzinę a wszystkie podstawowe elementy obu języków odwzorowują się niemal dokładnie na siebie (wystarczy dosłownie żywcem wziąć kod z Pascala, zamienić/dopisać odpowiednie instrukcje/include'y w pierwszych liniach, pozamieniać beginy i endy na nawiasy klamrowe oraz dostosować pozostałe konstrukcje, co sprowadza się do operacji typu "usuń nawias, wstaw przecinek, ...")
Bardzo podobna (z dokładnością do form gramatycznych) sentencja znajduje się w krypcie na Świętym Krzyżu (tam gdzie m. in. sarkofag domniemanego Jeremiego Wiśniowieckiego).
Dopowiadając do PanaSmoka odnośnie wypowiedzi bkurta [35] - główną kwestią jest to czy się będzie chciało komuś prać codziennie. Bo jeśli tak, to problem znika - czas schnięcia takiej bielizny praktycznie bez względu na warunki zamyka się w kilku godzinach - wieczorem pierzesz, rano ubierasz suche i pachnące (mydłem ;) Można prać w pralce, ale raczej nie w zwykłym proszku (choć są i tacy, co twierdzą że tak piorą i nadal im "działa"), tylko w szarym mydle/płatkach mydlanych/bezdetergentowym mydle w płynie (np. Nikwax, choć to na dłuższą metę będzie droga impreza).
Nie będę cię krytykował czy wyśmiewał "bojowej postawy" jak inni, bo staram się zrozumieć. Często tak bywa, że dopiero po chwili lub po dłuższym czasie przychodzi refleksja co do jakichś wydarzeń, których byliśmy świadkami i stwierdzamy, jak należało się zachować. Mało kto potrafi podjąć natychmiastową decyzję i działania, a jeszcze mniej podejmuje WŁAŚCIWE działania. Fakt, że takie "kozaczenie" po czasie przed komputerem może być odebrane z uśmiechem i/lub politowaniem, ale być może dzięki temu następnym razem podejmiesz bardziej stanowcze kroki (nie mówię, że należało gościowi przyłożyć, ale jednak COŚ zrobić). Mnie też zdarzyła się - z pozoru błaha - sytuacja, którą do dziś pamiętam i której się wstydzę, że nie zrobiłem tego, co należało (a właściwie nic nie zrobiłem prócz bezczynnego przyglądania się). Nie tłumaczę się też tym, że nikt inny również nic nie zrobił. Ale czasu nie cofnę. Mogę jedynie starać się wypracować w sobie pewność, że się taka sytuacja więcej nie powtórzy.
W sensie że od razu na pierwszym semestrze zaczęliście od Javy? Cóż... mocno. Jedni powiedzą, że to dobrze, bo nie "tracicie czasu" na tak "nieprzydatne" języki jak Pascal czy czyste C, inni (w tym ja), że to źle, bo trochę z grubej rury tak zaczynać i efekty są takie jakie widać (m. in. na twoim przykładzie). Zakładam, że pomimo "zabójczego tempa" na razie przerobiliście podstawy składni? A na laborkach co robicie? Proste programy proceduralne, czy już (albo nawet od razu) obiektówka? (jeśli ostatnie pytanie jest niezrozumiałe, to się nie przejmuj i po prostu to powiedz bo to też odpowiedź).
Nie przychodzi mi za bardzo na myśl żadna pozycja, która by mogła cię poratować, bo jednak większość podręczników czy kursów Javy stanowi też wprowadzenie do programowania zorientowanego obiektowo i przeważnie zakłada u czytelnika umiejętność programowania proceduralnego i przynajmniej podstawową znajomość jakiegoś innego języka :/
peterkarel [13] ==> Jeżeli to była ironia, to nie wychwyciłem. Ale jeśli piszesz serio, to niestety się nie zgodzę. Bo idąc tym tokiem rozumowania nie warto się uczyć niczego poza czytaniem i pisaniem, bo WSZYSTKO (w sensie: praktycznie cała istniejąca wiedza) gdzieś jest zapisane (czy to w książkach, encyklopediach, czy w internecie). Problem polega na tym, że nie skorzystasz z czegoś, jeżeli nie masz o istnieniu tego czegoś pojęcia. Uczniowie się łudzą, że skoro wszystkie wzory są w tablicach, to nie potrzebują nawet na nie spoglądać ani niczego się uczyć "bo przecież na maturze/egzaminie sobie poszukam i podstawię". Taaa. Tylko że chcąc wszystkiego szukać życia nie starczy, a co dopiero godziny lekcyjnej. Myślisz, że ktokolwiek wpadnie na to, że trzeba zastosować trygonometryczne wzory redukcyjne, jeśli słysząc to hasło będzie myślał, że ktoś go obraża? I co mu pomoże, że wszystkie one są na stronie xyz w tablicach? Tablice służą do PRZYPOMNIENIA jak dany wzór szczegółowo wyglądał komuś, kto wie że coś takiego jest i do czego służy, tylko sobie na przykład zapomniał czy tam stał "+" czy "-" albo jaki był wykładnik potęgi w tym a tym składniku sumy.
Napisz ile wyszło i zobaczymy co jest nie tak.
PS. W pierwszym poście masz notację, co byś nie musiał w Paincie pisać.
Rozpoznawania podstawowych gatunków drzew po liściach powinieneś nauczyć się w przedszkolu i w klasach nauczania początkowego, gdzie celem było nie tylko nauczyć tego, ale też przyzwyczaić do zdobywania wiedzy i wszczepić ciekawość świata. Chyba nie sądzisz, że do końca edukacji szkolnej będzie się tłuc podstawy podstaw? Jeżeli jesteś czegoś ciekawy a tego nie wiesz, to w dzisiejszych czasach nie ma najmniejszego problemu, aby się tego łatwo i szybko dowiedzieć. Jakoś nie sądzę, aby w szkole uczono, że przed sikaniem podnosi się deskę klozetową, a jakimś sposobem to wiesz, prawda? O trujących roślinach przeczytasz w atlasie albo internecie. Poza tym - wbrew pozorom w szkole uczą wielu przydatnych rzeczy. Trzeba je tylko ZROZUMIEĆ i SKOJARZYĆ z czynnościami życia codziennego. Parę przykładów:
W szkole na fizyce uczą: iloczyn siły działającej na ramię pozostającej w równowadze dźwigni dwustronnej i długości tego ramienia (czyli innymi słowy mówiąc moment siły) jest dla obu ramion tej dźwigni taki sam;
Życie: używając łomu można dwoma palcami wyważyć coś, czego normalnie człowiek nie jest w stanie wyrwać obiema rękami;
W szkole na chemii uczą: kwasy reagują z zasadami zobojętniając je i dając w wyniku wodę i sole;
Ponadto na biologii uczą: jad mrówki zawiera kwas mrówkowy i dlatego ich ukąszenie mocno piecze; (...) jad pszczoły ma odczyn kwaśny, a jad osy - zasadowy;
Życie: jak cię użądli pszczoła albo ugryzie mrówka leśna, to przyłóż plaster cebuli lub posmaruj roztworem sody oczyszczonej; jak użądli osa - posmaruj roztworem octu lub soku z cytryny;
W szkole na fizyce uczą: zasad dynamiki Newtona i każą wyliczać dziwne siły działające na wiszące klocki przy obecności tarcia i świętego Mikołaja;
Życie: na podstawie tych lekcji (oraz wcześniejszych - o dźwigni i innych maszynach prostych ;) można wykoncypować jak i dlaczego działa wielobloczek; a z bardziej praktycznych zastosowań: będziesz wiedział, że montując gdzieś wysoko (np. na dachu budynku, pod sufitem pokoju...) kołowrotek, przez który przerzucasz linę, i chcąc na tej linie coś wciągnąć do góry, to będziesz musiał ciągnąć drugi koniec w dół z mniej więcej taką samą siłą, ile wynosi ciężar wciąganego przedmiotu (czyli kołowrotek z twojej perspektywy zmienia jedynie zwrot działającej siły), ale sam kołowrotek i jego konstrukcja musi wytrzymywać dwukrotnie większe obciążenie, niż wciągany ciężar;
A po co wiedzieć takie "zaawansowane i nikomu niepotrzebne rzeczy"? Po to, aby nie być ciemny jak tabaka w rogu i mieć ogólne pojęcie o świecie. Nikt nie oczekuje, że za parę lat będziesz pamiętał te wszystkie szczegóły. Ale dobrze by było, żeby jakieś informacje jednak z tego zostały w głowie i "coś gdzieś dzwoniło". A nie tak jak pewna znana mi osoba, która - kiedy przestał jej działać telefon komórkowy po zimowym spacerze - owinęła go chusteczką "żeby szybciej się zagrzał" :] (o ile wiem to osoba ta obecnie studiuje budownictwo; z taką znajomością fizyki - strach się bać)
No i wstawiasz dane do tej równości, a następnie rozwiązujesz otrzymane równanie z niewiadomą k. Gdzie tkwi problem?
udri [13] - Pojechał brute-forcem zamiast faktycznie użyć wzorów skróconego mnożenia z głową :P Humaniści... :P Jon Snow w [12] dał podpowiedź jak te liczby podpierwiastkowe pozwijać.
