Po co Wam The Elder Scrolls 6, skoro Skyrima macie na każdej możliwej platformie w dziesięciu różnych edycjach? Gracze trafnie punktują absurdalną strategię studia.
7 lat minęło jak jeden dzień, a następcy Skyrima jak nie było, tak nie ma. I pomyśleć, że w dzisiejszych czasach, gdy branża gier wideo potrafi generować tak wielkie kwoty, wśród tych, wydawałoby się, największych graczy wciąż zdarzają się takie kwiatki. No bo jak inaczej nazwać fakt zapowiedzenia jednej z bardziej wyczekiwanych przez graczy produkcji, tylko po to, by wiele lat później unikać tematu, albo żartować, że taka zapowiedź nigdy się nie wydarzyła?
Efektem ciągłego unikania tematu, wbrew oczekiwaniom Todda Howarda i spółki, wcale nie jest rzeczywiste zapomnienie o całej sprawie. Wręcz przeciwnie - gracze pamiętają kilkudziesięciosekundowy teaser The Elder Scrolls 6 i drwią z tematu na potęgę. Zdaniem wielu, całkiem słusznie.
Stąd też żartobliwe pytania wybrzmiewające wśród społeczności graczy w przestrzeni internetowej, czy doczekamy się remastera felernego zwiastuna. Użytkownik Puzzleheaded_Step468 pisze na przykład, że między Daggerfallem a Skyrimem, które dzieli jakieś 14 lat, może minąć mniej czasu niż między Skyrimem a zapowiedzianą następną częścią serii. Sęk w tym, że na przestrzeni tych lat wyszły 3 kolejne gry, a my nie znamy nawet podtytułu następcy Skyrima. Warto przypomnieć, że jego pierwsza i jak dotąd jedyna zapowiedź pojawiła się 7, a w zasadzie niedługo 8 lat temu.
Użytkownik 0fWhomIAmChief sugeruje natomiast, że przyczyny takiego stanu rzeczy należy szukać w fakcie (efektywnego!) wydawania Skyrima wielokrotnie w różnych edycjach na kolejne platformy, które ludzie i tak kupują. Według niego, Bethesda nie ma po prostu powodu, by spieszyć się z wydaniem kolejnej części gry, skoro poprzednia była w stanie wygenerować tak wielkie przychody, nawet tak daleko od premiery. Czy w ciągnięcia kasy z tej wyjątkowo dojnej krowy dostaniemy więc kolejną, teraz już naprawdę, proszę uwierzcie nam, ostateczną edycję legendarną Skyrima? Cóż, oby nie.
Odstawmy jednak żarty na bok i weźmy pod uwagę z jakimi problemami Bethesda, jako jeden z największych graczy w branży, mierzy się do dziś względem Starfielda. Mam oczywiście na myśli ciągle mieszany odbiór zarówno nowego dodatku, jak i wielkiej aktualizacji Free Lanes i to prawie 3 lata po premierze, a nie próby spieniężenia go na kolejnej konsoli. Bo jeśli tendencja się utrzyma, to dzień wydania kolejnej części uwielbianej serii, może stać się dniem sądu ostatecznego Todda Howarda.
Z drugiej jednak strony, jeśli rzeczywiście doczekamy się kiedyś kolejnych Elder Scrollsów, to przynajmniej będziemy mieć pewność, że gra dotrze do nas na każdym możliwym sprzęcie. Może nawet osiągnie status kultowego Dooma, w którego przecież możemy dziś zagrać nawet przysłowiowym ziemniaku.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Uruchomił Morrowinda na PipBoyu w Fallout 4, a gracze mają jedno pytanie: „A czy odpali Dooma?”

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.