Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 15 września 2022, 16:20

Kiedy najlepsza gra z serii to także skok na kasę

NBA 2K23 to kolejna odsłona koszykarskiego tasiemca. W tym roku fani basketu powinni być zadowoleni. Rozgrywka stoi na najwyższym poziomie – szkoda tylko, że mikrotransakcje tak bardzo psują to świetne doświadczenie.

Serii NBA od dawna obrywa się od graczy i dziennikarzy za to, że mikrotransakcje nie są tu dodatkiem do gry, tylko jej integralną częścią. Gdzieś w cieniu tego całego zamieszania, pod maską, zawsze znajdował się dobry gameplay, sporo zawartości i inne rzeczy. W tym roku balans nieco się zmienił, bo w NBA 2K23 da się bawić na tyle różnych sposobów, że niemal zupełnie można zapomnieć o tych bolączkach. Niemal, bo niestety w dwóch najpopularniejszych trybach gry nadal doskwierają one równie mocno jak zawsze.

Wszędzie retro!

W NBA 2K zawsze można było znaleźć coś dla fanów grania retro – klasyczne stroje, drużyny, buty, hale itp. W tym roku ekipa Visual Concepts wyniosła jednak „klasyczne granie” na zupełnie inny poziom. Poza wspominanymi wcześniej elementami do gry dodano cały osobny tryb The Jordan Challenge (znany z NBA 2K11), w którym można odtworzyć piętnaście najważniejszych momentów z kariery legendarnego Michaela Jordana. Jest on wypakowany po brzegi zawartością.

Przed każdym rozdziałem historii mamy przerywniki filmowe z danego okresu, wywiady z zawodnikami, trenerami i ludźmi z otoczenia Jordana oraz krótkie streszczenie tego, co czeka nas w meczu. Twórcy zadbali nawet o stylizowane na retro filtry, które upodabniają obraz do ekranu starego telewizora (można je wyłączyć w trakcie spotkania). Coś pięknego!

Jakby tego było mało, autorzy kompletnie zmienili tryb MyNBA (odpowiednik kariery menedżera z FIF-y) i teraz przed rozpoczęciem sezonu możemy wybrać erę, w której zaczniemy zabawę. Deweloperzy oddali do naszej dyspozycji cztery warianty: The Magic vs. Bird Era, The Jordan Era, The Kobe Era i The Modern Era. Nawiązują one do najważniejszych zawodników z danego okresu i pozwalają rozegrać pełne sezony z wybitnymi koszykarzami i drużynami.

Niesamowicie cieszy również fakt, że twórcy przygotowali prawdziwe klasy draftu, więc jeśli zaczniemy karierę w The Kobe Era, będziemy mogli zadecydować np. o losach pewnego młodego, obiecującego zawodnika – LeBrona Jamesa. Odlot.

MyCareer i MyTeam – tylko dla największych fanów

Tryby MyCareer i MyTeam to prawdopodobnie dwie najpopularniejsze opcje zabawy wybierane przez graczy w NBA 2K. Zawsze były jednak krytykowane za nadmierny nacisk na monetyzację i nie inaczej jest w tym roku. W MyCareer po raz kolejny dostajemy fabularną kampanię z koszykarzem o pseudonimie „MP” w roli głównej. Sama konstrukcja kariery wydaje się ciekawa – poza rozgrywaniem meczów czekają na nas setki zadań pobocznych rodem z RPG, mnóstwo różnych aktywności (siłownia, treningi, mecze 3 na 3 itp.) oraz możliwość kupowania ubrań w sklepach. Dodajmy do tego sporą ilość fabuły i mamy wręcz materiał na koszykarski serial.

Do tego momentu brzmi to świetnie, ale szybko zaczyna się robić brzydko. Rozwój zawodnika kosztuje bowiem wirtualną walutę VC. Zdobywa się ją bardzo ciężko, a koszty upgrade’ów umiejętności są wysokie. Powoduje to, że w pewnym momencie (około 78 punktów oceny ogólnej) rozwijanie zawodnika bez wydawania dodatkowych pieniędzy wymaga tyle grindu, iż graniczy z niemożliwością. Oczywiście można też zapłacić za dodatkowe VC.

Mniejsze zastrzeżenia mam, jeśli chodzi o wirtualne ubrania i buty – to tylko elementy kosmetyczne; rozumiem, że kosztują VC i twórcy mogą na nich zarobić, gdyż nie wpływają na rozgrywkę. Niemniej po pewnym czasie MyCareer traci dla mnie sens, bo jeśli nie mogę stawać się lepszym zawodnikiem, wygrywając kolejne mecze, to po co w ogóle grać?

Poza tym muszę wytknąć MyCareer jeszcze jedną wadę – The City. Wirtualne miasto, które jest hubem całej kariery i jej główną atrakcją, mogłoby dla mnie nie istnieć. Przechodzenie do kolejnych questów dłuży się niemiłosiernie, a wydajność okazuje się tak niska, że momentami zastanawiałem się, jak to w ogóle możliwe, że na PS5 gra działa tak źle? Mowa o spadkach z 30 do mniej niż 20 klatek na sekundę. Dramat. Dobrze, że chociaż czasy ładowania zostały skrócone względem poprzednich edycji.