Stra Moldas ==> W Jaworznie widać naleciałości obu kultur - to taka w dużej części Małopolska, ale już trochę Zagłębie/Śląsk. Ja chodzę na pole, ale część kolegów ze szkół chodziło na dwór, więc toleruję oba sformułowania i mnie nie rażą :)
Na to pytanie nikt ci tutaj nie odpowie wiarygodnie. Powinieneś zapytać prowadzącego przedmiot lub ewentualnie dziekana (ale to dopiero w dalszej kolejności - w ramach "kombinowania"). Co innego gdybyś miał już taki przedmiot zaliczony na innym kierunku bądź pokazał dyplom ukończenia studiów z informatyki lub pokrewne ;)
Zrobił się lekki offtop, ale główny wątek chyba już został wyjaśniony. kęsik - ja wiem, że na początku odszyfrowanie planu zajęć może sprawiać problemy, ale jesteś już (a przynajmniej powinieneś choć udawać że jesteś) dorosły, sam możesz się o wszystko dowiedzieć u źródła ("koniec języka..."), a z tym surprisem na wieść, że na studiach jest WF to już całkiem strzeliłeś :D Ale koledzy cię już chyba uspokoili - to nie będzie (raczej) taki małpi gaj jak na wcześniejszych stopniach edukacji - weź pod uwagę, że na studia przychodzą ludzie dorośli - nie tylko 19-letni wysportowani młodzieńcy. Ale chyba zajęcia na basenie, jakaś sekcja żeglarska, turystyki górskiej (2 wyjazdy i semestr WF-u zaliczony) czy choćby gra w siatkę/kosza/halówkę jest ciekawą i pożyteczną odskocznią od codziennych obowiązków na uczelni, prawda? To naprawdę nie boli. Ja sam nigdy nie byłem szczególnie wysportowany a sylwetką przypominałem wieszak, ale wziąłem się za siebie właśnie na studiach!
Co do wątku o ubiorze - niech każdy się ubiera jak chce. Wolność wyboru. Ale też wolność tego czy ktoś chce oceniać po ubiorze, czy nie. Bo choć "nie szata zdobi człowieka" to mieszankę śmiechu i politowania budzi jakaś upowszechniająca się "alergia" (niechęć?) młodych do garnituru czy w ogóle oficjalniejszego stroju. A te tłumy z nadpotliwością stref intymnych informuję, że - choć trudno w to uwierzyć - istnieją jeszcze inne spodnie niż krótkie "plażówki" i grube dżinsy :o Cienkie bawełniane jasne spodnie (ewentualnie w kantkę) założone na parę godzin naprawdę pozbawią was szansy na potomstwo? Idę o zakład, że będą o niebo wygodniejsze, przyjemniejsze i chłodniejsze niż jakieś ortaliony przed kolano. Co więcej - nawet nie zakładając garniaka można się ubrać schludnie i okazując szacunek ubiorem. NIKT, nawet najbardziej upierdliwy wykładowca, się nie przyczepi, jeśli na egzamin przyjdziesz w czystych spodniach bawełnianych (albo od biedy nawet w tych dżinsach - byle bez dziur :P ) i czystej wyprasowanej koszuli z kołnierzykiem i krótkim rękawkiem. Lub - jeśli jest chłodniej - w koszuli i ładnym sweterku (taak. już widzę te miny "młodych zbuntowanych" na dźwięk słowa sweterek)
Ok. Przyznam się uczciwie, że oglądając ten filmik zajarzyłem o co chodzi (a raczej: kto się zachował nie tak jak trzeba) dopiero w momencie, gdy pani zaczęła cofać (uprzednio szarpnąwszy do przodu :P ) i odsłoniła strzałkę na jezdni :] Swoją drogą podziwiam faceta "z Tymbarka" za odwagę - żeby naprowadzać panią stanął centralnie przed maską jej samochodu, co - biorąc pod uwagę wspomnianą wyżej próbę wycofania rozpoczętą do przodu - było średnio rozsądne ;)
Z jednej strony Karrde (i inni) słusznie argumentuje, że "psychopaci" i bandyci i tak broń zdobędą. Z drugiej jednak strony powszechny dostęp a'la Ameryka sprawi, że dostęp będą mieć również zwykli idioci, którzy normalnie (przy obecnym systemie) nie są w stanie zdobyć broni lub po prostu im się nie chce kombinować. Natomiast patrząc na realia naszego kraju (nie twierdzę, że tylko naszego, ale akurat ten przypadek mnie najbardziej obchodzi) używanie słów "świadomość że..." oraz "pomyśli że..." w kontekście pijanych/naćpanych dresów wieczorową porą budzi mieszankę politowania i przerażenia.
Ale w czym konkretniej problem?
Nie wiem czy wiesz, ale czasem wśród studentów krąży taki.. hm... "żarcik" (?), że (pomijając maturę) pierwszym krokiem do zakwalifikowania się na studia jest umiejętność wyszukania warunków rekrutacji (a więc m. in. wymaganych przedmiotów, sposobu obliczania punktów, potrzebnych dokumentów...). Kolejne kroki/warunki to m. in. umiejętność rozszyfrowania planu zajęć i znalezienia właściwych sal, ale to już kolejne levele, do których nie dotrzesz bez tego pierwszego :P
Może firewall blokuje port 80? Pytanie tylko dlaczego tak nagle miałoby się to zmienić, no ale nie takie rzeczy się czasem dzieją :)
To nie monitor "odczytuje" rozdzielczości, tylko system ma wiedzieć, jakie rozdzielczości są obsługiwane przez monitor i jakie może mu podawać karta graficzna. Czasem wymaga to instalacji "sterownika" do monitora (zobacz na stronie producenta). Kabel czy przejściówka raczej nie mają tu nic do rzeczy - co najwyżej przy uszkodzonym/długim kablu mogłyby wystąpić zakłócenia w obrazie, ale nie problemy z "dostępnymi rozdzielczościami".
Rozdzielczości dostępne w grach to całkiem inna sprawa - nie ma tu znaczenia karta graficzna ani monitor (tzn. ma takie, że nie uruchomisz gry z ustawioną większą rozdzielczością niż maksymalna obsługiwana przez monitor). Najczęściej przy uruchamianiu gier pojawi się komunikat o niedopasowanej rozdzielczości i zmieni się automatycznie na niższą (lub zmieni się bez żadnego komunikatu). Czarne kwadraty w grach (tudzież inne artefakty/defekty grafiki) to wina karty graficznej i/lub sterowników do niej (czasem pomaga zmiana ustawień karty - nie rozdzielczości, a raczej akceleracji 3D itp.)
Istnieje w ogóle jakiś sposób, żeby w miarę tanio ocieplić pomieszczenie?
Ocieplić dom (styropian etc.), uszczelnić okna (licz się z tym, że hodowla "pieczarek" za niedługo się zadomowi w kątach). Natomiast żeby tanio ogrzać pomieszczenie, no to można kombinować z piecykami gazowymi itp. A z rozwiązań bardziej globalnych - centralne ogrzewanie węglowe, gazowe, olejowe czy nie wiem jakie tam teraz najtańsze w eksploatacji. Nie ma sposobu, żeby znaleźć tańsze ogrzewanie elektryczne, bo jak już wyżej wspomnieli - moc to moc i żeby wyprodukować daną ilość ciepła zużyjesz tyle samo prądu niezależnie od metody (pomijam kwestie sprawności).
EDIT: Zabawne jest to, że w poniższej wypowiedzi discorda jest sporo prawdy :) Jeśli nie jest to jakieś ogromne pomieszczenie, to praca 1-2 komputerów (albo 2-3 laptopów) i ludzi przy nich swobodnie podniesie temperaturę o przynajmniej kilka stopni do akceptowalnego poziomu :)
Problem z wytłumaczeniem tego zadania polega na tym, że jest to bardzo podobne do tłumaczenia dlaczego klocek w kształcie kwadracika trzeba włożyć w kwadratową dziurkę (czyli: tak proste, że nie wiadomo w czym może tkwić problem). No ale ok, spróbujmy:
Każde z tych kółek reprezentuje podzbiór uczniów, którzy uprawiają daną dyscyplinę sportu (oczywiste - tłumaczyć chyba nie trzeba). Żeby się nie pomylić zostały podpisane pierwszymi literami nazw dyscyplin ;)
Z treści zadania wynika, że w zbiorze (znaczy w kółku) rowerzystów (czyli "R") mają być w sumie 24 osoby (czyli wszystkie liczby jakie tam wpiszemy mają się sumować do 24). Z kolei w zbiorze pływaków, ma być w sumie 16, a w narciarzach 10. Ponadto wiemy, że jest 12 "pływako-rowerzystów", czyli w tej migdałowatej "łezce" będącej częścią wspólną zbiorów P i R ma być w sumie 12 osób. Analogicznie - w łezce wspólnej dla R i N ma być 5 osób, a w części wspólnej dla P i N mają być 3 osoby. Na koniec wiemy, że wszystkie dyscypliny sportu uprawiane są przez 2 osoby, czyli w tym okrągło-trójkątnym czymś po środku ma być wpisane 2.
