Biorąc pod uwagę, że Crudelis to też gra o mężczyźnie, który zostaje zamordowany i ma godzinę na uporządkowanie swoich spraw oraz uczynienie życia "spełnionym" dla świata - tutaj popłynę - zasadnym jest też podejrzenie, że współautor mógł w ten sposób oswajać własne myśli samobójcze - pandemia to także znaczne problemy w zdrowiu psychicznym...
Uroki internetowych znajomości, patrząc na datę, pewnie covid.
Te listy życzeń jakoś wpływają na pozycjonowanie gier na steamie czy tylko rzucają info o premierze i aktualizacjach?
Czyli doczekamy się wreszcie LOTR-a w Haradzie :) 100 milionów to dużo, ale jak się weźmie pod uwagę, że Embracer działa głównie Niemcy/Francja/Skandynawia, to przy tamtych regulacjach prawa pracy i kosztach wcale nie tak dużo, może nawet poza AA nie wyjść jakością.
Kiedy ktoś takie rzeczy zza lady albo wbrew regulaminowi lepiej się nie chwalić, bo jeszcze swego "dobroczyńcę" można wprawić w kłopoty. Bardziej mówię o typowych korpo niż valve, ale nadal. Zaraz się rozspamują tysiące dzieciaków z prośbami, żeby zwrócić to i to, bo większa promka.
Ten Deus Ex słabo na tym zrzucie wygląda, ni cholery nie trzyma oryginalnej tonacji ani stylu.
Z Bloodlines 2 spoko, wycinanie frakcji w RPG-u to przesada.
A nowa Ultima od Lariana to byłoby coś świetnego, studio nekromanckie w Gandawie rośnie.
Swego czasu nie brakowało prześmiewczych wpisów, które stawiały sprawę jasno: jeśli bawisz się tylko w gry „na telefon”, to nie jesteś graczem.
Nikt się nie śmiał z graczy, w którzy grali w normalne gry na telefonie, ale z analityków zliczających mamuśki grające w candy crasha i wmawiających, że to jest dominujący target gier, pod jaki trzeba projektować Mass Effect czy Saints Row.
czy nawet nieco starsi miłośnicy elektronicznych rozgrywek, stawiają raczej na „lojalność” wobec jednej gry bądź serii.
Jak się serwicyzuje gry w gry-usługi, to w ile mają grać gier, jak jedna to praktycznie pół etatu, w MMO też się grało raczej 1-2 tytuły naraz, a nie kilka.
Youtuber podkreślił też, że Roblox Corporation pozyskało licencje wielu innych marek, w tym tych należących do firmy Sega. To czyni z niej, jak to ujął Bellular, „megagrę” będącą „drugim domem” dla graczy.
Życzę powodzenia w replikowaniu modelu robloksa dla innych gier. Na więcej niż jeden-dwa na świecie po prostu nie ma miejsca ani popytu. Jak ja nie cierpię tych artykułów, które stygmatyzują młodsze pokolenia z jęczeniem: o, kiedyś to byli ludzie, dziś tylko barbarzyńcy - ja jak miałem 3 lata strofowałem matkę, gdy brała widelczyk do ryby na ostrygi, a dzisiejsze to jedzą rękami jak zwierzęta; jesteśmy zgubieni xD
Alfy to są nastolatki i dzieci, dorosną do 30, to będzie można mówić o jakichś różnicach. El dorado w grach też wiecznie trwać nie będzie i siłą rzeczy kiedyś zejdzie z powrotem do sporej, ale niszy - tak działa prawo powrotu do regresji.
Kliknij w swój nick użytkownika w prawym górnym rogu strony, a następnie "zobacz wszystkie gry" - powinieneś mieć statystyki ocenionych gier, które możesz przewijać. Segregacji gatunkami na GOL-u chyba nie ma.
I mają rację, contentu ze SW jest teraz sporo i ludzie nie wezmą już wszystkiego jak w 2k15.
Na złodzieju czapka goreje, jak to mówią. Żadne normalne, niewinne studio nie bawiłoby się w jakieś pozwy - wypuściliby oświadczenie i ewentualnie rzuciliby pozew do cichego obiegu sądowego. A tak, to próbują się mścić na portalu za własną niekompetencję.
Tak długo, jak są różne i nie mają takiego samego poziomu skomplikowania, powinno być ok. Zaczynanie jednak dwóch złożonych RPG-ów albo przygodówek, które wymagają głębokiego zaangażowania fabularnego, to zły pomysł, bo może wybijać z immersji. Osobiście ogrywam w międzyczasie jakieś mniejsze produkcje, ale staram się te większe i bardziej liniowe przechodzić jednym ciągiem, ewentualnie wracać, jak odstawię na parę miesięcy.
Akcje 11bit pospadały też, bo skasowali jakieś projekt sprzed covida za parę milionów, nie podając szczegółowo przyczyn. Część inwestorów nawet wystąpiła o nakaz wyjaśnień do organu nadzorczego. No i Niezwyciężony oraz Thaumaturge też radzą sobie przeciętnie względem oczekiwań. Mimo tego, jedno z lepiej prowadzony studiów w Polsce.
Jedna wyspa, drewniane animacje, frakcja wolnych banitów i zakon, zaleciało gothikiem 2.
Licz też, że więcej sprzedanych gier to też najlepsza inwestycja w marketing - im więcej ludzi zagra, tym więcej kupi koszulkę, figurkę albo coś powiązanego, za co nawet, jeśli firma nie bierze się sama, to na bazie tego ma pewnie pieniądze za licencję czy tantiemy od sprzedaży. No i to też nabija hype na przyszłe gry. Bądźmy szczerzy, gdyby nie opłacało im się sprzedawać po 40 zł, nie robiliby tego.
Pomysł niby prosty, bo spammowanie jednostek to przecież już baza jakichś flashówek sprzed 15 lat, ale nikt się jakoś wcześniej nie pochylił.
Gdyby The Order premierował na PS5, sytuacja byłaby inna - Death Stranding pokazuje, że jest miejsce na konsolach dla gier nietypowych, a nie tylko kolejnych sandboksów jak myślano w 2015. Trochę szkoda, bo rzeczywiście poniesiono wysiłek, by jakoś wykreować i stworzyć nowe uniwersum, a te dwie części rzeczywiście mogłyby trafić na lepszy grunt. Biorąc pod uwagę, że poza Bioshockiem i Dishonored steampunk nie jest jakoś kasowy, Sony naprawdę mogłoby zagarnąć niszę bez żadnego króla.
Widać była silna, ukryta potrzeba na nowość w life-simach, odkąd Simsy poszły drogą, jaką poszły...
Po pełnym przejściu gry jako Afganistan, Irak i Iran muszę niestety powiedzieć, że to DLC jest na granicy grywalności No i tu jest problem - kupowanie, przechodzenie całej gry, mimo problemów, a potem narzekanie, gdy się już zainwestowało całe pieniądze i czas, jakie deweloper mógł oczekiwać.
Co z systemem nemesis? Biorąc pod uwagę, że WB zbywa IP, może też je sprzedadzą xD
Nie no, chyba nikt nie będzie się kłócił, że te kilka lat bezpośrednio po przejęciu, gdzieś do 2012/2013 studio trzymało poziom i widać, że EA dawało wtedy tę swobodę, a studio nie robiło nic, czego nie zrobiłoby inaczej pod wpływem trendów rynkowych.
Wszystko zaczęło lecieć ewidentnie, gdy na czele EA stanął Andrew Wilson. Dlatego nie warto sprzedawać się dużym korporacjom, bo wszelkie umowy z bieżącym szefem, nowy może znieść.
Taka niestety życiowa już niesprawiedliwość, że najwięcej na sukcesie zyskują niekoniecznie ci, którzy go wypracowali; ale po stronie studia nie widzę większej winy - po KC I pewnie droga do innych projektów jest szeroko otwarta.
Wydaje mi się, że to nie jest kwestia realizacji poszczególnych elementów, bo te jak napisałaś/eś są wprawione dobrze do świata gry i nie łamią jego spójności.
