To chyba nie tematyka na tę stronę, ale nic się w świecie growym nie dzieje, więc co tam. Nie wiem tylko, jaką matematyką posługuje się autor newsa, ale 20% nie wydaje mi się niewielkim odsetkiem.

Autorowi udało się przede wszystkim dokonać dwóch rzeczy. Po pierwsze, mimo że główny bohater nie przeżywa prawie żadnych mrożących krew w żyłach przygód, to książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Po drugie, zwrócił moją uwagę na sytuację na świecie (a przynajmniej w naszej zachodniej cywilizacji) - tę rzeczywistą, nie papkę, którą serwują nam media. Przyznam, że sam kilka razy dałem się wciągnąć w te podsuwane mi pod nos sprawy, zamiast domyślić się, że są to tylko tematy zastępcze, a prawdziwe ważne kwestie nigdy nie są szeroko omawiane. Nie chcę zdradzać za dużo fabuły, powiem tylko, że mnie przekaz tej książki pomógł spojrzeć na pewne sprawy inaczej. I żałuje tylko, że książka nie jest dostępna w szerszej dystrybucji (ja kupiłem ją na stronie autora), bo przydałaby się nam wszystkim. Może wtedy nasza sytuacja wyglądałaby lepiej.
Ocena: 8

Ocena dotyczy trzech tomów Preludium Diuny: Ród Harkonnenów, Ród Atrydów i Ród Corrinów.
Oryginalna Diuna to prawdopodobnie jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem. Tym bardziej zasmuciło mnie więc, że pozostałe tomy napisane przez Franka Herberta nie trzymają tego samego poziomu. Dwójka jest jeszcze w miarę podobna, choć zdecydowanie krótsza, ale reszta to jakieś filozoficzne rozważania i kupa niepotrzebnych rozmów. Na szczęście w opisywanej trylogii mamy powrót do wątków politycznych, sojuszy i zdrad. Przynajmniej w tomach 1 i 3, drugi stawia bardziej na historie osobiste kilku postaci. I o ile nie mam z tym problemu, o tyle niektóre z nich są całkowicie zbędne - losy Dominika Verniusa tak naprawdę do niczego nie prowadzą, wydłużając tylko niepotrzebnie i tak już opasłe książki.
Uważam też, że jeden wątek, zapoczątkowany właśnie w drugim tomie, nie został zamknięty. Chodzi o przyjaźń Duncana i niejakiego Ressera. Ich relacja jest wyraźnie budowana pod to, że w przyszłości z przyjaciół mają stać się mimowolnymi wrogami. Niestety nigdy do tego nie dochodzi, a Resser pojawia się tylko w jednym miejscu w trzecim tomie, by nigdy już do niego nie powrócić. Dla mnie wyglądało to tak, jak by autorzy nie zdążyli czegoś napisać lub w trakcie pisania zmienili zdanie. Słabo wyjaśnione sa też motywacje rodu Moritanich, jednego z bad guyów książek. Robią za tych złych i okrutnych, ale nawet nie wiadomo dlaczego. Nie otrzymują też swojego zakończenia.
Po tym, co napisałem wyżej może się wydawać, że trylogia mi się nie podobała. Zdecydowanie tak jednak nie bylo. Po prostu tych kilka rzeczy szczególnie poraziło mnie na tle bardzo dobrych w sumie powieści. Jeśli komuś spodobała się oryginalna Diuna, ale był zawiedziony jej kolejnymi tomami, powinien się zapoznać z tymi trzema książkami.
Ocena: 8.
Nie ma popytu, bo najważniejsze tytuły i tak już doczekały się remasterów.
Niezła zmyła z tym zdjęciem. Myślałem, że tak wygląda ta replika. Dałem się nabrać i wszedłem w newsa.
Czyli co? Spotkali się, pogadali i nic z tego nie wyszło? Nie spodziewałem się;)
Bjblazkowicz ujawnia, czym różni się Ubisoft od EA: Ubisoft już jest w finansowej czarnej dupie, EA dopiero się w niej znajdzie.

Zdjęcie raczej poglądowe, bo nie jest to opinia o tej konkretnie pozycji, ale całej serii (lub przynajmniej jej sześciu głównych tomów). Robert Silverberg nie jest w Polsce jakimś szczególnie cenionym czy znanym autorem, a szkoda, bo kilka jego książek jest naprawdę świetnych - chociażby "Czas przemian" czy "Królestwa ściany". Po przeczytaniu "Kronik Majipooru" wiem chyba dlaczego. Zdecydowanie lepiej czuje się w takich pojedynczych "strzałach" niż dłuższych dziełach.