Teraz "cofając się" w powyższych danych wpisujesz odpowiednie liczby - najpierw do "łezek" będących częścią wspólną każdej pary zbiorów (ale już POZA tym środkowym "trójkącikiem" bo tam już jest 2 uczniów, co to wszystko umieją). A więc w "łezce" P i R ma być wpisane 12-2=10, w "łezce" R i N ma być 5-2=3, a w "łezce" P i N ma być 3-2=1 (to "-2" wszędzie się bierze stąd, że w łezce ma być W SUMIE iluśtam uczniów, ale z tego odejmujemy 2, których już uwzględniliśmy w "trójkąciku" wspólnym dla wszystkich sportów). Teraz wiedząc ile jest w tym środkowym "trójkąciku" i każdej "łezce" możesz z łatwością policzyć ile ma być wpisane w pozostałych "dużych" częściach każdego koła. Na sam koniec sumujesz sobie wszystkie wpisane liczby otrzymując informację ilu uczniów W OGÓLE uprawia JAKIKOLWIEK sport (lub sporty), a stąd już łatwo policzyć ilu nie uprawia ŻADNEGO.
Wybacz jeśli to głupie pytanie, ale wiesz w ogóle jak śmierdzi nafta? (nie pytam przez złośliwość, tylko żeby sprawdzić z jak dużą wiarygodnością możesz zidentyfikować ten zapach) Bo zakładam, że "gazem" nie śmierdzi (to byś chyba od razu poznał). Może to nie nafta, a np. coś z jedzenia przywarło gdzieś i przypalane zaczyna wydawać dziwny zapach?
Głośna praca może wynikać również z obciążenia procesora jakimiś syfami chodzącymi w tle (nie tylko wirusy). Poza tym z taką znajomością tematu (zdjęcie radiatora, "pooglądanie" sobie pasty, po czym założenie radiatora i dalsza praca jakby nigdy nic) nie wiem czy dobrym pomysłem jest samodzielne grzebanie przy podzespołach i własnoręczna wymiana pasty. 2 lata to nie tak dużo - wiele zależy od warunków używania laptopa (czy bardzo zakurzone jest otoczenie, na jakich podłożach stał etc.)
Łącząc mój skromny iberian-skill z siłami Google Translatora, to chyba będzie coś takiego (gwarancji nie udziela się):
Nie ma nic piękniejszego niż to, czego nigdy nie miałem. Nic bardziej umiłowanego/kochanego/drogiego niż to, co straciłem.
majonezowy - W pojedynczej, nieedytowanej wypowiedzi skłoniłeś się do dwóch przeciwnych opcji :) Jak celnie zauważyłeś, nie jesteśmy w kraju anglojęzycznym, a nawet gdyby, to IMHO "Innym" nijak się ma do "Firstly" (bo w polskim, zdaje się, również stawia się przecinek po "Po pierwsze,..." ;)
Będę się upierał przy swojej tezie, że poprawną jest pisownia bez przecinków (w podstawówkę i rozkład zdań się bawiłem dawno, ale "Innym" i "często wykorzystywanym" to chyba są przydawki nierównorzędne albo coś w ten deseń; w takim wypadku odsyłam tu -> http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629802 ). Można jednak potraktować "często wykorzystywanym" jako wtrącenie i wówczas obustronnie oddzielamy przecinkami http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629810
Nie wiem, kto zaczął się przechwalać, ale ja przez skromność się powstrzymam od wyliczania tytułów i osiągnięć ;)
Jeśli umiesz wyliczyć NWD algorytmem Euklidesa, to z wyznaczeniem s i t też sobie poradzisz. Po prostu wykonujesz algorytm Euklidesa "wspak" - podstawiając wyliczone wartości.
Przykład:
Liczymy NWD(882, 70).
882 = 12 * 70 + 42
70 = 1 * 42 + 28
42 = 1 * 28 + 14
28 = 2 * 14 + 0
Czyli NWD(882, 70) = 14 (zakładam że wiesz skąd się biorą poszczególne liczby w powyższych równościach). Teraz w drugą stronę (zaczynamy od przedostatniej równości):
14 = 42 - 1 * 28
Zastępujemy 28 korzystając z wcześniejszej równości:
14 = 42 - 1 * (70 - 1 * 42)
To samo robimy z 42 (oba wystąpienia):
14 = (882 - 12 * 70) - 1 * (70 - 1 * (882 - 12 * 70))
Upraszczamy i dostajemy co chcieliśmy:
14 = 2 * 882 - 25 * 70
Jak już, to wg mnie pierwsza wersja powinna wyglądać tak: Innym, często wykorzystywanym, sposobem na przezwyciężenie... (drugi przecinek po "wykorzystywanym"). Też jestem zdania, że obie wersje są dopuszczalne - zależnie od zamierzonego znaczenia, ale zdecydowanie częstszą jest DRUGA wersja.
Ja to widzę tak:
Pierwsza wersja (z powyższą uwagą) oznacza: "Innym sposobem na przezwyciężenie, który jednak w odróżnieniu od poprzednich jest często wykorzystywany..."
Natomiast druga wersja wyraża prawdopodobnie to co autor miał na mysli: "Innym sposobem na przezwyciężenie [który jest również często wykorzystywany - podobnie jak poprzednie]..."
Ale polonistą nie jestem, więc proszę nie bić, jeśli nie mam racji i ktoś potrafi to udowodnić podpierając się argumentami (np. odniesieniem do słownika poprawnej polszczyzny) :)
Cóż. Bez urazy, ale jeśli dopuściłeś do ucieczki karaczanów, to o mrówkach lepiej od razu zapomnij. Podobnież z większością zwierząt egzotycznych lądowych - do hodowli potrzebne jest terrarium a nie akwarium (zasadnicza różnica: wentylacja, z którą w akwa będzie problem).
Swoją drogą - ptasznika się brzydzisz "jak cholera" a skolopendra cię nie odrzuca? To dopiero jest paskuda :)
Ponadto dobrze się zastanów, bo takie zwierzę to odpowiedzialność. Gady czy ptaszniki dożywają kilkunastu lat - po drodze zapewne czeka cię skończenie szkoły, może jakieś studia, praca, rodzina... Niektóre zwierzęta mogą też stanowić niebezpieczeństwo - może nie tyle dla dorosłych ludzi, co dla innych zwierząt domowych. Że nie wspomnę o panice, jaką by zasiała ucieczka pupila pokroju ...nastocentymetrowego ptasznika albo skolopendry ;)
Wolę nie pytać co stało się z rybkami, których "masz już dość".
Czasami się tak zdarza, dlatego bardzo nie lubię kiedy w mieście mocno wieje (lub samochody przejeżdżają) i sypie nie wiadomo czym po oczach. Niepokojące jest, że tak długo się utrzymuje. Nie pocieraj oczu (chociaż teraz to już raczej się ta rada na niewiele zda, bo pewnie jak miałeś potrzeć to potarłeś), staraj się intensywnie mrugać i łzawić. Możesz także przemyć delikatnym strumieniem wody lub zanurzyć twarz pod wodą i tam otworzyć oko/pomrugać (wiem, że trudno jest się zmusić do otwarcia powieki pod wodą - zwłaszcza chlorowaną). Inną opcja jest przepłukanie solą fizjologiczną, ale zasadniczo sprowadza się do tego samego. Poproś kogoś, aby obejrzał oko w mocnym świetle i odchylił powiekę górną/dolną (jeśli potrafi). Jeżeli nic nie pomoże, to pozostaje jutro udać się do okulisty. Możliwe też, że ciało obce już zostało usunięte i tylko masz wywołane podrażnieniem wrażenie, że nadal tam jest.
Bullzeye ==> "Duch i Mrok" to nie dokument, a najwyżej film oparty na faktach ;) Zresztą nawet w tym wypadku wypowiedź Charlesa Earl Greya znajduje odzwierciedlenie - lwy zabijały, bo ludzie wkroczyli ze swoją budową na ich teren.
Herr Pietrus ==> Niemożliwe. Tzn. teoretycznie jakiś mikroładunek może zostać zgromadzony w wodzie w wannie, ale byłby on niezauważalny nawet w postaci delikatnego kopnięcia, a co dopiero mrowienia przez dłuższy czas (rozładowałby się natychmiast po zetknięciu z uziemieniem).
Ogrzewanie podłogowe? Zmywarka w kuchni? Takie dwie luźne sugestie. U mnie kopie woda w kuchni kiedy pracuje zmywarka. Prawdopodobnie kwestia braku uziemienia.
Tak. Przeważnie nie podłącza się tych 4-pinowych wtyków osobno, tylko przed podpięciem kabla łączy się je w jedną wtyczkę (powinny być do tego nacięcia z boku). Tylko nie pomyl tych 4-pinowych wtyczek. Dwie, które łączysz i podpinasz do gniazda ATX 12 V mają po 2 kabelki żółte i czarne. Natomiast ta, którą dołączasz do dużego wtyku zasilającego płytę, ma po jednym kabelku: żółtym, czerwonym, pomarańczowym i czarnym. Wybacz jeśli piszę nazbyt szczegółowo i "oczywiste oczywistości", ale różne zdarzają się talenta i każdy się może czasem pomylić.
dzień dobry ==> Chyba mniej więcej rozumiem o co ci chodzi w wywodzie z liniami. Cóż - jest to duże uproszczenie, ale w pewnym sensie można przyjąć takie rozumowanie ("jest po mojej stronie ciągła, więc nie mogę przejeżdżać - nieważne jaka jest dla tych z naprzeciwka"). Tym niemniej rozróżnienie na pojedynczą i podwójną ciągłą warto zachować - co prawda nakazane przepisami zachowanie względem linii się nie zmienia, ale zmieniają się potencjalne skutki niezastosowania się. Zresztą jeszcze do niedawna przekroczenie pojedynczej ciągłej w trakcie egzaminu na prawo jazdy było tylko błędem, który nie dyskwalifikował kandydata, natomiast przekroczenie/najechanie podwójnej ciągłej oznaczało natychmiastowe przerwanie egzaminu. Zatem podwójną ciągłą "bardziej nie wolno" przekraczać ;)
Co do tematu: dawniej ostrzegałem, obecnie praktycznie przestałem. "Samobójców" nigdy nie ostrzegałem.