W przypadku zwykłym to nie ruszyłoby niemal nikogo, ale to kwestia zawiedzionych oczekiwań, Vavra spozycjonował się jako przeciwnik woke-culture, więc ludzie mieli oczekiwania, że gra będzie kompletnie z tego "czysta". Okazało się, iż do końca nie jest, więc są rozczarowani. Cóż, grasz w głupie gry, wygrywasz głupie nagrody.
Faktycznie dziwne, że dopiero teraz to wprowadzają; w LOTR to było z 10 lat temu xD
Są złe ujęcia, bardzo złe ujęcia i jest to. Elementy gry-usługi nijak nie ocalą źle napisanej i przeciętnie zrobionej gry, której gatunek bazuje na projekcie fabuły i rozgrywki. Nasuwa się tylko pytanie, czy aby EA celowo nie wpuściło Bioware na minę za to, że zbuntowało się wobec wymagań kierownictwa.
W średniowieczu funkcjonowało coś takiego jak teoria vaporów, czyli wierzono, że choroby biorą się ze złego powietrza, więc ludzie w średniowieczu nie cuchnęli tak bardzo, jak to się przedstawia. Paradoksalnie to bardziej renesans i barok odwiódł ludzi od higieny.
To się gracze obudzili, praktyka ma już z 15 lat, jak nie więcej. Te dodatki i tak wiele zwykle nie dają fabularnie.
Już myślałem, że tylko mi Blood of Dawnwalker wygląda bardziej na nowego Wiedźmina niż czwórka. Ale to pewnie kwestia cinematika, który mocno symuluje ten do trójki.
W większe gry w abonamencie spoza marek Microsoftu, bym nie wierzył - i rynek komputerowy, i innych konsol jest tak duży, że odcinanie się od nich na premierę nie ma sensu, z pieniędzy z różnych źródeł można spokojnie zwrócić sobie grę.
Zresztą, na netfliksie też najlepiej sobie radzą filmy i seriale średniobudżetowe. Największe i najlepsze produkty mogą się obronić w kinie/sprzedając na premierę. Mniejsze też się zwrócą ze swoim mniejszym kosztem przy małej dystrybucji, plus mogą stać się viralem równie łatwo, co większe utwory. To takie filmy/gry, które kosztują zbyt dużo, by puszczać je na rympał i za małe są, by zmaksymalizować premierę, najlepiej się tu wpasowują.
A co do Blizzarda, to jednak lata przed fuzją to był taki organizacyjny bajzel, że parę lat zajmuje ogarnięcie tego, plus te marki jak Warcraft czy Starcraft były już mocno zagospodarowane, brak nowych IP zawsze dla Blizzarda był problemem.
Jak zwykle wywalają prostych deweloperów zamiast ludzi, którzy grę projektują i piszą tak, by zawiodła na rynku. Może i nie da się zawsze zwalniać decyzyjnych, bo gdyby nie popełniać błędów, to się nigdy nie wykształci takich osób do pracy, ale cholera, w sytuacjach jak z Suicide Squad czy Concord powinna już być bezwzględna odcinka takich ludzi na zasadzie - zawaliłeś cały SS, więcej nie piszesz, nie projektujesz, nie tykasz gier, najwyżej dostaniesz kredki, usiądziesz w kąciku i będzie kolorował makijaż Harley Quinn.
Niestety, stary, dobry zwyczaj, by polski zawsze przy premierze uwzględniać przeminął, odkąd zaczęli rozwijać gry aktualizacjami. Nie dziwię się, pewnie masa roboty przy QA i weryfikacji działania.
W tym sezonie TGA ma jury złożone z dziennikarzy polygonu, verge, pc gamera, kotaku, variety czy pride, więc nic dziwnego, że to dobór pokrywa się z mainstreamowymi mediami growymi. To dlatego, że one oceniają xD
Kiedy przychodzi do pałowania studentów albo wyłapywania pojedynczych urzędników, może i ta inwigilacja działa, ale jeśli chodzi o klasyczne malwersacje finansowe czy choćby kontrolę budowlaną, to po zapadających się budynkach i wielu aferach jak ta, widać, że Chiny się na tak skuteczne przede wszystkim kreują, totalna kontrola dwóch miliardów ludzi jest praktycznie niemożliwa.
Wygląda, jakby nie mogli już dokończyć gry, więc wybrali najprostsze rozwiązanie techniczne i heja, zamknęli temat xD
Dla porównania Dragon's Dogma 2 miało 230 tys., a Baldur's Gate 3 875 tys., Starfield 330 tys. To nie jest zły wynik i mieszane sygnały odnośnie gry mogły wielu ludzi skłonić do wstrzymania się z zakupem, więc ten peak mógł być przez to niższy, ale porównywanie z remasterem gier sprzed 10 lat albo fifą ma się nijak do niczego. Na siłę próbuje się pchać narrację, jakie to DA nie jest świetne lub fatalne. Z tego, co widać, jest po prostu ok xD
Pamiętając, jak media puszczały narrację, że ludzie przez GTA zaczną strzelać do ludzi na ulicach, miło widzieć, że nawet tak nadęte instytucje jak Amnesty dostrzegają wartość w grach. Inna kwestia, że Baldur albo się komuś spodobał, albo sama organizacja próbuje przyciągnąć uwagę, bo akurat jest największą grą.
KO bierze Warszawę bez popity, to czysta demografia. Do tego Trzaskowski jest realnie warszawiakiem, a niestety po dużych miastach często partie rzucają spadochroniarzy, którzy gorzej punktują.
Grafika to dla mnie pomniejszy problem, bo jest ona rzeczywiście solidna, ale po prostu z gry na grę stan techniczny i wycieki ze studia sugerują, że silnik utrudnia pracę - użeranie się z rzeczami, którymi nie powinni, tylko odciągają twórców od kreatywnej i jakościowej roboty. Interaktywność dawnego Gamebryo i elementy fizyczne, które mam wrażenie, większość gier dziś spycha na margines, to rzeczywiście ciekawa funkcjonalność, jaka najprawdopodobniej przepadłaby przy przesiadce, ale kurczowe trzymanie się tego samego formatu rozgrywki nie jest dobre, kiedy widać, że coś się wyczerpuje. Nie wiem, dlaczego od razu zakładasz korytarzówki, przecież jest masa konfiguracji, gdzie Bethesda zachowuje otwartość świata bez stawania się TLoU albo Uncharted. Takie gadanie, że jest dobrze i nic więcej nie trzeba brzmi spoko teraz, ale stagnacja na dłuższą metę graczy nudzi. Model Bethesdy to zresztą nie święta krowa, już raz zmieniła swoje podejście przy i po Morrowindzie, zawsze z korzyścią dla nich.
Tak jak początkowo mnie to nie interesowało, tak lore i zapowiedzi wyglądają ciekawie; są za tym ludzie, którzy zdają się wiedzieć, co robią i - co ważne - stoją za nimi jakieś pieniądze. Może być naprawdę super.
Mają Microsoft, więc pora, by ogarnęli nowy silnik albo wzięli Unreala. Rozumiem, że mody, ale Creation Engine zawalił przy 3-4 ich ostatnich grach. Jeśli będą się trzymać swojej formuły tak kurczowo, to skończy się (później niż prędzej) Piranhą.
Jak wszystko wokół zapowiada się źle, tak brak denuvo i tak rozpisane wymagania na plus.
Szczerze zaskoczyło mnie, ilu ludzi zainteresowało Throne and Liberty, zwłaszcza po tym, jak zdjęli markę Lineage z tytułu. Liczyłem najwyżej na 1/3 tego.
Jak ktoś chce budować zrąb całej gry na klimacie paru scenek z obozu, to brzmi naprawdę przerażająco. O tym, ile mroku można uświadczyć, przypomnijmy, że Inkwizycja to gra, gdzie największy "dół" fabularny kończy się piosenką rodem z Disneya.
Co mieli dostać, to dostali. Jakby teraz zmienili to poza kosztami dostaliby jeszcze od drugiej strony. Kompletnie przegrana sytuacja. Lepiej to wypuścić i liczyć, że się rozgrywką obroni
Gdyby ktoś mi powiedział 15 lat temu, że The Sims może stracić monopol na life-simy, to kazałbym mu grzecznie wziąć leki, ale jak widzę Paralives i inZOI i to jak ludzie podchodzą do Rene, to niemożliwe może się wydarzyć.
