Cyberpunkowa dusza miasta. Cyberpunk 2077 buduje wiarygodność Night City nie skalą, lecz detalami codzienności, od kanałów burzowych po małe knajpy
- Czego potrzebuje miasto w życiu i RPG?
- Dobrze zbudowane piekło na ziemi w Cyberpunku 2077
- Przyszli Europejczycy i popsuli amerykański koszm… sen
- Cyberpunkowa dusza miasta
Cyberpunkowa dusza miasta
To te ostatnie aspekty sprawiają, że Night City ledwo nadaje się do życia w jakichkolwiek wyobrażeniach. Z jednej strony mieszkańcy próbują gonić w dzikim tempie za innymi korposzczurami albo potykają się (i już raczej nie wstają) o wojny wszechobecnych gangów. W najlepszym razie po prostu dostaną kulkę, w najgorszym zostaną wbrew swojej woli przerobieni na cyborgi albo rozmontowani na części zamienne. Oczywiście, ludzie próbują tu egzystować, bo przecież jesteśmy niezwykle adaptacyjnym gatunkiem. Po jakimś czasie odnajdziemy się wszędzie, choć nie bez bólu.
Niemniej, ta iluzja, przy wszystkich drobnych nierównościach działa i dziś, sześć lat po premierze i rozwoju technologii (choć czy aż tak dużym?). Night City może i jest miastem rozrywanym przez korporacje i gangi, ale stworzyło na tyle wiarygodną iluzję zamieszkałej struktury, że gdy wychodzimy na powierzchnię po co mroczniejszych zadaniach (np. tych, w których goni nas upiorny mech napędzany dziką AI) – możemy autentycznie poczuć to odcięcie od problemów, zimną betonową ulgę, jak w neo-noirowym opowiadaniu, gdy problemy na chwilę bohaterowi odpuszczają. To trochę jak wtedy, kiedy sami idziemy na spacer po zmierzeniu się z trudną sytuacją (niezależnie od rezultatu) – wychodzimy na zewnątrz i widzimy, że życie toczy się dalej. Night City przy technicznych ograniczeniach (najwięcej grałem jednak w wersję około-premierową) potrafiło sprawiać wrażenie żywego.
Cóż, GTA VI pewnie, po pierwsze wyciągnie notatki z GTA V, po drugie z Cyberpunka 2077, po trzecie, wykorzysta jeszcze większe zasoby i nowszą technologię – więc pod względem detali i interaktywności zmiecie konkurencję, także naszą, rodzimą. Wiele jednak będzie zależało od tego, jakie historie Rockstar opowie na swoich ulicach. Bo póki co – to one warunkują, co się z tych gamingowych metropolii pamięta. Jasne, przy odpowiedniej ilości narzędzi sami sobie wiele odegramy i dopowiemy mocą narracji emergentnej, ale czasem przestrzeń przygotowana przez twórców robi kolosalną różnicę, nadaje miejscom ton i duszę. A pod tym względem Cyberpunk stoi w czołówce, zapewniło nam bowiem – podobnie jak na przykład Baldur’s Gate 2 z Athkatlą i Arcanum z Tarantem – coś na kształt kolejnego bohatera. Którego można sprezentować z pomocą Google Maps. I to ostatecznie do Night City chce się wracać. Żeby przejechać się po nim jeszcze jeden, tym razem już naprawdę ostatni raz.