Ziom91
W Polsce są genialne zakazy, których czasem nie da się nie łamać. Np. 60 km na drodze pod górkę.
Rozumiem, że twoja rakieta na jedynce wyciąga co najmniej 70 km/h nawet pod górkę i po prostu wolniej się nie da?
YogiYogi ==> Przy podświetleniu LEDowym i lokalnym wygaszaniu problem "świecącej czerni" praktycznie przestaje mieć znaczenie. Przy obecnej technologii kolory na matrycach LCD również potrafią być bardzo piękne i głębokie. Co do "miękkości" - kwestia gustu i indywidualnych preferencj/postrzegania obrazu.
emil kuroń ==> Czemu te "tylko" 100 Hz miałoby być za mało i co ma do tego rozmiar matrycy? O czymś nie wiem? Super-duper kosmiczne 200, 800 czy 1600 Hz potrzebne jest w zasadzie tylko w TV z aktywnym 3D. Poza tym takie wysokie częstotliwości i towarzysząca im interpolacja klatek powoduje paskudny (przynajmniej dla mnie) efekt "teatru telewizji" - obraz (zwłaszcza w filmach) jest po prostu ZBYT płynny, co wygląda nienaturalnie. Warto zwrócić uwagę czy istnieje możliwość wyłączenia tego (w folderach/opisach często jest funkcja która ma w nazwie cośtamcośtam 24p - emulacja wyświetlania obrazu jak w kinie, tzn. 24 klatki na sekundę).
Imak ==> Może się czepiam, instruktorem pływania też nie jestem, ale ja bym się raczej od początku skupiał właśnie na nogach (pięta achillesowa większości pływaków - nie tylko początkujących). Poza tym - mógłbyś zdefiniować "wykonywania ruchów rękoma i nogami" oraz "pozycję wyjściową" w żabce?
Co do "miejscowych alkoholi" - pewnie standardowe drinki typu mojito, jakieś cole z rumem, tonic z ginem, "Sex on the beach" itp. itd. - szału ni ma. A po czym poznać Polaka który wykupił wakacje z "All Inclusive"? Że non stop słychać tylko w barze "double vodka" (autentyk)
ES_Lechu ==> Przyczynę takiego stanu rzeczy masz m. in. w osobach autorów postów [12] i [18]. Po prostu: szerzące się w Polsce kombinatorstwo i cwaniactwo. Rosnąca biuro- i papierokracja służy m. in. zapobieganiu (a przynajmniej usiłowaniu zapobiegania) takim procederom.
Asmo ==> Dlatego mówię - trudniej jest, ale dla chcącego nic niemożliwego :) Jeżeli tylko może sobie zafundować pełny kurs, to oczywiście najlepsza opcja.
JohnD0e ==> Raczej nie sugerowałbym mu takiej metody. Nabrawszy powietrza faktycznie będzie się unosił i może się ośmielić, ale kiedy je wypuści na głębszej wodzie zacznie tonąć, co przy nieumiejętności "aktywnego" unoszenia się na powierzchni (czyli machając rękami i nogami - niezależnie od ilości nabranego powietrza) może wywołać panikę i nie będzie już miał okazji nabrać go ponownie.
Nie chcę cię absolutnie zniechęcać ani odbierać nadziei, ale w tym wieku jest dużo trudniej o oswojenie się z wodą (i w konsekwencji: nauczenie pływania). Tym niemniej warto, więc działaj! Podobnie jak inni sugerowałbym przynajmniej kilka lekcji z instruktorem, ALE! Zanim wykupisz sobie lekcję najlepiej samemu (tzn. we własnym zakresie z kimś znajomym - nie że sam jak palec) na basenie oswoić się z wodą, popróbować utrzymywać się na powierzchni wody, wziąć deskę, pobawić się nią, oswoić ze sprzętem, pouczyć prawidłowego oddychania (wdech - ustami, wydech - pod wodą nosem; dzięki temu szybko nabierzesz powietrza a po zanurzeniu woda nie naleje się do nosa, co jest bardzo nieprzyjemne i można być przyczyną paniki). Tym sposobem nie będziesz tracił czasu z instruktorem na startowanie "od zera". Możesz też popróbować pływania "pieskiem" albo jakichś prostych akrobacji (nurkowanie, nurkowanie do dna z wyławianiem jakiegoś przedmiotu, "salta" pod wodą), ale raczej samemu ani od wujka Zenka nie ucz się pływania stylami (tzn. technicznie) bo złe nawyki trudno potem wykorzenić.
Aha. No i oczywiście polecam (o ile jeszcze nie masz) zaopatrzyć się w okularki (nie maskę, bo maska służy do nurkowania z fajką lub akwalungiem) - dużo przyjemniej i pewniej się pływa/nurkuje, kiedy widzisz co się dzieje i nie zalewa ci oczu.
Włamanie na konto bankowe sensu stricto nie. Natomiast możliwe jest dokonanie płatności przy zakupach przez net. Potrzebna jest znajomość numeru karty, danych właściciela, terminu ważności oraz kodu CVV/CVC (zwykle z tyłu karty na/przy pasku podpisu)
Potrafisz podać przybliżoną odległość jaka cię dzieliła od tych pieszych w momencie interwencji oraz twoją prędkość zanim egzaminator dał po heblach? Jeśli to było przykładowo 30 km/h i odległość 100 metrów, to raczej się nie kwalifikuje pod stworzenie zagrożenia, a raczej do odwołania. (chyba że to było bliżej 50 km/h i przykładowo metrów 30 :] ) Miałeś pierwszeństwo i - o ile tylko wciąż było wystarczająco dużo czasu aby bezpiecznie zwolnić/zatrzymać się w porę - miałeś prawo liczyć, że ustąpią ci go zgodnie z przepisami.
Chyba się trochę nie zrozumieliśmy :) Ja też przygotowuję (wstępnie planuję) sobie trasy przed wyjazdem i jak najbardziej to popieram. Chodziło mi tylko o to, że nie lubię map komputerowych i po prostu nie polecam tego innym - ale co kto woli. Oczywiście to też jest metoda, tyle że jak dla mnie niewygodna (skoro w mapę papierową i tak wypadałoby się prędzej czy później zaopatrzyć - oby nie ZA późno). O tym, że mapę można kupić w każdym kiosku (w domyśle: w Zakopanem) Ty sam napisałeś, a ja jedynie potwierdziłem. Miałem na myśli to, że ludzie często mniej lub bardziej pobieżnie rzucą okiem na schemat szlaków i czasy przejść, z grubsza sobie oszacują czas przejścia planowanej trasy (często przeszacowując i przeceniając swoje możliwości - zwłaszcza jeśli to jedna z pierwszych takich wypraw), mniej więcej zapamiętają kolory oznaczeń kolejnych odcinków, po czym stwierdzają, że skoro już to wszystko zapamiętali/zapisali sobie, to po co im mapa papierowa zabrana w teren - więc nie skorzystają nawet z tego mijanego kiosku w Zakopcu ;) Nie każdy ma na tyle bujną wyobraźnię, aby przewidzieć skutki takiego postępowania.
Mazio ==> Czy ja wiem... oceniam po sobie, bo ja tam jakoś nie lubię gapić się na mapy na ekranie; zoomować, przewijać... Mapę kupi w każdym kiosku, ale trzeba chcieć. A mając już "zaplanowaną wędrówkę" można ulec pokusie "no przecież wiem którędy chcę iść, to po co mi mapa?"
HumanGhost
Poszukuję mapy ze wskazanymi trasami turystycznymi wraz z oznaczeniem czasu ich przejścia. Mapa Tatr Zachodnich i Tatr Wysokich. (...) Ma ktoś coś takiego albo wie gdzie znaleźć?
W sklepie? :) (Sklep Podróżnika, pierwszy lepszy EMPiK itp.) Wybacz lekką uszczypliwość, ale to nie kosztuje majątku, a wybierając się w góry warto mieć mapę przy sobie (i nie taką, która jest zależna od zasięgu sieci albo stanu rozładowania baterii ;)
pisuar ==> Kwestia definicji "mniejszej szkody". Poza tym - nie zawsze :) Jeśli auto z tyłu stuknie nas i przesunie na auto z przodu, to mamy dwa zderzaki do naprawy zamiast jednego (a może i chłodnicę). Zresztą w przypadku takich kolizji mniejsza szkoda dla auta = większa szkoda (w sensie obrażeń) dla kierowcy i pasażerów.
Mnie stopy raczej nie rażą i sam nie używam "ręcznego" na światłach (na postojach zresztą też nie), chyba że jest spore wzniesienie. Jednak również spotkałem się z opiniami ludzi, których raziły światła stopu, jak również takich, którzy używają "ręcznego" co chwilę. Wolna wola - jeżeli tak chcą to nie widzę przeszkód.