Sam start gry na Steamie był dosyć średni – rekord aktywności z 23 września, czyli dnia premiery, wyniósł raptem 1696 graczy bawiących się równocześnie.
Abstrahując od wczesnego dostępu, po prostu Witchfire jest długo w produkcji, jak ktoś czeka parę lat, to i poczeka na pełną wersję xD
Poza oczywiście najlogiczniejszym wytłumaczeniem, że wszyscy są kupieni i kłamią, by irytować graczy to:
- SW, Andromeda i Inkwizycja są dłuższe oraz bardziej nielinearne - samo skończenie ich, a co dopiero merytoryczna i surowa ocena tego, co działa, a co nie - na to brakuje czasu
- Black Myth miał bardzo długo embargo na recenzje i dość surową politykę informacyjną, więc nie było tu aż takiej zachęty, zysku, by puszczać recenzje szybko, więc tu czas na namysł i surowszą ocenę był
- SW, ME, DI są jednak grami mocno fabularnymi, a nie gameplayowymi - 2-3 dni, kiedy powstaje recenzje to jeszcze czas, kiedy recenzent może być poruszony samą historią, a nie grą
- SW, ME, DI to większe marki, więc większa szansa, że recenzent może mieć sentyment, fanbojstwo; to też więcej fanów, których może nie chcieć wkurzyć
- jest presja rówieśnicza, po prostu nie jest łatwo wyrażać recenzentom opinie inne niż większości dziennikarzy czy wyłamywać się, a robienie tylko po to, by to robić mija się z celem - antykonformizm to najczystsza forma konformizmu
- recenzent growy to nie recenzent filmowy, o ile ten ma czas oglądać dużo i wszystko, growy we wszystko zagrać fizycznie nie może, więc masz też bardziej powtarzalny układ odniesienia i mniejsze zmęczenie medium (w filmie czasami naprawdę kompletny szajs dostaje spoko oceny, bo nie robi po raz siedemnasty tego samego o tym samym)
- dobry recenzent też wyobrażam sobie, wolałby grać w Wukong, a nie tracić 80h na kolejny sandboks od Ubi, a dobry recenzent niestety ocenia surowiej (vide Fantano)
- a jak już brać kwestie polityczne, to GOL jednak jest najbardziej progresywnym portalem growym w Polsce, taką polską namiastką IGN-u - jeśli łudzisz się, że coś się zmieni, to się łudzisz
Klimat niezły, ale sceptyczny jestem, czy w izometrii idzie dobrze postraszyć gracza.
Ale to normalne, że w branży się inspirują najgłośniejszymi, największymi tytułami, przecież nie przekonasz gracza, by chętnie płacił za produkt z mniejszą liczbą interesujących go elementów. Co do Spiders, to niestety taka dola średniego studia - dopóki nie zrobisz czegoś, co naprawdę zadziała, to z gry na grę szukasz formatu rozgrywki, który jest naprawdę dobry, zanim go przyjmiesz i będziesz rozwijać.
Ciekawe, czy realizacja jego projektu też jest częścią umowy o powrót do MCU.
Swego czasu był w tych latach 90. legendą, ale jak wielu ludzi deweloperów gier, którzy przechodzą na obieg kierowniczy, odkleił się w pewnym momencie od tego, w co rzeczywiście ludzie chcieliby grać. Widać to bardzo po jego ostatnich projektach, szczególnie to krypto i mobilki, które na kilometr zalatują korporacyjnym CEO pędzącym jak leming za trendami z jakichś expo/linked.in blogów.
Szkoda, że ta kategoria weszła tak niedawno, masa świetnych gier z przeszłości pozostanie bez nagrody.
Głosowo w Polsce niewielu miało podjazd, wielka strata - zarówno aktora, jak i człowieka.
Oj nie, kostiumy i makijaż są newralgiczne na planie, ktoś się spóźni, coś opóźni i jest mordor, bo wszystkich aktorów na planie przed zdjęciami trzeba umalować, ucharakteryzować wtedy jednocześnie. Trochę jak serwis i wydawka w gastronomii. No a 900 dolarów to na Kalifornię nie jest dużo, tam ludzie z tygodniówką 2000 mają problem się utrzymać na przeciętnym poziomie.
Czyli na dobrą sprawę to, co w inkwizycji - dwa sety pancerza, jeden na wyposażeniu, a drugi widoczny. Wygodne, jak się zmienia ekwipunek na lepszy i masz buty z zielonego veridium, zbroję ze srebrnorytu, a rękawice ze smoczej łuski, więc wyglądasz jak klaun, a tak, to zamiast tego zakładasz stare elementy pancerza na widoczne i wszystko do siebie pasuje. Tyle, że to żadna nowość.
Z tych typów wyświetlonych na zrzucie jako top supporters to tacy Japończycy jak i z Yasuke xD
Liczby mają, a DMoM&M do dziś jako RPG/immersive sim na sourcie pozostaje pod względem fizyki nawet unikalny -- zobaczymy, co wyjdzie. Przy takich projektach bez doświadczenia łatwo się wywalić.
Raczej nie złożą, ale miło widzieć, że ktoś po tylu latach w branży się nie wypala i cieszy się pracą.
Nie wiem, czemu inni tego nie robią, ale tak powinno się rozwiązywać wszystkie spory między devem a graczami.
Najbardziej ciekawi mnie, czemu zeszli do 3 towarzyszy tylko, może rzeczywiście zeskalowali lokacje mocno w dół (co nie byłoby złe, bo w Inkwizycji mieli problem to zapełnić).
Na plus, że przywrócili pochodzenia, ale oby to w odróżnieniu od Inkwizycji miało znaczenie, a nie jak z tamtym Qunari, który nie jest tak naprawdę Qunari, bo to byłoby za dużo pisania osobnych kwestii.
Walka najwięcej wątpliwości u mnie wzbudza, chyba już całkiem wywalili ten oryginalny system i próbują coś w stylu tych Larianowskich zrobić, a szkoda, bo lubiłem ten stary MMO-wy styl z Początku, wydawał mi się trochę też oryginalny, ale cóż...Te okrojenie umiejętności aktywnych to dla mnie zły omen. Ta transmogryfikacja brzmi za to ciekawie
Raczej nie czekam, ale chętnie zobaczę, jak to się potoczy
Co do LOTR-a, osadzanie gry poza głównym czasem książki mija się z celem. Silmarilion ani dodatki epilogowe nie mają rzutu marketingowego, by zrobić wielką grę, trzeba to jakoś odwołać do głównej historii. Śródziemie Cień Mordoru to ogarnęło osadzają to w Drugiej Erze, ale w kontekście Celebrimbora i powstania Pierścienia (swoją drogą Mordor też zretconowali z półpustyni przemysłowej w stepową równinę, choć nie wiem, czy w dodatkach nie było coś o zieleńszym obszarze wokół jeziora Rhun, które Sauron zostawił, by wyżywić armie). Tak czy tak, sądzę, że to bogactwo trochę deprymuje, bo trudno coś dodać, żeby nie odstawało (robale jak z Diuny w trzecim Hobbicie to był jakiś żart). Z drugiej strony taki lore to super rzecz do MMORPG i LOTRO było nawet-nawet.
I tak "czwórka" była naddatkiem względem tego, co można by oczekiwać. Oryginalny Mad Max naprawdę jest filmem, jaki można by zamknąć na jednej historii, a Miller i tak 2-3 razy wymyślał ją na nowo.
Wydaje mi się, że problemem książek jak Diuna i Władcy Pierścieni przy egranizacjach jest to, że operują one bardzo szeroką i wysoką narracyjnie strukturą - powieści traktujące o tysiącletnich imperiach i przepowiedniach nie przekładają się prosto na narrację RPG-ów, która jest skrajnie osobista, działająca na poziomie pojedynczych bohaterów.
Potem te dzieła narzucają taki styl opowieści swoim adaptacjom, bo twórcy wzorują się na nich i boją się albo podchodzą ze zbyt dużym respektem do nich, więc nie ośmielają się na drastyczne zmiany. Takie wielkie narracje też przyciągają też osoby w nich gustujące, więc znowu dochodzi kolejny argument dla adaptujących za tym, by trzymać się oryginalnej perspektywy, stylu, bo fani niekoniecznie muszą polubić to samo uniwersum w innym wymiarze opowieści.
