Piractwo jest jednym z głównych niszczycieli branży gier? Zdaniem współtwórcy Dooma i Age of Empires, zdecydowanie tak. Jego podejście nie bierze jednak pod uwagę realiów gamingu lat 90. poza USA.
Piractwo w branży gier już dawno ma za sobą „najlepszy” okres. Większa dostępność, łatwiejsze zakupy i wiele innych zmian sprawiły, że gracze nie piracą nowych tytułów tak często jak kiedyś. Mimo to, temat ten nadal budzi co jakiś czas spore kontrowersje wśród zwolenników, jak i przeciwników całego procederu. Ostatnio swoim zdaniem podzielił się zaś Sandy Petersen.
Sandy Petersen to jeden z bardziej doświadczonych deweloperów w branży. Pierwsze kroki stawiał jeszcze w MicroProse pomagając w tworzeniu Sid Meier's Pirates! i Civilization, a później dołączył do id Software, gdzie współtworzył Dooma czy Quake’a (o czym ostatnio opowiedział). Z czasem zmienił studio i przyczynił się także do wyprodukowania Age of Empires. Zdecydowanie można więc uznać go za weterana branży.
Ostatnio Petersen podzielił się zaś swoją opinią na temat piractwa i trzeba przyznać, że jest ona bardzo stanowcza. Deweloper zdecydowanie nie gryzł się w język.
J*bać piratów, a mówię to jako człowiek, który projektował gry od 1988 do 2012 roku.
70-90% graczy Dooma go spiraciło. Gdyby nie to, mielibyśmy znacznie więcej na nasze miejsce pracy i nadchodzące projekty, a Quake może nie zarżnąłby id Software. Przynajmniej 50% Age of Empires zostało spiracone, co pomogło Microsoftowi w naszym wykupieniu i ostatecznej zgubie.
A jeśli waszą wymówką jest „musimy to wypróbować przed zakupem”, to jest to kompletny bullshit. Doom pozwalał wam ograć 9 poziomów za darmo. Age of Empires pozwalało rozgrać bitwę za darmo, by przekonać się jak to działa. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żebyście wiedzieli, na co się piszecie.
Cholerni piraci to goście, którzy zabili firmy growe takie jak Atari, Amiga, Cinemaware, 3D Realms (Duke Nukem!).
Reakcja komentujących nie była jednak chyba taka, jakiej spodziewał się deweloper. Większość graczy zwraca bowiem uwagę na czasy, których dotyczy wypowiedź Petersena. Mowa przecież o latach 90., a nie współczesnej epoce, w której dostęp do gier jest tak prosty niezależnie od miejsca zamieszkania.
Masa osób przytoczyła swoje doświadczenia życia w krajach z byłego bloku wschodniego lub biednych państw trzeciego świata. Niemal wszyscy gracze z tych rejonów nie tylko byli zbyt biedni, by kupić oficjalne kopie wychodzących w USA gier – wiele z nich po prostu nie dało się zakupić ze względu na brak lokalnej dystrybucji.
Masz rację, szkoda, że nie kupiłem legalnej kopii w latach 90. w Uzbekistanie.
- GOLDEN RETWEETER
Sandy, czy ty naprawdę myślisz, że wszyscy piracili, by zrobić ci na złość? Nie pomyślałeś, że działo się to ponieważ ludzie nie mieli pieniędzy lub nie było nawet oficjalnej dystrybucji gry w ich kraju? Wiesz, istnieją na świecie kraje, które nie są Stanami Zjednoczonymi.
- userpig
Wybacz Sandy, ale w niektórych częściach świata dosłownie nie było żadnego sposobu, by legalnie nabyć te gry, szczególnie w latach 90. i w cenie wynoszącej 1/3 miesięcznej pensji w moim kraju. Może i nie jest to wymówka, ale na pewno nie przełożyło się to na utratę przez ciebie sprzedaży.
- Massedonian
Niektórzy gracze przypominają też, że w tamtej erze piractwo potrafiło być jednym z głównych sposobów popularyzacji samej wiedzy o istnieniu gry. Doom stał się tak kultową produkcją między innymi dlatego, że grali w niego właściwie wszyscy. Część z nich na pewno kupiła zaś ostatecznie oficjalną kopię gry, więc niekoniecznie musiało być to szkodą dla deweloperów.
Ponadto powody piractwa w latach 90. i dzisiaj są bardzo odmienne. O ile wówczas chodziło o wspomniany brak oficjalnej dystrybucji i nieosiągalne ceny, tak dzisiaj mowa o innych aspektach. Gracze często przytaczają tu słowa Gabe’a Newella sprzed lat, który już wtedy twierdził, że problem piractwa dotyczyć będzie głównie tych twórców, którzy świadczą złe usługi. Dla wielu osób tamta wypowiedź okazała się proroctwem i dobrym odzwierciedleniem dzisiejszych realiów.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Przemysław Dygas
Na GRYOnline.pl opublikował masę newsów, nieco recenzji oraz trochę felietonów. Obecnie prowadzi serwis Cooldown.pl oraz pełni funkcję młodszego specjalisty SEO. Pierwsze dziennikarskie teksty publikował jeszcze na prywatnym blogu; później zajął się pisaniem na poważnie, gdy jego newsy i recenzje trafiły na nieistniejący już portal filmowy. W wolnym czasie stara się nadążać za premierami nowych strategii i RPG-ów, o ile nie powtarza po raz enty Pillars of Eternity lub Mass Effecta. Lubi też kinematografię i stara się przynajmniej raz w miesiącu odwiedzać pobliskie kino, by być na bieżąco z interesującymi go filmami.