Co do "ręcznego" to mam lekki uraz po tym, jak mi się zaciął w starym samochodzie w zimie (prawdopodobnie przymarzł) skutkiem czego autko było unieruchomione (na szczęście na podjeździe pod domem) na parę dni. Jakoś tak mam stracha, że znowu się zatnie :)
Soul [71] ==> Też tak pomyślałem, ale uznałem, że nie ma sensu specjalnie zakładać nowego wątku i zaśmiecać forum - ot, jak ktoś tu zaglądnie i przeczyta, to niech ma chwilę zabawy.
Polecam samemu powalczyć chwilkę, a jeśli ktoś jest ciekawy poprawnej odpowiedzi, to w pierwszym spoilerze poniżej. Natomiast w kolejnym spoilerze uzasadnienie.
Odpowiedź do zagadki z postu [68]:
spoiler start
Wystarczy rozciąć 1 ogniwo (jeżeli ktoś założył, że łańcuch jest zamkniętym kołem, to 2).
Gratulacje dla NewGravediggera ;)
spoiler stop
Uzasadnienie:
spoiler start
Rozcinamy trzecie ogniwo (licząc od któregokolwiek końca łańcucha). Dzięki temu będziemy mieć trzy kawałki o "wartościach": 1, 2 i 4. Łatwo sprawdzić, że można nimi uregulować dowolną należność (system dwójkowy): pierwszego dnia płacimy 1 ogniwo. Drugiego płacimy kawałkiem 2-ogniwowym i dostajemy nasze 1 ogniwo "reszty". Trzeciego dnia dopłacamy to 1 ogniwo. Czwartego płacimy kawałkiem 4-ogniwowym dostając wszystkie pozostałe z powrotem jako "reszta" itd.
Niektórzy mogą się nie zgadzać i oburzać na takie rozwiązanie i rozumiem to. Z drugiej jednak strony wydawanie reszty jest normalną i powszechną praktyką i nigdzie nie było napisane, że nie można ;) Zadanie pochodzi ze wspomnianych już wyżej Mistrzostw Polski w Grach Matematycznych i Logicznych z finału 2007 roku.
spoiler stop
Soul już znalazł rozwiązanie "oficjalne" (a raczej odpowiedź - bez uzasadnienia), za to Likfidator super to uzasadnił wskazując kluczowy wniosek z treści zadania (konkretniej z fragmentu: W przeciągu każdego ciągłego godzinowego okresu, Mikołaj przejechał 20km.): prędkość tego gościa była funkcją okresową o okresie 1 godziny.
Dla tych, którzy chcą się jeszcze pobawić w zagadki (i nie znają tej), kolejna propozycja:
######################################################################
Pewien gość przyjeżdża do prywatnego hoteliku/moteliku/pensjonatu (nieistotne), gdzie chciał wykupić 7 noclegów. Nie miał jednak gotówki, a jedynie otwarty (czyli nie jako pętla na szyję tylko powróz na krowę ;) złoty łańcuch składający się z 7 ogniw. Umówił się z właścicielem hoteliku, że za każdą noc będzie płacił 1 złote ogniwo. Ponadto właściciel sobie zażyczył, żeby należność regulować z góry każdego dnia (nie zbiorczo na początek/na koniec pobytu ani grupowo za kilka nocy). Pytanie: Ile ogniw co najmniej należy rozciąć w łańcuchu, aby możliwe było płacenie za nocleg według powyższych zasad?
EDIT: Dodałem informację, że chodzi o otwarty łańcuch (nie w formie zamkniętej pętli)
Biorąc poprawkę na punktualność naszych pociągów być może będziesz miał znacznie więcej niż 5 min. na przesiadkę - tylko że odjazd z datą dnia następnego :)
ale jako podstawowe narzędzie pracy się nie sprawdza.
vs
którego będzie używać do internetu i oglądania filmów
Litości :] Może dla informatyka albo grafika netbook faktycznie się nie sprawdzi. Ale dla kogoś, kto potrzebuje głównie szperać po necie, oglądać filmy, czasem pewnie wysłać maila, napisać coś (choćby i magisterkę) w Wordzie, do tego żeby oferował długą pracę na baterii, a już zwłaszcza jeśli tym kimś jest dziewczyna, to chyba trudno o lepsze rozwiązanie (w tej cenie)
Jeśli chcesz po linii najmniejszego oporu, to C# (składnia bardzo zbliżona do Javy). C++ będzie wymagało niestety trochę (sporo) więcej wkładu pracy, bo diametralnie się różni. F# niekoniecznie, J# nie jest już rozwijany. Także wybór należy do ciebie ;)
Megera_, IMHO "nie wiem, zobaczę" w rankingu "konkretności" stoi dokładnie na tej samej półce co "dam ci znać" - nie mówi NICZEGO konkretnego, a jedynie zbywa rozmówcę. Natomiast nie zgodzę się z Malagą co do postu [10]. Podanie konkretnego czasu wyraża zainteresowanie i pewien szacunek do rozmówcy. A nie jest takim zbywczym "kiedyś się odezwę". Po egzaminie? OK. Za tydzień? OK. Przynajmniej jest konkret i wiadomo, kiedy się przypomnieć (w ogóle by już było fantastycznie, gdyby to ta druga osoba sama się przypomniała za ten czas).
W dużej mierze zgadzam się w tej kwestii z autorem - stwierdzenia pokroju "dam znać", "odezwę się", "kiedyś się zgadamy" należy traktować jako odmowę. Dlaczego? Ponieważ są duże szanse, że jest to właśnie odmowa, tylko druga strona nie ma odwagi powiedzieć wprost i zbywa nas takim okrężnym nicniemówiącym tekstem. Natomiast jeśli to NIE była odmowa i druga strona naprawdę tak myślała, to proszę bardzo - niech to udowodni i się odezwie faktycznie za jakiś czas. Sama - z własnej inicjatywy. I nie za dwa lata. Jeśli nam jednak zależy, to możemy się jeszcze raz przypomnieć sami za jakiś czas. Ale nie ma sensu się poniżać i robić tego więcej niż dwa, góra trzy razy. Bo w ten właśnie sposób zachowujemy się jak piesek bezgranicznie oddający się drugiej stronie. Będzie to mniej więcej oznaczało: możesz się w dowolnym momencie (czytaj: jak się jej będzie nudzić, nie będzie się układać z partnerem albo cośtam jeszcze) do mnie odezwać i traktować jako "w razie potrzeby (spotkania) zbij szybkę". Dlaczego to MY nie możemy wychodzić z inicjatywą i spotykać się z aprobatą?
Tak więc może się okazać, że "dam ci znać"/"zobaczę" jednak nie było zbyciem. Podobnie w drugą stronę - podanie konkretnego terminu "za tydzień"/"po egzaminie" itp. może być właśnie takim zbywaniem - wystarczy, że się powtórzy dwa/trzy razy z rzędu.
General E'qunix [9]
[8] Nie wszyscy lubią się umawiać z +tygodniowym wyprzedzeniem.
Doprawdy? To życzę powodzenia w planowaniu sobie wakacji albo wizyty u dentysty. Takie gadanie również uważam w przeważającej liczbie przypadków za wymówki i wykręty. Jeden(-na) usłyszy "sorry, ale nie wiem co będę robić w przyszły weekend" [no to jak nie wiesz, to chyba znaczy, że nic konkretnego, więc możesz sobie wpisać spotkanie/wyjazd, nie?], a drugi(-a) w tym samym czasie usłyszy "chętnie z tobą pojadę w góry w sierpniu".
Jakoś trudno mi jest sobie wyobrazić jak można "nie lubić się umawiać z xxx wyprzedzeniem" :/ Toć chyba im większe wyprzedzenie, tym lepiej, czyż nie? Łatwiej wpasować w grafik itp.
Innymi słowy trzeba wykazać, że (2k)! => (k!)^2 * 2^k dla każdego całkowitego k>0. A to z kolei jest tożsame z:
iloczyn po i=1 do k z (2i-1) >= k! a to już chyba oczywiste :)
Albo dowodzisz indukcyjnie:
zał: (2k)! => (k!)^2 * 2^k
udowodnić że: (2(k+1))! => ((k+1)!)^2 * 2^(k+1)
DWZ ==> Pomijając już kwestię tego, przy jakiej prędkości to zachodzi, to:
- w momencie zderzenia całe ciało leci do przodu
- nogi faktycznie najpierw opierają się na podnóżku/pedałach, ale brzuch/klata (a już na pewno głowa) nie zatrzymają się na kierownicy, tylko ją wyłamią lub przelecą nad nią
- spytasz: jak może brzuch i klata przelecieć nad kierownicą? prosto: nogi praktycznie od razu znajdują się w punkcie oparcia; albo nie będzie czasu na reakcję, albo odruchowo się nimi jeszcze zaprzesz. W ten sposób zadziałają jak "zawias" - punkt podparcia wokół którego nastąpi ruch obrotowy reszty ciała
- kiedy już głowa, klata i brzuch postanowią wyjść z samochodu przez przednią szybę, nogi podążą za nimi, z racji tego, że środek ciężkości całego ciała jest właśnie na wysokości brzucha
To tylko moja teoria laika.