Są oczywiście filmy. One tę barierę adaptacyjną trochę przełamują i łatwiej z nich wyjść do takiej egranizacji, ale tu są kwestie własności intelektualnej do ich praw.
Niemniej, nie uważam, że tego się nie da zrobić, a wręcz powinno, krysnoża bym dał, by taki RPG akcji albo taktyczny się pojawił.
SI to by wypadało wstawić za Wilsona - jakiekolwiek, choćby Skynet, gorzej być nie może.
Bo poza januszami biznesu, większość studiów niezależnych prowadzą twórcy, nie menedżerzy - jak ktoś przychodzi oferując dobre warunki finansowe, szansę na dodatkowych ludzi oraz spokój od spraw niezwiązanych z grami - to się ludzie na to kuszą. Nie ukrywajmy też, że spędzając duże ilości samemu przy pracy czy tworzeniu, czasem czyni człowieka mało biegłym w innych ludziach i podatnym na oszustwo.
Akurat, jak z reguły nie popieram zwolnień, bo w branży kreatywnej to jest zwykły autodrenaż mózgów, tak Redfall było porażką, za którą w dużej mierze (na podstawie wycieków) odpowiadało zarządzanie procesem produkcji oraz samo kierownictwo/struktura studia, do tego Austin jest drogie w utrzymaniu biur i pracowników.
Co do reszty, to szkoda tych studiów, wydawało się, że Microsoft rzeczywiście będzie spolegliwy, ale jednak nie.
To jest tak kuriozalna sytuacja, że albo trzeba by zbadać możliwość infiltracji struktur Sony przez Microsoft, albo ktoś zawalił. Dobrze, że chociaż steam się zachowuje normalnie w tej sytuacji i zwraca bez większych problemów.
Sam tylko wie, ile własnej pracy w to włożył. Niech sobie mówi, jak chce. To też nie 2011 rok, że zrobienie samemu gry jest jakimś nieosiągalnym wyczynem, że musisz być geniuszem i w ogóle, żeby coś takiego próbować
Po takim czasie to będzie jakościowa loteria już, tyle, że coś po marce z pierwszej części jeszcze zostało
Takie zachowanie to jak nic planned obsolescence z telefonami, nikt nie każe utrzymywać wiecznie serwerów, ale powinna być zagwarantowana możliwość gry online lub na prywatnych serwerach.
A jak ktoś naprawdę chce tępić publicystykę niskich lotów, to polecam zacząć od nie klikania w słabe tytuły... bo u nas (patrząc po portalach, czy yt) zawsze jest tam rekordowo wyświetleń + wyżywanie się w komentarzach/łapkach.
Negatywny feedback jest potrzebny w Internecie, nawet jeśli ludzie czasem owczym pędem minusują pewne newsy, to ostatecznie jest to jakaś forma wyrazu opinii i kontroli społecznej.
Bez tego ludzie nie ośmielają się często wyrażać krytyki albo kwestionują swój osąd, bo widzą wyłącznie pozytywny odbiór.
Na dłuższą metę, jeśli coś jest nie tak, to ludzie przestaną czytać, a dopiero po czasie się okaże dlaczego, co jest moim zdaniem dla strony trochę słabe, choć i tak pewnie mierzą ruch i zaangażowanie.
A tych kompletnych szurów i haterów i tak nic nie odstraszy:/
Tak jak Brytyjczycy w XIX wieku wszędzie chcieli zatknąć swoją flagę, tak dziś Amerykanie do wszystkiego chcą nałożyć napiwki, problemy bogatych ludzi...
Pewnie kwestia łatwego zysku i tego, że przepływy między platformami sprzedażowymi są już raczej mikre, więc nie ma sensu bawić się w ekskluzywność.
Jeśli remake'i mieliby robić, to raczej gier z lat 2000. Z tych wymienionych to tylko Saboteura sobie wyobrażam, żeby zrobić kontynuację monetyzującą popularność estetyki Peaky Blinders.
Znakomity pomysł, żeby pytać graczy, szkoda, że nie zrobili tego orzed mikrotransakcjami xD
Mikrotransakcje to jedno, ale włączenie ich z zaskoczenia jest już wyjątkowo cynicznym oszustwem wobec graczy.
Szczerze mówiąc, jeśli jakaś gra imprezowa jest wyżej w hierarchii dla dewelopera o AC:Jade, to źle trochę świadczy o tej drugiej.
Powtórka z Raymond? Producent z doświadczeniem przy pracy nad największymi tytułami w czołowej korporacji growej dostanie zespół, środki, a po 3-4 latach projekt anulują, bo w warunkach EA nie sposób zachować ciągłości kadry ani projektu.
Niech już sprzedadzą lepiej to Bioware Microsoftowi albo komukolwiek i bawią w swoje gry-usługi na strzelankach i symulatorach sportowych.
Lose-lose, nawet technologii ani assetów pod jakąś inną grę z tego nie wypatroszą, bo są po prostu niskiej jakości. Miliony popłynęły...
No niestety, jak bierzesz się za jakiś wykorzystany już koncept jako świeżak, to możesz tylko zapunktować, jeśli go jakoś innowacyjnie ulepszysz.
"Kolorowy" człowiek jest w polskim odpowiednikiem "coloured person" z czasów segregacji, a nie "person of colour" - to się tłumaczy jako "niebiałego" człowieka.
Co do bohaterki, to szkoda, że Disney wrzuca ją na minę, bo w "misiu" całkiem spoko wypadła i naprawdę można ciekawie ugruntować czarnoskórą postać w realiach nowożytnych Karaibów - przecież na Haiti wolni czarnoskórzy stanowili nawet klasę wyżej średnią do czasów przedniepodległościowych, ale jak to ma być Irlandka to, cóż...
Ktokolwiek wejdzie za Deppa, z pewnością otrzyma falę hejtu i będzie odbierany jako mary sue, chyba że Sparrow pojawiłby się jako wujek/stary/mentor.
Teraz wszędzie kryzys w gamedevie. Pozaczynali projekty, jak była hossa w pandemii, a teraz się okazało, że masa firm przeinwestowała i kapitał odchodzi, więc zwalniają.
Cholernie ciekawi mnie finalny rezultat i sprzedaż tej gry, jak to ogólnie odbiorą gracze, nie ma dużo przypadków RPG-ów, które mają na tyle zestarzałą grafikę, ale jeszcze nie retro, żeby wiedzieć, jak takie coś się (nie) sprzeda.
No niestety, czasem długo zajmuje przekonanie twórcy, jak obie umyśli, że coś to jest właśnie "to", co czyni grę unikalnym. Lepiej późno niż wcale.
Tej recenzji na GOL-u się akurat nie spodziewałem. Age of Decadence to była świetna gra, choć rzeczywiście, jak próbowałeś tam być każdym, to kończyłeś z bardzo niesatysfakcjonującym zakończeniem. I ona już rzeczywiście wymagała B2+/C1, żeby grać w nią komfortowo, wątpię, żeby było inaczej z Colony Ship.
Czyli wszystko działa jak powinno. Te szybujące ceny nie biorą się znikąd, to też reakcja na kupowanie przez ludzi promocjami - po to się wychodzi z wysokiego pułapu cenowego, żeby było, z czego schodzić przez kolejne 3-4 lata na wyprzedażach.
To do siebie mają gale, że są przesadzone, sztuczne i zbędnie blichtrowane, na tym się jednak zasadza prestiż rozdań, żeby przynajmniej powierzchownie sprawiały wrażenie ekskluzywnych/prestiżowych. Ludzie chcą zobaczyć widowisko, znanych sobie celebrytów we własnym towarzystwie i w ciekawych strojach, pokazach, etc. W innym wypadku gale nie miałyby racji bytu, bo resztę wymienionych potrzeb zaspokajają konwenty, wydarzenia typowo branżowe i plebiscyty wśród graczy - Filmweb wybiera corocznie najlepszą grę - dlaczego nikt nie mówi o tym tyle jak o TGA? Bo nie ma o czym. Zwykły polski konkurs popularności w Internecie i to nawet nie organizowany przez growy portal, paręset tysięcy ludzi klika i potem się to ogłasza w artykule, i nic więcej.
