Wszystko zgodnie z planem?. Najpierw krytyka, potem odkupienie. Diablo 4 po Lord of Hatred przeżywa comeback podobny do Cyberpunka 2077
- Wstawaj, wędrowcze, mamy historię Cyberpunka 2077 do szybkiego przypomnienia
- Opowieść o upadku sprzedaje
- Diablo silne emocje
- Odkupienie
- Wszystko zgodnie z planem?
Wszystko zgodnie z planem?
Jasne, w wielu przypadkach po prostu tak z tymi dziełami kultury czy sytuacjami wokół twórców wychodziło – jak w przypadku REDów. Z Blizzardem… nie mam takiej pewności. To ogromna korporacja, część jeszcze większej struktury. Raczej nie planowali całej narracji o wtopie i odkupieniu, teoretycznie każdy chce przecież wypuścić jak najlepszy produkt. Niemniej, w Zamieci ewidentnie planowali poszatkowanie gry na pewne porcje zawartości, które będą mogli sprytnie sprzedawać jako znaczące poprawki i dodatki.
W końcu taki na przykład system run prezentowano nam długie miesiące przed premierą podstawki (co ciekawe, wtedy jeszcze podstawowe statystyki to była moc aniołów, demonów i starożytnych, a nie klasyczne atrybuty), a dostaliśmy je dopiero w Vessel of Hatred (niestety, w pakiecie z MMO naleciałościami, których ostatnio Blizzard zaczął się pozbywać – została po nich głównie Cytadela).
Myślę więc, że ta początkowa oszczędna podaż zawartości mogła po części być wykalkulowana pod stopniowe generowanie zainteresowania późniejszymi płatnymi DLC i patchami, ale Blizzard omal nie przelicytował. Z drugiej, część z tego musiała wynikać z chaosu panującego podczas tworzenia gry – w końcu sporo ważnych nazwisk opuściło pokład, a mechaniki w grze zmieniały się w widoczny sposób.
Warto też pamiętać, że mówimy o gigantycznej korporacji, która fazę czempiona odbiorców i naprawdę dobrego kontaktu z nimi ma już za sobą (choć więź z community chyba starają się odbudować). Jasne, mogło też w trakcie produkcji wyjść, że po prostu systemy i bajery, którymi karmiono naszą wyobraźnię na streamach, pokazach i Blizzconach, okazały się niezbalansowane i do wymiany albo przynajmniej do poprawek. Produkcja takiego tytułu to rzeźbienie w chaosie.
Tak czy inaczej – Zamieć wygrała tę rundę. Sam cisnę endgame z przyjemnością, kiedy tylko mam czas, nawet jeśli widzę kwestie, które można by poprawić. Czerpię frajdę z nowych klas, planów wojennych i eksperymentów z kostką, a nawet głupie łowienie ryb daje trochę radochy, mimo że pasuje do hack’n’slasha jak pięść do nosa. Po prostu czasem tej zabawie towarzyszy mniej przyjemna wątpliwość. Czy nie zostaliśmy przypadkiem rozegrani i czy nie można było tak od razu, jak w Lord of Hatred (to bardziej empatia wobec potrzeb innych, sam bawiłem się naprawdę nieźle od początku, ale rozumiem Wasze wymagania).
Na razie Blizzard nie odkupił wszystkich win (bo przecież przez lata nabroił też w wielu departamentach nie zawsze związanych z Diablo), ale na pewno zdobył naszą uwagę i odrobinę dobrej woli. Na tyle, że wielu znów chce zobaczyć, jak twórcy poradzą sobie z wątkami Baala i Diablo. A co w międzyczasie? Cóż, pozostaje grać i obserwować. I wyciągać wnioski.

