Valve odrzuca oskarżenia o promowanie hazardu, ale swłaściciel Steama sięgnął po argument, który gracze znają i bynajmniej nie kochają.
Valve sięga po stary argument Electronic Arts w walce z amerykańskim pozwem przeciwko lootboxom.
Pod koniec lutego właściciel Steama znalazł się w ogniu oskarżeń za sprawą pozwu prokurator generalnej Nowego Jorku Letitii James. Amerykanka zarzucała Valve promowanie hazardu i uzależnianie młodzieży od skrzynek z losową zawartością, na czym spółka miała zarobić „miliardy dolarów”. Niewiele później niemal identyczne zarzuty wysunęli autorzy osobnego pozwu, którzy domagali się natychmiastowego zaprzestania „rzekomo nielegalnej aktywności hazardowej” i „pełnego zwrotu wszystkich nieuczciwie uzyskanych korzyści”.
Jeszcze przed złożeniem waszyngtońskiego pozwu Valve zbywało te oskarżenia, m.in. porównując lootboxy do popularnych kart ze sportowcami, które od wielu lat (by nie rzec: od ponad wieku) bez problemu można kupić w wielu sklepach (także tych dla najmłodszych nabywców). Firma powtórzyła tę obronę w dokumencie złożonym w Nowym Jorku w odpowiedzi na oskarżenia prokurator generalnej, w której zwrócono też uwagę na „powszechność” podobnych procederów i brak precedensów do „uznania za przestępstwo tak oszałamiająco powszechnych praktyk”.
Te, jak czytamy, uwzględniają nie tylko wspomniane karty (i CCG ogólnie), ale też m.in. zestawy Happy Meal, fizyczne pudełka z losową zawartością (popularne blind boxes) i równie losowe pakiety figurek LEGO. Można to też odnieść do faktu, na który wskazywali gracze już w lutym: że pozywanie samego Valve za coś, co robi ogromna liczba deweloperów i wydawców, bez zwrócenia na to uwagi w treści pozwu (nawet mimochodem), jest lekko kuriozalne.
Valve sięgnęło też po inny znany argument: ten dotyczący „subiektywnej” wartości skórek, które jako takie nie mogą być traktowane jako „wymienialne na pieniądze” lub inne rzeczywiste korzyści. To samo dotyczy wspomnianych kart ze sportowcami, które – podobnie jak skiny CS-a – na wtórnym rynku potrafią kosztować małą fortunę.
Co ciekawe, prawnicy Valve zwrócili przy tym uwagę, że „ludzie lubią niespodzianki” i to właśnie ten aspekt decyduje o atrakcyjności nie tylko lootboxów, ale i innych pakietów z losowymi przedmiotami.
Każda z tych transakcji – i wiele innych podobnych – wiąże się z zakupem losowo wybranych przedmiotów, które można odsprzedać za gotówkę. Żaden sąd nie zezwolił władzy wykonawczej na nagłe uznanie za przestępstwo tak „oszałamiającej liczby powszechnych” praktyk, które nie są wyraźnie zabronione przez ustawę. Ten sąd nie powinien być pierwszym, który to uczyni. […]
Ludzie lubią niespodzianki. Powabem wielu popularnych przedmiotów kolekcjonerskich, od kart baseballowych po pudełka płatków śniadaniowych, jest możliwość otwarcia zapieczętowanego opakowania i odkrycia w nim rzadkiego przedmiotu. […] żaden organ ustawodawczy ani sąd nigdy nie uznał tego działania za nielegalny hazard.
W kontekście linii obrony Valve takie stwierdzenie wydaje się zasadne. Tyle tylko, że tym samym firma przypadkiem zbliżyła się do argumentu, którego swego czasu rozsierdził graczy. Prawie 7 lat temu Kerry Hopkins, ówczesna wiceprzewodnicząca ds. prawnych i rządowych w Electronic Arts, tłumaczyła, że wydawca nie nazywa swoich losowych paczek lootboxami lecz „mechaniką niespodzianek”.
Argument zapadł w pamięć graczom, ale w taki sposób, że do dziś jest on przytaczany jako jedna z bardziej niefortunnych wypowiedzi twórców gier, obok pytania Blizzarda o telefony. Trudno się więc dziwić, że nawet część fanów Valve ma mieszane odczucia co do „niespodziankowej” linii obrony spółki. Zwłaszcza gdy prawie rok wcześniej wiele osób krytykowało Ubiosoft za ukazywanie monetyzacji jako sposobu na „wzbogacenie” gier wideo.
Wypada wspomnieć, że od jakiegoś czasu Valve próbuje nieco zmienić funkcjonowanie monetyzacji w Counter-Strike’u 2.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).