Ale zgadzam się, że zawsze najsłabsze jest na Oscarach czy TGA przysłanianie samych laureatów przez poboczne elementy jak zapowiedzi czy samo show. Co smutne, zamiast przedstawicieli tych najmniej medialnych zawodów(dźwiękowcy, scenografia, kierunek artystyczny), którzy są często dla całokształtu gry czy filmu ważniejsze niż przykładowo aktorzy, zamiast eksponować tu, gdzie idealnie byłoby na miejsce, to się ich olewa albo próbuje wywalić poza transmisję.
Pewnie zależy, kogo spytasz, osobiście raczej je omijam. Jak coś od dużego korpo wpadnie po taniości, to można próbować, ale na ogół tyle jest zwykłych platform i dużych promocji, że da się przeżyć bez tego, natomiast etycznie chyba rzeczywiście lepiej zgarnąć pirata, bo przynajmniej nie nabijasz kieszeni pośrednikom. Co prawda, piractwo i szary obieg mieszczą się w ramach działalności w grach i nie ma się, co obrażać, że coś takiego istnieje, ale jak ci zależy, żeby studio się rozwijało, lubisz ich albo widzisz, że studio jest małe/bez wydawcy, to warto kupić w jakimś sklepie, gdzie mają zapewnioną marżę od sprzedanego egzemplarza.
Jonathan Nolan pisał do Interstellara scenariusz, to jest brat reżysera - Christophera.
No i tak przeczytała ścianę tekstu i była zaskoczona, że dużo tekstu na papierku to się jednak nie przekłada na skomplikowanie i rozbudowę w grze, nikt jej nie powiedział, że puste wybory, które mało co zmieniają to nie żadne wybory...
Nie na papierku, tylko w jakimś arkuszu ŕ la Excel. Ze ściany tekstu wywieść długość w grze to byłoby jeszcze łatwo, a co innego jak wszystko masz rozpisane na komórki z opcjami dialogowymi albo w schematy logiczne - wtedy naprawdę trudno oszacować z takiej rozpiski, co zobaczy gracz po implementacji scenariusza do gry.
Zależy, są książki trochę czytane często, bo wypada, jak Murakami czy Tokarczuk. Ogółem u graczy nie spostrzegłem takich tendencji, żeby ktoś grał, bo gra ma jakieś nagrody branżowe albo jest jakoś nowatorska formalnie, a jeśli już to na znaaacznie mniejszą skalę, trochę szkoda, bo w przypadku książek to jednak trochę ratuje takie "trudne".
Cóż, gry nie są zajęciem dla osób ambitnych - nikt nie gra, bo ktoś mu powie, że coś jest wybitne, w kanonie, bo wypada, etc. jak przy książkach.
Po prostu amerykańskie i japońskie studia miały zwykle lepsze dojścia do wydawców na Zachodzie(marketing) względem tych z Europy Wschodniej i Środkowej, a JoWood i Koch to w ogóle już słabi wydawcy byli. Kiedyś grę trzeba było wyprodukować i rozpowszechnić fizycznie, żeby zarobić.
Graficznie Gothic też nie wyglądał na coś super jakościowego w czasie powstania, żeby się sprzedawać na same ładne zrzuty ekranu.
Ale obecnie dużo gier rosyjskich albo niemieckich jest w kręgach retro na nowo odkrywanych i zbierają całkiem niezłe wrażenia u tych, co je ominęli w czasie premiery.
A to niejako nie ubijałby sensu całej gry? Estetyka postapokaliptyczna i oparte na niej mechaniki są istotne w Kenshi.
bo w to, że Bethesda ma cykl produkcyjny o działaniu maszynki do mięsa(i to takiej peerelowskiej) to jasna sprawa.
Przecież napisałem, że typ akurat tu ma rację - dosłownie w pierwszym zdaniu xD
Akurat Pattinsonowski Batman pasuje do uniwersum z gier jak pięść do oka. Mała strata.
\Larian dogryzające kolejnym deweloperom i grom jest po prostu już męczące, i mówię to ogólnie, bo w to, że Bethesda ma cykl produkcyjny o działaniu maszynki do mięsa(i to takiej peerelowskiej), to jasna sprawa. Nie ujmuję też nic jakości BG III ani unikalności, ale takie wycieczki są po prostu niestosowne.
Inne studia nie pracują na gotowym IP i uniwersum rozwijanym od 40 lat, nie zawsze zaczynają z ugruntowaną pozycją w świecie gier albo funkcjonalnym zespołem; prequelami, które sprzedały się w milionach i zgarniały fenomenalne recenzje; tak dawno wydanymi, że możesz sobie opóźniać premierę po rok-dwa, a ludzie jak spytają się, dlaczego tak późno, to zawsze możesz odpowiedzieć, że czekają 20 lat, to sobie poczekają kolejne dwa(xD), a jednocześnie na tyle wcześnie, że pokolenie, które się na nich wychowało, dociąga już tej +/- 40, kiedy nostalgia człowieka całkiem urabia; gdzie inny deweloper już by obrywał albo tracił zainteresowanie produkcją; gdzie nie musisz aż tak inwestować w marketing, bo jedziesz na legendzie i swoim portfolio.
Baldur's Gate III otrzymał niepowtarzalną okazję, żeby się rozwijać i w pełni ją wykorzystał, ale nie udawajmy, że zwykłe studio w zwykłych okolicznościach nie musiałoby zacząć kreacji świata i fabuły, a często rozgrywki i rozwiązań technicznych tudzież ich dostosowywania na gotowym silniku; od zasadniczego zera. Że nie musi w porę projektu zapowiedzieć, zaprezentować, gdzie trzeba, dopasować okienka wydawniczego, zacząć kampanii marketingowej w adekwatnym czasie.
Tak puentując, nie każdy dostaje po babci Baldura i nie roztrwania okazji, bo też pewne atuty i dary od życia trzeba też talentem i pracą obronić, ale takie gadanie o zabawie, swobodzie i dowolności do studiów w mniej komfortowej sytuacji, to takie trochę gadanie, że trzeba było wcześniej wstawać rano - tyle że w tym wypadku każą wstawać później i się wysypiać xD
Powiedziałbym, że za moich czasów wstydem byłoby żebrać na Kickstarterze na Godusa i zostawiać go niedokończonym, niedorobionym i niespełnionym. Na moje nieszczęście, to są moje czasy. Sam Molyneux ewidentnie tak długo nie stworzył żadnej poważnej gry, że zapomina już o rzeczywistych realiach i zmyśla jakieś sentymentalne bzdury, jak to kiedyś było lepiej.
I tak blokady regionalne przy dzisiejszych zarobkach (statystycznych) pewnie przeszłyby do lamusa, ale to jest zabawne, że Unia kara prokonsumenckie rozwiązanie i jeszcze maluje się sama jako obrończyni klientów.
Jak ktoś gra dla samej fabuły, to może ma to jakiś sens, ale pewnie balans się kompletnie psuje przy 6 postaciach.
Z jednej strony widać, że w grze ważna może być mechanika podyktowana fabułą(trochę jak w Senui) i ciekawie, że jest broń palna, widać, że Focus Interactive konsekwentnie zajmuje się jako wydawca grami jakkolwiek inspirującymi się nowożytnością.
Z drugiej strony cały dylemat moralny na zasadzie ratowanie świata albo samego siebie i bliskich jest bardzo oklepany i z zapowiedzi wygląda, że niekoniecznie może być miejsce na jakieś ciekawe wątki poboczne, a też drzewka rozwojowe wyglądają tak sobie.
Wszystkie gry, które miały potencjał na zostanie taką marką pokasowali albo skomercjalizowali w sposób uwłaczający ich jakości. Marki buduje się dobrymi grami i spójną wizją rozwoju, a nie kasowaniem każdej kolejnej gry, która nie wykręci 5 milionów sprzedanych egzemplarzy i miliardem roszad w terminach, zespołach, formie gry ustalanej pod to, co modne i można bon motami wcisnąć akcjonariuszom.
