Metro 2039 jest tworzone przez ludzi, którzy żyją na wojnie i chcą o tym mówić. To będzie mocna, szokująca gra
Siedem lat na to czekaliśmy. Kontynuacja gry Metro Exodus wreszcie wkroczyła w światło dnia – czy może raczej w mrok tunelu, bo Metro 2039 zabierze nas z powrotem do Moskwy. I zapowiada się na mocną rzecz.
Jak wiecie, krzywda dzieci to temat tabu w naszej branży. Nawet najodważniejsze tytuły skrzętnie unikają nieletnich postaci, nie chcąc znaleźć się na celownikach obrońców moralności, którzy tylko czekają, by grzmieć o tym, że gry wideo to dzieła Szatana. Byliśmy wstrząśnięci w 2013 roku, gdy Sarah umierała w ramionach Joela w prologu The Last of Us – tak delikatny jest to temat, a i z należytą delikatnością potraktowany został przez studio Naughty Dog.
I tutaj wchodzi ukraińskie studio 4A Games, które bynajmniej nie zamierza bawić się w delikatność. W pierwszym zwiastunie Metra 2039 zobaczyłem martwe dzieci leżące pokotem wśród zgliszcz wioski. Zobaczyłem dzieci skute łańcuchami i wywożone pociągiem w więziennych wagonach. Zobaczyłem dziecko konające od kul. Co powiedzą obrońcy moralności? Do diabła z nimi, zdaje się mówić 4A Games.
Oczywiście celem nie jest małostkowe sianie zgorszenia i wybijanie się kontrowersjami. Sceny, jakie opisałem, to codzienność kraju, w którym żyją twórcy tej gry – kraju od czterech lat odpierającego agresję rosyjskich wojsk, dopuszczających się bestialskich czynów, na które brak słów w językach ludzi kulturalnych. Patrząc na twarze deweloperów prezentujących Metro 2039, widzę, że są to ludzie, na których te doświadczenia odcisnęły piętno. I nie dziwię się, że chcą opowiedzieć całemu światu o swoich krzywdach, wykorzystując medium, w którym się specjalizują – i markę, którą cały świat zna.
Metro pełne tajemnic
Nie, to nie znaczy, że akcja nagle przeniesie się na Ukrainę. 4A Games utrzyma swój przekaz w ramach uniwersum – co istotne, scenariusz gry powstał z udziałem Dmitrija Głuchowskiego (pochodzącego z Rosji autora powieściowej serii Metro), który żyje na wygnaniu, naraziwszy się swojemu ojczystemu reżimowi pomstowaniem na inwazję z 2022 roku.
Wrócimy do Moskwy i raz jeszcze zejdziemy pod ziemię – lecz już nie jako Artem. Zwiedziwszy kawał powierzchniowej Rosji w Exodusie, wałęsając się po otwartych mapach, w 2039 ponownie trafimy tam, gdzie seria została poczęta. Ma być znów duszno, klaustrofobicznie, strasznie – zarówno ze względu na zmutowane potworności czyhające w mroku, jak i to, do czego zdolne jest monstrum najgorsze ze wszystkich: człowiek.
Fani serii mogą zadrżeć na wieść, że w roli tego ostatniego osadzony został stary znajomy – Hunter, który zjednoczył wszystkie stacje w byt zwany Nowy Rajch i przyjąwszy tytuł Führera, sprawuje totalitarne rządy propagandą i strachem. Ma szykować naród na odbicie powierzchni w toku wojny z „mrocznym i przerażającym wrogiem” (pierwszy zwiastun sugeruje, że może chodzić o tzw. czarnych, czyli rasę inteligentnych mutantów ze zdolnościami telepatycznymi, wokół której obracała się fabuła Metra 2033), wpajając obywatelom od najmłodszych lat konieczność zabijania bez litości.
O rozgrywce deweloper jeszcze niewiele mówi – a tym bardziej jej nie pokazuje, nie licząc jednej krótkiej scenki, która służyła głównie zademonstrowaniu potencjału autorskiego silnika 4A w tworzeniu ultrarealistycznych lokacji – lecz w tym obszarze najwyraźniej również zaznamy powrotu do korzeni. Można więc spodziewać się sporej dozy strzelania, ale też uciekania, skradania się, wędrowania przez zatęchłe tunele, szukania filtrów do maski przeciwgazowej etc. Na otwarty świat nie liczcie – na pewno nie w takim znaczeniu jak w grze Metro Exodus – choć twórcy kilkukrotnie wspominali o wyborach, więc opowieść jeszcze może okazać się nawet mniej liniowa niż w poprzedniej odsłonie.
Mnie szczególnie cieszy wzmianka o nowym protagoniście, przedstawionym jako Obcy (ang. Stranger), który od Artema będzie różnił się tym, że potrafi przemówić. Zgadza się, koniec z bohaterem niemową. Poza tym widać po nim, że nie jest młodzieniaszkiem, ale oprócz tego wspomniano jedynie, iż jest to człowiek, którego koszmary i bolesne wspomnienia zmuszają do zstąpienia z powierzchni w czeluście metra, choć poprzysiągł nigdy więcej nie postawić tam nogi.
Ja i branża potrzebujemy takiej gry
I na tym kończą się informacje ujawnione do tej pory. Na kolejne raczej nie będziemy długo czekać, zważywszy że premierę Metra 2039 zapowiedziano już na najbliższą zimę. Może w czerwcu, przy okazji Summer Game Fest, zostaniemy uraczeni pierwszym zwiastunem na silniku gry z prawdziwego zdarzenia?
W każdym razie nie mogę się doczekać. Boję się tej gry – boję się, czy moje biedne, starcze serce wytrzyma ładunek emocji i okrucieństwa, który zapowiada „kinowy” trailer – ale i tak nie mogę się jej doczekać. W naszej branży narracyjna odwaga zdaje się topnieć z roku na rok; taki cios obuchem jak Metro 2039 bardzo by jej się przydał.