Sądzę, że "Kroniki Majipooru" miały być właśnie takim "strzałem", ale bardzo dobra sprzedaż i presja wydawców skłoniły autora do napisania kontynuacji, a później kolejnych tomów.
Pierwsze dwie książki są zdecydowanie najlepsze. Posiadają odpowiednie tempo narracji i po prostu wciągają. Co jest o tyle ciekawe, że druga to w zasadzie zbiór luźno powiązanych opowiadań, a nie powieść. Mimo to uważam ją za najlepszą część. Rozwija wspaniały świat stworzony przez autora (fantasy połączone z s-f), opowiadając jednocześnie poruszające niekiedy historie jego mieszkańców. Trójka jeszcze trzyma poziom, choć tempo nie jest już tak dobre jak w jedynce.
Kolejna trylogia (tomy 4-6) to niestety duży zjazd jakości. Zwłaszcza słaba jest część czwarta ("Czarnoksiężnicy Majipooru"), która rozkręca się strasznie wolno, zas pod koniec pędzi na zlamanie karku, bo terminy gonią. W dodatku ma tak głupie zakończenie, które jest setupem pod kolejną część, że dziwiłem się, że to poszło do druku. Piąty tom jest już lepszy, choć nadal nie ma podejścia do pierwszej trylogii. Szósty jest najlepszy z tej trylogii, ale niewielu do niego dotrwa, a i tak jego jakość nie powala - zwłaszcza boli słaba końcówka, po blisko pięciuset stronach ustawiania pod nią fabuły.
Ogólnie jednak chciałbym polecić te serię. Szczególnie pierwszą trylogię. Fabuła nie jest może jakaś oryginalna, wątki polityczne to nie pierwsza liga, a przedstawieniu bitew daleko do Glena Cooka czy opisywanych gdzieś na tym forum przeze mnie "Kronik Valeny", ale głównym aktorem w tym dziele jest wykreowany przez autora świat. Świat z mnóstwem ras, ciekawym systemem władzy (trójdzielna monarchia) i wieloma popuszczającymi fantazję miejscówkami (Wyspa Snu czy chociażby Góra Zamkowa, na której mieści się kilkadziesiąt miast).
Pierwsza trylogia na 8, druga na 5,5. Ogólnie daję 7.
Jak zawsze uwielbiałam tę serię, tak po przeniesieniu jej do Skandynawii zupełnie przestała mnie interesować. W drugiego osadzonej tam Gow-a nie grałem. Pierwszy nie był zły, ale jakoś nie podeszła mi ta migracja Kratosa. Gdyby zostawili tytuł, ale wprowadzili innego bohatera, pewnie nie miałbym z tym problemu, a tak jakoś to naciągane wszystko mi się wydaje.
Klasyczne reklamowanie produktu i żenująca próba usprawiedliwienia jego wysokiej ceny.
Chętnie bym zobaczył nowy Cold Fear. Tylko nie jakiś gowniany remaster, a grę z prawdziwego zdarzenia.
Zaskoczył, nie zaskoczył, ale należało im się. Najlepsza gra w historii moim zdaniem.
"James jest załamany, gdy relacja z miłością jego życia, Mary, się kończy"
Tak, rzeczywiście wierna adaptacja:(
"w kontekście czwartego Wiedźmina oznacza dotarcie do szerszego grona odbiorców przy jednoczesnym zachowaniu ducha serii"
O, shit. Here we go again.
Dzisiaj to już chyba tylko remastery nie są zbyt niszowe, by w nie ładować kasę.
Oryginalną trylogię uwielbiam i być może dlatego nie podoba mi się ten trailer. A być może dlatego, że jest po prostu słaby. Ostatnia scena z drugiego zwiastuna lepsza, już bardziej w stylu filmów z Nielsenem, ale ta w banku to porażka.
Pomijając odpałów, którzy z powodu życiowych frustracji muszą się na kimś lub czymś wyżyć (vide te barany co rysują kluczami po karoseriach tesli lub je podpalają w ostatnim czasie), to jestem przekonany, że ludzie nie reagowaliby w ten sposób, gdyby widzieli, że producent naprawdę włożył serce w swoją grę. Czasami wyjdzie, czasami nie, mówi się trudno. Ale jeśli ma się gdzieś fabułę, gameplay i inne ważne elementy, a grę wydaje tylko po to, by wmawiać komuś jak ma postrzegać świat, to nie ma się co dziwić, że reakcja jest taka, a nie inna.