Na to też wyglądają wypowiedzi Wilsona, bo jeśli zakłada sobie, że może ot tak zbudować 200-milionowy fandom, to może równie dobrze wpisać w biznes plan, że wszyscy ludzie będą szczęśliwi, EA będzie lubiane, a Kazachstan rósł w siłę.
No i na sam koniec, nie wyobrażam sobie budowania takich marek na Skacie, NFS czy FIF-EA, większość takich marek orbituje wokół fantasy, sci-fi, sensacji albo jakiegokolwiek konkretnego gatunku. W orzyapdku tych wymienionych gry oparte na hobby będą zawsze ustepowały u graczy samym pasjom - samochodom, wyścigom, jeździe na deskorolce czy grze w piłkę.
Znamienne, że po 7. generacji konsol padły wszystkie dychy, a do 2011, przez pierwsze 10 lat ani jedna. Zmiana w ocenianiu gier jest ewidentna.
70 cm szerokości i 50 cm głębokości
Tu chyba chodzi o długość i szerokość, abstrahując, że wymiary z linku to 52,3 x 48 x 21,8 cm.
Zarzuty do soundtracku są najśmieszniejsze, zważając, że sam Gunn zwykle po prostu wrzuca jakieś popularne kawałki z lat 80. i 90.
Jeśli jest tyle postaci, to raczej jasnym jest, że będą potraktowane bardzo drugoplanowo. To nie lata 2-tysięczne, że każdy superbohater/superzłoczyńca musi być przedstawiany ludziom, którzy mało komiksów czytali, że musi dostać jakiś rozbudowany wątek i w ogóle stanowić główną oś konfliktu fabularnego.
Oj, ewidentnie, jeśli grze się uda, to najwyżej klimatem lub fabułą, bo póki co to wygląda jak drugi Risen, a minęło ponad 10 lat i nawet wtedy nie był on jakimś tuzem.
Steam ustalił wytyczne do cen parę miesięcy po wojnie, gdy euro chodziło po 5 zł i nie zaktualizowało najwyraźniej od tego czasu, niektóre zagraniczne studia pewnie nie znają rynku albo nie cenią go na tyle, by weryfikować realne możliwości zakupu i przeklejają zawyżone ceny z rozpiski.
Nie wiem natomiast, dlaczego robi to Bethesda, która swego czasu bardzo dostosowywała ceny i wersje na Europę Środkową, aż miała nawet blokady regionalne, ogółem polityka cenowa Bethesdy od 3-4 lat jest raczej chciwa i pewnie dlatego.
Edit:
No i zabezpieczanie się od ryzyka kursowego też jest możliwością.
W trakcie zabawy trafiamy na kontynent Artemesia, którym zarządza starzejący się cesarz Ludivictus. Kiedy główny bohater, najemnik Eden z wioski Lonetta, pada ofiarą arystokratycznego spisku i traci swoje poparcie, musi dołączyć do rebeliantów dążących do obalenia cesarza oraz przywrócenia dawnego porządku na kontynencie.
Brzmi, jakby ktoś sobie wziął historię Lee z Gothica i zrobił z tego pełnoprawną fabułę.
To pewnie zerwiesz łańcuszek, o ile nie masz jakiegoś dowalonego rozmiarowo jak raper w amerykańskim teledysku, i tyle. Życie to nie horror Argento.
Chyba LOTR czeka to samo, co SW na początku milenium, czyli masa różnych gatunkowo i jakościowo gier osadzonych w uniwersum. Te gorsze pewnie będą tylko dyskontować piękno oryginału i sam wolałbym, żeby jakość przewyższała ilość, ale podejrzewam, że jedna czy dwie gry pewnie wyjdą na tyle dobre, by potem być wspominanymi jak Bitwa o Śródziemie czy gra z Aragornem.
Kalendarz wydawniczy prezentuje się całkiem ciekawie, muszę przyznać, że 11bit ładnie się rozwija, odkąd o nich usłyszałem przy premierze This War of Mine.
Oddział w Austin miał mniej niż 100 pracowników – niewystarczająco, aby skutecznie opracować duży tytuł tego typu. W utrzymaniu odpowiednio dużego zespołu przeszkadzały liczne odejścia członków zespołu rozczarowanych tym, że nie tworzą immersive sima.
Ale żeby było tak źle, że już w czasie produkcji masa ludzi odchodziła nie chcąc mieć Redfalla w CV, to już naprawdę rzadki przypadek. Ciekawe, czy to tylko kwestia tego, czy ogólnie dużej niepewności przy przejęciu przez Microsoft.
Ta gra wygląda jak jakiś wymysł kogoś z kierownictwa, o który w pewnym momencie przestał ktokolwiek dbać i został dociągnięty byle go wydać. 6,5 to oczko, dwa za wysoko.
Jak najbardziej są, najzwyczajniej rzadko się dziś używa języka w sytuacjach formalnych i nie jest to widoczne - nie użyłbyś słowa "cholerny", "przeklęty", "drań" czy "wynocha" we wniosku do Urzędu Miasta, kazaniu albo odczucie naukowym, a jeśli tak, to z pewnością część ludzi by zwróciła na to użycie uwagę.
Szczerze mówiąc mam mieszane odczucia odnośnie sequelu, jedynka jest dla mnie bardzo tożsama z 7. generacją konsol, że wątpię, by dorównał jej popularnością.
W 1274 roku pewnie było sporo takich związków, więc mam nadzieję, że poświęcą na nie czas.
Akurat w Japonii homoseksualizm był powszechny wśród samurajów.
Square Enix jest zafiksowane na tych wynikach do tego stopnia, że nie widzą, że to z tego powodu ich nie mają. Gry drogie, powtarzalne, masa remake''ów, a wszystkie ze zbyt dużym budżetem, który i tak idzie bardziej w zawartość niż samą mechanikę.
Popieram, zbyt dużo zbyt różnych gatunkowo gier wpycha się pod parasol RPG-ów, przez co ten termin traci już jakiekolwiek znaczenie poza tym, że marketingowo można to ograć niedzielnym graczom jako bardziej "core''owe".
Takie gry jak Wilk w dużej mierze bazują na fabule, a tę trudno wyhype'ować przed premierą, więc przy zapowiedziach siłą rzeczy cieszą się mniejszą popularnością. Poza tym od pierwszej części minęło parę lat, a same studio się rozpadło.
Cały pomysł na grę oparto na podgatunku japońskiej popkultury zwanym „isekai”. W dosłownym tłumaczeniu oznacza to „inny świat” i cechuje się tym, że główny bohater trafia to równoległego wszechświata i pragnie się z niego wyrwać, by wrócić do swojej rzeczywistości.
Człowiek to czyta i znikąd się orientuje, że Opowieści z Narnii to też technicznie isekai.
Przecież to Polacy zawsze pierwsi drą ryja, że nie ma polskiego języka dodanego do gier...
I zwykle są podobnie traktowani, co ta pani, tj. informują ich, że istnieje coś takiego jak słowniki i nauka języków obych, a nasz język z ekonomicznych przyczyn nie musi być priorytetem dla każdej firmy. No i że gry komputerowe to hobby, a nie produkt pierwszej potrzeby i nic nikogo nie zmusza, by w coś grać.
Tylko Musk mógł podjąć tak dziwną decyzję, by przy swoim stosunku do "organizacji" pracy, wybrać kraj o tak silnej pozycji związków zawodowych i samego pracownika.
Większa szansa jest na to, że Nintendo samo założy własną linię klocków niż że da komukolwiek choćby ochłap praw do zarobków z ich własności intelektualnej.
Tradycyjny ruch forumowy przeniósł się bardziej na facebooka i inne media społecznościowe, nawet redakcja sama przyznaje, że prioretyzuje ruch z tych kanałów ponad ten z forum. Jak pisał Mohenjo Daro, po prostu zmienił się model rozmowy i szukania informacji o grach, a forum GOL-a i tak radzi sobie z tym całkiem nieźle.
Zrobiliscie tlumaczenie z jakiegos spamu rozsylanego do wszystkich jak leci czy co? :D
Po prostu nie chciało im się notki prasowej zbyt mocno obrabiać.
To nie wyglądało tak, że 6 lat bez przerwy dłubał przy grze, tylko robił to w czasie wolnym bez jakiegoś ciągu, stąd zajęło to tyle.