Odpowiesz co najwyżej mandatem (100 zł) i 1 pkt karnym w razie kontroli. Nie sądzę, abyś miał odpowiadać w razie jakiegoś nieszczęścia - jest dorosły, sam odpowiada za swoje czyny. Weź natomiast poprawkę na to, że jeśli będzie siedział za tobą, to w przypadku czołowego... wiadomo. Podobnież jeśli siedzi na fotelu pasażera z przodu - wówczas uderzenie boczne (w lewy bok) również może przynieść niewesołe skutki (acz wtedy to ciężko powiedzieć czy samo uderzenie nie będzie dla ciebie bardziej niebezpieczne). Ale to już sam musisz rozważyć - czy będziesz się narażał, czy godzisz się z takim ryzykiem, czy też zmuszasz go do zapięcia pasów/odmawiasz jazdy. No i tak jak pisze rvc - zawsze możesz się zdarzyć, że trafiłeś na idiotę (lub kogoś ze zidiociałą rodzinką), kto najpierw "wie lepiej co dla niego dobre", a jak po gwałtownym hamowaniu będzie miał wklęsły nos, to oczywiście pretensje i roszczenia do ciebie :]
Dessloch ==> Swoją drogą ciekawe jest, że na legitymację niczego "poważnego" nie załatwisz, ale za fałszowanie można beknąć jakbyś co najmniej drukował pieniądze.
Campus ma opinię rozpadówek - odradzam. HiMountain pod względem jakości IMHO stoi tylko pół oczka wyżej. W cenie 150 zł można dostać albo niskie butki z niższej półki (oprócz wspomnianych wyżej HiM i ewentualnie Campusa zobacz np. do Decathlona i ich Quechuy różne modele) albo próbować upolować coś bardziej znanych marek (większa szansa na coś porządnego), np. The North Face, Salewa, Merrell. Ostatnio znajoma mówiła mi, że kupiła butki LaSportivy za niecałe 2 stówki. Ale tu już trzeba polować i liczyć na okazje.
Nieprzemakalnością się nie przejmuj - w niskich butach ma to sens mniej więcej zerowy i tak jak mówisz - zapocisz się tylko, a ewentualną membranę szybko szlag trafi (no ale marketing dźwignią handlu, więc niedługo gore-texy i inne ceraty zaczną do sandałów montować :P ). Pod kątem wodoodporności (i oddychalności dzięki której nie zagotujesz stóp) w mojej opinii należy patrzeć jedynie na skórzane wysokie buty (skóra licowa albo nubuk - nie żadne welury i inne dwoiny), ale takich butów w tej cenie nie dostaniesz już na pewno. Chyba że używki z aukcji pamiętające czasy Twojego dziadka (co wcale nie znaczy, że będą do niczego).
ppaatt1 ==> Nie. Bez zdjęcia (a na zaświadczeniu zdjęcia raczej brak) taki papierek jest bezwartościowy jako dokument potwierdzający tożsamość. Acz istnieje jakaś szansa, że przejdzie.
Z taką znajomością zawartości karty wzorów (i umiejętnością wyszukiwania informacji), to raczej na nic ci się ona nie przyda :) Wybacz złośliwość, ale nie rozumiem skąd takie pytanie, skoro można samodzielnie w 30 sekund taką informację zweryfikować - wchodzisz na stronę CKE, ściągasz kartę, patrzysz, wiesz. Nie zajęłoby to dłużej niż zapytanie na forum i oczekiwanie na odpowiedź.
StefanBurczymucha ==> Słusznie. Acz bywają momenty, kiedy na dane otoczenie jesteśmy skazani (wiadomo, że nie dożywotnio, ale tymczasowo)
adrem ==> Coś ty się tak tego "cwaniaka" uczepił?
Dym14 ==> To jest właśnie różnica między konstruktywną krytyką, a krytyką destruktywną, bezsensowną, sprawiającą tylko przykrość. I nie chodzi o to, o czym piszesz. Jak nie umiesz gotować, ale ci nie smakuje, to albo nie jesz i buzia na kłódkę, albo wyrażasz swoje zdanie w sposób kulturalny, albo (najlepsza opcja) wyrażasz swoje zdanie sugerując, co należałoby twoim zdaniem poprawić (przykładowo: "nie smakował mi ten barszcz - według mnie był zbyt kwaśny"). Przykład ze stolarzem jest nieco trudniejszy - powierzając wykonanie czegoś fachowcowi dajesz mu pewien kredyt zaufania. Jeżeli zrobił nie po twojej myśli, to są dwa wytłumaczenia: wykonawca jest partaczem (po prostu kiepskim fachowcem) ALBO... źle przedstawiłeś swoje oczekiwania. W każdym razie jedyne co możesz zrobić, to nie korzystać więcej z jego usług i nie polecać go. Krytykowanie "panieeee! bo ta noga to jest krzywoooo! a w ogóle toś pan źle wyciął to serduszko!" aż prosi się o odpowiedź: to zrób sobie sam i lepiej. Jeśli krytykujesz grę, to również wypada to uzasadnić, dając tym samym feedback twórcom, co należy poprawić na przyszłość (albo w patchu).
gehenna [16] ==> To, czy ktoś wychodzi na chama i prostaka w dużo większym stopniu zależy od tego JAK coś powie, a nie CO powie. Dobrze to ujął NicK w [22]. Bo można powiedzieć zarówno "jak dla mnie ta potrawka była nieco za słona", jak i "nie smakowało mi" albo nawet "to było wstrętne" - sens zasadniczo ten sam, ale nie sądzę, aby ktoś się miał obrazić po usłyszeniu tego pierwszego.
Strasznie mnie irytuje to przesadne, fałszywe słodzenie i "włażenie w... (wiadomo gdzie)". Czemu to ma służyć? Zalatuje mi to hipokryzją, której również nie toleruję. Kojarzy mi się z takim obrazkiem dwóch ludzików (przeważnie kobiet), którym z ust się leje tęcza, sypią kolorowe gwiazdeczki i kucyki, a w gruncie rzeczy jedna drugiej by wbiła nóż w plecy i ręka by nie zadrżała (lub zwyczajnie mówiąc obgadała wszystko pod nieobecność zainteresowanej; bo czym jest "obgadywanie" jak nie właśnie tym - mówieniem niemiłych rzeczy o kimś pod nieobecność tego kogoś, zamiast przy nim lub do niego)
A zainspirowany postem [21] StefanaBurczymuchy nasunęło mi się takie pytanie, które pozostawiam do dyskusji:
Wiadomo, że nieładnie jest krytykować, kiedy albo się nie ma lepszego pomysłu, albo samemu by się nie potrafiło czegoś zrobić. A co w sytuacji, gdy właśnie się MA lepszy pomysł albo potrafi coś zrobić LEPIEJ, ale nikt nie chciał słuchać/pozwolić nam tego zrobić - czy uważacie, że w takim wypadku krytykowanie i "narzekanie" jest uzasadnione?
pecet007 --> W poście [3] mówisz serio czy to była ironia, tylko zbyt subtelna abym ją wychwycił?
Osobiście popieram szczerość, nawet taką, która może być nieprzyjemna dla odbiorcy. Ale też nie posuwałbym się tak daleko jak opisuje Dym14 w poście [10]. Po prostu - jeśli coś mi smakuje lub się podoba, to głośno o tym mówię, czasem nawet niepytany, natomiast jeśli coś mi nie smakuje/nie podoba się/mam o tym niepochlebną opinię, to są dwie opcje:
- siedzę cicho, zachowując to dla siebie (i tak najczęściej robię, chyba że krytykowaną rzeczą jest krzywdzenie mnie lub innych - wówczas nie ma co się pieścić i należy wyrazić swoje zdanie)
- wyrażam swoje zdanie (głównie wtedy, gdy jestem o to bezpośrednio proszony; ale nawet wówczas staram się zrobić to tak, aby nie urazić drugiej osoby, tzn. wyrażając szacunek do jej pracy/włożonego wysiłku i podkreślając, że to jest MOJA opinia)
Jeżeli ciągle niepytany wyrażasz głównie negatywne opinie, to niestety będziesz odbierany jako gbur, krytykant, malkontent itp. Takich ludzi się nie lubi (wiem po części z własnego doświadczenia). Jeżeli masz takie tendencje, to staraj się wypracować u siebie to o czym piszę wyżej - jak najczęstsze głośne CHWALENIE różnych rzeczy (podkreśliłem głośne, bo wiem, że takie osoby często w gruncie rzeczy doceniają to co dobre i wiele rzeczy im się podoba, tylko po prostu o tym nie mówią uznając niejako, że to oczywiste, że cośtam jest ładne/dobre/fajne/smaczne). Dym14 opisuje nieco skrajne podejście - sarkazmem i (często złośliwym) żartem zwrócić uwagę/skrytykować to, co się nie podoba. Ale jakby się tak zastanowić, to co go obchodzi w jakiej koszulce jest kolega? Albo czy nie można okazać odrobiny zrozumienia, że w trakcie biegania kumpel wpadł na 2 minuty po zeszyt, więc to normalne, że może być spocony? Jeżeli coś ci nie smakuje masz pełne prawo po prostu tego nie jeść (z grzeczności możesz wmusić w siebie choć trochę, ale i to nie żaden obowiązek). Przy trzecich namowach a'la troskliwa babcia "no zjedz jeszcze troszkę... dołożyć ci?" można się nieco wkurzyć i stanowczo (acz asertywnie, czyli bez obrażania i krzyku) powiedzieć NIE, bo w tym momencie to już osoba namawiająca jest niegrzeczna.
