Simon the Sorcerer Origins. Gatunek wymarły? Nie sądzę... Czyli 10 przykładów, że przygodówki point-and-click wciąż żyją i mają się dobrze
Katarzyna Michałowska
4
- Irony Curtain: From Matryoshka with Love
- Zniw Adventure
- Justin Wack and the Big Time Hack
- BROK the InvestiGator
- PRIM
- Old Skies
- Kathy Rain 2: Soothsayer
- The Drifter
- Simon the Sorcerer Origins
- Foolish Mortals
- Honorowe wzmianki, czyli drugie tyle polecajek
Simon the Sorcerer Origins
Rok wydania: 2025
Producent: Smallthing Studios
Polska wersja językowa: napisy
Teoretycznie, zważywszy na przyjęte założenie nieprzedstawiania w tym zestawieniu kontynuacji popularnych przygodówek (bo i tak każdy albo prawie każdy o nich słyszał) – stąd pominięcie obu części Leisure Suit Larry – Wet Dreams (gorąco polecam), Return to Monkey Island (polecam jak najbardziej) oraz Syberii – The Word Before (także absolutnie polecam) – również kolejna odsłona Simona nie powinna zostać przeze mnie wspomniana. Wymyśliwszy tę zasadę, teraz bezczelnie się z niej wyłamię – choćby dlatego, że to prequel, a nie sequel (he, he). A tak na serio – głównie z powodu, że dopiero co tę grę przeszłam i wciąż jeszcze pozostaję w jej klimacie.
Poznajemy tu Szymka, który – wyleciawszy z poprzedniej szkoły – właśnie zmienił adres zamieszkania. Nasz urwis ma 12 latek i w głowie mu tylko psoty, o czym gracz może się szybko przekonać, pomagając bohaterowi uszkodzić lodówkę w nowym lokum, za co oczywiście wpada osiągnięcie. Simon tradycyjnie trafia do magicznego świata, który musi, rzecz jasna, uratować przed rządnym władzy Sordidem. Już na samym początku natyka się na Kalipso, a ten w opasłej księdze odnajduje przepowiednię o wybrańcu... tj. „bezczelnym chłopcu z innego świata”. Hmm...
Gra pełna jest nawiązań do różnych dzieł popkultury i wcześniejszych pozycji z cyklu, nie brakuje też typowego dla tej serii łamania czwartej ściany. Szymek często się odwraca i spogląda na gracza porozumiewawczo, robi przeróżne minki i wymachuje rękoma, przywołując nas, gdy odejdziemy na chwilę od ekranu. Mamy tu zatem dużo humoru, absurdalnych akcji, zerowego szacunku dla autorytetów i działania w dobrze pojętym tylko naszym interesie. Poza rozwiązywaniem typowych przygodówkowych zagadek możemy rzucać zaklęcia (po ich uprzednim opanowaniu), wyszukujemy też fragmenty starożytnego artefaktu (tych nie ujawnia podświetlanie hotspotów, więc jest to fajne wyzwanie przynoszące dodatkową wiedzę o Pierwszym Czarodzieju). Oprócz Kalipso i Sordida spotykamy też innych starych (choć w prequelu niby nowych) znajomych, jak Bagniak czy Baba Jaga, i świetnie się bawimy, próbując wrócić do swojej rzeczywistości.
Rysunkowa, stylizowana grafika nie wszystkim musi przypaść do gustu, ale też nie powinna nikogo odstraszyć. Gra ma tę specyficzną simonową aurę – i choć pewnie w oczach fanów cyklu jego pierwsze części pozostaną na wieki „najlepsiejsze” (ulubione słowo Bagniaka), naprawdę potrafi wciągnąć.