Wygląda na to, że nowy zarząd postanowił ostatecznie skończyć organizacyjnie z DCEU.
Batgirl to mały problem, kiedy pomyśli się, jaki dylemat będzie miał Warner przy Flashu.
i pierwsza gra sprawia, że czujemy się jakbyśmy próbowali za wszelką cenę uratować swoje życie.
spoiler start
A taki nie jest dosłownie cały koncept fabularny głównego bohatera?
spoiler stop
Mówcie, co chcecie, takie sytuacje jak z Bladerunnerem czy Warcraftem Reforge tylko pokazują, jak niesamowitą znajomość oryginalnych wersji gier mają modderzy i gracze pracujący nad odświeżeniami fanowskimi, i jak świetną robotę odwalają.
Tam jest wizja, tam jest talent, tam są chęci, tylko często brakuje szczęścia(...)
Powtarzalny pech to nie pech, ale ogólnie zgadzam się z autorem, Bethesda powoli staje się taką amerykańską Piranhą, bazującą na tych samych pomysłach, których nie mogą zrealizować co do joty od lat, ale człowiek jakoś się łapie każdego promyczka drobnej zmiany w nadziei, że tym razem to wystarczy.
Bardzo przeciętny projekt, zwłaszcza, kiedy porównać do poprzednich części, ale bardziej straszy fakt, że gra jest 9 lat po poprzedniej części, a na rok przed premierą jest tylko to, a nie zwiastun. Będzie albo obsuwa, albo crunch, albo oba.
Szacunek dla autora, że zdecydował się wyrazić skrajną ocenę, skoro miał taką potrzebę, natomiast, w tekście recenzji jeszcze by to uszło, ale wrzucanie krytyki kapitalizmu jako wyróżniony pozytyw gry dla dzieci wygląda i brzmi kuriozalnie, po prostu kuriozalnie, choć nie powiem, humor trochę poprawia.
Szczerze mówiąc, jak bardzo słaby(nie wiem, nie czytałem, nie zaprzeczę, nie potwierdzę), by rzekomo Piekara nie był, to i tak rozpoznawalnością, ilością materiału źródłowego pod adaptację i sukcesem komercyjnym książek wychodzi na czoło, jeśli chodzi o adaptacje polskich fantastów. No i też podejrzewam, że nie jest drogi, skoro trzaska te prequele a la "Ojciec Mateusz".
A że grafika słaba? Cóż rzucili się na trzecią osobę, to widać, izometryczny rzut pewnie swoje, by ukrył.
Jak tak dalej pójdzie, to CDP będzie defenestrował programistów, którzy mieli czelność przejeżdzać warszawskim metrem obok Ordo Iuris, i chwalić się na twitterze, że są liderem w open office.
Bądźmy realiatyczni, sukcesem będzie, jeśli ta gra w ogóle wyjdzie w jako takim grywalnym stanie, biorąc pod uwagę, że stoi za nim mało doświadczone w projektach o takiej skali studio.
Bo to fanowski serwer, więc adminami są jacyś gracze, a więc grę na takim serwerze przyjmuje się z dobrem inwentarza - czyt. od widzimisię człowieka może zależeć twój dostęp do serwera.
na razie nic nie wskazuje, aby firma postawiła na diametralnie inną filozofię biznesową.
Biorąc pod uwagę, że gry Ubisoftu powstają w kilkuletnich cyklach, to trochę sobie jeszcze poczekamy.
Ale i tak szacunek dla Ubisoftu, że pracował nad naprawą gry, a nie porzucił jej od razu jak EA Anthema.
Co Ci nie pasuje w kolokacji "uprawiać seks"? Jak ktoś uprawia sport to też pytasz na ilu hektarach?
To, że porusza nią sprawę oderwaną od sedna problemu.
https://www.gry-online.pl/users/#/zobko/komentarze/z614ed26
Świeże konto, same wykopki, a w każdym poście coś poleca, możliwe, że bot.
Po prostu Polacy włożyli tyle samo zaangażowania dla DS w Polsce, ile włożyło Nintendo, czyli prawie nic.
Może nie najwyższych lotów, ale całkiem ok były Kroniki Shannary. O ile cię nie odstrasza styl, to też Ciemny Kryształ ma całkiem dobre opinie.
Żaden. Strategie mają Cywilizację, a w jakimś stopniu kryteria gry przygodowej spełnia duża część flagówek Sony(Detroit, TLoU, poniekąd Uncharted). Wszystko zależy od tego, jak wąską ustalisz definicję, im węższa, tym więcej ma ograniczeń, a więc tym nisza jest mniejsza.
Biorąc pod uwagę kurs rubla, i tak studia te w pewnym momencie musiałyby znaleźć środki zapłaty o pewniejszej wartości jak choćby muszelki.
Mierzenie się z Elden Ring to byłoby samobójstwo dla dowolnego RPG, no może poza Wiedźminem, TES czy DA, ale i tak nie ma sensu premierować jako AA w tym samym okresie.
Oczekiwanie, że firma po 20 latach wywróci całą swoją filozofię projektu rozgrywki i zacznie się bawić w Bioware albo Obsidian jest niezwykle naiwne.
Może model źle się starzeje, ale twierdzenie, że od 20 lat stoi w miejscu jest po prostu ignoranckie.
Jak już chwalicie grafikę, to moglibyście rzucić też po prostu jakieś concept arty, a nie dwie prawie identyczne ilustracje z "rozgrywki".
Przy takich molochach jak ubisoft trudno o kreatywność, nic dziwnego, że wykorzystują swój największy atut - rozmiar zespołów - by robić jak największe i najdłuższe gry, skoro trudno ich w tym przelicytować.
Dużo gier w tym roku czeka na premierę, a poza tym Tango do tej pory nie było jakoś priorytetowo traktowane pod względem marketingu przez Zenimax.
Fajna akwizycja dla Sony, zwłaszcza, że Destiny też całkiem ciekawym materiałem byłoby pod filmy.
Netflix jak wiele biznesów internetowych urósł na tym, że wielu ludzi alokowało kapitał w nich wiedząc, że ten biznes jest w czasie pandemii bezpieczny, teraz te środki schodzą, a poza tym Netflix wreszcie ma porządną, bezpośrednią konkurencję(HBO Max, Disney+ i Amazon Prime), na dodatek wybrał sobie obronę pozycji rynkowej przez bycie największym - dominację, a nie tożsamość rynkową. Problem jest taki, że Netflix nie ma aż tyle stałych źródeł dochodów u siebie, ani aż takiej przewagi finansowej nad Disneyem, Warnerem czy Amazonem, by stosować ją jak np. Microsoft.
Sony sobie całkiem dobrze radzi z IP, ostatnio ożywiła im się sekcja filmowa, więc choć nie mają finansowego podejścia do microsoftu, to i tak mają wg mnie wystarczający kapitał kulturowy, by utrzymać się na rynku konsol tak jak to robi choćby nintendo. Co do wygranej w wyścigu, to też jest szansa, że Microsoft nie skoordynuje nowych studiów i wydadzą większość gier w drugiej części generacji, a do tego czasu sony jakoś podażą/ceną/marketingiem ugruntuje na tyle pozycję, by nie przegrać z kretesem.
Nie bądźmy pesymistami.
Jestem pewny, że te 2 osoby, które pracują nad TES VI, robią wszystko, co w ich mocy.
Zarówno Techland, jak i CDP RED w przeszłości padali przedmiotem artykułów oskarżających je o niesprzyjające warunki pracy.
I tym oto ruchem Microsoft załatwił sobie ostatecznie wygraną w tej generacji. Blizzard może być w fatalnej kondycji, a dział xboxa ma raczej słaby przebieg, jeśli chodzi o te core'owe tytuły, więc też nie łudziłbym się, że do końca generacji jakkolwiek ożywi starcrafta/warcrafta, ale same studia od Call of Duty to pewność jednej gry AAA na rok, a do tego baza fanów o bardzo wyrobionej tolerancji na monetyzację. To jest game changer.
No niestety, większe firmy od paru lat starają się mieć swoje premiery u siebie na własnej konferencji, a covid tylko temu sprzyja.