Ad. 2
Ograniczenia o ilości płynów, tych wszystkich woreczkach i buteleczkach dotyczą bagażu podręcznego. Do rejestrowanego (czyli "głównego") możesz dać cokolwiek i w dowolnych ilościach (oczywiście nie hurtowe ilości alkoholu i tytoniu).
Ad. 3
Zdecydowanie KONIECZNIE do podręcznego - główny jest traktowany gorzej niż worek z ziemniakami, a poza tym zdarza się, że zginie.
Ad. 4
Parę oczywistości ku przypomnieniu:
- nie przyjmować NICZEGO od obcych osób - ani na przechowanie, ani na popilnowanie, ani w ogóle na nic (a już na pewno nie na przewiezienie)
- pilnować swojego bagażu przez cały czas - głupie wyjście do toalety czy kupienie gazety w kiosku obok (gdzie wydaje ci się, że cały czas masz go na oku) może narobić problemów (kradzież LUB podrzucenie czegoś); wszelkie patenty z mini-kłódkami i innymi blokadami na zamki torby może i dają jakieśtam zabezpieczenie, ale nie są 100 % gwarancją; poza tym licz się z możliwością rozprucia całości/rozcięcia kłódki w przypadku wyrywkowej kontroli bagażu (praktykowane zwłaszcza w USA - nie wiem jak się sprawują w praktyce kłódki/zamki z logo TSA, które rzekomo pozwalają na kontrolę bez niszczenia zamka)
- bagaż rejestrowany pakuj do wytrzymałych i zwartych toreb/waliz (jeżeli chcesz przewozić szklane butelki lub inne delikatne rzeczy, to dobrze aby waliza była sztywna); przez "zwarte" rozumiem takie, które nie mają tysiąca pięciuset wystających pierdółek, uszek, pętelek, nóżek, haczyków, uchwytów, tasiemek, klamerek itp. które mogą się odpruć/urwać/zgubić/zniszczyć w czasie za-/wyładunku lub wkręcić w taśmociągi. Zdarzyło mi się, że nawet wysuwane nóżki walizy (takiej normalnej - na jednej osi kółeczek) zostały urwane, a zamek kieszeni bocznej rozpruty/wyrwany z korzeniami (prawdopodobnie jedno przez obsługę, a drugie przez taśmociąg).
A nie możesz po prostu dodać pola do klasy FileManager zawierającego referencję do Plottera?
class FileManager extends JPanel <
private Plotter plotter;
public FileManager(Plotter plotter) <
this.plotter = plotter;
...
>
...
public jakasMetoda(MyFigure figura) <
...
plotter.malujFigure(figura);
...
>
...
>
(nawiasty trójkątne zamiast klamrowych, bo forum ich nie obsługuje)
cos x ma wartości <-1, 1>
"Podstawiamy" sobie w myślach ten zakres wartości najpierw do 1/cos x (pamiętając, że w rozważanym przedziale jest 0!) - dostaniemy zbiór wartości (-inf, -1> u <1, inf)
Następnie mnożymy w myślach przez -5 dostając przedziały (-inf, -5> u <5, inf)
To oczywiście postępowanie i zapis nieformalny, ale zadanie jest na tyle proste, że można je rozwiązać w pamięci bez zawracania sobie głowy zapisem toku rozumowania
Czego konkretniej nie wiesz? Znając średnicę przekroju (oraz po cichu zakładając, że ten przewodnik ma kształt walca), a także jego masę (dana) i gęstość (z tablic lub skądkolwiek), liczysz jego długość (która to będzie potrzebna przy wyliczaniu oporu). Znasz już przekrój, długość, potrzebujesz jeszcze opór właściwy, który znów odczytujesz z tablic. Który krok nie był dla ciebie oczywisty?
Reistand moglbym ale stracilbym windows 8 poniewaz zauwazylem ze gdy chce zainstalowac starsza wersje (mimo iz jest na innej partycji) to usuwa mi sie nowszy system
Wydaje mi się, że to raczej kwestia podmiany bootloadera przez nowoinstalowany system (WinXP nie wykrywa Win8 jako drugiego - obecnego już na dysku - systemu operacyjnego i olewa jego istnienie). Sam system (Win8) nadal jest na dysku. Pomocne może tu być naprawienie sektora rozruchowego (MBR) z poziomu płyty instalacyjnej Win8.
Nic ci te błędy nie mówią? Bawiąc się w programowanie (czy to z własnej woli, czy jako zadanie domowe) warto umieć czytać i interpretować komunikaty, które dostajemy w czasie kompilacji i/lub wykonania.
Przecież to się nawet nie skompiluje :/ Nie widzę zamknięcia ciała pętli for o:=1 to n do begin ... (i do czego ona miałaby niby służyć?). Poza tym tego typu instrukcje: a:=ord(tab[1]); i później działania na liczbach a, b, c, ... też zdaje się nie zadziałają (funkcja ord skonwertuje cyfry do ich kodów ASCII, a nie do wartości liczbowych tych cyfr. Poprawnie powinno być a:=ord(tab[1])-ord('0'); (i tak samo dla pozostałych).
Uczą jeszcze w szkołach czym jest i do czego może służyć słownik? Bez obrazy, ale to tam bym najpierw szukał odpowiedzi na takie pytanie. Ponadto to raczej słownik jest wyrocznią w kwestii co jest a co nie jest wulgarne, a nie zdanie anonimowej grupy użytkowników forum o grach, z których część nawet z ortografią jest na bakier.
Odpowiadając na pytanie: według tego źródła --> http://sjp.pwn.pl/szukaj/pierdo%C5%82a nie jest.
Wg mnie program może wypisywać odpowiedzi na standardowe wyjście i możesz je po prostu ręcznie przekierować do pliku przy uruchomieniu. Ale czy to, do czego będzie wypisywane wyjście, naprawdę tak wiele zmienia w kwestii czasochłonności/skomplikowania programu? W większości języków to kwestia zmiany kilku znaków lub dodania linijki czy dwóch.
Co do drugiego pytania - IMHO raczej pojedynczy program. Ale ponownie: czy to coś zmienia w kwestii czasochłonności/skomplikowania rozwiązania?
Sizalus ==> Przez drogę dwujezdniową (niezależnie od kategorii) poza przejściem dla pieszych? :P
Korzystając z tego, że horatio podbił wątek, to i ja się wpiszę (choć przypuszczam, że hubercik015 już tu nie zajrzy, a nawet jeśli, to już mu się to nie przyda).
Z którymikolwiek z podlinkowanych w pierwszym poście butów wycieczka w drugiej połowie tegorocznego maja zapewne ograniczy się do Wielkiej Grani Krupówek i Gubałówki kolejką (ewentualnie Kasprowy bez planów wychodzenia poza taras). Powyżej granicy lasu śniegu wciąż jest (i będzie - nie łudź się, że przez 3 tygodnie cały stopnieje) grubo ponad metr. Może być zarówno zmrożony jak i grząski, mokry, ciężki (a i wierzchnia warstwa świeżego i sypkiego nie jest wykluczona) - tak czy owak nie za fajny do przebycia w takich kapciach. A nawet tam, gdzie nie ma/nie będzie śniegu, jest duże prawdopodobieństwo, że będzie mokro i ślisko lub po prostu błotniście (z własnego doświadczenia: nie za miłe uczucie kiedy "wdepniesz" i półpłynna błotna masa wleje ci się do buta górą ;) tzn. może i jest miłe jako ochłoda i maseczka dla stóp w upalny dzień, ale później uwiera jak zaczyna wysychać :)
Ad. 3
No dobra. Masz tu rozwiązanie, bo zadanie faktycznie nie jest trywialne dla gimnazjalisty.
Do ponumerowania stron 1-9 użyła 9 cyfr. Zostaje 288-9=279 cyfr do użycia. Do ponumerowania stron 10-99 użyła 90*2=180 cyfr (90 liczb po 2 cyfry każda). Zostaje 279-180=99 cyfr. To wystarczy na 99/3=33 liczb trzycyfrowych. Zatem pamiętnik ma 132 strony.
Ad. 4
Dalej nie wiem w czym problem?
Samochód jadący ze średnią prędkością 60km/h pokonuje pewną trasę w ciągu 3 godzin i 20 minut
Czyli trasa miała 3 1/3 * 60 = 200 km. Żeby to pokonać w ciągu 2,5 h musiałby jechać z prędkością 200/2,5 = 80 km/h (pomijam jednostki w obliczeniach, ale trzeba je uwzględniać). Czyli musi jechać z prędkością większą o (80-60)/60 * 100% = 33 1/3 %
Ad. 1. Czym jest przeciwprostokątna tego trójkąta dla tego okręgu? Jeśli jeszcze nie masz ładnego wyraźnego rysunku, to znaczy, że nawet nie spróbowałeś rozwiązać tego zadania.
Ad. 2. W czym problem? Możesz nie znać fajnego magicznego wzorku na liczbę przekątnych wielokąta, ale to można normalnie narysować i policzyć ręcznie.
