Grace w krainie koszmarów. Spędzenie kilku godzin w Resident Evil Requiem przypomniało mi, za co pokochałem tę serię
- Leon zawodowiec
- Grace w krainie koszmarów
- Crafting i zagadki
- Racoon City z obu perspektyw wygląda dobrze
Grace w krainie koszmarów
Po urządzeniu krwawej jatki Leon bardzo szybko spotyka Grace. Nie będę tutaj zdradzał, w jakiej sytuacji, gdyż chciałbym ograniczyć spoilery do niezbędnego minimum. Na skutek niezależnych od nich okoliczności nasi bohaterowie muszą jednak szybko się rozdzielić, lecz wcześniej Leon powierza Grace swój – wspomniany wcześniej – rewolwer. I w tym momencie Resident Evil Requiem staje się pełnoprawnym survival horrorem, bo przychodzi nam grać Grace.
Celem młodej kobiety jest ucieczka z budynku, który nagle został odcięty od reszty świata. Po rozejrzeniu się po otaczających mnie pomieszczeniach szybko znalazłem drzwi prowadzące na zewnątrz. Problem w tym, że aby je otworzyć, potrzebowałem czterech ozdób wykonanych z kwarcu, znajdujących się w biurach czterech dyrektorów (klasyk). Wszystko to bardzo przypominało mi Resident Evil 2 Remake – nawet główny hub, w którym znajdowały się zablokowane drzwi wyjściowe, nasuwał na myśl hol komisariatu z „dwójki”.
Jako że nie miałem zbyt dużo amunicji ani przedmiotów potrzebnych do przetrwania, zacząłem się rozglądać. Po krótkiej chwili znalazłem niewielki pistolet, do którego łatwiej było zdobyć amunicję. Nadal jednak nie chciałem angażować się w otwartą walkę, ponieważ miałem wrażenie, że powinienem jak najczęściej się skradać i próbować omijać zarażonych. Szybko zauważyłem też, że zombie mówią, co, nie ukrywam, było bardzo niepokojące. Spróbuję zilustrować, jak bardzo, za pomocą przykładu.
Otóż znalazłem się niedaleko toalet, gdzie usłyszałem jedno słowo: „clean”. Kiedy podszedłem bliżej, okazało się, że jedna z pań odpowiedzialnych za porządek myła w łazience lustro, jednocześnie z całej siły waląc w nie głową. W pewnym momencie zostałem przez nią zauważony i zmuszony do walki. Okazało się, że pani sprzątająca miała w twarzy powbijane kawałki szkła, co tworzyło naprawdę makabryczny widok. Strzelając w jej głowę, odkryłem też, że można na przykład odstrzelić zombiakowi kawałek skóry albo oko – co chętnie potwierdzałem w późniejszych starciach.
Jeśli chodzi o projekt zombie i innych potworów uważam, że w Requiem zobaczymy ich najlepsze wydanie – nie tylko ze względu na wygląd, ale i zachowanie. Zarażeni w najnowszej odsłonie Resident Evil pamiętają bowiem, kim byli za życia. I tak na przykład usłyszymy zombie, które „śpiewają”, albo będziemy ścigani przez nieumarłego kucharza z wielkim tasakiem. Takich przypadków jest dużo więcej, ale nie chcę opisywać ich tutaj wszystkich. Dodam tylko, że robi to diablo dobre wrażenie i świetnie potęguje wszechobecną grozę.