Szkoda tylko, że teraz te premiery są rozproszone przez to bardziej i więcej ich umyka publiczności, szczególnie od średnich studiów.
https://www.macmillandictionary.com/dictionary/british/corp
Jak najbardziej.
Mam wrażenie, że w tym wątku jest więcej ateistów piszących o urażonych chrześcijanach niż rzeczywiście urażonych chrześcijan.
Nie zapominajcie o tym, bo mam wrażenie, że piszecie jakby ta popularność wynikała z samej promocji, że gra na kilka miesięcy przed tym wystrzałem regularnie pojawiała się w paru materiałach na youtube, które porobiły dobre wyniki oglądalności rzędu kilkuset tysięcy-kilku milionów.
Nie wiem, czy jest coś bardziej ironicznego niż reklama GTA Definitive Edition tuż ponad wpisem o nim w tym zestawieniu.
boją się skrytykować jakiegoś wielkiego wydawcę
Albo skrytykowali i trafili na czarną listę, więc wydadzą recenzję po premierze. Tak czy tak, to wydawcy kreują taki stan rzeczy.
trzymają ją w garści jak jakiegoś Graala
Tylko czy aby na pewno, czy te prawa na PAL do poszczególnych gier też są ich? Nie wiem, czy czasem dystrybutor na Stany tych praw nie miał i on chyba je komuś sprzedał, a potem ta firma splajtowała i prawa są w jakimś prawniczym limbo. Komercyjnie szkoda to ruszać Japończykom, skoro mają prawa do samej marki.
No i raczej im się te prognozy już nie pokryją, chyba że jakimś cudem uda im się być przez jakiś czas nr 1 na next-genach, a i nawet wtedy nie wiadomo, bo aż tyle nie ma nowych konsol na rynku, by im rekordy wykręcały.
Dostosowywanie głównie gier do Kinecta, a nie Kinecta do gier, to w ogóle była jedna z przyczynek jego śmierci.
Niestety, Kotick wyciąga zbyt duże zyski akcjonariuszom, by się go tak po prostu pozbyli.
Ano, nic dziwnego, RPG-owo w mainstreamie posucha, skoro poza Cyberpunkiem sama japońszczyzna weszła do nominowanych.
To może byłoby bardzo wkurzające, gdyby nie to, że większość skrzynek pocztowych odfiltrowuje tego typu maile do ofert albo spamu.
Szukają sposobu, by wydzielić bezpośrednio poboczne projekty typu Wojny Krwi z marki CD Projektu i nie konfundować inwestorów?
Tak czy nie, fajna akwizycja.
Z jednej strony, jeśli jakiś zdolny klient zamontuje sobie panel w sposób, który jakoś mu zaburzy chłodzenie i uszkodzi konsolę, to pewnie Sony oberwie, że konsola wadliwa i narażają się jednak na jakieś konsekwencje wizerunkowe za czyjeś działania, ale z drugiej strony to sony powinno samo zadziałać z własnymi personalizowanymi obudowami, skoro jest na nie zapotrzebowanie.
Natomiast jeśli je blokują, bo marketingowo sobie ustalili białą obudowę jako ikoniczny styl i chcą się bawić w apple'a, to może lepiej, żeby zamiast donic, w kątach salonów stały xboxy.
Większość ludzi ma tak skonstruowaną pamięć, że trudno jest co do daty i każdego detalu przywołać dane zdarzenie, zwłaszcza, kiedy siedzi się w domu i brakuje rytmu dziennego, do którego można odnieść upływ czasu, jak przy covidzie. Jeśli jak mówisz, masz jeszcze depresję, to umysł w ramach samoobrony może gorzej zapamiętywać, bo ogólny wydźwięk wspomnień jest negatywny i stresujący.
Z drugiej strony spójrz pozytywnie, W przypadku anime i tak mi to nic nie da ,bo tytuły po Japońsku., zawsze to jakiś powód, by nauczyć się kanji.
Podejrzewam, że zapożyczył z ballad średniowiecznych(pisał swego czasu jakąś wariację nt. Tristana i Izoldy, wiele imion, szczególnie elfich i ze Starej Mowy to celtyckie imiona - Ciri, Yennefer czy Cahir) albo od postaci historycznych. Chyba marszałek Coehorn ma odpowiednika w XVII-wiecznych Niderlandach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Menno_van_Coehoorn
Skoro aktywnie szukasz i masz tylko miesiąc na bezrobociu, to znaczy, nie trzeba cię aktywizować, nie masz aż tak wielkiego powodu do zmartwień, zwłaszcza, że masz prawko zdawać za tydzień, a to zawsze jakiś atut. Masz, gdzie mieszkać, masz jakiś zapas gotówki. Zdaję sobie sprawę, że ta niewiadomość cię przybija, ale pamiętaj, że choroba zafałszowuje ci obraz rzeczywistości, nie jest tak źle, jak ci się wydaje. Stabilizacja to kwestia cierpliwości i dalszych prób. Jeżeli musisz z kimś porozmawiać, zadzwoń pod telefon zaufania - 116111. Spróbuj skontaktować się z psychologiem, zdrowia psychicznego nie należy lekceważyć.
zarzut, choć wydaje mi się, że nieprzemyślany i nieuzasadniony
Pewnie z tego wnioskował:
Zwykle tego rodzaju rzeczy po prostu nie chce się czytać, więc pozostaje jedynie pobieżne przejrzenie każdej ze stron znajdującej się wewnątrz danej gry „encyklopedii".
Nie dość, że Adamczyk, to jeszcze w biało-czerwonym dresie.
A co mają mówić, jak pewnie Aspyr miał prawa do gry, a nie Bioware.
Po tej serii odejść z Bioware po Anthemie, Andromedzie i anulowaniu projektu Tevinter, część z pracowników przeszła do Aspyr Media(np. Courtney Woods czy Daniel Hayden z doświadczeniem w tworzeniu STWOR), więc nie jest tak, że zaczynają od zera.
No i przy przejęciu przez Embracer poszedł taki przekaz:
Aspyr currently has several games under development including one major ongoing game development project with a approximately budget of USD 70 million that is expected to become an important for the entire group. These development projects will engage more than 200 internal and external developers with the core team in Austin, Texas, and will contribute to Embracer’s release slate in the coming years.
Niestety, smutna lekcja. Zastanówcie się dwa razy zanim włożycie roboczogodziny w coś, do czego nie macie żadnych praw ani możliwości kontroli.
Za to śmieszne, jest to, że Jagex to skrót od Just About the Game Experience.
Ale to taka tajemnica poliszynela trochę, od X czasu się przewijały pogłoski, że płace jak na szwedzko-sztokholmskie warunki są za niskie, godziny przesadzone, a struktura firmy dosyć skostniała jest, jeśli chodzi o awanse czy próbę przegadania starej gwardii odnośnie procesu twórczego. Najlepszym tego dowodem jest chyba nowy CEO, który jest starym CEO.
Na tym etapie zaangażowanie w lore i grę tak poleciało, że ten konflikt pewnie już nikogo nie angażuje. Cóż, tak to jest jak marka działa ponad 20 lat, w pewnym momencie musi stracić wszystkie pierwotne elementy własnej tożsamości.
Dune was one of the inspirations for George Lucas's Star Wars. The science-fiction novel was published in 1965 and Star Wars hit theaters twelve years later. Many have pointed out the stark similarities and called Star Wars a Dune ripoff. In fact, Frank Herbert actually accused Lucas of stealing his ideas. - Forbes
Bardzo mało wspólnego.
Przecież są inne miejsca pracy jak komuś nie pasuje. Google nie jest monopolistą czy coś.
https://www.gry-online.pl/forum/ai-dungeon-gra-tekstowa-z-fabula-generowana-przez-ai-i-deep-learn/z5ea9411?N=1#post0-15704294
dienicy - wypowiedzi opisujące i popierające zachowania seksualne względem małoletnich
"próbuje on bronić socjalistycznych ideałów (...) poprzez wprowadzanie zakazów i większej kontroli organów państwa"
Z resztą zdania też?
Jestem pewny, że producent nie miała nic do gadania w kwestii zatrudnienia i koordynacji pracy działu efektów specjalnych na planie tychże filmów. A fakt, że ma udział w produkcjach słynących z praktycznych efektów to przypadek.