Gracze nadal nie odkryli przeważającej większości zawartości No Man's Sky. Sami fani zastanawiają się jednak, czy w rzeczywistości jest tu w ogóle co odkrywać.
Historia No Man's Sky to historia sukcesu rodzącego się w bólach. Po bardzo kontrowersyjnym i kiepskim starcie twórcy nie porzucili gry, lecz zaczęli ją naprawiać i rozwijać. Od tamtego momentu minęło już 10 lat, a kosmiczny sandbox cieszy się obecnie całkowicie inną reputacją. To powszechnie lubiana i doceniana produkcja, która zgromadziła wokół siebie społeczność wiernych fanów.
Okrągłe urodziny NMS były dobrą okazją dla Seana Murraya, czyli szefa Hello Games, by podziękować graczom za to wsparcie. W swojej wiadomości zawarł zaś ciekawą informację. Zdaniem dewelopera, po 10 latach od premiery, fanom NMS udało się odwiedzić mniej niż 1% wszystkich planet obecnych w grze. To zaś wzbudziło dyskusję wśród graczy.
Na pierwszy rzut oka, stwierdzenie, że do okrycia nadal pozostało ponad 99% planet, brzmi imponująco. Taka ilość działa na wyobraźnię, bo oznacza, że przecież nawet gdyby fani grali w NMS przez kolejne dziesiątki lat, to i tak zawsze pozostaną globy, których nikt jeszcze nie widział. A jednak czar ten szybko pryska, gdy zwróci się uwagę na problemy proceduralnie generowanych światów, co zrobili właśnie sami gracze.
Nawet najwięksi fani No Man’s Sky przyznają bowiem, że tak naprawdę trudno wykrzesać w sobie zainteresowanie rzekomymi nieodkrytymi planetami. Proceduralnie generowanie światy są przecież jedynie losowymi mieszankami innych znanych planet i tak naprawdę bardzo szybko przestają oferować cokolwiek naprawdę nowego.
Jakkolwiek bym nie doceniał No Man’s Sky, to właściwie pokazał on, że proceduralne generowanie nie jest właściwą drogą. Ostatecznie wszystko bardzo szybko zaczyna wyglądać tak samo.
Po pierwszej setce zaczynasz dostrzegać po prostu inne kombinacje rzeczy, które już widziałeś. Nic całkowicie nowego.
- Nnamz
To zresztą nie jedyna gra, w której gracze zauważają ten problem. Wiele osób w komentarzach zauważało, że ofiarą podobnego zjawiska padł Starfield. W przypadku RPG-a Bethesdy wiele osób również szybko rezygnowało z eksploracji planet, ponieważ nie oferowały one niczego ciekawego i nowego.
Jednocześnie nie da się ukryć, że nie wszyscy są aż tak sceptyczni co do samych założeń takiego podejścia do tworzenia zawartości w grach z otwartym światem. W dyskusji fanów pojawiły się głosy, że technika ta może rozwinąć się wraz z większym zaangażowaniem AI w proces tworzenia gier.
Jednym z coraz większych wyzwań związanych z proceduralnym generowaniem unikalnych assetów jest to, że aby osiągnąć to na dużą skalę, trzeba wykorzystać AI do tworzenia nowych tekstur, modeli, animacji itp.
A w sektorze kreatywnym i artystycznym narasta sprzeciw wobec wykorzystywania sztucznej inteligencji w jakichkolwiek celach.
Nie opowiadam się po żadnej ze stron (zanim ktoś zacznie mnie krytykować), po prostu to zauważam.
Czy więc w przyszłości doczekamy się innej gry pokroju NMS, która w pełni da nam doświadczyć naprawdę zróżnicowany świat pełny proceduralnie generowanych planet? Cóż, tego dowiemy się dopiero w nadchodzących latach. Na ten moment nie da się zaś nie zauważyć, że nawet fanom dzieła Hello Games nie chce się na siłę szukać nowych planet, ponieważ wiedzą, że będą one wyglądać znajomo.
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
1

Autor: Przemysław Dygas
Na GRYOnline.pl opublikował masę newsów, nieco recenzji oraz trochę felietonów. Obecnie prowadzi serwis Cooldown.pl oraz pełni funkcję młodszego specjalisty SEO. Pierwsze dziennikarskie teksty publikował jeszcze na prywatnym blogu; później zajął się pisaniem na poważnie, gdy jego newsy i recenzje trafiły na nieistniejący już portal filmowy. W wolnym czasie stara się nadążać za premierami nowych strategii i RPG-ów, o ile nie powtarza po raz enty Pillars of Eternity lub Mass Effecta. Lubi też kinematografię i stara się przynajmniej raz w miesiącu odwiedzać pobliskie kino, by być na bieżąco z interesującymi go filmami.