Sfrustrowani gracze przyklaskują Gabe'owi Newellowi sprzed 16 lat, kiedy to szef Valve skomentował problem piractwa.
Gabe Newell sprzed 16 lat zyskał poklask graczy wskazaniem, jak sprawić, że ludzie będą szczęśliwi z płacenia – i by piractwo nie było problemem dla wydawców gier.
Szef firmy Valve nieraz bywa nazywany wizjonerem i nawet najwięksi krytycy spółki (i Steama) muszą przyznać, że „Gaben” miał wiele nietuzinkowych pomysłów (nie tylko tych związanych z grami). Co jednak może być ważniejsze od faktycznych innowacji, to podejście Newella do branży gier, co dobitnie pokazuje nagranie podbijające sieć w pierwszych dniach 2026 roku.
O popularności „nowego” materiału wiele mówią same statystyki. Klip pochodzi z filmiku Good Game Interview - wywiadu z „Gabenem”… z 2009 roku. Dokładniej: z drugiej części tego materiału, która po 16 latach została wyświetlona ponad 77 tysięcy razy. Tymczasem pojedynczy klip z filmiku, wrzucony 2 stycznia (czyli 6 dni temu), obejrzano już 345 tys. razy.
Po części to zasługa tytułu: „Gabe Newell o piraceniu gier wideo”. O 16 lat młodszy Gabe Newell stwierdza wprost, że Valve „nie martwi się piractwem”, a branża nie rozumie, czym tak naprawdę ono jest. Jego zdaniem problemem nie jest to, że ludzie chcą coś „ukraść” wydawcom i nie chcą wydawać pieniędzy, lecz są niezadowoleni ze „złej jakości usług” świadczonych przez wydawców.
Powodem, dla którego uważamy, że nie mamy problemów z piractwem, jest błędne rozumienie tego zjawiska w branży, prawda? Istnieje pewne założenie. Czym jest piractwo? Piractwo polega na tym, że ludzie chcą ci coś ukraść, prawda? Nie chcą płacić żadnych pieniędzy, a chcą uzyskać dostęp do twoich treści.
Ale kiedy spojrzysz na fakt, że ci ludzie mają komputery warte 2000 dolarów i wydają 50 dolarów miesięcznie lub więcej na połączenie internetowe, to jasne jest, że są gotowi wydawać pieniądze.
Coraz częściej zauważaliśmy, że piractwo było wynikiem złej jakości usług świadczonych przez firmy produkujące gry.
Pomijając nostalgiczne ceny (mogące wywołać depresję w 2026 roku), Newell zwrócił uwagę na ówczesną sytuację na rosyjskim rynku, na którym piractwo rzekomo kwitło, bo piraci zwyczajnie lepiej radzili sobie z „dystrybucją” gier, i to w rodzimym języku. Twierdził, że gdyby spółki poradziły sobie z niezbyt trudnym zadaniem przebicia „jakości” oferowanej przez piratów, to i w takiej sytuacji zyskałyby klientów.
Innymi słowy: zdaniem Newella problem sprowadza się do tego, że wydawcy zwyczajnie nie spełniają oczekiwania nabywców. Jak to wówczas ujął: „ludzie są gotowi zapłacić pieniądze, jeśli otrzymają produkt, który postrzegają jako świetny i nabyty na ich warunkach”. Przykłady tych ostatnich uwzględniły, m.in. dostęp na różnych urządzeniach oraz nawet po reinstalacji systemu operacyjnego,
Skupiając się na kliencie i robiąc dla niego użyteczne rzeczy, piractwo naprawdę przestaje być dla nas problemem.
Pomijając wiernych wyznawców „Gabena”, trudno się dziwić, że „odkryty” klip z wywiadu wzbudził zainteresowanie graczy. W ostatnich latach wiara w wielkich wydawców gier zdaje się być na rekordowo niskim poziomie, a internauci komentujący materiał zauważają cynicznie, że „nikt go [Newella] nie posłuchał”. Do tego dodajmy problem faktycznego posiadania gier – i hasła „jeśli zakup gry nie jest jej posiadaniem, to piracenie jej nie jest kradzieżą” – i szybko staje się oczywiste skąd ten cały entuzjazm.
Piractwo zwiększa sprzedaż dobrych mediów i zmniejsza sprzedaż złych mediów. Teraz zadaj sobie pytanie: dlaczego duże firmy chcą zakazać piractwa?
Steam dosłownie wyprzedza branżę, będąc po prostu lepszym produktem.
Wszystkie inne duże firmy zajmujące się grami (EA, Ubisoft itp.) desperacko próbują skłonić klientów do korzystania z ich programów uruchamiających/gier, robiąc wszystko, co tylko możliwe, z wyjątkiem działania w sposób przyjazny dla konsumentów i poprawy komfortu użytkowania.
Dokładnie tak jest. Wiem, co mówię, jestem Rosjaninem. W latach 2000 wszyscy piracili, ponieważ nie było innego sposobu, aby grać w gry, ponieważ były one zbyt drogie, w obcym języku lub po prostu nie istniały.
A obecnie, gdy Steam oferuje solidne wsparcie techniczne i przystępne dla nas ceny regionalne, ludzie nagle chcą płacić za gry i wspierać twórców (a także nie zarażać się wirusami z torrentów). Ponadto od początku wojny Steam jest jedynym sklepem z grami cyfrowymi, który obecnie działa i jest bezpieczny w użyciu (w tym również wszystkie sklepy z konsolami). A mimo to ludzie wolą kupować tam zamiast piracić.
Kolejne wielkie zwycięstwo dla Gabe'a.
Oczywiście Valve też ma swoje problemy i potknięcia (dość wspomnieć o sprawie polskich cen na Steamie) ale trudno się dziwić, że w kontekście działań wydawców w ostatnich latach stare słowa „Gabena” zyskały poklask graczy zmęczonych zbyt licznymi klientami gier, restrykcyjnymi zabezpieczeniami i, rzecz jasna, rosnącymi cenami gier (nawet gdy ich jakość pozostawia sporo do życzenia).
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).