Ktoś powyżej podał przykład Cyberpunka. Jeśli producent potraktował graczy jak frajerów, którzy zastąpią mu betatesterów, to ci mają prawo czuć się oszukani - oczywiście groźby śmierci to idiotyzm, w który w dodatku developerzy nie powinni wierzyć, ale nic nie bierze się z niczego. Każda reakcja musi mieć najpierw akcję.

Na wstępie napiszę, że "Sezon burz", który zebrał wiele niepochlebnych recenzji, mnie się podobał. Dlatego też ocena tego tomu nie wynika z faktu, że wolę "stare" Wiedźminy od "nowszych".
Jest to zdecydowanie najsłabsza pozycja sagi. Jak na tak krótką książkę, strasznie się wlecze. Mamy tu jakieś niewykorzystane pomysły na opowiadania, połączone luźno z jakąś tam główną ścieżką fabularną. Mnie takie podejście do tematu się nie spodobało. Mimo że kilka z tych historii jest nawet ciekawych lub przedstawia interesujące kwestie natury moralnej, to całościowo odniosłem wrażenie, że jako klient/czytelnik zostałem oszukany.
Dziwi mnie też odejście autora od klasycznej, znanej niemal z każdej powieści krzywej budowania napięcia/przyspieszania akcji. Tutaj tego nie ma. Jest dziwne wygaszenie, gdy Geralt trafia do świątyni, a potem jakiś tlący się niedopałek zamiast wybuchu.
Czasami zastanawiałem się nawet, czy to pisał Sapkowski, bo nawet dialogi nie są tak dobre jak kiedyś. Jest przeciętnie (6 to dla mnie przeciętnie, a nie dobrze, jak pisze autor wątku, sorki), czyli jak na tę sagę to słabo.
Ależ upadek Bioware. Co prawda od lat jechali na dawnych osiągnięciach, ale to już jest kompletna kompromitacja.
Trzeci tom przeczytany. Ocenę widać, daję tyle za tę część oraz za całość. Ostatni tom chciałbym natomiast pochwalić za kilka rzeczy:
1) Satysfakcjonująca końcówka, zamykająca wszystkie wątki (nawet postaci pobocznych, które pojawiły się w pierwszej części - jak Tomi)
2) Ciekawy i zaskakujący wątek magicznych broni i ich twórcy. Kilka wskazówek rzucanych przez autora udało mi się wyłapać w poprzednich tomach, ale nie wszystkie. Pewnie kiedyś przeczytam jeszcze raz, zwracając na to szczególną uwagę.
3) Chyba tylko w książkach Glena Cooka widziałem do tej pory takie przywiązanie do realiów taktycznych prowadzenia bitew. Nie jest to bezmyślna młócka free for all, jak często przedstawiają ją filmy czy wiele książek, ale próba przechytrzenia przeciwnika różnymi dostępnymi środkami i atak konkretnymi jednostkami na konkretne cele. Widać, że to wszystko ma ręce i nogi i zostało przez autora dobrze przemyślane.
Podsumowując serię: mnie się bardzo podobała. Polecam każdemu. Nawet jeśli nie będzie to dla was dziewiątka, jak dla mnie, to nie powinniście się na niej zawieść. Trzy tomy mają pewnie ponad pół miliona słów, a biorąc pod uwagę ich cenę (chyba 75 zł za całość), jest to bardzo dobry stosunek jakość/długość/cena.
No ciężko byłoby nie zmieniać tego głupiego elementu fabuły. Mnie to i tak nie interesuje. Obejrzałem jeden odcinek pierwszego sezonu i jakoś nie ciągnęło mnie do następnych.
Tak, to jest zdecydowanie powód ich porażki. On wie, że jest inaczej, my wiemy, że jest inaczej. Po co te kłamstwa?
Pomijając już słonia w pokoju, to Beyond było chyba najsłabszą grą Quantic Dream tego typu. Nawet dziesięć lat temu nie byłbym tym projektem zainteresowany.
Czyli wycięli coś z gry, nie chcą się do tego przyznać, ale jednocześnie twierdzą, że to coś będzie dostępne w pre-orderze. Czyli plotki o tym, że liczba pre-oderów jest żenująco niska, pewnie są prawdą.
Ja tam w żadne poprawki nie wierzę. Przesuwają premierę na mniej wyładowany premierami marzec. To najlepiej świadczy, co sądzą o swojej grze. Kiedyś mogli rywalizować z najlepszymi, teraz są na skraju upadku.
Nie dziwię się, że reżyser chce zekranizować tylko dwie pierwsze części. W kolejnych dzieje się tak mało, że trudno z tego zrobić film. Odejdą pewnie od książek i wymyślą swoje wersji dla "modern audience", czyli wiadomo jak się to skończy.
