Czy World of Tanks: Heat skończy jak Steel Hunters?. Zagrałem w World of Tanks: Heat i jedno jest pewne: to zupełnie inna gra niż WOT, ale trudno się od niej oderwać
- Bohaterowie i tryby gry jak w Call of Duty
- Call of Tanks? World of Duty?
- System walki nie tak casualowy jak byście się spodziewali
- Czy World of Tanks: Heat skończy jak Steel Hunters?
Czy World of Tanks: Heat skończy jak Steel Hunters?
Nie będę ukrywał, że wbrew temu, jakie miałem przeczucia i odczucia względem Heat przed zagraniem w betę, nowe czołgi od Wargamingu zwyczajnie przypadły mi do gustu. Są nowoczesne, zupełnie inne od pierwowzoru, nie próbują nawet flirtować z realizmem, bo też nie taki jest tu cel. Są zupełnie inne i niezobowiązująco przyjemne. Spodziewałem się ziewnąć, jęknąć albo zakląć, spodziewałem się, że będę się irytował i nudził, a tymczasem złapałem się na tym, że przerywam inne gry, aby uruchomić Heat choć na chwilę i rozegrać jedną czy dwie bitwy. A to dobrze wróży. I z pewnością – a mówię to jako ktoś, kto spędził w tym cholernym World of Tanks całe lata – zagram w Heat, gdy już się w końcu ukaże w innej formie niż zamknięta, czasowa beta.
Całe to tempo, ta rozgrywka, te wybuchy są wysoce satysfakcjonujące. COD-owatość gry, choć na papierze razi, w praktyce sprawia, że chcemy strzelać, chcemy wysadzać i zajeżdżać przeciwników od tyłu, ale przede wszystkim, chcemy do gry wracać.
Szkoda tylko, że ten nowy silnik Wargamingu nie prezentuje się znowuż aż tak spektakularnie. W World of Tanks: Heat bojowe maszyny wyglądają bardzo dobrze, ale otoczenia już jest co najwyżej poprawne (choć mapy są wyraziście, hmm… sterylne). Ale brakuje dużej destrukcyjności otoczenia. Ba, w zasadzie niemalże jej nie ma. Nie rozwalicie szyby w wieżowcu, nie rozwalicie ściany, nie rozjedziecie nawet muru. Szkoda, naprawdę szkoda, że gdy jak strzelam potężnym pociskiem odłamkowo-burzącym, to z trafionego budynku nie wylatują wszystkie szyby, nie sypie się tynk, nie wzbija się kurz z każdej kondygnacji, nie spadają dachówki. Tak, marzy mi się World of Tanks: Heat z taką destrukcją otoczenia, jaką ma chociażby najnowszy Battlefield. Brakuje mi takiej graficznej popisówki, w której z trafionego budynku, muru czy ziemi lecą oderwane cegłówki, żelastwo i szkło – zwłaszcza że te nowe czołgi mają zupełnie nowy, dynamiczny, COD-owaty charakter i z pewnością współgrałoby to z ogólną koncepcją gry. No Wargaming no, dajcie mi coś rozwalić, proszę.
Nie wiemy też do końca, jak będzie wyglądać monetyzacja tytułu. Gra musi przecież zarabiać i pozostaje liczyć na to, że przynajmniej przez jakiś czas sposoby te nie będą agresywne. Chciałbym jednak, aby gra nie powtórzyła historii swojej wielkiej poprzedniczki – na marginesie, o niektórych problemach starego WOT-a przeczytacie w szczerym wywiadzie, którego udzielił mi Wargaming. W grze jest oczywiście sklep, w którym zakupimy czołgi, specjalny wygląd i przedmioty kosmetyczne. W czasie bety przedmioty w sklepie były za cenę zwykłych kredytów zdobywanych w grze, ale to – jak sądzę – się zmieni. Jest również waluta premium, przy której pomocy możemy na przykład zapełnić belkę doświadczenia. Jest również przepustka sezonowa. Nie widzę nigdzie żadnego konta premium czy konta Plus, które znajdziemy w oryginalnych czołgach. Beta nie daje więc odpowiedzi na to, jak będzie wyglądała monetyzacja i na to musimy poczekać już do premiery gry.
Czy więc World of Tanks: Heat skończy jak Steel Hunters? Mam nadzieję, że nie. To naprawdę kawał dobrze wykonanej strzelaniny z czołgami. Kilkudniowa beta po prawdzie nie pozwoliła mi zająć jednoznacznego stanowiska w kwestii tego, czy będę w to grał tydzień, miesiąc czy rok, ale z pewnością przekonała mnie, aby zwyczajnie dać tej grze szansę. Nosz cholera, bawiłem się dobrze – a to chyba jest najważniejsze.


