Herold otwartego świata. Psychodeliczny Manhattan zamiast kolejnej mapy Ubisoftu - dlaczego wierzę w Control 2
- Z RDR 2 nie wygrasz, ale…
- Control Resonant wcale nie czerpie z soulslike’ów!
- Oto szaleństwo, na które jestem gotów
- Duch Davida Lyncha w otwartym świecie
- Herold otwartego świata
Herold otwartego świata
Mam wrażenie, że wszystkie poprzednie gry Remedy wiodły do tak ambitnego projektu jak Control Resonant. Nie dziwię się też, że studio postanowiło rzucić wyzwanie konwencji otwartego świata. Finowie mają porachunki z open worldami od czasu pierwszego Alana Wake’a, który zaczynał jako konstrukcja zdecydowanie bardziej sandboxowa, tylko został przycięty. Pozostałości jednak można dostrzec w ostatecznej wersji – rozległa mapa z wieloma miejscami, które możemy zobaczyć, czy etap samochodowy (według niektórych niepotrzebny, ale mi on odpowiadał). Możliwe więc, że koncepcja Control Resonant to też porachunki z niedokończonymi sprawami z przeszłości i chęć udowodnienia, że Remedy potrafi.
Oczywiście, żeby wszystko to działało, Control Resonant potrzebuje jeszcze jednego aspektu – niosącego się po ulicach Manhattanu, łamiącego czwartą ścianę heavymetalowego szlagieru grupy Old Gods of Asgards. Herald of Darkness przekroczyło barierę dźwięku i mediów, więc wyobraźcie sobie co kolejny banger mógłby zdziałać w otwartym świecie. Tam przecież czwartych ścian do łamania znajdziemy więcej.