W przypadku modułu MyTeam nie jestem aż tak surowy, bo ten rządzi się nieco innymi prawami. To odpowiednik Ultimate Teamu z serii FIFA. Zbieramy tu karty, na które można natrafić w paczkach, i gramy w różnych trybach, by zdobywać nagrody i ulepszenia. Sporo zawartości czeka zarówno na graczy offline, jak i online. Zabawa solowa stanowi dobry sposób na szlifowanie swoich umiejętności przed wkroczeniem w świat wymagających rozgrywek multiplayer.

Kiedy najlepsza gra z serii to także skok na kasę - ilustracja #1

Szczególnie do gustu przypadła mi nowa opcja gry – Clutch Time Offline. To krótkie starcia ze sztuczną inteligencją pozwalające odblokowywać całkiem przyjemne nagrody. Z kolei nowy moduł, Triple Threat Online: Co-Op, powinien szczególnie spodobać się osobom, które grają w NBA 2K ze znajomymi. Można tu przetestować swoje umiejętności i grę zespołową w meczach online i uwierzcie mi – warto.

A dlaczego nie jestem aż tak zły, jeśli chodzi o monetyzację w trybie MyTeam? Bo zawartości w postaci nagród, wyzwań i innych loterii jest tu tyle, że gra ciągle zasypuje nas nowymi kartami. Dzięki temu wydawanie pieniędzy na paczki nie jest w mojej opinii niezbędne do dobrej zabawy. Jasne, ktoś, kto doładuje sobie milion VC, pewnie od razu będzie miał drużynę gwiazd, ale jednak dobrzy gracze powinni być w stanie wygrywać większość spotkań nawet z nieco słabszymi kartami. Nie zmienia to natomiast faktu, że jestem zdegustowany ceną paczek w sklepie, których właściwie nie da się kupować za walutę otrzymywaną w trakcie rozgrywki (no chyba, że grinduje się ponad wszelką miarę).

Gameplay doprowadzony do perfekcji

Poza tym, że NBA 2K23 polaryzuje graczy, wyciska z nich pieniądze i jest kontrowersyjne, ma też jedną niesamowicie ciekawą cechę – idealnie dopracowaną rozgrywkę. Trudno mi dokładnie przelać na „papier” to wrażenie, ale grając w NBA 2K23, czułem niespotykaną dotąd płynność ruchów, dryblingów i rzutów zawodników. Ewidentnie widać tu nowe animacje i pewne zmiany w systemie fizyki. Gdy odpaliłem na chwilę NBA 2K22, poczułem się, jakbym grał w jakąś podróbkę, ciężką i „drewnianą”.

W tym miejscu muszę wtrącić bardzo niecodzienną uwagę – musiałem wyłączyć błysk fleszy w trakcie rozgrywki. To opcja, która powoduje, że w trakcie najlepszych akcji ekran miga kilka razy imitując blask lamp błyskowych fotoreporterów. Nie dość, że działa to rozpraszająco, to jest wręcz nieprzyjemne dla oczu. Kompletnie nie rozumiem, czemu zostało to włączone domyślnie. Polecam wyłączyć zaraz po pierwszym uruchomieniu gry.

Dawno żadna odsłona tej serii nie sprawiła mi tyle przyjemności z samego grania. Po prostu bardzo lubię usiąść na kanapie, odpalić NBA 2K23 i rozgrywać kolejne mecze. Udane akcje są szalenie satysfakcjonujące, a umiejętna gra w obronie nie jest już rzeczą nużącą. Nie sposób nie polecić NBA 2K23 każdemu, i to pomimo agresywnych mikropłatności, bo sama rozgrywka jest po prostu świetna i mam nadzieję, że przyszłe aktualizacje tego nie zepsują.

Moja opinia o grze NBA 2K23

PLUSY:

  1. genialny gameplay;
  2. mnóstwo trybów rozgrywki i zawartości retro;
  3. świetne animacje i oprawa graficzna;
  4. The Jordan Challenge powraca!

MINUSY:

  1. dramatycznie zły balans mikropłatności;
  2. The City w MyCareer jest bardziej wkurzające niż interesujące.

OCENA KOŃCOWA: 8/10

Gra została zrecenzowana na konsoli PS5

Mikołaj Łaszkiewicz

Mikołaj Łaszkiewicz

Pisanie ma we krwi, zawsze lubił dłuższe formy wypowiedzi. Swoimi przemyśleniami na temat gier dzielił się na różnych grupach tematycznych i zarywał noce dyskutując z kuzynem o nowościach w każdej kolejnej FIF-ie. Z wykształcenia prawnik, ale miłość do sprzętu komputerowego i gier zaciągnęła go do GOL-a, gdzie pracuje od maja 2020 roku. Najpierw był newsmanem w dziale technologii, z czasem zaczął udzielać się w grach i publicystyce. Obecnie redaguje i nadzoruje działanie newsroomu technologicznego. Gra na wszystkim i we wszystko, co widać czasem w recenzjach. Jego ulubioną konsolą jest Nintendo 3DS, co roku gra w nową FIF-ę i stara się poszerzać gamingowe horyzonty. Uwielbia szeroko pojęty sprzęt komputerowy i rozkręca wszystko, co wpadnie mu w ręce.

więcej

E3 2021
TWOIM ZDANIEM

Lubisz gry sportowe?

Tak
51,3%
Nie
48,7%
Zobacz inne ankiety