Nie lubię na siłę szukać minusów, a nic w tych książkach mnie nie razi, więc krótko mówiąc: nie. Mnie akurat podeszły.
Wyszedł drugi tom. Łał, nie pamiętam, kiedy tak szybko przeczytałem tak grubą książkę (to może miec nawet 200 tys. słów). Podobnie jednak jak jedynkę, czyta się łatwo i szybko. Jest tu zdecydowanie więcej polityki niż w części pierwszej. Intrygi zataczają coraz szersze kręgi. I mimo że są złożone, z wieloma stronnictwami, to jednak ani przez chwilę nie czułem się tym skomplikowaniem przytłoczony. Pewnie dlatego, że autor stopniowo wprowadza kolejne postaci władców, odpowiednio dawkując informacje - wielkie brawa za to.
Więcej miejsca dostają również postacie, których mieliśmy mniej w pierwszym tomie, pojawiają się też nowe, wszystkie są jednak ciekawe, a ich wątki wciągające.
Nie chcę spoilerować, więc nie będę wchodzić zbyt szczegółowo w fabułę. Powiem tylko, że jest ciekawie i miejscami zaskakująco. I podoba mi się, że władcy działają w pewnych ramach. Nie wyciągają nagle królików z kapeluszy, a operują w ciasnych ramach, które ograniczają ich geografia, zasoby i sojusze - zupełnie jak w prawdziwej geopolityce.
Aha, i wielki plus za dialogi między pewnymi postaciami, których imiona zaczynają się na H i P. Są zabawne i bardzo naturalne, Widać między nimi chemię.
Taka sama ocena, jak w pierwszym tomie.
Niedawno znalazłem na empiku wspomnianą książkę. Ostatecznie kupiłem ją na Google'u, bo była tańsza. Dostępne jest tylko wydanie cyfrowe.
To self publishing, więc podchodziłem do niej z pewnym sceptycyzmem, ale była tania i spodobała mi się próbka, więc kupiłem. I zdecydowanie nie żałuję. Po pierwsze, w przeciwieństwie do niektórych uznanych książek fantasy autor umieścił w niej pomocną mapę (Wiedźmin w ogóle nie ma mapy, a np. ta w Meekhańskim Pograniczu wygląda bardzo słabo i nie pomaga rozeznać się w sytuacji).
Po drugie, czyta się łatwo i szybko, a wątki są ciekawe i skłaniające do pewnych refleksji (nie chcę spoilerować, ale chodzi głównie o niezamierzone konsekwencje czynów). Całość jest spójna, a końcówka zamyka pewne wątki, jednocześnie interesująco zapowiadając wydarzenia w kolejnej części (w sumie mają być trzy).
Jeśli ktoś czytał, niech się podzieli opinią, jeśli nie, to zachęcam, bo za niewielkie pieniądze mamy tu naprawdę fajny produkt.
Ja tam się o poglądach autora nie będę wypowiadał, bo mnie nie interesują, poza tym zakładający wątek pytał tylko o twórczość. Moim zdaniem najlepiej sprawdzić samemu, jedna książka nie jest przecież zbyt długa, a w tym wypadku wiele powie o całym cyklu. Zgadzam się zatem z przedmówcami, że wszystkie są do siebie podobne. Z plusów na pewno pomysł na cykl i niektóre wątki. Z minusów przegadanie scen i mało treści (właśnie przez te opuchnięte dialogi - czasem miałem wrażenie, że autor na siłę do każdej linijki dialogu chce dopisywać niepotrzebne zdania; serio, widzieliście w jego książkach kiedyś zwykłą linijkę dialogu, bez komentarza, że ktoś jakoś spojrzał czy przyklasnął czy coś?).
I zdecydowanie lepsze są zbiory opowiadań, powieści radzę sobie darować, lub zostawić na koniec, jeśli jednak opowiadania cię zainteresują.
Grałem na PS4 już ponad dwa lata temu i żadnych większych glitchy nie doświadczyłem. Co do samej gry, to niestety nie jest to jakość Wiedźmina 3. Zbyt szybko staje się powtarzalna, głównie przez małe zadania poboczne. Nie ma tego czegoś, co miał Wiesiek. Nie zrozumcie mnie źle, grało mi się dobrze, ale nie rewelacyjnie. 8/10
Gra z początku odpycha, wydaje się za duża i zbyt rozbudowana. Szybko okazuje się jednak, że mapa wcale nie jest taka duża i nie trzeba się trudzić, żeby wszystko ogarnąć. Potem jest już tylko lepiej, wciąga niesamowicie, a że nie ma na konsolach zbyt wielu podobnych gier, to warto ją sprawdzić. Dla mnie mocne 8.