Ad. 3. Po raz kolejny - w czym problem? Jednocyfrowych numerów stron jest 9, dwucyfrowych 90, pozostaje stwierdzić ile użyła numerów trzycyfrowych. Mając tę wiedzę oraz wiedząc, że w każdej setce jest takich numerów 100, ustalasz która setka, później która dziesiątka tej setki i wreszcie która cyfra jedności.
Ad. 4. Po raz ostatni - w czym problem? Wzór wiążący drogę z czasem i prędkością jest chyba dobrze znany: s=v*t (gdzie t to czas, v prędkość, a s droga). Liczysz ile wynosi droga, liczysz ile będzie wynosiła prędkość dla krótszego czasu, wyliczasz różnicę i odnosisz ją do pierwszej prędkości.
@Marcin017
Korzystamy z postaci iloczynowej funkcji kwadratowej:
y = a(x+2)(x-5)
Podstawiasz za x i y współrzędne podanego punktu i rozwiązujesz banalne równanie z jedną niewiadomą a.
Myślę że będzie zadowolona. Silva to porządna firma i kompas z linka nie jest taką zwyczajną plastikową zabawką jak co poniektóre podobne z wyglądu.
Podobna, co nie znaczy identyczna. Niby ta sama strefa klimatyczna, więc temperatury raczej zbliżone (z poprawką na większą wysokość n.p.m.), niemniej jednak klimat jest nieco bardziej suchy niż w Polsce - a już na pewno jeśli chodzi o porównanie Alpy a polskie góry, np. Tatry (które są jednymi z najbardziej "mokrych" gór w Europie - może za wyjątkiem Szkocji). Oczywiście nie mogę ci obiecać, że nie będzie padać, bo to się zdarza. Ale większa szansa na ładną pogodę tam niż tu ;)
michalek [19]
PS. Jak organizatorzy wyobrażają sobie 12 letnie dzieci wychodzące na Grossglockner?
Myślę, że punkt "wycieczka na Grossglockner" oznacza mniej więcej to samo co "wycieczka na Olimp" albo "wycieczka na Wezuwiusz" w wielu podobnych przypadkach - tzn. podjazd na punkt widokowy, żeby z dołu pooglądać i popstrykać foteczki, pochwalić się "zaliczeniem jakiegoś szczytu gdzieś tam w jakichś chyba tak jakby górach", po czym zjazd na chatę. Ewentualnie doturlają(-cie) się najdalej do Studlhutte.
Generalnie fajnie wygląda ten plan. Ciekawi tylko niska cena.
Pytasz czy będzie ciepło - być może przeoczyłem, ale... kiedy ma się ta wycieczka odbyć? Jeśli w lecie to generalnie tak (choć nie nastawiałbym się na ciapcianie w jeziorku).
Nie można (przynajmniej w teorii, bo to też nie tak do końca prawda) przeinstalować go na inny komputer a nie dysk (komputer w rozumieniu tych samych kluczowych elementów, tj. płyta główna, procesor...). Dyskami można żonglować i wymieniać dowolnie.
Równie dobrze mogłoby być i 30, choć takiej odpowiedzi nie ma:
8+8=16
16+7=23, bo 7=8-1
23+5=28, bo 5=7-2
28+2=30, bo 2=5-3
Prawdę powiedziawszy kontynuacji takiego ciągu, które będą uzasadnione jakąś formułką matematyczną, jest nieskończenie wiele i sensem tego typu zadań jest znalezienie najprostszego wytłumaczenia. Tutaj chyba nie ma takiego, które byłoby wyraźnie najprostsze (czytaj: w oczywisty sposób lepsze od innych). Jedynym kryterium jest konieczność dopasowania się do podanych możliwych odpowiedzi.
Takie pytanie zdarza się nie po raz pierwszy. Naprawdę nie rozumiem, skąd jakieś obawy o to, że będą cię "przetrzepywać" dokładnie. W życiu mi się nie zdarzyło ani nie widziałem, aby komuś przeszukiwali bagaż podręczny (no ok, nie latam zbyt często, ale jednak). Niby czemu miałoby paść akurat na ciebie? Różnisz się czymś od przeciętnego turysty, którego plecaczek przejeżdża przez bramkę prześwietlającą? Masz zakazaną twarz czy co? :) Jak dla mnie bagaż podręczny (np. saszetka biodrowa) to najlepsze miejsce na taką rzecz. Bo - jak sam słusznie zauważyłeś - bagaż rejestrowany to jednak zbyt duże ryzyko. Ewentualnie możesz schować do kieszeni kurtki czy czegoś (o ile masz wystarczająco obszerne, aby nie było widać) - raczej nie powinno "pikać" na bramce. Ale to głupi pomysł, bo nie uchroni przed ewentualnym przeszukaniem (ba! zwiększy szansę, że znajdą/zobaczą i każą pokazać co to), a niczego nie daje (już chyba lepiej, żeby zobaczyła ochrona na monitorze prześwietlenia niż strażnik przy wykrywaczu metalu kazał wyciągać itp).
Eh. Sorry. Z przyzwyczajenia trochę się rozpędziłem. W Wordowskim "Znajdź i zamień" tabulację wpisujesz jako ^t (daszek i t), albo po prostu wybierasz z listy Specjalne (najlepsza opcja). Natomiast \t (backslash i t) działa np. we wspomnianym przeze mnie Notepadzie++. To NIE MA BYĆ ciąg znaków ^t albo \t widoczny w tekście pliku, tylko znak tabulacji (to co dostajesz wciskając Tab w czasie pisania). Jeżeli nie ma dużo wpisów (imię nazwisko), to możesz to zrobić nawet ręcznie (usunąć spację spomiędzy każdego imienia i nazwiska i wcisnąć Tab); po prostu narzędzie "Znajdź i zamień"/"Zamień" robi to automatycznie i szybciej :)
Piszę to na wypadek gdyby narzędzie RedCrowa nie zadziałało.
Nie napisałeś GDZIE masz napisaną taką listę (tzn. w jakiej formie/formacie pliku). Bo przy takim opisie problemu, to równie dobrze możesz ją mieć na kartce papieru, a wtedy ciężko coś doradzić ;) Ale zakładam, że masz ją zapewne w jakimś pliku (txt albo inny format tekstowy). Jeśli tak, to w Wordzie, Notatniku (chociaż nie wiem czy oferuje taką funkcjonalność - lepszy byłby Notepad++) albo czymś podobnym zamień (Edycja -> Znajdź i zamień...) spacje na tabulatory (wpisuje się je tak: \t ), następnie skopiuj, wklej do Excela (albo innego arkusza kalkulacyjnego) - powinno się wkleić w osobnych kolumnach. Zamieniasz kolumny miejscami i gotowe ;) Możesz przekopiować z powrotem do pliku tekstowego jeśli chcesz :)
Jeśli nie masz Excela ani podobnego paścia, to jedyne co mi w tej chwili przychodzi na myśl, to napisanie prostego skryptu w Pythonie, Rubym, od biedy jakimś Perlu, Iconie czy nawet bashu (Pascale, Javy i inne Ceplusplusy odrzucam, bo za duża armata na takie pierdoły). Ale zgaduję, że gdybyś umiał programować w którymś z wyżej wymienionych, to nie zadawałbyś takich pytań
Nie zakładaj drugiego wątku o tym samym. Przez tę godzinę zdążyłbyś się trzy razy nauczyć całego potrzebnego materiału i rozwiązać z 15 takich zadań. Odpisałem w tym drugim --> https://www.gry-online.pl/forum/fizyka-3/z8b706f3
W czym dokładnie problem? W zastosowaniu dwóch wzorów? Zakładam, że wzór na okres wahadła matematycznego znasz. Wzór określający zależność między długością fali, jej częstotliwością a prędkością również? Jeśli nie, to wygląda on tak: L=v/f, gdzie L to długość fali, v to prędkość, a f to częstotliwość. Wzorek na drogę przy znanej prędkości i czasie chyba również jest ci znany?
Dane liczbowe nie mają żadnego znaczenia (chyba że jesteś w trzeciej klasie podstawówki i umiesz policzyć 2+3, ale już 4+9 nie), więc nie wiem po co je podajesz.
Jeśli długość jest dla obu punktów wschodnia (E) lub dla obu jest zachodnia (W), to odejmujemy. Jeśli jeden punkt ma długość wschodnią, a drugi zachodnią - to dodajemy. Zobacz sobie na globus, znajdź południk zerowy i jeszcze raz przemyśl dlaczego tak.
W Excelu też zrobisz to bez problemu scalając dwie sąsiednie komórki. Dzięki temu granica komórek w następnym wierszu będzie mogła wypadać w środku komórki wyższej
Ups. Faktycznie :) Mathmi ma rację - się rozpędziłem za bardzo i nawet nie zerknąłem na to zdjęcie z książki. Mea culpa. Tak czy siak głupoty wypisują, więc podchodziłbym z dystansem do całej reszty tej książeczki ;)
ślimok ==> Niby dlaczego we "wzorze" 7n+4 nie można wstawić n=0? Sugeruję doczytać definicję. n może być dowolną liczbą całkowitą, więc także 0, a nawet liczbą ujemną (przykładowo: -10 przy dzieleniu przez 7 także daje resztę 4). Najmniejszą liczbą naturalną dającą resztę 4 będzie więc 4 - zgodnie z tym, co podają autorzy.