Demony Wojny. Valor Mortis zaimponowało mi tym, że nie robi z wojny widowiska. Ten polski soulslike zamienia ją w body horror i piekło na ziemi
Demony Wojny
Całości dopełnia dobitna narracja środowiskowa i wizualna. W tej warstwie One More Level nie bierze jeńców. Większość lokacji funduje nam drogę przez gehennę i bez ogródek pokazuje piekło wojny. Dokładnie i turpistycznie. Przemierzamy ziemię przeoraną lejami po bombie i usłaną zwałami trupów. Kałuże zaś często mają tu wyjątkowo rdzawy odcień. Nawet same projekty wrogów stanowią często element wojennej metafory i fabularnego designu – tak jak Hidetaka Miyazaki i Ken Levine przykazali. Oznacza to, że starcia mają znaczenie nie tylko mechaniczne (zbieramy surowiec, za który awansujemy postać), ale też fabularne.
Gra niemal wprost informuje nas, że ci udręczeni, powykrzywiani i groteskowi żołnierze mogli kiedyś walczyć ramię w ramię z Williamem. Atakują nas body-horrorowe uosobienia machin wojennych. Żołnierze zrośnięci z bronią, dozownikami amunicji czy też strażnicy, którzy z chorobliwym chrzęstem tkanek robią mostek i poruszają jak wytresowane ogary to tylko część maszkar, które zapewnią nam konkretną porcję koszmarów. Działamy więc trochę jak samobieżny cios łaski dla zakażonych, ale zostawia nas to z fundamentalnym pytaniem. Kim po takiej podróży stanie się William, też przecież dotknięty tym samym przekleństwem?
Cóż, tego dowiemy się najpewniej z pełnej wersji. Demo, jak wspomniałem we wstępie, oferuje pierwszy i siódmy rozdział. To funduje nam duży skok fabularny i zostawia z wieloma pytaniami o narrację. Jednocześnie jednak One More Level bardzo dobrze prezentuje, jak rozwija się gameplay oraz czego można oczekiwać od struktury gry.
Jak podobne jest Valor Mortis do Witchfire?
Tu i tam natrafiałem na porównania Valor Mortis z Witchfire od Astronauts. Szczerze, nie są one do końca trafione. Jasne, obie gry to swego rodzaju mroczne fantasy, ale zupełnie innego typu. Witchfire to gameplayowa uczta z fabułą schowaną na dalszym planie niż w dziele One More Level, w dodatku oparta o semi-rogalikową strukturę z naleciałościami extraction shootera (wyprawy na wyspy), podczas gdy Valor Mortis skupia się na względnie linearnej, soulsowej przygodzie i przeżywaniu pokręconej i enigmatycznej, ale jednak bardzo istotnej, historii. Niemniej, obie zdecydowanie warto śledzić.


