Crafting i zagadki. Spędzenie kilku godzin w Resident Evil Requiem przypomniało mi, za co pokochałem tę serię
- Leon zawodowiec
- Grace w krainie koszmarów
- Crafting i zagadki
- Racoon City z obu perspektyw wygląda dobrze
Crafting i zagadki
Po tych przygodach oraz znalezieniu kilku kluczowych przedmiotów przyszedł czas na rozwiązywanie zagadek i eksplorację. Te pierwsze w Requiem wydawały się jakby znajome: ułóż cztery symbole, żeby otworzyć sejf i znaleźć klucz – i powtórz to cztery razy. Zawsze jednak pojawiało się jakieś urozmaicenie albo nie wszystko było podane na tacy i nad niektórymi wskazówkami trzeba było naprawdę się zastanowić. Aczkolwiek nie jest to żadna rewolucja i nie natknąłem się na nic, nad czym musiałbym spędzić więcej niż kilka minut. Osobiście jestem fanem niezbyt skomplikowanych zagadek w horrorach, więc kierunek, w jakim idzie „dziewiątka”, zdecydowanie mi odpowiada.
Ważną częścią gameplayu Grace było korzystanie z craftingu, który tym razem wykorzystuje… krew. Nie pytajcie mnie, jak dokładnie to działa – nie mam pojęcia – ale za pomocą krwi zombie i złomu młoda agentka FBI potrafi wyczarować między innymi naboje. W trakcie mojej rozgrywki natknąłem się na specjalne fiolki, które Grace mogła badać pod mikroskopem i w ten sposób poznawać nowe przepisy na wytwarzanie przedmiotów. Moim ulubionym był preparat, który działał tak skutecznie, że po jego użyciu z zombie zostawała jedynie plama krwi. Mieszanina ta była bardzo przydatna podczas skradania, ponieważ pozwalała na stałe usunąć sporą przeszkodę z mojej drogi.
Do mojej dyspozycji były także fiolki umożliwiające tymczasowe wzmocnienie głównej bohaterki, na przykład poprzez zwiększenie jej zdrowia. Ogólnie rozbudowany system craftingu działa na korzyść nowego „Residenta” i daje graczowi wybór: możemy poświęcić krew oraz inne przedmioty, aby stworzyć coś, co pomoże nam przekraść się przez hordę wrogów, lub po prostu wytworzyć więcej amunicji.
W dalszej części dema natknąłem się na gigantycznego potwora, który swoim cielskiem blokował cały korytarz i patrolował wybrane fragmenty „szpitala”, bardzo utrudniając mi życie. Szczerze mówiąc, był również dość przerażający – chwila nieuwagi w jego towarzystwie oznaczała bardzo bolesną śmierć. Nie był on takim samym zagrożeniem jak potwór z dema, które ograłem na gamescomie, ale idealnie wpisywał się w zasadę, że gdy czujemy się najbezpieczniej, musimy być najbardziej czujni – szczególnie grając w Resident Evil.
Miło było też obserwować, jak Grace z bardzo przestraszonej agentki, której trzęsą się ręce, staje się nieco odważniejszą osobą, próbującą odkryć, co do diabła dzieje się w tym dziwnym ośrodku i dlaczego akurat ona jest w to wszystko zamieszana. Wątek Grace urywa się w dość ciekawym momencie, kiedy bohaterka podejmuje ważną decyzję, która zdefiniuje jej przyszłość. Zaraz po tym wydarzeniu ponownie wcielamy się w Leona.


